Pomysł na spacer po Milanówku

Tropem starych willi.

„Truskawki w Milanówku na talerzykach z Rosenthala…”. Nucę słynny tekst Młynarskiego i podziwiam stuletnie sosny i drewniane domki przez okno WKD. Dziś zabieramy was do podwarszawskiej mekki letników międzywojnia.

Pomysł był prosty: wyrwać się z Warszawy i odwiedzić Olę, która zaprosiła nas na kawę i ciasto. Chociaż słońce nie okazało się do końca litościwe i Milanówek witał nas bardzo nieśmiałą wiosną,  mimo szarugi, zakochałam się w tej podwarszawskiej miejscowości. Co więcej, wpisałam sobie ją na listę weekendowych pomysłów na wypad z dziećmi. Jak to możliwe, że ja, rodowita warszawianka, Milanówek omijałam? Miasteczko, w którym wypoczywał choćby Bolesław Prus, a wielu zamożnych warszawskich letników zbudowało tu swoje okazałe wille.

Zabieram was w trasę po mieście-ogrodzie, tropem okazałych domów – w niejednym się działo po wojnie… Wyobrażam sobie te pikniki w ogrodach, letników „zażywających słońca”, lekką nudę niczym ze stron opowieści Czechowa, letnie romanse i dyskusje o polityce przy partyjce brydża.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Jako historyk i projektant wnętrz, Ola przystaje i opowiada o każdym murku, fasadzie i ogrodzeniu. Choć marzniemy, to potrafię wyobrazić sobie, jak tu musi być pięknie w maju! Fotografka, Kinga, mieszka tu od zawsze – wybrałam więc bardzo dobre przewodniczki. Idziemy?

 

Ola, skąd się znalazłaś w Milanówku?

Ponad 10 lat mieszkałam w Krakowie, do którego przyjechałam na studia z Zielonej Góry. Dwa lata temu przeprowadziliśmy się z mężem do Warszawy. Po kilku miesiącach w stolicy dowiedzieliśmy się, że w Milanówku jest dostępne duże mieszkanie w przedwojennej willi. Pojechaliśmy i zakochaliśmy się totalnie. Przez miesiąc biliśmy się z myślami, czy fundować Poli kolejną przeprowadzkę (ja byłam już wtedy w kolejnej ciąży, a Pola jeszcze odchorowywała wyjazd z Krakowa), ale w końcu postanowiliśmy, że zaryzykujemy. Myślę, że to była najlepsza decyzja! Pozwoliła nam wieść życie, o jakim zawsze marzyliśmy. Prawdziwe i blisko natury, a z drugiej strony nie tak daleko od możliwości wielkiego miasta. Nawet tęsknota za ukochanym Krakowem gdzieś uleciała!

 

Co lubisz w tym miasteczku?

Milanówek ma swój bardzo fajny klimat. Czuć tutaj stare, przedwojenne letnisko. Są piękne wille, bluszcz, stuletnie drzewa. Latem pachnie deszcz na gorących chodnikach, a jesienią pachną liście. Milanówek to wspaniałe miejsce na spacery, na kontakt z przyrodą. Miejsce z historią, pełne ciekawych opowieści. Atmosfera, która tutaj panuje, jest nie do podrobienia.

Lubię w Milanówku to, że jest tutaj bardzo lokalnie i swojsko,(okazuje się, że prawie wszyscy się tu znają). Mamy piekarnię, w której można kupić chleb z goji, suszonymi pomidorami albo kaszą jaglaną i wcale nie muszę za niego płacić miliona monet. Mamy cukiernie, do których chodzimy z moimi dziewczynami na pączki z różą. W Milanówku jest świetnie wyposażona biblioteka i szkoły: językowa, muzyczna, rysunku. Aktywnie działa centrum kultury, które organizuje np. zajęcia z ceramiki. W Milanówku jest kilka fajnych miejsc na kawę (Podmiejska) czy na lunch (Love me, Blueberry Duck). A kiedy już naprawdę nam się znudzi, zawsze możemy jechać do pobliskiego Grodziska Mazowieckiego albo do Warszawy. Chociaż tak całkiem szczerze, to ostatnio rzadko bywam w stolicy.

