Kobieta Anniel: Agata Kuczyńska

Rozmowa z Agatą Kuczyńską

Absolwentka Szkoły Baletowej, tancerka Polskiego Baletu Narodowego, aktorka i mama 2,5-rocznej Janiny. Oraz stuprocentowa kobieta Anniel – wypisz wymaluj.

Wita nas owocowym ciastem domowej roboty i kawą w przedwojennych filiżankach. Agata Kuczyńska z fantazją i znawstwem dekoruje swoje przestrzenne mieszkanie w sercu Pragi, chlustając butelkowozieloną farbą po ścianach i wprowadzając do niego cudem odnalezione serwantki, krzesła i stoliki z odzysku. Troskliwa posiadaczka babcinych pierścionków i stosów płyt oraz człowiek, który z uśmiechem na ustach wiesza stopę na suficie. Umiecie tak?

*

W twoim domu aż roi się od vintage’owych perełek. Zdradź proszę, jak szukasz przedmiotów z historią? Gdzie węszysz, żeby takie cuda wytropić?

Kocham vintage! I to w każdym wydaniu: od mebli, przez stare książki i winyle, po ubrania i dodatki. Każda z tych rzeczy ma własną historię i – mam wrażenie – coś innego do powiedzenia. To przedmioty z duszą. Mam w domu lampkę z domu rodzinnego mojego dziadka – oprócz niej i zaledwie paru zdjęć nic innego mi po nim nie zostało. Po mojej ukochanej babci mam kilka bezcennych pierścionków. Czasem ktoś, zmieniając wystrój odziedziczonego lub kupionego mieszkania, odsprzedaje stare meble – tak udało mi się złapać piękną serwantkę z barkiem na aukcji internetowej, za symboliczne pieniądze. Młoda para na szybko pozbywała się nigdy nieruszonych z miejsca, zadbanych, drewnianych mebli po dziadkach. Serwantka stoi u nas w salonie i jest moją perełką.

Ale traf! A co z ubraniami – też cenisz te z drugiej ręki?

Tak – uwielbiam vintage markety, gdzie króluje używana odzież. Tak samo second handy lub sklepiki vintage, gdzie ubrania są już wyselekcjonowane, bardziej wyszukane, a co za tym idzie – lepszej jakości. Sama staram się nie rzucać w wir szybkiej mody, dlatego kupuję tylko te rzeczy, które są mi potrzebne, które posłużą mi przez lata. Ostatnio udało mi się znaleźć płaszcz z wełny z dodatkiem kaszmiru, w dodatku w świetnym stanie. Trafiłam na niego na vintage bazarze zorganizowanym z inicjatywy restauracji Komu Komu, miejsca z przepyszną kuchnią przy ulicy Mińskiej. Innym razem brałam udział w garażówce na bazarze Różyckiego obok knajpki Praska. Sama się wystawiłam z moimi rzeczami, których już nie potrzebuję, i oczywiście zgarnęłam kilka skarbów od innych wystawców, a było ich wielu. Sprawiło mi to mnóstwo radości, bo jako dziewczynka tworzyłam w pokoju coś na wzór sklepiku, tylko jakoś nikt do niego nie przychodził (śmiech). Popieram każdy ruch, który daje rzeczom drugie życie i skłania do odchodzenia od nadmiernego konsumpcjonizmu naszych czasów.

Czy przypisujesz przedmiotom jakieś szczególne znaczenie, poza użytkowym i estetycznym? Co w pierwszej kolejności ratowałabyś z pożaru? 

Trudno powiedzieć, do której rzeczy jestem najbardziej przywiązana. Mimo tego, że do wielu z nich mam dużą słabość, to z pewnością wybór padłby na pamiątki, zdjęcia, rzeczy symboliczne. Kocham podróże, lubię poznawać nowe miejsca i zawsze sporo dokumentuję. Moja córka Janinka też ma w swoich albumach mnóstwo fotografii.

Wspomniałaś też o winylach – masz ich pokaźną kolekcję, a i sprzęt do ich odtwarzania też nie znalazł się tutaj przez przypadek. Opowiesz o swojej zajawce na muzykę?

Oboje z moim partnerem mamy styczność z muzyką. Grzegorz od strony graficznej – jest znany z projektowania okładek muzycznych, robi to od lat. Mnie z kolei – z racji zawodu – od lat bliska jest muzyka klasyczna. Ale i poza pracą nie ma u nas dnia bez muzyki, zawsze znajdzie się czas na włączenie płyty, obejrzenie dokumentu związanego z muzyką, artystami, albo początkami danego gatunku. Mamy bardzo zbliżone zainteresowania muzyczne. Słuchamy różnych gatunków, jednak mimo częstych eksperymentów, zwykle wracamy do r&b, hip-hopu lat ’90, funku i tym podobnych nurtów. Uwielbiam też koncerty, zdecydowanie te bardziej kameralne lub po prostu muzykę na żywo. Mamy sporą kolekcję płyt z muzyką, ale też z filmami. Moją ogromną pasją są kino i teatr, dlatego na półce, oprócz bajek Disneya Janinki, jest też twórczość Stanisława Barei, Paolo Sorrentino czy Christophera Nolana.

Od muzyki i teatru jest już bardzo blisko do tego, co zawodowo cię nakręca, czyli do tańca. Opowiedz, jak zaczęła się twoja przygoda z tańcem i ile czasu masz dla niego teraz?

