relaks mamy

Hej mamo, zrelaksuj się!

Top 6 miejsc sprzyjających odpoczynkowi

Hej mamo, zrelaksuj się!
Edyta Leszczak

Oto sześć miejsc na relaks w sześciu warszawskich dzielnicach. Zaraz się przekonacie, że Warszawa daje mamom odpocząć.

Odpoczynek i błogostan, bez umiaru i w dużym nasileniu. A oprócz tego warsztaty, wiedza, przyjemna rozmowa i opieka kompetentnych ludzi, ekspertów w swojej dziedzinie. To cechy sześciu odwiedzonych przez nas miejsc, które ściszają hałas dużego miasta, rozmasowują stres, oczyszczają przestrzeń z napięć i pokazują, jak można pięknie pracować i lubić tę swoją robotę. Zaraz wam pokażemy, jak powiedzieć macierzyńskim stresom i smutkom coś na literkę S. Ale takie ładne słowo na S. Jak sajonara!

*

ROŚLINNY STOR, ul. Tamka 34, Powiśle

Tutaj rządzi czteroosobowa dziewczyńska banda w osobach Małgosi i Agaty (prowadzących sklep i warsztaty), Kai (specjalistki od komunikacji) oraz Zofki (kierowcy z wyobraźnią). W piątkowe popołudnie przywitała nas na Tamce trójgłowa, sympatyczna delegacja, walcząca z pokaźnym kwiatowym zamówieniem. Zanim wprowadził się pod ten adres Roślinny STOR, mieścił się tutaj zakład kuśnierski, po którym zostało piękne, przeogromne lustro. Zapach kawy i przyjemny gwar dobiegający z naprzeciwka, gdzie mieści się siostrzana kawiarnia STOR, każe tu zaglądać w weekendy i zostawać na dłużej. Wszak nieopodal płynie Wisła, jest fontanna ze złota kaczką, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Centrum Nauki Kopernik, a pod górkę pracownia ceramiczna Fenek. Mało? To posłuchajcie, czym przyciąga na Powiśle Roślinny STOR.

 

Jaka idea stoi za Roślinnym STOREM? Jaki miałyście plan tworząc to miejsce?

Małgosia: Zaczęło się od tego, że Krzysiek Rzyman, założyciel kawiarni STOR, odezwał się do mnie z pytaniem, kto mógłby poprowadzić Roślinnego STORA. Było to klasyczne pytanie z serii: „Nie zapytam cię wprost, czy chcesz u mnie pracować” (śmiech). Początkowo pojawialiśmy się na Nocnym Markecie i innych wydarzeniach, stopniowo przygotowując się do otwarcia sklepu. Od czerwca jesteśmy już otwarci w trybie weekendowym, czyli od piątku do niedzieli. Dzięki temu mamy pewność, że są u nas zawsze świeże rośliny, bo w czwartki mamy dostawę i wtedy przesadzamy je do glinianych doniczek. Czasem przeciąga się to na piątek i wtedy ludzie podpatrują przez szybę, co robimy, wpadają przybić piątkę, przychodzą po roślinę i po poradę. I o to nam chodziło.

Kaja: Naszym planem nie było robienie wielkiego biznesu, ale gromadzenie ludzi w jednym miejscu. W zeszłym roku STOR zorganizował Projekt Roślina i było wielu zainteresowanych, którzy prosili, by to się działo się cyklicznie. W odpowiedzi na te właśnie prośby i pytania powstał Rośliny STOR.

M: Zależy nam, żeby ludzie wracali do domów z roślinami, które są odpowiednio przygotowane i zadbane. Dlatego sprzedajemy je nawiezione nawozem z kompostownika, który jest w STORZE, z odpowiednią ziemią i glinianą doniczką, która zapewnia przepływ wody. I zawsze rozmawiamy z osobą, która kupuje roślinę, sprawdzając, jakie ma światło w domu czy na którym parapecie postawi doniczkę, i dobieramy taką roślinę, która sobie poradzi z tymi warunkami. Nie sztuką jest kupienie dużej liczby roślin, ale utrzymanie ich przy życiu.

Które z organizowanych u was wydarzeń polecałybyście mamom na błogi relaks?

