dzień matki

Odpuszczam, więc jestem

Wasz głos na Dzień Matki

Odpuszczam, więc jestem

Hej, mamy! Te świeżo upieczone oraz te zaprawione w bojach. Wiem, że mogłybyście zapisać tu kilka stron, dziś oddaję wam wierszówki w całej rozciągłości. Dużo jest dobra i szczerości w tym, co piszecie, ciepła w waszych kadrach. Przyzwolenia na nieidealność.

I serio nie wiem, czemu podkreśla mi słowo „nieidealność”. Może za rzadko go używam? Ja, perfekcjonistka, którą wiele kosztuje, by zrobić coś na pół gwizdka, i bez poprzeczki ustawionej na 2,45 metra. Ćwiczę odpuszczanie przez dobrych parę lat. Jeszcze bardziej dziwi mnie, że słownik na jednej tacy serwuje „odpuszczam” z rezygnacją i kapitulowaniem. Słucham? Wnoszę macierzyńskie weto. Umiejętności odpuszczenia i zdrowego dystansu faktycznie nie uczą nas w szkołach rodzenia, ani nie wpisują do książeczki zdrowia. A tak bardzo się nam przydają – im dalej w las, im bardziej pod górę i to jeszcze z ciążącym plecakiem pełnym poradników i maminych lektur. Jak usypiać dziecko w 5 minut i samemu się wyspać; jak oduczyć od miłości do czekolady; rodzeństwo bez rywalizacji; wysprzątany dom i twój czas na wyplatanie makram po 22:00; rozwijanie stu pasji a niemowlak z kolką…

Nie umiem pisać chwytliwych tytułów. Dziś w Dzień Matki to wy mówicie do nas i o nas, doświadczone, świadome swoich słabości i swojej siły. Dziękuję za wasz głos. Posłuchajmy siebie nawzajem.

WSŁUCHUJĘ SIĘ W SIEBIĘ

Pojawił się 30 grudnia o 05:55. Nieprzespane noce, trudna mleczna droga, napięcie. Bycie matką nauczyło mnie odpuszczać wiele rzeczy. Jeśli ubrania nie będą wyprasowane, to się nic nie stanie, tak samo, jak trzy razy pod rząd zjemy na obiad warzywa na patelnię. Jeśli wszystkie metody i porady dotyczące karmienia naturalnego nie przynoszą rezultatów, a ja chodzę ciągle zła i z tym zaczyna kojarzyć mi się macierzyństwo, to należy to zmienić. Pamiętam pierwszą opróżnioną przez Stacha butelkę. Wyssanie jej do ostatniej kropelki było najpiękniejszym dźwiękiem naszego pierwszego półrocza. Oczywiście nie jest to namowa do porzucenia karmienia piersią, bo bardzo lubiłam te „nasze” momenty. Ale jeśli pojawiły się schody nie do pokonania, to również należało odpuścić. Laktoterror niestety dał mi się we znaki. A jeśli mogę coś doradzić, to przez pierwsze miesiące śpijcie Drogie Mamy wtedy, kiedy śpią wasze dzieci, bądźcie dla siebie dobre, rozpieszczajcie się i nie starajcie się być perfekcyjnymi, bo jesteście najlepszymi mamami, jakie wasze dzieci mogły mieć.

Ewa Kędzierska

 

Nauczyłam się odpuszczać w ogóle i nie próbować na siłę forsować rzeczy, z którymi nie było nam po drodze. Nie boksuję się sama ze sobą w myślach i nie próbuję poddawać wszystkiego analizie – przyjemnie jest czuć, że rzeczy dzieją się same, po prostu.

Asia Uścińska-Janiec

„Odpuszczam czyste buzie – zamiast tego wolę czyste intencje. Odpuszczam porządek w zabawkach – zamiast tego wolę porządek w głowie”.

NIE CZEKAM NA MEDAL

Żeby czuć się lepiej w moim macierzyństwie, odpuściłam: głos, który wołał, że zrobię wszystko na sto procent i od samej siebie na starość dostanę złoty medal. Połacie egoizmu nakarmionego latami ultrałatwego i przyjemnego życia child-free. Wizję, że mieszkanie to przestrzeń, która w swoim uporządkowaniu i stylu daje mi spokój i siłę. Odpuszczam to wszystko każdego dnia. A w te dni, gdy wydaje mi się, że odpuściłam już wszystko, jestem już taka mądra i pełna równowagi, a ego mam nakarmione, zwykle dostaję prztyczka w nos!

