Jak wesprzeć dziecko u lekarza?

Rozmowa z lekarzem rodzinnym

Przychodnie dzieci chorych, szczepienia, a czasem nawet szpital... Relacje z lekarzami wielu rodzicom spędzają sen z powiek. Z jednej strony chcemy, by dziecko było zdrowe, z drugiej – nie lubimy narażać go na stres. Jak sobie te sprawy uporządkować? I czy o zdrowie należy dbać kosztem dziecięcej psychiki?

Każdy rodzic, któremu kazano potrzymać główkę dziecka, by lekarz mógł mu swobodnie zajrzeć do gardła, albo przytrzymać rączkę, by pobrać krew, wie, jakie to okropne uczucie. Chcemy zrobić to, co konieczne, jednak jeśli medyczne procedury wiążą się z bólem, stresem i naruszeniem dziecięcego poczucia intymności, wolelibyśmy im ich nie fundować. Jak wybrnąć z sytuacji, gdy musimy zrobić to, co nieprzyjemne, ale konieczne? Jak pomóc dziecku, a jak lekarzowi, by nie przeszkadzać mu w obowiązkach? Na te trudne pytania pomaga nam odpowiedzieć ekspert – lekarz rodzinny i mama Dominika Wojsz.

*

Spotkałam wielu rodziców rozczarowanych kontaktem z pediatrami czy lekarzami rodzinnymi, ich chłodnym, nazbyt zdystansowanym podejściem do dzieci. Czy na studiach medycznych jest jakieś przygotowanie psychologiczne dotyczące relacji z pacjentami?

Kontakt lekarza z pacjentem to moim zdaniem sprawa kluczowa dla tego zawodu. Nie wiem, czy to jest standard na wszystkich uczelniach, ale ja studiując na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, miałam zajęcia z psychologii dwa razy. Uwzględniały one także zajęcia praktyczne, m.in. pracę w różnych trudnych sytuacjach, albo z tzw. trudnymi pacjentami. Sama przykładam ogromną wagę do sfery psychologicznej, do relacji z pacjentami, zwłaszcza dziećmi, bo moim zdaniem rozmowa jest niekiedy ważniejsza niż badanie.

Dlaczego to takie ważne?

Pomijając oczywisty dla mnie fakt, że pacjent dziecko, to po prostu mały człowiek i należy mu się taki sam szacunek jak każdemu, to moim zdaniem z rozmowy wielokrotnie wynika więcej niż z samego badania.

A jednak są lekarze, którzy w gabinecie nie zwracają się bezpośrednio do dziecka, tylko do jego mamy. Mówią: proszę położyć, rozebrać…

Jeśli lekarz sam nie zadba o tę sferę, nie zainteresuje się psychologią, nie będzie dostrzegać potrzeby bycia blisko pacjenta, może się to tak skończyć. Dlatego ja bardzo stawiam na rozwój w tym obszarze, zrobiłam podyplomowe studium coachingu i dbam o relacje z moimi pacjentami.

Czy dobrze mieć zaufanego lekarza? Coraz częściej przychodnie zmieniają zasady – niekiedy trudno mieć „swoją” Panią Doktor, do której dziecko jest zapisane.

Jestem lekarzem rodzinnym właśnie dlatego, że lubię, kiedy przychodzi do mnie cała rodzina. To oznacza historie, rozmowy z ludźmi. Gdy badanie rozpoczyna się od najstarszych dzieci, te młodsze widząc rodziców czy rodzeństwo, oswajają się z sytuacją i mają czas zbudować pozytywne nastawienie. Starszaki stają się wtedy „bohaterami” dla młodszego rodzeństwa, a maluchy widzą, że Pani Doktor nie wyrządza nikomu żadnej krzywdy. Ludzie, a dzieci szczególnie, potrzebują komfortu psychicznego. Obserwuję często młodzież szkolną i jestem przerażona poziomem stresu, coraz częstszymi problemami z zaburzeniami nastroju, uzależnieniami. To się zaczyna w dzieciństwie.

„Pani doktor, którą chciałabym spotkać”

 

Stres jest też nieodłącznym towarzyszem rodziców. Jak możemy pomóc dzieciom, by lepiej znosiły szczepienia i badania w przychodni?