M: Zapraszamy wszystkich, także mamy, na warsztaty z domowej obsługi roślin zielonych. Zauważyłyśmy, że ludzie nie przesadzają kwiatów, bo nie wiedzą, jak to robić i że w ogóle trzeba to robić. Dlatego rozmawiamy o tym, jak opiekować się rośliną, jak ważny jest dobór odpowiedniego rodzaju ziemi, dlaczego trzeba sprawdzać korzenie itp. Warsztaty trwają zwykle ok. 2 godzin i uczestnicy opuszczają sklep z własnoręcznie przesadzoną rośliną oraz wskazówkami, jak się nią opiekować w domu.

Co same robicie, żeby się maksymalnie zrelaksować?

Agata: Nigdy wcześniej nie pracowałam w miejscu, z którego co prawda czasem wychodzę zmęczona, z rękami w ziemi, obolałymi od stania nogami, ale zawsze zadowolona. Wpadają do nas ciekawi ludzie, gawędzimy sobie, a to jest bardzo relaksujące. Mieć pracę, którą się naprawdę lubi – to jest to. Jeszcze nie było mi to dane, ale jest dane teraz i bardzo się z tego cieszę. Zapomniałabym! Uwielbiam też spędzać czas z książką.

K: Jeździmy po rośliny, wybieramy okazy, spotykamy się ze sobą, spędzamy miło czas i staramy się nie dokładać do tego wielkiej ideologii.

M: Ja mam Rudego, psa ze schroniska, który jest etatowym pracownikiem Roślinnego STORA. Moim relaksem jest spędzanie czasu właśnie z nim, spacery po wszystkich parkach Powiśla. Doceniam fakt, że mogę go zabierać ze sobą do pracy. Rudy jest na Tamce stałym bywalcem, węszy sobie po katach, szuka pozostawionych kanapek i radośnie wita gości.

 

*

CLOUDMINE, ul. Paryska 17, Saska Kępa

Cloudmine to sklep, galeria i miejsce, w którym odbywają się warsztaty, umiejscowione na ulicy Paryskiej, gdzie gromadzą się cukiernie, kawiarnie i restauracje, zakłady rzemieślnicze i warzywniaki. Saska Kępa to miasto w mieście, bo jeśli dobrze poszukasz, znajdziesz tu wszystko. Cloudmine, który właśnie obchodzi 10. rocznicę istnienia, pięknie się tutaj odnalazł, każdego ranka punktualnie o 10.00 (w sobotę od 11.00, w niedzielę zamknięte) puszcza oko sąsiadom i przypadkowym spacerowiczom, zapraszając nienachalnie do środka. Przyjdź tutaj po inspirację, po ładny przedmiot, albo po wiedzę. Już wkrótce odbędą się warsztaty z przyjemności z Agą Kozak, trenerką i terapeutką. A tymczasem przeczytaj rozmowę o relaksie z mamą 2,5-rocznej Mirki i założycielką Cloudmine, Marianną Grzywaczewską.

Jaka idea stoi za Cloudmine? Jaki miałaś plan, tworząc to miejsce?

Główna zasada to polskie marki. Wśród warszawskich concept store’ów jesteśmy jedynym miejscem, które kładzie nacisk na to, by każdy produkt – nawet wstążka, w którą pakujemy prezenty – była wykonana w naszym kraju. To moja obsesja (śmiech). Poza tym chciałam stworzyć miejsce przyjazne, estetyczne, oryginalne, ale nie luksusowe w rozumieniu „tak pięknie, że na pewno drogo”. Nie chcę nikogo odstraszać, niezależnie od wieku czy zasobności portfela. Staram się dobierać marki tak, by się uzupełniały. Jest dla mnie ogromną przyjemnością słyszeć od klientek, że chciałyby mieć z naszego butiku wszystko – od butów po książki. Uzupełniamy też ofertę o rzeczy vintage i od czasu do czasu kwiaty, bo to nasze dwie wielkie miłości. Mówię „my”, bo Cloudmine to w tym momencie zespół wspaniałych młodych kobiet i to też ważny aspekt naszej przestrzeni. Moja drużyna nie jest przypadkowa i każda z dziewczyn dokłada do miejsca swoją cząstkę, dlatego też klientki do nas wracają i czują się (mam nadzieję) zaopiekowane i potraktowane indywidualnie.

