fotografia

Family Unposed – fotografia rodzinna ma się dobrze

Patronat Ładne Bebe

Family Unposed – fotografia rodzinna ma się dobrze

W tym trudnym dla premier roku, w połowie października, po raz pierwszy odbyła się konferencja Family Unposed, wydarzenie dedykowane fotografom rodzinnym tworzącym w nurcie dokumentalnym, a także entuzjastom autentyczności w pamiątkowych albumach.

Family Unposed, planowane jako cykliczne spotkanie, zorganizował duet Pixel Heart, małżeństwo edukatorów, zawodowo fotografujących codzienność – intymną, żywą i bez ściemy. Tam, gdzie w centrum zainteresowania jest rodzina, nie mogło zabraknąć Ładne Bebe. W ramach patronatu do Krakowa pojechała więc… rodzina: fotografujące siostry z przyssanym do jednej z nich brzdącem – Ewa Przedpełska oraz Olga Świątecka. Posłuchajcie, jakie było ich doświadczenie.

Ruszyłyśmy o świcie. Checklista obejmowała bilety na pociąg , dwa aparaty fotograficzne, maseczki i Jeremiego. Kraków za wszelką cenę próbował odstraszyć nas deszczową prognozą. Pandemia nie odpuszczała. Poranna kawa w biegu wylała się dość wzorzyście, ale jej aromat trzymał nas w pionie. Obie jesteśmy mamami i wczesne pobudki mamy opanowane.

W podróż wygodnie zabrało nas Pendolino z prywatnym (co nie bez znaczenia) przedziałem dedykowanym rodzinom. Choć droga szybko ululała Jeremiego, zdążył zaliczyć swoje małe dziecięce zachwyty. Przez okno podziwiał rozmazane drzewa i nie miał potrzeby wychodzić z wózka. Ewa odespała zarwaną przy zdjęciach noc, a do mnie wreszcie przez chwilę nikt nic nie mówił #momsof3yearolds.

Wiedziałyśmy, że z konferencji skorzystamy w pełni, jeśli nocleg pozwoli nam się szybko zregenerować. Wybrałyśmy więc kameralne apartamenty o minimalistycznym, muśniętym modnym kolorem wystroju. Właściciele przywitali nas w drzwiach willi z 1926 roku ciepłym ciastem i kawą przelewową. Różowy neon „Wesoła” ucieszył wszystkich. Jeremi szybko rozgościł się w rattanowym łóżeczku. My wieczorem chętnie odpaliłyśmy rzutnik.

Wystąpienia startowały w czwartek o 10:00. Debiutujący w roli prowadzących Ola i Łukasz z Pixel Heart byli pełni luzu. Już na wejściu można było poczuć, że rodzinna atmosfera będzie obecna nie tylko na zdjęciach. Mimo zachowanych zasad dystansu społecznego i maseczek networking działał i na sali, i w social mediach. Wokół tematu rodziny,  więc wspólnych wątków nie brakowało. Wśród gości byli doświadczeni i początkujący profesjonaliści, a prelegenci to specjaliści w swoich niszach.

Rodzina to wybitnie plastyczna masa dla twórcy. Dlatego podczas konferencji mogłyśmy z Ewą nakarmić oczy przykładami niepodobnych do siebie kadrów. To też trudna materia do pracy – bardzo osobista, wrażliwa, subiektywnie piękna. Prelegenci kolejno zarażali nas (tfu, tfu) dojrzałym – sobie właściwym – podejściem do bohatera. Zarówno od fotografów, jak i ekspertów z zakresu prawa, słowa czy promocji fotografii można było dostać w prezencie przynajmniej kilka zdań, na tyle ważnych, by wyryć w pamięci.

Marta Rybicka, dokumentalistka, przy wielopłaszczyznowych zdjęciach reporterskich podkreślała, jak istotne w fotografii drugiego człowieka jest podejście stale zadziwiające się. Aga Mocarska, która towarzyszy kobietom podczas porodów, opisywała, w jaki sposób fotografia przyjścia na świat zaspokoiła jej głód intensywnego przeżywania, i jaką wartością dla rodzin jest to spotkanie, którego… produktem ubocznym są zdjęcia.

