praca rodzicielstwo rozmowa o macierzyństwie

Bycie mamą jest sto razy trudniejsze niż prowadzenie biznesu

Zgarniam kontrakty marzeń, a w domu jestem bezceremonialnie obsikiwana przy przewijaniu.

Bycie mamą jest sto razy trudniejsze niż prowadzenie biznesu
Kinga Majewska

– Moi znajomi mają głównie psy albo koty. Rodzicielstwo jest skrajnie angażujące, wywala wszystko do góry nogami – mówi Joanna, twórczyni i prezeska immersyjnego muzeum Art Box Experience, a także mama malutkiego Wiktora. – Nie wyobrażam sobie mieć dzieci w momencie rozkręcania kariery. Nie miałabym siły przepychać się o realizację swoich marzeń, jednocześnie będąc mamą.

Umawiamy się w warszawskiej Fabryce Norblina, w kawiarni Art Box Experience. Szukam Joanny wzrokiem – zazwyczaj warszawskie CEO i przedsiębiorczynie łatwo rozpoznaję po szpilkach lub drogich ubraniach, nienagannej fryzurze i/lub chociaż zaaferowanym wyrazie twarzy. Tymczasem z grupy zajętych przy stoliku rozmową kobiet wyławiam młodziutką, swobodną i skupioną blondynkę w kucyku. Minęły niecałe cztery godziny od chwili, kiedy Joasia z mężem Piotrem i 9-miesięcznym synkiem wylądowali w Warszawie po krótkich wakacjach na południu Francji.

Żyjecie na dwa domy.

Nasz drugi dom jest na południu Francji i doceniłam go dopiero po urodzeniu Wiktora. Wcześniej było mi tam za spokojnie, ciągnęło mnie do dużych miast. Teraz cieszę się, że mogę pójść po bagietkę i z dzieckiem nad morze. Nie będę udawać, że łączenie obowiązków współwłaścicielki i prezeski firmy (nasz zespół jest niewielki, więc liczy się każda para rąk do pracy) i mamy malutkiego dziecka nie jest hardcore’em. W naszym domu we Francji nie muszę się martwić o to, jak wyglądam, i nie muszę być ciągle pod telefonem. To rodzaj ucieczki i wytchnienia. Całe dnie spędzane tam z Wiktorem są lekiem na moje poczucie winy, że w Warszawie nie jestem z nim tak dużo czasu, jak bym chciała…

 

Wyrzuty sumienia są wpisane w rodzicielstwo.

Rzeczywiście doszło u mnie do ogromnego przewartościowania. Pojawiło się coś, co jest ważniejsze niż wszystko, co do tej pory w życiu robiłam. Mam za sobą edukację na prestiżowej uczelni artystycznej Saint Martins w Londynie; pamiętam swoją determinację, kiedy szykowałam teczkę i stawałam do rekrutacji. Będąc już w Londynie, startowałam w konkursach designerskich i wygrywałam je, a wystawy w Art Box Experience w 2023 r. odwiedziło ponad 100 000 osób. W pracy mogę zgarniać kontrakty marzeń, ale potem wracam do domu i jestem na przykład bezceremonialnie obsikiwana przez moje dziecko przy przewijaniu. To mnie sprowadza na ziemię.

Obecność Wiktora wymusza na mnie naukę delegowania zadań, leczy mnie z pracoholizmu, z bycia dostępną 7 dni w tygodniu, 24 h na dobę.

Art Box otworzyłaś na początku 2022 roku.

Dziecka nie było wtedy w planach. (śmiech) Miałam już duże doświadczenie w prowadzeniu projektów artystycznych, ale to w Art Boxie opierzałam się w roli prezeski. Uczyłam się, jak to jest, kiedy nie masz szefa i kolegów, z którymi możesz na niego narzekać, tylko musisz być liderem, zarządzać, brać odpowiedzialność, dbać o relacje. To było dla mnie zupełnie nowe.

Kiedy podpisałaś wielki kontrakt z amerykańską firmą na prezentowanie w Art Boxie wystaw: „Immersive Monet & the Impressionists” i obecnie otwartego dla publiczności „Immersive Nutcracker the Winter Miracle: Dziadka do Orzechów: Zimowy Cud”, byłaś już w ciąży.

Chyba sobie ten scenariusz trochę „wykrakałam”: zawsze mówiłam, że chciałabym mieć dziecko tuż po 30-stce. Jednocześnie nie wyobrażałam sobie mieć dzieci w momencie rozkręcania kariery. Nie miałabym siły przepychać się o realizację swoich marzeń, jednocześnie będąc mamą.

Widzę jednak, że realizujesz je dalej.