Które z organizowanych u na Paryskiej warsztatów i które z produktów polecałabyś mamom jako sposób na relaks?

Bardzo się cieszę z naszego cyklu CLOUDLAB. 24 listopada odbędą się czwarte warsztaty, które będą dotyczyły tematu przyjemności, seksu i sensualności. W zasadzie każde z dotychczas organizowanych i tych planowanych spotkań są dla mam i nie-mam. Staramy się zachować balans pomiędzy warsztatami rękodzieła, które są czystym relaksem i manualnym ćwiczeniem, jak np. ostatnie z ręcznie robionych dekoracji papierowych z Folkisz, a bardziej pogłębionymi spotkaniami wokół samorozwoju, jak planowanie, otwieranie się, docenianie siebie. Jeśli natomiast chodzi o produkty z naszej oferty, to oczywiście zachęcam do obejrzenia autorskich pomysłów: biżuterii z chmurkami, szczotek do ciała, koszulek i filiżanek PRZYSZŁOŚĆ. Już niedługo kolekcja świąteczna. Dla sroczek mamy ogromny wybór biżuterii, od minimalistycznej po fantazyjną. No i nasz regał kosmetyczny – zgromadziłyśmy najlepsze polskie marki pielęgnacyjne. Każda cera znajdzie u nas ukojenie.

Co sama robisz, żeby się maksymalnie zrelaksować?

Od lat wśród wszystkich metod relaksu króluje długa kąpiel w wannie. Jeśli zwalczę uzależnienie, to bez telefonu, zamiast niego – książka lub „Tygodnik Powszechny”. To z codziennych domowych rytuałów. Z odkryć ostatniego miesiąca – silent disco! Taniec, głośne śpiewanie i zero poczucia, że ktoś cię obserwuje lub ocenia. Wspaniała sprawa.

*

SOSNA STRACHOTA, ul. Krasickiego 24, Mokotów

Klasyczna historia. Spotkały się dwie bystre dziewczyny przeorane doświadczeniami z korporacji, pragnące zmiany i miejsca, w którym zarówno one, jak i goście poczują się dobrze. Tak dobrze, że będą opóźniać wyjście w nieskończoność, a potem regularnie to miejsce odwiedzać. I udało się. Przy Krasickiego 24, wśród zabytkowych mokotowskich willi, mieści się salon stworzony przez Małgosię Sosińską, mamę 8-letniego Janka, 6-letniego Olka i 2-miesięcznej Klementyny oraz Małgosię Strachotę, mamę 15-letniej Dominiki. Tutaj zadbasz o siebie od stóp do głów, przy czym ta głowa odpocznie chyba najbardziej, czule masowana, rozpieszczana zapachami i przyjacielską atmosferą, która się unosi od wejścia. Posłuchajcie, jak Małgosie opowiadają o relaksie. Proszę bardzo, można się rozmarzać.

 

Jaka idea stoi za SosnaStrachota? Jaki miałyście plan, tworząc to miejsce?

M. Sosińska: Pierwsza myśl pojawiła się 15 lat temu – ja byłam na studiach, Małgosia właśnie urodziła córkę i pracowałyśmy wtedy na Białym Kamieniu. Ale plan powstał tak naprawdę już tutaj, kiedy urodziłam drugie dziecko i powiedziałam do Małgosi „Słuchaj, trzeba coś zmienić, widziałam fajny dom na Mokotowie, więcej  miejsca, przestrzeń przyjazna kobietom, róbmy to”. Tak się do tego zapaliłyśmy, że nawet nie sprawdziłyśmy warunków wynajmu. Początkowo spółka była 3-osobowa, ale ostatecznie zostałyśmy dwie. Pomysł był taki, by znaleźć spokój na Mokotowie i połączyć tę atmosferę relaksu z zajmowaniem się sobą.

