Bohaterka w klapkach

Poród Zuzy Krajewskiej

Nie jesteś tu z wyboru. Bo z wyboru chodzi się na manicure albo do kina. Przyjechałaś tu albo cię przywieziono. Może miałaś czas spakować nerwowo szlafrok, spodnie dresowe, skarpety. I klapki. Koniecznie klapki. Niewykluczone, że to jedyna garderoba, która przyda ci się przez najbliższe dni, tygodnie. Miesiące? Jesteś w szpitalu, bo czekasz na nowe życie.

Czasem nie wszystko idzie zgodnie z planem. Plan zakładał pościg taksówką lub przebijanie się bezpardonowo przez korki, w rytmie energicznej muzyki z radia, przerywanej twoimi okrzykami. Jak w kinie. Trochę płaczu, trochę śmiechu, niezłe preludium bólu i to jego wkurzające dopytywanie: serio, aż tak cię boli?

Albo inaczej – miałaś w grafiku wpisane, że trafisz tu dopiero za 3 miesiące, w środę o godzinie trzynastej. Cesarka umówiona i to wcale nie twoje widzimisię, żeby nie było. Siła wyższa, przed którą zdążysz jeszcze pójść trzy dni wcześniej do fryzjera i spróbujesz się wyspać. Wyśpij się na zapas, tak mówią. Nie zdążysz. Pojedziesz nagle, na sygnale, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje, ale wiedząc, że właśnie nic innego się nie liczy bardziej, niż ten mały człowiek.

Pozwalasz się zbadać, położyć, podpisujesz coś, niewiele słyszysz, albo słyszysz więcej, niż byś w tym momencie chciała. A terminologia nie rozpieszcza, już sama nazwa Patologia Ciąży nie brzmi kojąco, uruchamia w głowie historie przeczytane, usłyszane, przepłakane. Też te z happy endem, bo w końcu tylko o niego tu chodzi i tylko dla niego stajesz się teraz ciałem. Ciałem cierpliwym, ciałem, które zniesie brak snu, albo sen w bardzo dziwnych pozycjach. Zniesie ostry blask jarzeniówki na obchodzie o szóstej rano, gdy właśnie teraz udało ci się na moment zasnąć. Ciało duże, trochę obce, obolałe, kłute, oglądane, zaglądane. Czujesz w nim życie – nie użalasz się.

Czekasz na zmianę, albo na brak zmian, wpasowujesz się w rytm ci nowy, dyktowany przez lekarzy, przez personel, przez zapalanie i gaszenie światła. Instrukcje, zalecenia, godziny odmierzane tabletką. Rano. Południe, Wieczór. Plotki i pogaduchy, na które jesteś na początku głucha, na żarty starszych rezydentek jakby obrażona, przecież to nie twój świat. Teraz twój. Powertujesz gazety, już wiesz, czemu Tamten nie jest jej wart, dlaczego Tamta już nie gra w serialu i czy jej śmierć w dwutysięcznym odcinku była potrzebna. Wymieniasz się telefonami, to nic, że nigdy się nie przydadzą. Wchłaniasz jak gąbka tysiące cudzych historii rodzinnych, a czasem sięgasz po słuchawki. Polubiłaś kanapki z serem. I liściem sałaty. Wpatrujesz się w kwadrat masła i dżemu – w duecie z odmierzoną kromką wyglądają jak abstrakcyjny obraz.

Kobiecość na razie zaparkowałaś na strzeżonym, poczeka. Nie musi oglądać wkładek, podpasek, blizn i cewników. Prawie północ. Cichnie szum laktatorów, szuranie kapci na szpitalnym korytarzu, gdy szukasz intymności, by pogadać przez telefon. Intymność? Jesteś ciałem, czekasz, walczysz. Fizjologia jest taka nieinstagramowa.

Nawet nie wiedziałaś, że jesteś bohaterką. A On bohaterem. I wiesz co? Zaraz się poznacie.

*

Zdjęcia autorstwa fotografki Zuzy Krajewskiej to intymna relacja – kadry z jej pobytu w szpitalu przed narodzeniem synka Teo oraz po jego operacji. Bardzo dziękujemy za ich udostępnienie.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.