Monika Rybaczyk

NIE PORÓWNUJĘ

Będąc w ciąży, chciałam czuć się jak „Matka Ziemia”, jak oaza dobrych myśli, zarażająca szczęściem. W zwiewnych sukniach wybierać wyprawkę dla malucha, a w ogrodniczkach jeansowych, z zaokrąglonym już brzuchem, malować sypialnię, by przygotować ją na nowego lokatora. Chciałam czuć spokój i harmonię. Moje marzenia ustąpiły miejsca pokorze i błagalnemu odliczaniu, a wyczekane poznanie odbyło się o dwa miesiące za szybko. Urodziłam wcześniaka. Wymarzony brzuch, który dopiero co się pokazał, zniknął 39 sekund po narodzinach. A wraz z nim jakiekolwiek marzenia i emocje. Pustka. Nie potrafiłam wybaczyć sobie tego, że moje wspomnienia z ciąży będą pachniały szpitalem i smakowały żalem. Tego, że wyprawkę kompletowałam w ostatniej chwili, tonąc we łzach… No bo jak tu się cieszyć, zamawiając rozmiar 44? Nie potrafiłam sobie wybaczyć, że nie jestem w stanie się radować tym, co mam. A tak wiele przecież mam. Nie potrafiłam sobie wybaczyć, że nie wytrzymałam tych cholernych, bezpiecznych 37 tygodni.

Z czasem, z biegiem minut i godzin, narodziły się nowe nadzieje, nowa siła. Miłość, to ona pozwoliła mi odpuścić. Pewnego dnia, patrząc w te oczy mądre i na te łapki jeszcze z bliznami, powiedziałam sobie „pieprzyć to”. I odpuściłam. Krzycząc i płacząc pod prysznicem, odpuściłam. Cały żal, ból, strach. Te porównywanie swojego dziecka do innych, porównywanie siebie, stanu czystości mojego domu i tego, czy upieczenie dwóch ciast w tygodniu sprawi, że będę idealną Panią Domu, Żoną i Matką. Dałam sobie wolność i czas. By przeżywać to wszystko po swojemu, w swoim tempie i z emocjami moimi, a nie takimi dobrze wyglądającymi. Odpuściłam, żeby kochać świadomie i całą sobą.

Iga Siłakowska

 

W swoim macierzyństwie przeżyłam chyba wszystkie emocje tego świata. Miałam 17 lat, kiedy zaszłam w ciążę z córką, byłam przerażona i pomimo osób, które były obok, czułam się najbardziej samotną osobą na świecie… Dopóki nie usłyszałam pierwszego bicia serca na USG. Zawsze obserwowałam inne mamy, które wymyślały ciekawe zabawy, kupowały ubranka z wyższych półek czy układały zwierzątka z kanapek. Dopiero po latach stwierdziłam, że to nie dla mnie. My żyjemy na luzaku wraz z duchem unplugged. Dzieciaki brudne biegają po ogrodzie, śpią z psem w jednym łóżku, kąpią się z rodzicami, mają dużo ubrań z lumpeksu, jedzą niezdrowe jedzenie częściej niż byśmy tego chcieli i dopiero teraz czujemy się najbardziej szczęśliwi – kiedy mamy tonę garów do mycia wieczorem, mało miejsca w łóżku i nieustanne towarzystwo obok.

Luiza

Odpuściłam słuchanie rad babć, cioć, wujków, nie-wujków, sąsiadek z dołu i z boku, pani w spożywczaku, która każe mi przestać nosić dziecko na rękach, panu na spacerze, który zwraca uwagę, że dziecko za głośno płacze, a powinno być grzeczne. Odpuściłam czytanie poradników, gazet, wytycznych WHO, co dziecko powinno robić w wieku dziewięciu miesięcy – że powinno już mnożyć i dzielić, ewentualnie całkować. Odpuściłam zabawy logopedyczne w wieku dwóch miesięcy w obawie przed jąkaniem, seplenieniem i ogólnym nierozwijaniem się. Wciąż się łapię na tym, że moje dziecko nie jeździ na dwóch kółkach (A POWINNO), i nie czyta Szekspira (A KOLEGA Z SĄSIEDZTWA JUŻ CZYTA). Ale odpuszczam. Bałagan w domu i wieczne rozsypanie. Odpuściłam rozdarcie pomiędzy koleżankami z karierami a moją mizerną karierą z dziećmi na kolanach. Odpuściłam rozdarcie pomiędzy spotkaniami z koleżankami a moim czasem z rodziną. Odpuściłam smarowanie masła widelcem, a nie nożem. Odpuściłam robienie sobie zdjęć na rzecz robienia zdjęć dzieciom.