M. Strachota: Chyba zawsze szukałyśmy z Małgosią inności, chciałyśmy wyjść poza standard, dodać coś od siebie. Zanim zaczęłyśmy razem działać, pracowałam w miejscu, które było bardzo sztywne i zimne, gdzie pracownicy byli źle traktowani. I postanowiłam sobie wtedy, że kiedy stworzę swoje miejsce, to ono będzie przyjazne i dla pracowników, i dla klientów. I to nam się udało. Jesteśmy zgranym teamem, wychodzimy z założenia koleżeńskości, a nie szefowania, i to samo dajemy swoim klientom. Nie oceniamy, nie wartościujemy, traktujemy wszystkich tak samo.

Który z zabiegów szczególnie polecałybyście mamom jako sposób na relaks?

M. Sosińska: Zabiegami zajmuje się Małgosia, ale z opinii klientek wnioskuję, że najbardziej relaksujący jest Królewski masaż twarzy, a więc manualna praca, masaż napinający i relaksujący twarz i głowę. Nie jest to zabieg rozciągnięty w czasie, przez co łatwiej się na niego umówić, przychodząc z dzieckiem, a poza tym daje szybkie efekty. Warto wspomnieć też o manicurze, bo jest to zabieg, na który też można spokojnie przyjść z dzieckiem. Uwielbiamy malować małe paluszki dzieci naszych klientów. Wybieramy kolory z cierpliwością, mamy całą gamę lakierów eko i traktujemy małego klienta z powagą. A latem ogród jest dodatkową przestrzenią do relaksu na leżakach.

M. Strachota: Przy wyborze zabiegu trzeba się sugerować rodzajem skóry i potrzebami oraz porą roku. W tej chwili najlepiej wykonywać zabiegi z witaminą C lub retinolem, o tej porze roku skóra najlepiej przyswaja właśnie te składniki i zabiegi z ich dodatkiem dają najlepsze efekty. A co do relaksu, to myślę, że każdy z naszych zabiegów z nim się wiąże. Nie zostawiam klientki nawet na chwilę – od demakijażu po wykończenie ciągle dzieje się masowanie i rozpieszczanie. W chwili, gdy klientka ma nałożoną maseczkę, masuję jej ręce i głowę.

Co same robicie, żeby się maksymalnie zrelaksować?

M. Sosińska: Teraz mam taki moment w życiu (Sosna przed 2 miesiącami urodziła trzecie dziecko – przyp.red.), że kompletnie nie myślę o relaksie. Tak naprawdę to ja się relaksuję w pracy, kiedy jestem z moim świetnym zespołem, z kobietami, które do nas przychodzą. Jest to dla mnie uspokajające.

M. Strachota: Uciekam za miasto. Uwielbiam z  córką wskoczyć spontanicznie w pociąg i pojechać do Sopotu, najchętniej jesienią i zimą, kiedy Sopot jest pusty. Lubimy się z Dominiką i między nami naprawdę jest dobrze, mimo że jest nastolatką, a wtedy emocje buzują i dużo się w tym młodym człowieku dzieje. Najważniejsza jest uczciwość i szczerość w takiej relacji – jeśli coś złego zrobiłam, zawsze przepraszałam moją córkę, nie uciekałam od odpowiedzialności, wymigując się faktem, że jestem wszystkowiedzącym rodzicem. Bo nie jestem, nikt nie jest. Ważna jest rozmowa i szczerość, czasem aż do bólu. Dziecko musi wiedzieć, że pieniądze nie spadają z nieba, a z drugiej strony – jeśli masz ochotę sprawić sobie przyjemność i kupić coś ładnego, odłóż na to środki i zrób to.

*

NA TEMAT PIĘKNA, ul. Kleczewska 34, Stare Bielany

Na temat piękna mogłabym gadać bez końca, a najchętniej z Olą Knaflewską, założycielką relaksacyjnego azylu we własnym domu na Starych Bielanach. Wanna w jej ogrodzie przyciągała wiosną i latem tych, którzy chcieli zadbać o siebie pośród przyrody, oddając się w dobre, troskliwe ręce Oli. Wszystkie zabiegi odbywają się teraz wyłącznie w świetlistym gabinecie, ale zanim do nich dojdzie, Ola zaparzy dzbanek ziół, wypyta o potrzeby skóry i jej kondycję, a potem przyjrzy się jej pod lampą. I już wszystko wie. Teraz zacznie się najlepsze – oczyszczanie, wzmacnianie, gładzenie i wmasowywanie dobrodziejstw w twarz i ciało, a te potrafią się za dobre traktowanie odwdzięczyć blaskiem i puszczeniem wszelkich napięć. Po to pędźcie do Oli jak w dym, a tymczasem przeczytajcie, co jej zdaniem najskuteczniej odpręży mamę.

