Tel Awiw rodzinnie

A może tak majówka w Izraelu?

W ten marcowy kapryśny dzień serwujemy wam dojrzałe granaty, smak idealnego hummusu, muszelki poupychane po kieszeniach. I przede wszystkim wspomnienia, którymi dzieli się dziś z nami Agata. Tel Awiw ją zaskoczył i zadziwił bogactwem kontrastów. Idealna inspiracja przed majówką!

Tanie loty otworzyły dla wielu z nas niebo, a co za tym idzie pokusę, by wiosnę, urodziny, dzień psa czy majówkowy weekend uznać jako wystarczający pretekst do spakowania bagażu. Dziś w podróż zabierają was Agata, Tomek i czteroletni Jaś. Łączy ich wiele, uwielbiają spędzać czas we troje, a najchętniej spędzają go, podróżując. Agata kocha jeść, robić zdjęcia i wyłapywać piękne detale, Tomek z nowych miejsc przywozi wspomnienia zapachów – każde miasto, miejsce pachnie inaczej, a Jasio w każdym odwiedzonym miejscu musi obejrzeć pociągi! Agata przyznaje, że nie brała Izraela pod uwagę, a w efekcie kraj ją bardzo zaskoczył. Mnie zachwyciły jej instagramowe kadry – nie szczędziła ich nam, wypatrującym krótkich rękawków i relaksu w kawiarnianych w ogródkach. Agata, inspiruj!

***

DOKĄD

Nie był to mój wymarzony kierunek, być może sama z siebie nie zdecydowałabym się tam pojechać, tym bardziej jestem szczęśliwa, że było mi dane tam polecieć – ten kraj niesamowicie mnie zaskoczył, zaciekawił, wzruszył, a także zachwycił. Nie spodziewałam się tylu urokliwych miejsc, pięknej architektury, przyrody, plaż. Poza tym to kraj pełen kontrastów – kosmopolityczny Tel Awiw jest o 180 stopni inny, niż oddalona o 70 km zachowawcza, bardziej ortodoksyjna Jerozolima. Nie sądziłam, że ludzie tam są tak mili, otwarci, wyluzowani.

TRANSPORT

Do Tel Awiwu polecieliśmy samolotem WizzAir, bilety były moim prezentem urodzinowym. Na miejscu wypożyczyliśmy samochód, ale nie polecam tego środka transportu. W mieście jest ogromny problem z zaparkowaniem, zasady parkowania dość skomplikowane i jeśli znajdzie się miejsce na 99% okaże się, że nie można na nim zostawić samochodu. Nam niestety auto dwukrotnie odholowano – straciliśmy przez to pieniądze oraz cenny czas. Po mieście poruszaliśmy się pieszo, ani razu w czasie samego zwiedzania miasta nie korzystaliśmy z samochodu. Na miejscu widzieliśmy, że dobrze działa komunikacja miejska. Samochód bardzo przydał nam się podczas podróży do Jerozolimy, w której spędziliśmy dwie noce, oraz na wycieczki nad Morze Martwe. O ile do Jerozolimy można szybko dojechać pociągiem, to wybierając się nad Morze Martwe musimy mieć samochód.

W Tel Awiwie spędziliśmy pięć dni, w Jerozolimie dwa, jeden poświęciliśmy na zwiedzenie okolic tego drugiego miasta.

POGODA NA MIEJSCU

Polecieliśmy w czasie ferii zimowych, na przełomie stycznia i lutego. Myślę, że jest to doskonały czas na zwiedzanie tego kraju. Latem na pewno jest tam zbyt gorąco, mąż kiedyś był nad Morzem Martwym w lipcu – panował całkowity zakaz kąpieli w ciągu dnia, temperatura była niemal piekielna. Podczas naszego tygodnia w Izraelu było przyjemnie ciepło, myślę, że średnio były 22 stopnie, a jednego dnia nawet 27 stopni. Wieczorami było chłodniej, ale cienki sweter był wystarczający. Jerozolima jest położona na wzgórzach, wokół miasta jest pustynia, więc tam jest znacznie chłodniej.