Relacja fotograf-fotografowany weszła na nowy poziom intymności w wystąpieniu Irminy Walczak. Ta kobieta naprawdę zawodowo wparowuje ludziom w cztery ściany z pięcioosobową rodziną. Nie na moment, lecz dni. Pokazała, jak formuła pracy może ewoluować w tę komfortową dla wszystkich. Gdzie towarzyszące przy zdjęciach dzieci fotografów są katalizatorem relacji między dorosłymi. Nie tyle obecne, co potrzebne. Aparat przechodzi z rąk żony do rąk męża. Obie rodziny po prostu są razem.

Poruszające było pełne pokory wystąpienie Silvii Pogody. Tylko ona może w jednym zdaniu użyć określeń: „nie czuję się fotografem” i „jestem z fotografią jednością”. Dotknęła serc nawet bezgłośnym nagraniem swojej sylwetki przemykającej przez miasta z Gają na plecach i Leo u boku, fotografującej nieoczywistości, fotografującej stale, czule i swobodnie.

Mieliśmy okazję, by porozmawiać o zawodowych aspektach pracy fotografa rodzinnego – o efekcie dobrej marki osobistej, prawnej ochronie naszych fotografii, kontrowersjach związanych z utożsamianiem cielesności z seksualnością w fotografii i wreszcie, last but not least – o kliencie i słowach, które stoją przy i za zdjęciem.

Pierwszy dzień zakończył się nieformalnymi kręgami – wymianą poglądów, doświadczeń i wątpliwości z prelegentami, podczas których każdy mógł zaadresować kwestie najbardziej go nurtujące. Jeremi spał w wózku obok nas. Pozwalał nacieszyć się rozmową i naprawdę siostrzaną atmosferą konferencji. Wychodząc, czułyśmy, że hashtag #stayunposed jest naprawdę trafiony. Mówi nie o fotografii prawdy, ale fotografii autentycznej. Pełnej szczerych intencji fotografa, by uchwycić to, co pod skórą, w drobnym geście, szybkim grymasie.

Wciąż głodne bodźców fotograficznych w weekend poleciałyśmy z Ewą jeszcze do MuFO. Patrząc na historię portretu, upewniłyśmy się: fotografia rodzinna dziś nie tylko „nieobecnych obecnymi czyni (…)”, opowiada bardzo subiektywną historię rezonującą z fotografowanym i postronnym odbiorcą. Rodzinna fotografia dokumentalna to fotografia nie tyle o ludziach, co o czymś pozornie nieuchwytnym dla obrazu – tym, co między nimi. To fotografia relacji i rzeczywistości danej chwili. Tylko tej chwili.

Myślę, że uczestnicy dostali solidny pakiet inspiracji i pro tipów. Mimo pandemii nawiązali cenne zawodowe relacje i nabrali wiary w ruch ku dokumentalnemu nurtowi w fotografii rodzinnej. Event połechtał też nasze kobiece ego. Na sali dominowały dziewczyny pełne pasji i to one pchają fotografię rodzinną z wystylizowanych atelier w stronę dostarczającego wzruszeń reportażu.

Ja dodatkowo udowodniłam sobie, że mogę. Mogę zabrać Jeremiego na wykłady i skorzystać. Mogę fotografować żyćko i przez chwilę nie zamykać go w ramach projektu i oczekiwań. Mogę być mamą na całego, wciąż zmieścić w tym całym Olgę fotografkę i wreszcie mieć z tej “małej” rodzinnej fotografii nieudawaną satysfakcję. Dzięki za wyjazd Ładne Bebe!

Tekst: Olga Świątecka

Zdjęcia: Ewa Przedpełska, Sylwia Sowa, Joanna Dudek, Pixel Heart

Dodaj komentarz