Tak, ale z pozycji, w której najtrudniejsze etapy kariery i największy stres związany z otwieraniem nowego miejsca są w większości za mną. Na początku niemal wszystko robiłam sama, a na domiar złego w ostatnim trymestrze ciąży złamałam nogę. Przyjeżdżałam do pracy na wózku lub o kulach, kończąc jedną wystawę, zaczynając drugą. Wiktor się urodził tydzień po premierze. Odeszły mi wody, a ja jeszcze odbierałam telefony z marketingu. Obecność Wiktora wymusza na mnie naukę delegowania zadań, leczy mnie z pracoholizmu, z bycia dostępną 7 dni w tygodniu, 24 h na dobę. Ostatnie 9 miesięcy to kurs przestawiania priorytetów i ustawianie całego życia na nowo.

To czas dla syna. A dla siebie?

Tego jeszcze nie potrafię. Najłatwiej było mi zrezygnować właśnie z siebie. Wiem, że ten stan też ma krótkie nogi. Odkryłam to bardzo szybko, kiedy tuż po połogu przytrafiło mi się zapalenie wyrostka robaczkowego.

Nie żartuj! To dużo jak na jedną osobę.

Właśnie wtedy mój mąż pojechał na pierwsze od narodzin Wiktora i otwarcia Art Boxu wakacje z kolegami. Był zmęczony, całą zimę woził mnie z gipsem na wózku, do pracy i na badania… Tymczasem na 60. urodzinach mojego taty dopadły mnie nagle zimne poty. Czułam, że nie mogę się rozprostować. Trafiłam do szpitala, w opiece nad Wiktorem poratowała mnie mama i opiekunka. Jej obecność zresztą totalnie nas ratuje, szczególnie w okresach przedpremierowych.

Trudno było ci zaufać i zostawić Wiktora w jej rękach?

Ani trochę. Opiekunka Wiktora, Tania, jest naszą daleką krewną, którą moja mama sprowadziła wraz z córką z Doniecka na początku wojny. Jesteśmy ze sobą zżyci. Kiedy Tania usłyszała, że mam operację, wzięła wolne w pracy i rzuciła wszystko, żeby mi pomóc w domu przy opiece nad Wiktorem. To było wspaniałe! Tania jest przekochana. Szczerze mówiąc, czasem lepiej rozumie Wiktora niż ja. Miewam wyrzuty sumienia, że nie radzę sobie tak dobrze jak ona…

Masz w sobie jakieś poczucie straty związane z tym, że w ciąży musiałaś tak intensywnie skupić się na pracy? Że miałaś mało czasu dla samej siebie?

To jest ta jedna rzecz, której żałuję. Ale już to przerobiłam, wtedy po prostu nie miałam innej możliwości. Marzyło mi się rozkoszowanie ciążą i skupienie się na pierwszych miesiącach bycia z dzieckiem, ale… zaprzepaściłabym wtedy 5 lat swojej pracy. Nie byłam gotowa odpuścić i zająć się macierzyństwem na 100%. Postanowiłam to łączyć. Dzisiaj jestem już w stanie oddelegowywać zadania. Ta nauka była mi potrzebna zarówno do rozwijania się jako mama, jak i do rozwijania Art Box Experience na szerszą skalę.

Imponujesz mi, Joasiu, że łączysz bycie mamą z prowadzeniem biznesu i gotowością na dalszy rozwój.

Ten model życia jest trudny, przypomina 24-godzinny maraton. Pracuję intensywnie w ciągu dnia, wracam do domu o 17 i przejmuję Wiktora. Zaczyna się drugi etat i to to jest dla mnie priorytetem. Miłość do tej małej istoty jest dla mnie codziennie zaskakująca: że można kogoś tak kochać, że by się sobie dało rękę odciąć.

Czy bycie mamą jest dla ciebie punktem odniesienia w rozwijaniu Art Boxu? Chciałabyś, żeby Wiktor je odwiedzał, żeby było elementem jego wychowania artystycznego i estetycznego?

Chciałabym, żeby tu bywał. To obecność Wiktora w naszym życiu sprawiła, że sprofilowaliśmy też Art Box Experience na działania okołodziecięce. Zainteresowałam się edukacją. W najbliższym czasie nie planujemy kolejnych wystaw stricte dla dzieci (choć będą sale i zabawy interakcyjne), Dziadek do orzechów jest więc szczególną okazją. Widowisko jest tak zaprojektowane, że w pokoju edukacyjnym możemy dowiedzieć się więcej o projekcie, a potem usiąść z dziećmi, zanurzyć się z nimi w świecie baletu.

Na przestrzeni wystawy są też namioty, które pozwalają wyciszyć się dzieciom, kiedy czują się przebodźcowane.

