Potrzebowałam 11 lat i lockdownu, aby zmienić swój stosunek do Ziemi. Nie Ziemi-planety, a Ziemi-gleby. Dokładnie do tego niespełna hektara w Świętokrzyskiem, na którym całą rodziną żyjemy. Od kilku tygodni nie ma dnia, abym nie zanużyła w Ziemi swoich rąk. Niedziele lubimy spędzać, wyrywając chwasty z grządek ziemniaków. Niemal każdy ranek zaczynamy od spotkania z gęsiami i kurami. Nie ma we mnie już frustracji, że coś mnie omija. Ani grama poczucia, że zmarnowałam jakąś życiową szansę na robienie