Karola Kułaga

IDĘ NA KOMPROMIS Z SAMĄ SOBĄ

Do niedawna miałam poczucie, że każdy dzień powszedni to nieustanna walka z sobą i rzeczywistością. Jak być wydajnym pracownikiem, nie zawalać terminów, a jednocześnie być dobrą mamą? Łączenie pracy z opieką nad dzieckiem 24 h na dobę to ekstraklasa. To się nie może udać w stu procentach. Zawsze ktoś jest stratny, pojawia się frustracja. W tej nowej rzeczywistości układamy nasze relacje na nowo, a ja w którymś momencie stwierdziłam, że muszę odpuścić. Jeśli tego nie zrobię, to wcześniej czy później wyląduję na psychoterapii. Moje odpuszczanie polega na tym, że zakładam sobie każdego dnia minimum, które chcę (i muszę) zrealizować. Praca, opieka nad Zu i „odrabianie” zadań, które nadsyłają ciocie przedszkolanki, wyjście do ogrodu (nawet, gdy pada deszcz). Jeszcze do niedawna, mając świadomość, że nie realizuję planu maksimum, byłam zestresowana i czasem kładłam się spać z uczuciem ucisku w klatce piersiowej. To był sygnał, że nie jest dobrze. Przeanalizowałam nasz rozkład dnia i stwierdziłam, że muszę zluzować własne zasady, pójść sama ze sobą na kompromis. Teraz, gdy mam zebranie zespołu online, odpalam Zu bajki na YouTube i zerkam przez ramię. Całą godzinę, co wcześniej było nie do pomyślenia! Nie jestem już tak rygorystyczna w utrzymaniu porządku: bałagan po zabawach Zu sprząta(my) dopiero wieczorem, przed pójściem spać. Moje odpuszczanie to też próba wyrwania choć godziny tylko dla siebie. Książka, obróbka zdjęć, dobry film i przytulanie się do S. No i codziennie zabieram stęsknionego za spacerem psa na smycz i uskuteczniamy marszobieg w wyludnionej okolicy. 

Anna Maciejko

MOJE SCENARIUSZE

Co odpuściłam w macierzyństwie? Odpuściłam wiele rzeczy, bardzo szybko odpuściłam oczekiwania, że będzie tak, jak ja chcę. Mój scenariusz nie jest najważniejszy. Najwięcej dało mi „podążanie za dziećmi”. Weszłam w ich rytm, oczywiście z ramami uwzględniającymi moje granice. To jest cholernie trudne, ponieważ każdy z nich jest zupełnie inny, ma inny temperament, wiek, upodobania, smak, zasady, wrażliwość. Oni się tak „rozchodzą” w swoich planach na życie codzienne, a do tego jestem ja ze swoimi planami. Zauważyłam, że im bardziej trzymam się swojego planu na zorganizowanie nam życia codziennego, tym gorzej, ważne są ustalone z grubsza ramy i obserwacja nastrojów, możliwości. Bawienie się w uważną Panią Detektyw. 

Zuza Jach-Kokorczak

 

Odpuszczam kontrolę. Moje dzieci mają moc przestrzeni na swobodną zabawę, eksperymenty i doświadczanie. Odpuszczałam od początku. Nie chodziłam za dziećmi, kiedy uczyły się chodzić. Mogły odważnie kroczyć, przewracać się i wstać samodzielnie. Mogły też później sprawdzać swoje możliwości na placach zabaw i drzewach, wzbudzając zdziwienie i czasem niepokój obserwatorów, że „takie małe, a już tak włażą”. Tak jest do teraz i mam nadzieję, że tak będzie, gdy będą nastolatkami – że będę umiała odpuszczać kontrolę także wtedy, tak jak to robiła moja matka, za co jestem jej niesamowicie wdzięczna. Brak kontroli to dla mnie brak lęku i zaufanie.

Ewa Lewandowska

 

Cały czas uczę się być mamą i wiem, że to proces, bo moje córki zmieniają się codziennie – mają inne wymagania i inne humory – a ja staram się za nimi nadążyć, towarzyszyć im i uczyć się ich na nowo każdego dnia. To w końcu piękna, choć trudna podróż.

