rodzinny dom

Ten dom nas znalazł, mieliśmy już zarezerwowany inny

Rodzinny dom Pauli

Ten dom nas znalazł, mieliśmy już zarezerwowany inny
Maria Miklaszewska

Zapytana o niezbędny w domu mebel, Paula odpowiada: „Zdecydowanie dwie kanapy w salonie. Nie wyobrażamy już sobie, że można żyć inaczej”. Dodajcie do tego zbiorowe materace w sypialni i mamy rodzinne miejsce, gdzie wypoczywa i żyje się stadnie.

Stado Pauli Szymańskiej – mamy dwóch dziewczynek i od 18 lat partnerki niemęża, która zawodowo zajmuję się zakupem kampanii reklamowych – przeniosło się tu, do spokojnego Józefosławia, z tętniącego życiem Wilanowa. Stworzyli sobie azyl według definicji: Dom to dla mnie przede wszystkim ludzie, którzy wypełniają te mury całą paletą emocji. Wierzę też w dobrą energię, która płynie z otoczenia odpowiadającego naszej estetyce i naszym potrzebom – jak wyjaśnia Paula. W tej estetyczno przestrzeni bazą są stół, wspomniane w tytule dwie kanapy i sypialnia, gdzie śpią razem na 3 metrach szerokości. To się nazywa patent na dzisiejsze czasy. Dziś podglądamy, jak wygląda ich jasne wnętrze w szeregowcu, podpytujemy o ulubione strefy w mieszkaniu i zagajamy o wnętrzarskie inspiracje.

Poznajcie uroczą „chałupę” – jak mówią o niej mieszkańcy, czyli cztery kąty bohaterów kolejnej odsłony naszego cyklu Rodzinny dom.

Kto tu mieszka i na ilu metrach?

Mieszkamy tu w piątkę: ja, Konrad, nasze córki, Zosia (5 lat) i Mania (10 miesięcy), oraz nasza suczka Metka zwana Meciosławą. Nasz dom ma 86 metrów kwadratowych plus 40 metrów strychu.

Jak znaleźliście ten dom?

Od pewnego czasu myśleliśmy nad przeprowadzką z mieszkania do domu. Mamy psa i małe dzieci i marzyliśmy o własnym, choćby niewielkim ogródku. Ale to chyba ten dom nas znalazł, mieliśmy już zarezerwowany inny, na tym samym osiedlu, ale z dwiema sypialniami. Mani jeszcze z nami nie było, ale w planach już kiełkowała. I nagle zwolnił się inny dom z ciekawym układem, bo schody umiejscowione są nie jak zazwyczaj gdzieś na uboczu, ale w samym centrum, między salonem a kuchnią. Może innych by to odstraszyło, nam się od razu spodobało. I mamy tu jeden pokój więcej, więc jest jakby luksusowo (śmiech).

Co było kluczowe w podziale i projektowaniu tej przestrzeni? Korzystaliście z pomocy projektantów?

Nie korzystaliśmy z pomocy projektanta, bo doskonale wiedziałam, jak ten dom ma wyglądać. Pokoje na górze nie są zbyt duże, ale zależało nam, żeby każda z dziewczyn miała swoją przestrzeń. Istotna była dla nas duża kuchnia, przestronny salon i dwie łazienki, dzięki czemu obyło się bez rozwodu w kwestii decyzji „wanna czy prysznic”, bo mogliśmy sobie pozwolić na jedno i drugie. I mam spokojną głowę o to, co będzie za kilka lat, kiedy dziewczyny podrosną i zaczną się awantury o łazienkę (śmiech).

Ulubione miejsce w mieszkaniu?

Zdecydowanie salon, tu pisze się nasza historia. Przy stole powstają niekończące się laurki dla całej rodziny od Zosi, tutaj bawimy się w listonosza i przedszkole, zalegamy przy Netflixie, Metka przytula się do nas na kanapie, Mania wyrzuca wszystko z komody, a Zosia jeździ na rolkach. Lubię ścianę w kolorze trudnym do określenia, która pięknie gra ze światłem, zamyśloną dziewczynę z plakatu i nasz regał ze wszystkim na wierzchu (minimalizm zrobił mały wyjątek). No i kuchnia, wiadomo. Lubimy gotować, choć przy dwójce małych dzieci czasami trudno znaleźć czas na coś bardziej wymyślnego niż makaron z masłem i parmezanem. Zosia coraz chętniej pomaga, bo marzy o zostaniu masterchefem. To taki nasz czas, po którym zostawiamy pobojowisko do ogarnięcia Tacie (śmiech). Dom rodzinny zawsze kojarzył mi się z zapachem ciasta, gdybym mogła, piekłabym codziennie tylko po to, żeby pachniało.

Skąd czerpałaś inspiracje przy urządzaniu domu?