Lubię ruch odkąd pamiętam, a przede wszystkim to, że za jego pośrednictwem mogę wyrzucać z siebie emocje. Taniec naturalnie wkradł się w moje życie, bo już od najmłodszych lat chodziłam na zajęcia taneczne, również z tańca towarzyskiego, i regularnie uprawiałam sport. Angażowałam się we wszystko, co było związane z ruchem. Lubiłam też rywalizację i zawody, i właśnie dzięki temu – przez przypadek – trafiłam do szkoły baletowej.

Przez przypadek? Co masz na myśli?

To nie ja postanowiłam wziąć udział w egzaminach. Trwał nabór w szkołach podstawowych i wyznaczano datę przyjścia. To było wyróżnienie zostać zaproszonym i chciałam wygrać miejsce w szkole baletowej, ale kiedy już się dostałam, nie przeszło mi przez myśl, że rodzice będą chcieli mnie tam posłać. Usłyszeli od dyrektora szkoły, że zawsze będę mogła zrezygnować, a drugi raz taka okazja się nie nadarzy. Tańczyłam 12 lat, a po szkole 2 lata występowałam w Balecie Narodowym.

A co było później?

Moja praca z czystą klasyką w zespole się skończyła, a sam taniec – i tu szczególnie klasyczny – z upływem czasu zaczął ustępować miejsca aktorstwu, które naturalnie przychodziło wraz ze zleceniami. Mimo tego, że było mi bardzo ciężko się odnaleźć po stracie klasyki, nad którą pracowałam tak długo, znalazłam bliską dziedzinę, która od zawsze mi towarzyszyła. Skupiłam się na rozwoju aktorskim i największą przyjemność od kilku lat czerpię właśnie z takich zleceń. Zagrałam w ponad setce reklam i w kilku epizodach filmowych. A poza planem zdjęciowym jest jeszcze teatr, który kocham i w którym czuję się spełniona. Mam nadzieję, że będzie mi dane jak najdłużej tworzyć kreacje sceniczne i nie będę musiała się z teatrem rozstawać.

Gdzie można cię zobaczyć?

W spektaklach operowych w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej, najbliższym jest „Halka”, a po Nowym Roku – „Ognisty Anioł”. Oba w reżyserii Mariusza Trelińskiego.

Obiecuję obejrzeć! Wróćmy jeszcze na chwilę z teatru do waszego domu. Jak wam się mieszka na Starej Pradze? Nakreśl mapę waszych ulubionych miejscówek, zakątków i spacerowych ścieżek.

Stara Praga jest odrębną częścią Warszawy, która tworzy małą społeczność. Do niedawna mieliśmy nawet swoją kartę lojalnościową, którą można było nabyć w Kinie Praha. Uprawniała mieszkańców Pragi do zniżek w kinie czy praskich restauracjach. Miły gest, który skradł moje serce. Niestety, kino kilka miesięcy temu zostało zamknięte i teraz odwiedzamy inne kina studyjne.

Dobrze wam tutaj?

O tak, łatwo na Pradze o wydarzenia kulturalne czy koncerty. Ulica Ząbkowska tętni życiem cały rok, za to latem jest zamknięta dla ruchu drogowego i jest dla mnie małą starówką. Można świetnie zjeść w kilku knajpkach, a później udać się np. do Oparów Absurdu na kameralny koncert. Moje ulubione miejsca na obiad czy kolację to wspomniane Komu Komu, Praska, Proces Kawki, Susharnia, Bazar Klub i Praskie Bistro. Na spacery chodzimy do Parku Praskiego, Parku Skaryszewskiego i na Plac Hallera. Lubię tutejszy klimat. Praga jest zdecydowanie moim miejscem

 

I to czuć na każdym kroku. Trzymam kciuki za spektakle i dziękuję za rozmowę.

Agata wybrała model Anniel Loafer Pyton.

*

KWESTIONARIUSZ ANNIEL

Guilty pleasure? Nie żałuję sobie przyjemności.

Ukochane comfort food? Popcorn, kuchnia wietnamska.

Ulubiona książka? Ostatnio „Radość życia” Romy Ligockiej.

Ulubiony magazyn? „Wysokie Obcasy” lub magazyny o historii, takie jak „Newsweek Historia”.

Ulubiona płyta? Od lat „2001” Dr. Dre, „Music & me” Nate Dogg, „Mirrorwriting” Jamiego Woona i wiele wiele innych. I oczywiście muzyka filmowa i grana na żywo. Mam ją u boku każdego dnia.

Ulubiony projektant? Noszę to, co wpadnie mi w oko.

Ulubiony kosmetyk? Krem Nivea.

Ulubiony zapach? Skóra muśnięta słońcem, jesienne liście.

Ulubiony film? Niezmiennie „Między słowami” Sofii Coppoli.

Ulubiony spektakl lub opera? „Święto wiosny” z muzyką Igora Strawińskiego i w choreografii Wacława Niżyńskiego.

Ulubiona bieliźniana/biżuteryjna/modowa marka? Vintage forever, ale również &Other Stories czy Risk Made in Warsaw.

Ulubiona dyscyplina sportu? Kocham ruch i zajawię się każdym sportem, prócz biegania (śmiech).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.