Anna Zamaro

 

Świeżość, jaką niesie ze sobą postrzeganie świata z perspektywy dziecka, pozwala zwolnić tempo, zachwycić się wielobarwną plamą benzyny na asfalcie czy lekkością nasionek dmuchawca. W takich chwilach między mną a moją córką Mirą rozmywa się różnica wieku i muszę przyznać, że to są najlepsze momenty.

Daria Godyń

DOBRZE MI Z TYM

Co odpuściłam? Najwiecej w swojej głowie. Właśnie spojrzałam na moje stopy… i przypomniałam sobie, jak dzień przed porodem zmywałam z trudem namalowany, ale prawie perfekcyjny pedicure. A teraz? To jedna z widocznych rzeczy, którą odpuściłam, i dzięki niej mam więcej czasu na odpoczynek albo dla moich bliskich. Z wielu moich postanowień nic nie wyszło. Zarzekałam się np. że będę używać pieluszek wielorazowych. Do dziś ich nie zakupiłam i z całą troską o naszą planetę – jawnie i otwarcie przyznaje się – odpuszczam. Może przy kolejnym dziecku.

Anna Strzeszewska

 

Nauczyłam się nie poprawiać po dzieciach. Ot, po prostu – jak zrobią, tak jest. Jeśli pościelą łóżka tak, że pół kołdry wisi na podłodze, to zostawiam, przechodzę obok i mnie to (już) nie boli, nie kłuje w oczy. Dzięki „niepoprawianiu” okazało się między innymi, że pierogi nie muszą być pięknie pękate i mieć idealnej falbanki, żeby świetnie smakowały!

Ania Doliszna

 

Dzięki synkowi odnalazłam siebie na nowo, odnalazłam siebie w fotografii. Ostatnio odpuściłam rozwijanie marki osobistej na rzecz rozwijania Jego Matki Osobistej. Zrozumiałam, że jego dzieciństwo nie poczeka i pomimo tego, że uwielbiam swoją pracę, priorytetem już zawsze będzie ON.

Kasia Woźnica

Za kilka lat – gdy czasem w ramach śniadania będziemy jeść lody z kolorową posypką, zamiast popijać owsiankę sokiem z selera – zamierzam się tym cieszyć i jeszcze zaproponować dokładkę, a nie umartwiać, że jestem kiepską matką. Teraz mamy taki czas, że w mieszkaniu jest ciągły bałagan, moja córka często spędza cały dzień w piżamie, a ja dotrzymuję jej towarzystwa w ulubionym dresie. Odpuszczam. Może jutro włożymy lniane sukienki. Będzie jeszcze mnóstwo czasu, by wreszcie umyć te okna.

Weronika Hrechorowicz

 

Jestem mamą i odpuszczam… makijaż. Totalnie. 10 lat temu nie wyszłabym bez makeupu wyrzucić śmieci. Dziś wklepuję w buzię tylko olej z nasion malin i tyle.

Emilia Nędzi

 

Chciałam powiedzieć, że ostatnio odpuściłam ubieranie moje młodszej córki… Nie ma sensu i tak zaraz wszystko ściągnie. A skoro i tak siedzimy w domu, to ubrania są jej do niczego niepotrzebne. Myślę sobie, że to nawet fajne, taka swoboda – Hanka jest szczęśliwa, a ja mam mniej prania i ogarniania.

Kasia Ruszkiewicz

Na koniec, a może właśnie na początek nowej drogi i wcale nienoworocznych postanowień, zostawiam was ze słowami i kadrami fotografki Alicji Pietras, które są dla mnie esencją: 

Jestem mamą i odpuszczam. Odpuszczam czyste buzie – zamiast tego wolę czyste intencje. Odpuszczam porządek w zabawkach – zamiast tego wolę porządek w głowie. Odpuszczam bycie idealną mamą – zamiast tego wolę być tu i teraz. Co z tego, że popełniam błędy. Czuję, że kto ich nie popełnia, ten niczego się nie uczy.

Dziękuję, że mogłyśmy was wysłuchać!

Coś dla Ciebie

Odpocznij

Odpocznij

Wszystkiego dobrego nam wszystkim! W Dniu Matki i zawsze.

Wróćcie do nas jeszcze dzisiaj, przygotowałyśmy małą niespodziankę.

Dodaj komentarz