Jaka idea stoi za Na temat piękna? Jaki miałaś plan, tworząc to miejsce?

Zanim zdecydowałam się na otwarcie swojego miejsca, pracowałam w różnych salonach kosmetycznych. Jednak nigdzie nie znalazłam tego, na czym najbardziej mi zależało, czyli połączenia profesjonalnej kosmetyki z dbaniem o równowagę ciała i ducha. Tak powstał pomysł na stworzenie azylu, w którym czas płynie specyficznym tempem, odczuwalnym dla każdego inaczej. Miejsce, gdzie stymulowana jest każda ze sfer naszego funkcjonowania: umysł, ciało i emocje, gdzie każda osoba w atmosferze akceptacji może poczuć się komfortowo. Dlatego gabinet stworzyłam w swoim domu na Bielanach, ponieważ zależy mi na tym, żeby atmosfera była prawdziwie domowa.

Który z zabiegów polecałabyś mamom jako sposób na relaks?

Tak naprawdę dobieram każdy zabieg dopiero w gabinecie, na miejscu przy ziołowej herbacie, odpowiednio do potrzeb ciała lub twarzy. Teraz jest superczas na zabiegi na buzię, np. z kwasami. Bardzo lubię też mezoterapię igłowa, która działa silnie przeciwstarzeniowo.

Co sama robisz, żeby się maksymalnie zrelaksować?

Staram się systematycznie dbać o siebie i relaksować, bo jest to bardzo ważny aspekt w naszym intensywnym życiu. Co do form relaksu, bywają różne – w zależności od intensywności dnia, od aury pogodowej, od wielu czynników (śmiech). Kilka razy w tygodniu ćwiczę, to taki mój mały rytuał, że dzień rozpoczynam treningiem ogólnorozwojowym, a później dobrą kawą. Staram się również regularnie karmić duszę doznaniami artystycznymi, a ciało wyjazdami i medytacją. Zapomniałabym o najważniejszym: kąpiele! Pachnące, ciepłe, długie kąpiele (śmiech).

*

OH LALA, ul. Pankiewicza 3, Śródmieście

Ze zdjęć poniżej zerka na was Marta Majchrzak, mama 5-letniego Jurka i dziewczyna, która cała jest uśmiechem. I ma gest. Ugości was w założonej wspólnie z Kasią Kordzińską OH LALA po królewsku – naparzy gojnika, gdy chcesz łagodnie przejść w trybie „powstań” lub werbeny, gdy przełączasz się na „spocznij”. W OH LALA można robić jedno i drugie, i to jednocześnie! Zapewniają to medytacje dynamiczne, ćwiczenia metodą Lowena, joga twarzy, twerk, akrobatyka powietrzna i taniec na rurze, od którego wszystko się zaczęło. Kiedy macki z niemocy opadają i wszystko takie klapnięte, obierzcie kierunek na Pankiewicza 3 (wejście od podwórka), a wszystko będzie dobrze. Niżej znajdziecie relaksacyjny kwestionariusz, który wypełniła Marta na 5 z plusem. Proszę czytać i się umawiać na zajęcia, szybciutko!

Jaka idea stoi za OH LALA? Jaki miałaś plan, tworząc to miejsce?

Kiedy zakładałyśmy z Kaśką OH LALA, chciałyśmy stworzyć miejsce dla siebie, swoich przyjaciółek i ich znajomych. Zaczęłyśmy od tańca na rurze, bo w tamtych czasach był dość jednoznacznie kojarzony z opresją wobec kobiet, a my chciałyśmy odczarować ten wizerunek i pokazać, jak można odzyskać zmysłowość dla nas samych. Byłam wtedy po burzliwym rozstaniu, zaczęłam trenować pole dance z moją Galaktyczną Ekipą – przyjaciółkami, z którymi trzymam się od ponad 20 lat. Kaśka była naszą trenerką. Poczułam, jak wiele mocy daje mi wspólny trening. Dużo śmiechu, obśmiewania swoich słabości, ale też dużo wzajemnego podziwu, kibicowania kolejnym stopniom wtajemniczenia. Przełamywanie własnych barier w ich gronie to był magiczny czas. OH LALA zmienia się razem z nami i teraz pod jednym dachem można u nas spróbować wielu różnych treningów, co do których mamy pewność, że dobrze robią kobietom. Ważna jest dla nas domowa atmosfera, nie chcemy onieśmielać, ale podkreślać wnętrzem otwartość i bezpretensjonalność naszych idei.