Po pierwsze należy jak najwięcej rozmawiać z dzieckiem. Mówić spokojnie, opisywać wszystko w szczegółach. Według badań ludzie w dużo większym stopniu wnioskują z intonacji głosu, niż z samej treści słów. Warto rozmawiać nawet z bardzo małymi dziećmi, takimi, które same jeszcze nie mówią – wbrew pozorom rozumieją bardzo wiele! Opiszmy im szczegółowo co je czeka podczas takiej wizyty: co zrobi lekarz, jakich użyje narzędzi. Powiedzmy dziecku, że będzie się musiało rozebrać – dla niego to przecież nie jest oczywiste, a dotyczy naruszenia jego prywatnej sfery. Im więcej powiemy, tym mniej dziecko będzie się bać. Możemy w rozmowie także odwołać się do własnych doświadczeń. Powiedzmy, że kiedyś lek podany nam przez panią doktor nas uzdrowił. Wytłumaczmy dziecku, że są rzeczy nieprzyjemne, ale potrzebne, na przykład lekarstwo, które było niedobre, ale dzięki niemu szybciej wróciliśmy do ulubionych zajęć. Fajne są też wszelkie zabawy w lekarza, badanie w domu lalek czy misiów.

Czy czytać dzieciom książki o ciele człowieka, medycynie?

Można. Polecam też tzw. rytuał chorowania, czyli opisywanie, na czym on polega. Tłumaczmy, że teraz będziemy leżeć pod kołdrą, przyjmować lekarstwo, pić specjalne napoje itd.

A czego nie robić?

Nie wolno okłamywać dzieci. Trzeba rozmawiać, mówić prawdę, trenować z nimi wytrzymałość na pewne rzeczy, wspierać. Drugi częsty błąd to straszenie lekarzami, przychodnią, zastrzykiem. Rodzice w dobrej wierze ostrzegają dzieci, na przykład, żeby nie zdejmowały czapki, bo będą chore i trafią do lekarza, w rzeczywistości je strasząc. Potem dzieci stresują się na sam widok pielęgniarki, która kojarzy im się z karą.

Co jeśli nasze dziecko pomimo starań reaguje histerycznie na wizytę u lekarza?

Niektóre dzieci, mimo naszych wysiłków, zawsze będą zestresowane i będą reagować na przychodnię źle. Nie należy się tym martwić. Często obserwuję rodziców, którzy czują się winni, że ich dziecko zachowuje się w gabinecie nie tak, jakby tego oczekiwali, a przecież to nie wina dziecka, że się boi, czy czuje niekomfortowo i tak reaguje. Dlatego nie utożsamiam zachowania podczas badania z charakterem dziecka poza gabinetem i nie oceniam nigdy rodziców tzw. „niegrzecznych dzieci”. To jedna z rzeczy, którą dało mi bycie mamą. Bardzo często mały pacjent po prostu potrzebuje chwili na to, by dojść do siebie, oswoić się z sytuacją. Nie wolno niczego robić za wszelką cenę, czasem po prostu trzeba poczekać.

„Obecność mamy daje mi moc”

 

Niekiedy pediatrzy oczekują, że niektóre badania wykona się wbrew dziecku. Czy można przytrzymać dziecko, które się wyrywa? 

To zależy od sytuacji i stanu pacjenta. Podejrzewam, że na przykład wysoka gorączka mogłaby być wskazaniem do wykonania badań, mimo że dziecko nie czuje się z nimi komfortowo. Najczęściej jednak dzieci, które są w bardzo złym stanie, są otępiałe i jest im wszystko jedno. Nie spotkałam się z sytuacją, w której musiałabym chcieć zrobić coś wbrew małemu pacjentowi, nie przyszło mi nawet do głowy przytrzymywanie dziecka siłą, by je zbadać. Pacjenci oczywiście są różni i trafiali mi się tacy, którzy „demolowali gabinet”, ale z mojego doświadczenia wynika, że spokój, rozmowa, cierpliwość i traktowanie dziecka jak małego dorosłego potrafi pokonać wiele przeszkód. Powinno się na przykład pytać dziecko, czy można je rozebrać, zdjąć koszulkę. To dla niego wkroczenie w sferę prywatności i bez jego zgody nie wyobrażam sobie tego zrobić.

Zatem gdzie i jak stawiać granice zgody na badanie dziecka?