 

MIESZKANIE

Mieszkania znaleźliśmy przez Airbnb. W Tel Awiwie mieszkaliśmy przy ulicy Ben Yehuda, która jest doskonałą lokalizacją. Wszędzie blisko – 5 minut na plażę, wszystkie duże ulice w zasięgu krótkiego spaceru, a na samej ulicy jest masa knajpek, sklepów, kawiarń. Często jedliśmy w pobliskiej knajpce – Kaspi, którą polecamy wszystkim fanom hummusu, bakłażanów i falafeli.  W Jerozolimie również wynajęliśmy mieszkanie przez Airbnb, w dzielnicy Baka, trochę oddalonej od głównych zabytków, ale to nawet dobrze – mogliśmy popatrzeć na codzienne życie mieszkańców i trochę żałuję, że nie mieliśmy więcej czasu, by powłóczyć się okolicznymi uliczkami. Całe miasto zbudowane jest z piaskowca, który w połączeniu z wijącymi się kwitnącymi pnączami ma niezwykły urok.

 

CO ZABRAĆ?

Dla mnie podczas wyjazdów najważniejszy jest aparat i ładowarka do niego. Poza tym na pewno zabraliśmy za dużo swetrów i kurtek, a za mało koszulek z krótkim rękawkiem. Do każdej podróży staram się przygotować i zabieram ze sobą mapę z zaznaczanymi na niej miejscami, które chcemy zobaczyć, po powrocie staje się ona dla nas cudowną pamiątką. Warto zabrać jakieś małe pudełko na muszelki, listki, patyczki – zawsze zabieramy je do domu.

 

 

TOP 5 ZACHWYTÓW

Białe Miasto – Tel Awiw. Zachwyciła mnie modernistyczna architektura. Piękne, białe budynki wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwu UNESCO (jest tam ponad 4000 takich obiektów!). Warto wejść do Centrum Bauhausu przy ulicy Dizengoff – na dole znajduje się mała galeria ze zdjęciami budynków w tym stylu, można obejrzeć film, a na górze kupić piękne pamiątki. Najlepszym miejscem do podziwiania telawiwskiego modernizmu jest Plac Dizengoff – wokół piękne budynki, po środku słynna fontanna, wokół niej rozłożeni na kocach ludzie, a wokół placu przyjemne kawiarnie, w tym Nahat Cafe, w której podają najlepszą kawę w mieście.

Neve Tzedek – jedna z najstarszych części Tel Awiwu.  Architektura jest tam zupełnie inna niż w reszcie miasta. Dzielnica urzekła mnie szczególnie niską zabudową, uliczkami pełnymi małych butików, sklepików z ceramiką, biżuterią, perfumeriami, a także jednymi z piękniejszych delikatesów, w jakich byłam – Epicerie Fine Neve Tzedek, na tyłach których jest urokliwa kawiarnia, ze stolikami wśród doniczek z kwiatami. Ucięliśmy sobie tam przyjemną pogawędkę z Rosjanką od lat mieszkającą w Tel Awiwie – mamy z tego miejsca miłe wspomnienia. Na styku dzielnic Neve Tzedek i Jaffa, którą również trzeba zwiedzić, znajduje się niedziałająca już stara stacja kolejowa. Jest teraz przerobiona na kompleks knajp i sklepów. Jasiowi szczególnie spodobało się to miejsce – jest największym fanem pociągów, mógłby bez końca bawić się na starych torach czy wagonach.

Plaże Tel Awiwu – obowiązkowy punkt, zwłaszcza, jeśli jest się w Tel Awiwie z dzieckiem. Na plaży obok Jaffy znaleźliśmy bardzo dużo pięknych muszelek, Jasio szczególnie upodobał sobie zawijaski. Na plażach bliżej centrum można skorzystać z leżaków, są knajpy, a także strefy różnej aktywności – plac zabaw, siłownia, boiska do siatkówki, baseny. Mieszkańcy miasta uwielbiają grać w makota – dźwięk odbijającej się od drewnianych rakietek piłeczki jest obecny na tamtejszych plażach.

Knajpy – kto nas zna wie, że lubimy jeść, a ja jak się najem, to zaczynam myśleć, co będzie moim kolejnym posiłkiem. W Tel Awiwie jedzenie smakowało nam wszędzie. Z doświadczenia wiem, że nie w każdym dużym mieście łatwo jest znaleźć knajpę z dobrym jedzeniem, w Tel Awiwie chyba wszystkie są takie. Często jedliśmy falafele oraz hummus z pitą – Jasio uwielbia to jedzenie, codziennie dopytywał, czy pójdziemy na hummusik. Najbardziej smakowały nam falafele na bazarze Caramel oraz Levinsky – oba te miejsce są warte zobaczenia – były to dość przypadkowo odwiedzone knajpki, ciecierzycowe kotleciki, masa świeżych warzyw, polanych hummusem, a wszystko zawinięte w chlebek chyba wszędzie w Tel Awiwie smakuję doskonale. Z knajp z czystym sumieniem możemy polecić Port Said, gdzie zjedliśmy najlepszego bakłażana, fasolkę oraz pieczone mięso oraz knajpkę Miznon, która słynie z pieczonych w całości kalafiorów, nam tam też smakowały pity z jagnięciną, kalafiorem oraz kiszonki. Bardzo lubiliśmy jeść w Kaspi przy Ben Yehuda – w szczególnie trzeba zamówić tam zawijane bakłażany. Jasio pokochał to miejsce, a szczególnie pana kelnera z dużą brodą, który znał jedno słowo po polsku – hummus… 