Kocham mural, który na naszych ścianach zrobiła Magdalena Łapińska-Rozenbaum. Stworzyła klimat jaskini pierwotnych kobiet, w której możemy zregenerować siły i nauczyć się technik, które przydadzą się nam w miejskiej dżungli. Lubię też ohlala-ową kuchnię, w której każdy gość może zaparzyć sobie zioła, zrobić herbatkę. Mamy mnóstwo roślin, które czyszczą powietrze, a w sezonie wspomagamy się oczyszczaczem, bo mamy świra na punkcie jakości tego, co wdychamy.

Które z zajęć polecałabyś mamom jako sposób na relaks?

Zupełnie serio uważam, że absolutnie cała nasza oferta jest skrojona pod potrzeby matek – różnorodnie, więc w sam raz na monotonię matczynych dni. Spróbuję ograniczyć się do kilku treningów, które sama uwielbiam. Pierwsza opcja dla mam zmęczonych – OH GIRLS prowadzony przez Anię Kozłowską. To trening łączony: pół godziny treningu funkcjonalnego, który usprawni i wyrzeźbi ciało, i pół godziny automasażu na rollerach Blackroll. Taki masaż stosowany jest przez rehabilitantów, bardzo pomaga przy dolegliwościach bólowych pleców, pośladków, nóg; na mnie działa też antycellulitowo, o ile udaje mi się rolować systematycznie. Druga opcja dla mam lubiących ruszać biodrami – Caribbean, czyli połączenie twerku z łatwiejszymi ruchami pupy i bioder w rytm dancehallu, pod przewodnictwem świetnej Michaliny Rudek. Dla mam chcących zadbać o urodę dobra będzie joga twarzy z Beatą Wojciechowską, tancerką po 50-tce, która uczyła moją wspólniczkę tańczyć. Trening zaczyna się od automasażu specjalnymi kolczastymi piłeczkami, potem następuje seria dość egzotycznie wyglądających i zdecydowanie skutecznych min, a kończymy na wsmarowaniu olejków i gestach głaszczących twarz. Moja buzia bardzo wyraźnie zmieniła się na lepsze, od kiedy ćwiczę. Dla lubiących niecodzienne treningi dobra będzie akrobatyka powietrzna, prowadzona przez cudowną Agnieszkę Gerlach, obecnie Stasieluk. To sposób na literalne oderwanie się od ziemi i naszych przyziemnych kłopotów. Na pewno wszystkim mamom przyda się praktyka medytacji dynamicznej, na której można wykrzyczeć wszystkie emocje i zapomnieć się w ruchu. To taki detoks dla umysłu, wystarczy, że pójdzie na niego jedna osoba, a skorzystają całe rodziny. W Niemczech praktyka tej medytacji jest refundowana przez NFZ. Warto jeszcze wspomnieć o opcji dla mam z Multisportem – wszystkie treningi do 16.00 są dostępne dla posiadaczek tej karty.

Co sama robisz, żeby się maksymalnie zrelaksować?

W wersji minimal do relaksu potrzebuję rollera, wanny i olejków eterycznych. Staram się codziennie rolować całe plecy, sporo uwagi poświęcam też szyi i potylicy. Myślę, że bez tego nie mogłabym się już pewnie ruszać. Wanna z gorącą wodą tuż przed snem to luksus i zbytek, ale jest mi w niej tak dobrze, że czasem sobie na to pozwalam. No i olejki eteryczne. Dyfuzuję nałogowo, ostatnio przede wszystkim copaiba, mirra, bergamotka. Do tego raz w tygodniu praktyka medytacji dynamicznej, z moją ukochaną fazą uwalniania emocji przy użyciu narzędzi wymyślonych przez Aleksandra Lowena. Oczyszczam głowę i zrzucam ciężary z serca, a oprócz tego mam całkiem porządny wycisk fizyczny. Przed zimą chcę trochę bardziej się sobą zająć. Mam nadzieję, że od listopada uda mi się ruszać częściej, bo wiem, że bez tego będzie mi ciężko przebrnąć przez zimne i ciemne miesiące. Planuję też regularniej spotykać się z Galaktyczną Ekipą – przyjaciółkami, z którymi trzymam się od ponad 20 lat. Już sama wizja takiej zimy sprawia, że poprawia mi się humor.

