Agata w Nowym Jorku

Nie boję się zmian

Agata upiera się, że emigracja to w jej przypadku za duże słowo. Na nowojorskim Greenpoincie osiadła wraz z 10-letnią córką Milą i chopakiem nieco ponad 8 miesięcy temu. Na jak długo? Tego nie wie. Póki co jest jej dobrze. Za miedzą mieści się dom jej przyjaciół, a w nim bliskie koleżanki Mili, z którymi prawie się nie rozstaje. Wiodą rytmiczne życie, wędrując przez miasto i sycąc się jego różnorodnością.

Posłuchajcie, jak kolejna bohaterka naszego cyklu Mamy na emigracji opowiada o swoim nowym życiu w Nowym Jorku.

IMG_20160603_201315

Jak to się stało, że zamieszkałaś w Nowym Jorku? 

Zawsze często sie przeprowadzałam. Z domu rodzinnego wyprowadziłam się jako czternastolatka, potem po liceum wyjechałam na kilka lat do Anglii. W ciągu parunastu lat w Warszawie 8 razy zmieniałam mieszkanie. Nie boję się zmian, a nowe okoliczności traktuję jako stan naturalny. Kiedy mieszkam zbyt długo w jednym miejscu, łapię się na fantazjowaniu o nowym życiu. Pracuję tu nad kilkoma projektami wydawniczymi i spędzę tu jakiś czas.

Pewnie bywałaś tu już wcześniej?

O tak, przyjechałam tu po raz pierwszy 11 lat temu i od tej pory marzyłam o tym, żeby wrócić tu na dłużej. Bylam wręcz przekonana, że jeśli tak nie zrobię, będę tego żałoważ jeszcze na łożu śmierci. Chociaż teraz myślę, że powinnam była to zrobić już wtedy. Nowy Jork bardzo intensywnie sie gentryfikuje i zmienia, koszty życia wkrótce staną się absurdalne.

Co było najtrudniejsze w podjęciu decyzji o wyjeździe?

Bałam się, w jaki sposób ta zmiana może zaważyć na życiu mojej córki. Świadomość, że ona tej zmiany chce.

Jak długo zajęło Ci załatwienie wszystkich formalności związanych z wyjazdem?

Kilka miesięcy. Musiałam pozałatwiać zaległe sprawy, spakować dom, przy okazji pozbywając się większości rzeczy, co akurat było bardzo uwalniające. Bardzo wspierali mnie przyjaciele, wpadali pomóc i podtrzymać na duchu przy żmudnym pakowaniu. Ta obecność ludzi, którzy ciągle byli obok, trzymali za rękę, była wzruszająca.

W jakiej dzielnicy mieszkacie, jaka jest jej specyfika? 

Mieszkamy na Greenpoincie i dlatego czasami czujemy się tak, jakbyśmy wcale nie wyjechały z Polski.

 

kuchnia3

 

Polskie jedzenie i mentalność, a do tego coraz więcej hipsterów, którzy uprawiają tutaj swój fotogeniczny lifestyle. Dzielnica zmienia się na naszych oczach, tak jak przedtem zmieniała się Warszawa. Na szczęście udało nam się znaleźć mieszkanie na tej samej ulicy, na której mieszkają moi przyjaciele z dwójką dzieci w wieku mojej córki. Nie musimy więc się umawiać, podwozić, odbierać. Dzieci biegają między domami w piżamach; w jednym domu śpią, w drugim jedzą naleśniki. Są szczęśliwe, że mają siebie.

greenpoint4


dom2

kuchnia11

 

Jakie były Twoje i Mili pierwsze wrażenia po przyjeździe, czy coś Was zaskoczyło? 

Bywałam tu wcześniej dość często, więc wiedziałam mniej więcej, czego się spodziewać. Ale i tak zaskoczyło mnie to, że jest tu tak cicho i spokojnie. Za to Mila narzeka, że jest brudno.

Opowiedz, jak wygląda Wasz rozkład dnia. Budzicie się, jecie śniadanie i co dalej?

Ruszamy do szkoły. Lekcje w szkole Mili zaczynają się o 8:30. Codziennie odprowadzamy ją razem, w ten sposób zaliczając 20-minutowy spacer. Pracuję z domu i mam na to 6 godzin, bo o 14:30 odbieram ją ze szkoły, dodając kolejny spacer do mojego planu dnia. Popołudniu odrabiamy lekcje, chociaż po kilku miesiącach Mila nie potrzebuje już mojej pomocy i często robi je sama albo ze swoją przyjaciółką, z którą bawi się potem do wieczora. Łączy je pasja do kotów, dużo razem rysują i czytają, co nas bardzo cieszy.

kuchnia6

 

Mimo tego, że Mila sama połyka całe tomy, ostatnio wróciłyśmy do naszego zwyczaju czytania przed snem. To nasza lekcja języka polskiego. W weekendy dziewczynki mają próby swojego zespołu w piwnicy u sąsiadów – Mila gra na perkusji. Mają już za sobą swój pierwszy koncert!

