I love cookies!

Słodki dzień w Miss Mellow

Czym żyje szefowa najprzytulniejszej warszawskiej cukierni? Czym karmi swoją ciekawość, jak dokumentuje kulinarne fascynacje i czyje rączki pomagają jej w dekorowaniu ciastek?

Alę Gabillaud już troszkę znacie z łamów Ładne Bebe, więc zapewne wiecie, że jest mamą 3,5-rocznej Antosi i założycielką cukierni Miss Mellow przy ulicy Wilczej 62. Pod tym słodkim adresem mieści się przeszklona witryna z bajecznie maślanymi pączkami, śmietanowymi ptysiami i rozkosznie czekoladowymi ciastkami. A wszystkie są wykonane pieczołowicie, z rzemieślniczą dokładnością i oddaniem. Ala ma tak, że wszystko robi na 100%, nie chadza na skróty i chętnie zagląda do kajetu z babcinymi recepturami. Zobaczcie, jak wygląda jej pracowity dzień w Miss Mellow, od chwili przekręcenia klucza w zamku aż po powrót do domu w pełnym rodzinnym składzie.

Zajrzyjcie też do pierwszej publikacji z tego cyklu, sfokusowanej wokół czytelniczej zajawki Zojki (I love books!) i drugiej, podejmującej temat transferu z dzieciństwa do nastoletniości (I love my home!).

*

Wstaję o 4:45, żeby dotrzeć na 5:30 do pracowni i wypiec słodkości – w tym jak najwięcej brioszek cynamonowych i ptysiów pistacjowych, bo one kończą się najszybciej. Do cukierni przy Wilczej docieram chwilę przed 9. Poranek jest najbardziej dynamiczną porą dnia. O godzinie 12 siadam do lunchu. Wtedy ruch w cukierni się trochę uspokaja i jest chwilka wytchnienia. Pracę kończę między 15 a 17, w zależności od tego, kto danego dnia odbiera Młodą z przedszkola. Między pracą a odebraniem Antosi staram się znaleźć 45 min na medytację. Potem jest czas z Tosią spędzany w domu lub na placu zabaw. Stałym punktem dnia jest kolacja o 18:30, a najpóźniej o 19, do której zawsze siadamy wspólnie, całą rodziną. Potem powoli szykujemy się do snu. Mój dzień kończy się zwykle między godziną 22 a 23. 

Odwiedzają nas bardzo ciekawi i różni ludzie. Każdy ma inny powód, żeby trochę sobie dogodzić i przystanąć na chwilę z rana, w trakcie dnia czy po pracy, albo po zajęciach na uczelni. Widuję tu regularnie naszych sąsiadów i stałych klientów. Często wpadają turyści, którzy nas obserwują w internecie i szukają miejsca do małych weekendowych celebracji. Przychodzą sami, ze znajomymi lub całymi rodzinami – przekrój jest bardzo szeroki.

Miss Mellow to biznes rodzinny. Krzysiek zajmuje się papierami, szeroko pojętym ogarnianiem wszystkiego w cukierni, projektowaniem graficznym i inspiracjami. Do moich obowiązków należy przyjmowanie zamówień, rozwijanie receptur, produkcja, robienie zakupów i prowadzenie kanałów social media. Miejsce na cukiernię znaleźliśmy w konkursie miejskim. Zależało nam na tym, by znajdowała się w Śródmieściu. Zdecydowanie urzekła nas stara witryna i w całości przeszklony lokal przy Wilczej 62. No i sąsiedztwo: Kuchnia Konfliktu, tętniące życiem Poznańska i Hoża, Koszyki czy Pacyfik. W ciągu tego roku otworzył się w okolicach Hotel The Nest, a w budowie jest nowy Hotel Rialto. Tak więc na naszym kwadracie zaczyna się robić naprawdę ekscytująco!

Inspiracje do pracy czerpię zewsząd. Uwielbiam książki kulinarne i często do nich wracam, ale nie stronię od blogów czy Instagrama. Często korzystam z mojego zeszytu z przepisami. Pierwszy założyłam w wieku 10 czy 12 lat. Pamiętam, że znalazły się tam przepisy na szarlotkę babci i clafoutis z wiśniami dziadka. Potem spontanicznie dopisywałam tam przepisy zaczerpnięte od znajomych czy znalezione w książkach, albo w Internecie. Zeszyt, który prowadzę obecnie, miał być motywatorem do zapisywania pomysłów i samych przepisów w jedynym miejscu, bez fruwających kartek i karteczek. Niestety różnie u mnie bywa z samodyscypliną i obecnie moje przepisy i pomysły znajdują się w trzech miejscach naraz!

Czas kulinarnych eksperymentów mam chyba już za sobą. Ostatnio zdecydowanie wróciłam do swoich korzeni, dlatego stawiam na klasykę ponad szalonymi trendami jednego sezonu. Ale wiem, że marzeniem Antosi jest złoty tort arbuzowy z flamingami, więc chyba jeszcze wszystko przede mną (śmiech). Antosia bardzo lubi przychodzić do nas do pracy. Niezależnie, czy jest to cukiernia, czy pracownia, chętnie pomaga w pracy i chce być częścią tego, co robimy. Kiedy nie ma nam w czym pomóc, siedzi i sobie rysuje lub ogląda bajkę. Lubię, gdy jest blisko.

Muzyka w Miss Mellow to dla mnie kluczowa sprawa. Wierzę, że na pełen odbiór tego, co się je, wpływa nie tylko smak, faktura i wygląd jedzenia, ale też to, co nas otacza w danej chwili. A że muzyka jest moją drugą największą zajawką życiową, to z przyjemnością podjęłam się stworzenia cukiernianej playlisty (znajdziecie je tu i tu). Wybierając utwory, kierowałam się z jednej strony tym, by nóżka sama chodziła, a z drugiej – by przyjemnie otulała i odprężała.

*

W sesji wziął udział aparat instax SQ6.

Materiał powstał we współpracy z marką Fujifilm.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.