*

UFMED Studio Masażu, ul. Dobra 8/10, Solec

A gdyby tak połączyć dbałość o swoje zdrowie z relaksem? Pomyślcie tylko, wszystko w jednym miejscu, a z gabinetu nie wychodzicie, tylko wyfruwacie na lekkich nogach. To efekt drenażu limfatycznego przeprowadzanego przez panią Małgosię Bąk, założycielkę Ufmedu. Żaden kosmetyk czy lek nie jest w stanie poradzić sobie z zalegająca limfą, która powoduje same przykrości w rodzaju cellulitu, opuchnięcia nóg czy zalegającej w organizmie wody. Chyba nie ma lepszego sposobu na okazanie sobie samej miłości. A jak już poradzimy sobie z nogami, porozpieszczajmy się innymi zabiegami dostępnymi w ofercie Ufmedu. Drenaż limfatyczny twarzy, masaż antystresowy, a może uwydatniający biust Endermomix? Pewnie chciałybyście wszystko, co dziewczyny? Powolutku, najpierw poznajcie panią Małgosię, chodzącą serdeczność, i powody, dla których stworzyła Ufmed.

Jaka idea stała za stworzeniem Ufmedu? Jaki miała pani plan?

Przychodziły do mnie pacjentki, z problemami; ociężałe nogi to jeden z dominujących
tematów – do końca same nie zdawały sobie sprawy, co jest ich przyczyną. Ja wiedziałam –
dysfunkcyjny układ limfatyczny. Masowaniem zajmuję się ponad 5 lat i zauważyłam,
że nie ma jednego miejsca, gdzie kobieta może odzyskać radość ze swojego ciała za
pomocą masaży, dedykowanych głównie potrzebom cielesnym. Wymyśliłam zabiegi,
które opierają się właśnie na udrożnieniu limfy. Drenaże limfatyczne całego ciała i
twarzy to podstawa oferty studia Ufmed. Masaż powięziowy i zapotrzebowanie na
terapię powięzi przyszło później. Podczas wykonywania drenażu limfatycznego w
mięśniach ujawniają się punkty spustowe, które blokują ich prawidłową pracę.
Zadziałanie na miejsca akumulacji złej chemii sprawia, że ciało staje się dynamiczne
i sprawne.

Który z zabiegów polecałaby pani mamom?

Polecam oba masaże: rozluźniający na powięzi i drenaż limfatyczny. Oba zabiegi
łączą się ze sobą, ale odnoszą się dwóch różnych korzyści. Drenaż pomaga pozbyć
się nadmiaru wody i zastojów limfatycznych, a po ciąży i okresie wahań wagi zabieg
taki pomoże oczyścić się organizmowi. Masaż rozluźniający jest dobry dlatego, że
młode mamy są często zmęczone i zestresowane nową rolą, a ich mięśnie są
przykurczone i obolałe. Trzeba je przywrócić do prawidłowego funkcjonowania, żeby
ten okres był radością, a ciało gotowe na nowe wyzwania.

Co pani robi, żeby się zrelaksować?

Lubię czytać książki. Natłok obowiązków i napięty grafik sprawiają, że często jestem
na nogach do godziny 22. Nie mogłabym też zrezygnować z codziennego,
obowiązkowego, godzinnego, wieczornego spaceru. To wszystkie w tej chwili moje
przyjemności. Do moich ulubionych form relaksu należy też nasza najnowsza
pozycja w ofercie – masaż twarzy Kobido. Po 1,5 godzinie japońskiego rytuału nie
tylko czuję się wypoczęta, a moja twarz promienieje, ale też nabieram ochoty na
dalekie podróże.