IMG-20160605-WA0001

 

A co u Ciebie, jak spędzasz tam czas?

Oprócz pracy, staram się znaleźć czas na spotkania z przyjaciółmi, co wcale nie jest łatwe, bo wszyscy są tu mocno zajęci. Zdarzają mi się jednak dni, które od rana do wieczora mam wypełnione spotkaniami i rozmowami, do tego wpadając jeszcze na znajomych na ulicy, więc nie jest tak źle. W weekendy, jeśli akurat nigdzie nie wyjeżdżamy na weekend, idziemy do „miasta” oglądać nowe wystawy i odwiedzać nasze ulubione księgarnie. Albo po prostu robimy pranie, co w Nowym Jorku jest zupełnie osobną historia, bo nie pierze się w domu tylko w pralni.

 

muzeum2

airandspacemuzeum3

akwarium6waszyngton_zoo3

 

Jacy są nowojorczycy, czy łatwo wejść z nimi przyjacielskie relacje?

Przyjaźnie, które zawarłam będąc tu pierwszy raz wiele lat temu, przetrwały. Poza tym, co chwilę przyjeżdża tu ktoś z moich polskich przyjaciół i znajomych a amerykańska rodzina mojego partnera po prostu nas adoptowała, inaczej nie mogę tego nazwać.

Jesteś ilustratorką, więc przeprowadzki i wyjazdy w zasadzie nie kolidują z Twoją pracą. Jak Ci się pracuje w nowych warunkach?

Faktycznie, najfajniejsze w mojej pracy jest to, że mogę pracować gdziekolwiek na świecie. Będąc tutaj, nadal pracuję w Polsce. Najtrudniejsze – jak w każdym wolnym zawodzie – jest utrzymanie dyscypliny. Jedyne, czego podczas takich wyjazdów brakuje, to własne studio, miejsce na wszystkie graty związane z twórczością. Za to mój sześciogodzinny dzień pracy, ograniczany odprowadzaniem i odbieraniem dziecka ze szkoły. Dobrze się sprawdza. Zauważyłam, że jestem bardziej skoncentrowana i wbrew pozorom, udaje mi się zrobić całkiem sporo. Kiedy rysuję, często rozmawiam przez telefon z przyjaciółmi i rodziną w Polsce. Łączenie tych dwóch czynności mam od dawna dobrze wyćwiczone (śmiech).

Czym zajmuje się Twój partner? Czy Wasza praca się uzupełnia?

Jest grafikiem komputerowym i fotografem, zrobił zresztą sporo zdjęć do tego materiału. Pomaga mi wcielać wszystkie moje pomysły w życie. Mamy już za sobą pierwsze próby tworzenia animacji i jestem przekonana, że będziemy pracować razem jeszcze nie raz.

animacja

Jesteś mamą z 10-letnim stażem i w tej chwili, kiedy możesz spojrzeć na ten czas z dystansu, to jakie dostrzegasz zmiany w Twoim życiu po urodzeniu Mili? Była rewolucja?

Nie było rewolucji, oprócz tego, że mój czas nagle stał się cenniejszy. Nadal jestem sobą, mam swoje marzenia i plany, pracę i życie towarzyskie. Z dzieckiem jest trudniej ale ciekawiej, bardziej intensywnie. Myślę, że kiedy ma się tylko jedno, łatwiej nie identyfikować się przede wszystkim jako rodzic. Jest więcej przestrzeni dla samego siebie.

A co dało Ci macierzyństwo?

Nauczyło mnie szacunku do drugiej istoty, do jej odrębności. Codziennie uczę się nie wymuszać swojej woli na córce i zostawiać jej jak najwięcej wolnej przestrzeni na bycie sobą. Chciałabym, żeby miała poczucie własnej wartości i żeby była samodzielna. Wtedy będę czuła, że dałam radę jako matka.

trip3

yacht3

A na koniec opowiedz o tęsknotach. Czego Ci najbardziej brakuje?

Brakuje mi rodziny i przyjaciół, którzy są w Polsce. Ale jestem tu zbyt krótko, żeby naprawdę tęsknić. Poza tym wcale nie jestem tu na zawsze, mam zamiar spędzać w Polsce parę miesięcy w roku. Zawsze też mogę wrócić albo wyjechać gdzieś indziej.

Dziękujemy za rozmowę.

rozmawiała: Dominika Janik

 

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.