Jeśli nie podoba nam się współpraca z danym pediatrą, to moim zdaniem nie ma sensu forsować wizyt, fundując dziecku traumę. Diagnoza nie może być ważniejsza niż sam pacjent. Należy szanować granice osobiste dziecka u lekarza, tak samo jak szanujemy je w kontaktach z innymi. Nie pozwalamy na dotykanie czy tym bardziej całowanie naszego dziecka bez jego zgody, choćby nawet przez kogoś bliskiego, np. członka rodziny, i tak samo powinno być w przypadku kontaktu z lekarzem. Zawsze należy pytać dziecko o zgodę. Pacjent w tym kontakcie jest przecież osobą słabszą. To samo dotyczy naruszania przestrzeni prywatnej. Gdy dziecko leży w szpitalu, łóżko pełni funkcję jego prywatnej przestrzeni, tymczasowego „domu”. Lekarz powinien zatem pytać – tak jak w domu u tej osoby – czy mogę tu usiąść, zbadać cię? Dobrze jest w takich sytuacjach posłużyć się rodzicem. Gdy lekarz ma możliwość zbadać dziecko w naszej obecności, zawsze powinien z tego korzystać. Wielokrotnie dokonując badania pulsu, czułam jak przyspiesza w momencie, gdy mama czy tata się oddalają. Dla dziecka to wielki stres, więc w trakcie badania bliskość rodzica to rzecz najważniejsza.

„Czego się boję u lekarza”

 

Wspomniałaś o szpitalu. Dla wielu rodziców pobyt w nim to bardzo trudne przeżycie. Co poradziłabyś matkom, które właśnie dowiedziały się, że muszą zostać z dzieckiem na oddziale?

Przede wszystkim: nie denerwuj się, nie stresuj się, nie panikuj, bo dziecko to wyczuwa. I po drugie – nastaw się, że wszystko rozciągnie się w czasie. Połączenie stresu i konieczności czekania to trudna mieszanka, ale diagnostyka i obserwacja niestety trochę trwają, dlatego zazwyczaj w szpitalu trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość. Co do stresu – na jednej z ostatnich konferencji dowiedziałam się, że w sytuacji traumy ciało rodzica w naturalny sposób napina się, by podświadomie pokazać dziecku, że sobie poradzimy. Jesteśmy napięci i dziecko to czuje. Tymczasem małe dzieci nie mają w sobie tej sztywności, dla nich naturalnym zachowaniem w stresie jest drżenie ciała. To samo dotyczy kobiet po porodzie – wiele z nich reaguje drżeniem, bo to naturalna reakcja organizmu na traumę. Warto to wiedzieć, gdy nasze dziecko drży. Na pewno w oswojeniu sytuacji szpitala, tak jak w przypadku innych procedur medycznych, także pomoże rozmowa – o tym, że nie będzie spania we własnym łóżku i pokoju, że być może na sali będą też inne dzieci.

Czy jest szansa, by rodzice zbudowali zaufanie do lekarzy i służby zdrowia, wyzbyli się stresu, lecząc swoje dzieci?

Współcześni młodzi lekarze inaczej traktują pacjentów, bo też inaczej się dziś wychowuje dzieci, a własne doświadczenie bycia rodzicem przekłada się na traktowanie innych. Macierzyństwo bardzo zmienia, przynajmniej moją perspektywę zawodową bardzo zmieniło. Sądzę, że dobrym rozwiązaniem jest medycyna rodzinna i oddawanie się pod opiekę lekarzowi grupowo. Przyszłością jest natomiast nowa dziedzina, czyli medycyna stylu życia. Już nie da się patrzeć na człowieka jedynie jako na ciało. Teraz trzeba spojrzeć na niego jako na bardzo złożoną istotę.

Dziękuję za rozmowę. 

„Mój brat był w szpitalu”

*

Dominika Wojsz: lekarka, autorka książek, coach i mama, w internecie znana jako Mama Lekarz. Mówi o sobie, że jest pełną pasji mamą bez granic. Pracę w przychodni łączy z opieką nad przedszkolakami i prowadzeniem bloga. Napisała pięć bestsellerowych e-booków o zdrowiu, macierzyństwie i karmieniu niemowląt.

 

Rozmowę zilustrowała dziewięcioletnia Natalia. 

1 komentarz

  • Asia:

    To, co Pani napisała jest piękne ale myślę, że to marzenia. Na pewno moje bo nie spotkałam się z lekarzem, który miałby takie podejście. Zawsze mój syn w szpitalu był trzymany na siłę(często mało delikatnie) nawet przez 2 osoby. Nigdy nikt się nie zapytał ani nie powiedział co będzie mu robione, że trzeba się rozebrać, że będzie zastrzyk. Po prostu to robili. Byliśmy kilka razy w szpitalu i zawsze było tak samo, teraz tak się boi, że nawet wchodząc po receptę jest krzyk. Mimo mojego oswajania z tematem, zabawek, książeczek. Mam nadzieję, że jest na świecie więcej takich osób jak Pani i uważam, że warto o tym mówić. Bo jak dziecko ma się nie bać gdy jest tak traktowane?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.