Ja jeszcze cały czas go urządzam! Mam w sobie jakąś stałą potrzebę zmian, jeśli chodzi o przestrzeń, w której żyję. Jestem trochę taka matka boska pomysłowska, ciągle coś przestawiam, ulepszam, nie usiedzę. Z jednej strony bardzo lubię nasz dom, z drugiej – inspirują mnie nowe rozwiązania. Miałam pewne must have, jak kultowa lodówka SMEG, i wiedziałam, że w nowym domu podłogi będą białe, to było moje marzenie i choć wszyscy odradzali, nie żałuję. No, może poza momentami, kiedy Metka wraca z tarzania się w mokrej trawie i zostawia mi piękną pamiątkę po całym salonie.

Czasem pomysły brały się zwyczajnie z braku środków na wszystko naraz – na początku zdecydowaliśmy, że zamiast szafy w sypialni postawimy komodę i dwa proste wieszaki z Ikei. No i tak nam się to rozwiązanie spodobało, że już zostało. Inspiracje znajduję na Instagramie, kiedyś lubiłam przeglądać magazyny wnętrzarskie, dziś pomysły najczęściej czerpię z Pinteresta. Bliski jest mi styl minimalistyczny, jasne otwarte wnętrza. Podoba mi się połączenie minimalizmu z vintage. Stara PRL-owska komoda, sławny patyczak czy drewniane krzesełko do karmienia to moi faworyci.

Bez którego mebla nie wyobrażacie sobie waszego domu?

Zdecydowanie dwie kanapy w salonie. Nie wyobrażamy już sobie, że można żyć inaczej. Nasz pies lubuje się w spaniu na kanapie, a że gabaryty ma słuszne, to zajmuje połowę miejsca. Do tego dzieciaki – i nagle jedna okazała się za mała. Po lecie chcieliśmy schować kanapę z tarasu i padł pomysł, żeby postawić ją w salonie. To taki mebel outdoor/indoor i świetnie wygląda również we wnętrzu. Niestety, zbliża się sezon i trzeba coś postawić na tarasie, a nie możemy się z nią rozstać! Mamy też dwa materace w sypialni, bo śpimy stadnie. Są to same materace bez ramy, więc znajomi śmieją się, że śpimy na podłodze, ale ja już przy pierwszym raczkującym dziecku odkryłam uroki niskiego łóżka. Śpimy więc razem na 3 metrach szerokości i zastanawiam się, czy tego nie opatentować (śmiech).

Co znajduje się w pokojach dziewczynek? Czy pomagały w jego projektowaniu i wyborze mebli czy dodatków?

Mani pokój się jeszcze tworzy, to chyba najbardziej minimalistyczna przestrzeń w całym domu, ale już go bardzo lubię. Jest tam drewniane łóżeczko, komoda z przewijakiem, mata do zabawy i miejsce do wypoczynku. Uwielbiamy materac od Mallino, na którym przesiadujemy, czytając książki, a Zosia ćwiczy na nim gimnastykę. Starsza córa jest już na tyle duża, że aktywnie uczestniczy w zmianach, jakie dokonują się w jej pokoju, i choć jak to 5-latka chciałaby wszystko na różowo, na szczęście udaje nam się jeszcze znaleźć kompromis. U Zosi jest zdecydowanie więcej koloru, tapeta z leśnymi zwierzętami i kolorowa ściana. Ma szafę z Ikei, która przeszła metamorfozę i zupełnie odmieniła to wnętrze. Stare biurko dostaliśmy w prezencie, dokupiłam do niego równie stare krzesło Casala. Biurko jest w kilku miejscach pomazane, ale nie czuję potrzeby, żeby je przemalować, to tworzy historię tego mebla i dodaje mu uroku – wierzymy, że należało do przyszłej baletnicy albo pani weterynarz.

rodzinny-dom-pauli-wnetrza

Co lubicie w waszej okolicy?

Mieszkamy praktycznie obok lasu, dojście zajmuje nam 5 minut. Lubimy spacery z naszym psem, dla którego możliwość swobodnego biegania to największa przyjemność. Zbyt rzadko tam jesteśmy, szewc bez butów chodzi, ale jak tylko robi się cieplej, uciekamy w wąskie, nieoblegane ścieżki, dzięki temu prawie nie spotykamy ludzi i czujemy się, jakbyśmy byli tam sami. Trochę śmiejemy się, że rzeczywiście mieszkamy na wsi, bo wracając do domu, można na drodze spotkać sarnę albo zająca.

Dokończcie zdanie —> Nasz dom jest dla nas…

My mówimy „nasza chata” albo „chałupa”. Jest dla nas azylem w dobie pandemii. Przenieśliśmy się tutaj z tętniącego życiem Wilanowa, do którego mam sentyment i zdarza mi się tęsknić, ale jednak ta cisza i spokój do nas przemawia. Tak, to chyba nasze miejsce.

I jak wam się podoba wygodne królestwo tej piątki? Po więcej inspiracji w temacie wnętrz odsyłam was do naszych cykli: Rodzinny dom oraz Pokoik dziecka. Przyjemności!

Dodaj komentarz