 

 

Nasza trasa prowadzi od ulicy Literackiej, z której skręcamy w ulicę Piasta, by tu pod numerem 12 zatrzymać się przed willą Pilawin, a potem willą Józefiną. Tu w 1924 r. założono Centralną Doświadczalną Stację Jedwabniczą, która miała na celu rozpowszechniać polski przemysł tego surowca. Bo przecież wszystkim Milanówek kojarzy się z jedwabiem! Na Zacisznej zachwycam się willą Banczewianką – najstarszą drewnianą willą w tym miasteczku. Maja słodko śpi w nowym wózku, który płynnie sunie po chodniku, a my postanawiamy się zrzucić na wspólny zakup nieruchomości, gdy docieramy na ulicę Podgórną. Mijamy neoklasycystyczny pałacyk, czyli willę Garbatkę, by zatrzymać się przed niesamowitą willą Sulima, czyli „Pod Matką Boską”, która wznosi się wśród stuletnich sosen. Pałac w ruinie, gdy go oglądam, wyobraźnia od razu rysuje mi historie, które mogły się tu wydarzyć. Czy wydarzą się znowu? Cóż, dom na sprzedaż…

Dalszy spacer to oczywiście ulica Sienkiewicza, kolejne perełki architektury (willa Jankota i Ostromir). Dochodząc do kościoła św. Jadwigi Śląskiej, znów mijamy kuszący baner „na sprzedaż” przy willi Bojanówce, by dotrzeć do willi Borówka, w której jest obecnie restauracja Blueberry Duck z tarasem i ogrodem – do odwiedzenia z dziećmi, kiedy tylko się zazieleni!

 

 

Ola, tu chyba czas płynie inaczej, a na pewno bliżej natury…

Tak! Z okien naszego mieszkania obserwujemy z atlasem ptaki, a przygotowując śniadanie, witamy się z wiewiórkami. Po drodze do przedszkola spotykamy krowy, owce, konie… W Milanówku mogę pokazywać moim dzieciom prawdziwe, niesterylne życie – w błocie, wśród drzew, śpiewu ptaków, daleko od galerii handlowych. Mam kilka marzeń, które powoli zaczynają się krystalizować, i miejscem do ich realizacji będzie właśnie Milanówek.

*

Ech, nie będę wypytywać dalej, po prostu umawiam się na kolejną kawę, tym razem już w ogrodzie i z dzieciakami za miesiąc. Przejażdżka kolejką będzie dodatkową atrakcją!

*

Podczas spaceru Oli towarzyszył nowy wózek Easywalker i torba Lassig w kolorze bynajmniej nie zimowym. Ktoś tu zaklina wiosnę! Roczna Maja przesiadła się właśnie do spacerówki Buggy XS, tak więc to jej spacerówkowy debiut! Obawiałyśmy się resztek śniegu czy nierównych chodników, ale niepotrzebnie – wózek zdał egzamin, Ola prowadziła go jedną ręką zwinnie i bezproblemowo, co i rusz przystając przed zabytkowymi domami.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

 

 

 

*

Zdjęcia: Kinga Hołub 

opracowała: Kasia Karaim

1 komentarz

  • Anonim ;):

    Dziękuję Pani za ten artykuł. Mam 15 lat i tyle właśnie mieszkam w Milanówku, a dotąd nie doceniałam tego miejsca. Tęskno mi było do większego miasta, gdzie nikt się nie zna, a wieczorem są miejsca do których można pójść ze znajomymi. Kiedy jednak przeczytałam powyższy tekst, widzę jaką moje miasteczko jest perełką. Niestety często nie potrafimy docenić tego, co mamy. W końcu – trawa po drugiej stronie ogrodzenia jest zawsze bardziej zielona 🙂 A wille – ze też do tego momentu były mi tak obojętne! Cóż – trzeba wybrać się na wycieczkę!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.