Przyroda Izraela – byliśmy zachwyceni roślinnością w mieście, zawsze duże wrażanie robią na mnie gigantyczne fikusy znane z domowych doniczek, a także wiszące na drzewach cytrusy – widzieliśmy sporo drzewek z pomarańczami i kumkwatami. Zakochaliśmy się też w tej nieco bardziej dzikiej przyrodzie – sama podróż wzdłuż Pustyni Nagew zrobiła wrażenie, a szczególnie spodobały nam się dwa miejsca, które odwiedziliśmy – Kumran, prehistoryczna osada, a także oaza Ein Gedi – z pięknym roślinami, zwierzętami – spotkaliśmy tak kozice górskie i góralki, a także pięknymi wodospadami. Jasio dzielnie maszerował pod górę, szczególnie spodobały mu się zwierzątka, a także „dźwiganie” głazów oraz moczenie stóp w strumyku. Z Ein Gedi warto pojechać do Mossady, z której my zrezygnowaliśmy na rzecz Morza Martwego. To najbardziej zasolone jezioro, a także najniżej położone miejsce na świecie. Było bardzo ciepło, więc skorzystaliśmy z kąpieli, niezwykłe uczucie. Kolory Morza Martwego są niezwykłe, a osadzająca się na brzegu sól przybiera niesamowite kształty.

NASZE RADY

Nie wypożyczaj samochodu! Pamiętaj, żeby nawet zimą zabrać krem z filtrem. Nie bój się, ja miałam nieco obaw przed wyjazdem, zastanawiałam się, czy jest to bezpieczne miejsce, szczególnie na podróż z dzieckiem. Na miejscu czuliśmy się zupełnie bezpiecznie, ludzie są mili, pomocni. Bardzo lubią, chętnie zaczepiają i rozśmieszają dzieci.

CZEGO SIĘ NAUCZYLIŚMY

Ja bardzo się cieszę, że miałam okazję wybrać się do Izraela, nie spodziewałam się tak wielu zachwytów, a także różnych, często skrajnych emocji na miejscu. Zainteresowałam się tym krajem, po powrocie sięgam po książki poruszające zawiłą historię Izraela. Jako rodzina przekonaliśmy się, że jesteśmy cudownymi kompanami podróży i mimo różnych przeciwności losu nie dajemy się złym nastrojom i staramy się czerpać jak najwięcej z miejsc, w których jesteśmy. Od lat wiem, że nic nie robi lepiej na głowę oraz nic tak nie wzbogaca  jak podróże. Cieszę się, że nasz synek jest takim dzielnym, małym podróżnikiem.

CENY NA MIEJSCU

Ceny w Izraelu są bardzo wysokie, to chyba najdroższe miejsce, w jakim byłam. Po przylocie udaliśmy się do lokalnego sklepiku, w którym zszokowały nas ceny i uznaliśmy, ze to pewnie najdroższe delikatesy w okolicy. Po jednym dniu doszliśmy do wniosku, że są… najtańsze i w nim się głównie zaopatrywaliśmy. Najtańszym jedzeniem są falafele w picie, kosztują ok. 20zł, reszta rzeczy niestety jest droga. Kawa kosztuje średnio ok. 20zł.

***

Kawa droga, ale za to wspomnienia bezcenne i takiej filozofii się trzymajmy. Kuchnia, słońce, gościnność no i ten niepowtarzalny hummus… Czuję się namówiona!

 

1 komentarz

  • Dominika:

    Czuje sie zachęcona (no, może poza cenami;) jako ze Tel Awiw za mną chodzi juz jakiś czas:). Bałam sie jechac z moim pięciolatkiem sama, ale widze ze strach ma wielkie oczy. I bardzo cieszy ze nie trzeba wynajmowac samochodu, bo juz własciwie autem nie jeżdzę. Wpisuje na liste jesien- zima:))

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.