Oglądanie świata „Dziadka do orzechów” z perspektywy 360 stopni może być dla niektórych zbyt intensywne, więc czeka na nich bezpieczny kącik, gdzie można się czymś zająć. Drugi kącik jest pod choinką. W dzieciństwie kochałam takie kryjówki. Są też multisensoryczne klocki, które mogą pomóc na przykład wtedy, kiedy na wystawę idziesz z dwojgiem dzieci i jedno jest zaangażowane w ekspozycję, a drugie znudzone. Wyjście z wystawy również jest atrakcyjne. Czeka nas odlatywanie balonem z prawdziwym koszem. Zabytkowy balon kupiliśmy od pana, który odziedziczył go po zmarłym tacie, pasjonacie baloniarstwa.

Marzyło mi się rozkoszowanie ciążą i skupienie się na pierwszych miesiącach bycia z dzieckiem, ale… zaprzepaściłabym wtedy 5 lat swojej pracy. Nie byłam gotowa odpuścić i zająć się macierzyństwem na 100%. Postanowiłam to łączyć.

Macie dobry pomysł dla odwiedzających w ferie zimowe.

Szczególnie warto umówić dzieci na wizyty oprowadzane, bo towarzyszą im świetnie przygotowane warsztaty, na przykład baletowe. Dzieckiem w tym czasie zaopiekują się nasze edukatorki. Wystawa będzie czynna wyłącznie do 31.01.W czasie ferii obniżyliśmy ceny biletów, żeby osoby, które zostają z dziećmi w Warszawie, miały możliwość skorzystania z wystawy. Mamy też konkurs dla rodziców z najmłodszymi dziećmi. Można wygrać wózek Cybex Priam, zaprojektowany przez Jeremiego Scotta. Po szczegóły zapraszam na nasz Instagram.

Z moją nastoletnią córką wybieramy się na kolejną twoją wystawę immersyjną, o Fridzie Kahlo.

To będzie zupełnie nowy format, czyli biografia immersyjna. Skupimy się na Fridzie jako kobiecie wytrwałej, silnej, buntowniczej i utalentowanej, zdolnej do pokonywania przeciwności losu, która stała się ikoną sztuki i popkultury. Jej życiorys był tragiczny i bogaty. Planujemy panele i szereg spotkań z okazji Dnia Kobiet.

Art Box Experience to biznes o kobiecym rysie?

Przyciągam sporo ludzi podobnych do siebie. Więc rzeczywiście, zatrudniam prawie same kobiety. (śmiech) Poza tym od samego początku powstawania Art Box Experience moją mentorką była Kinga Nowakowska, silna osoba, członkini zarządu Grupy Capital Park. Zjadła zęby na zmaskulinowanej branży deweloperski – z jej udziałem powstały Royal Wilanów, Fabryka Norblina, jest też twórczynią BioBazaru. Kinga wspiera kobiety w biznesie i odbyła ze mną wiele spotkań, ostatnio na premierze powiedziała, że czuje się trochę matką chrzestną Art Boxu. Mam jednak nadzieję, że biznesy powoli przestają być męskie lub kobiece, że millenialsi te anachronizmy przewalczyli.

Powiedziałaś mi, że wśród znajomych jesteś pierwszą mamą.

Moi znajomi mają głównie psy albo koty. Rodzicielstwo jest skrajnie angażujące, wywala wszystko do góry nogami. Model życia w mieście jest w ogóle bardzo trudny. W globalnej wiosce jesteśmy zostawieni sami sobie, z telefonami. Myślę, że mieszkanie w wielopokoleniowym domu, gdzie dziecko jest częścią dużej rodziny, jest łatwiejsze.

Mam przepiękne wspomnienie z urodzin dziadka: zjechała się rodzina, więc po prostu puściliśmy Wiktora w bezpiecznym ogrodzie, gdzie miał i pradziadka, i prababcię, i babcię, i wujka, i żonę wujka, i żonę kuzyna, i drugiego kuzyna… Moja babcia jako dziecko mieszkała w górach z siedmiorgiem rodzeństwa. Nie wiem, czy życie w mieście to jest model, który w ogóle został zaplanowany przez wszechświat dla człowieka. I czasami się nie dziwię, że ludzie wolą mieć psa niż dzieci. Z drugiej strony, nigdy wcześniej nie czułam się tak dorosła jak teraz. Jestem za kogoś naprawdę odpowiedzialna.

Stworzyłaś niesamowite miejsce, zatrudniasz ludzi, obracasz kilkunastomilionowym kapitałem rocznie i mówisz, że dopiero przy macierzyństwie czujesz się naprawdę dorosła? Mam gęsią skórkę ze wzruszenia.

Bycie mamą jest sto razy trudniejsze niż prowadzenie biznesu. Firmę możesz położyć. Możesz potem stworzyć nową. A ta relacja, którą masz w rodzinie, jest na całe życie. Więc dużo bardziej się boję popełniać błędy jako mama niż jako business woman.

*
Materiał powstał we współpracy z galerią immersyjną Art Box Experience. 

Dodaj komentarz