współpraca reklamowa zabawa

O najlepszych zabawkach słów kilka

Jaka jest ulubiona zabawka twojego dziecka? I czy ty też ją lubisz?

O najlepszych zabawkach słów kilka
materiały prasowe

Jako matka z ponad pięcioletnim stażem i dwójką dzieci mam już pewne obserwacje dotyczące zabawkowych pragnień, oczekiwań i tzw. user experience, zarówno rodzicielskiego, jak i dziecięcego.

Nie, nie mam przepisu na idealną zabawkę. Tak, wielokrotnie nie trafiłam, robiąc dzieciom prezenty – mam na koncie nawet przypadek odrzuconego zestawu popularnej marki kolorowych klocków, w co do tej pory trudno mi uwierzyć. Pamiętam własne zabawki: to, że ukochanym pluszakiem był szarawy kotek z trzeciej ręki, i to, jak czasami rozczarowywały mnie rozmaite wymarzone, wyczekane przedmioty.

Te przemyślenia doprowadziły mnie do kilku wniosków, choć, jak wiadomo, dzieci cały czas rosną i zaskakują. Jak moja pierworodna, która z dnia na dzień odrzuciła (wszystkie!) księżniczki i kolor różowy na rzecz niebieskiego i kobiecych postaci z „Gwiezdnych wojen”. Ciekawa jestem, czy to też wasze doświadczenia.

Obserwacja nr 1

Wymarzone zabawki bardzo rzadko są rzeczywiście używane do zabawy. Niektóre są zbyt cenne i piękne (mam dwie córki i obie zwracają uwagę na estetykę), aby „psuć” je codziennym użytkowaniem. Te zabawki tkwią grzecznie na półkach, czekając na gości, przed którymi można się nimi pochwalić i ewentualnie „dać potrzymać”. Młodsze rodzeństwo naturalnie nie dostępuje tego zaszczytu.

Obserwacja nr 2

Najlepsze są te zabawki, które… nimi nie są. Można je podzielić na dwie kategorie – szeroko pojęte przedmioty gospodarstwa domowego i tzw. nieużytki: śmieci, sznurki, kamyki, patyki. Biada rodzicowi, który ośmieli się tych znalezisk nie donieść do domu lub nieopatrznie je wyrzuci!

Zadziwia mnie (i zachwyca) przy tym wyobraźnia dziecięca, bo najmniejsza patelnia bywa koniem lub telefonem, łyżka cedzakowa jest zabierana na spacery niczym pies, butelka płynu nabłyszczającego do zmywarki ląduje w wózku, troskliwie zawinięta w kocyk, a duża część zabawy wielkim i ciężkim (dla dwulatki zwłaszcza) odkurzaczem polega na dochodzeniu, jak go podnieść. Oczywiście przy przedmiotach zakazanych, jak rzeczony płyn, należy wzmóc czujność, ale niech ma biedaczek ten spacer po domu! Czasem warto odpuścić.

Obserwacja nr 3

Dzieciom niekoniecznie podoba się to, co rodzicom. Ładne zabawki jak retro myszki w pudełkach od zapałek, minimalistyczne silikonowe stempelki, staromodne pozytywki, drewniane klocki itd. – to wszystko, choćby było polecane przez pedagogów reprezentujących wszelkie możliwe formy edukacji, niezwykle rzadko wygrywa z kolorowym, migającym i grającym (które, nie oszukujmy się, równie rzadko jest używane zgodnie z założeniem producenta). Pstrokatym grajkom mówicie „nie”? Czas pokaże, czy rzeczywiście nigdy nie zagoszczą w waszym domu.

Obserwacja nr 4

Dziecko dobrze się bawiło jakąś zabawką podczas wizyty w sali zabaw lub u znajomych? Świetnie, ale nie przywiązujcie się do myśli, że to będzie murowany hit. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy już kupicie dokładnie taką samą zabawkę, teoretycznie wymarzoną i idealnie dopasowaną do dziecka, ono ledwo na nią spojrzy. To rodzicielski klasyk! Ale nie martwcie się, pocieszenie znajdziecie w obserwacji nr 6.

Obserwacja nr 5

Gdy dziecko nie ma wyboru (na przykład w poczekalni u lekarza albo na wakacjach), będzie się bawić tym, co jest dostępne, i wykorzysta ten przedmiot na milion sposobów. Wniosek: mniej znaczy więcej. Warto wyhamować z zabawkowym budżetem i skupić się na przemyślanych wyborach. W świecie zakupów dostępnych od ręki, możliwych na każdym kroku to także niezły trening – stawiania granic (rodzic) i uczenia się granic (dziecko).

Obserwacja nr 6

W zabawie najfajniejsze jest zaangażowanie. A to jest wywoływane „wysiłkiem”, jaki dziecko wkłada w zbudowanie wokół zabawki swojego świata. Ten proces, oczywiście niewymuszony, jest dla dziecka czystą przyjemnością, zabawą samą w sobie – to dlatego te najprostsze i najbardziej wytrzymałe zabawki sprawdzają się najlepiej. Budowanie, przebudowywanie, forma, która zaprasza do różnorodnych sposobów używania (a stąd już tylko krok do bycia kosmicznym pojazdem).

Rada dla tych, którzy szukają takich zabawek: nie spodziewajcie się, że każde dziecko od razu będzie chciało się taką zabawką bawić. Uodpornijcie się na ewentualne rzucenie nią w kąt i kilkukrotne podchodzenie do tematu.

Stapelstein – zabawka dla każdego

Te urocze, wykonane ze zrecyklowanego tworzywa kolorowe krążki zawładnęły wyobraźnią wielu rodziców: są dość duże, więc łatwo je posprzątać, a postawione w kącie pokoju, wyglądają estetycznie. Ba, nawet bałagan tworzą estetyczny! Są wytrzymałe i lekkie, można je zatem zabrać wszędzie i używać do zabawy na bardzo wiele sposobów. Tor przeszkód? Użyjcie Stapelstein i domowych przedmiotów, takich jak meble, miski na pranie itd. Ścieżka sensoryczna? Proszę bardzo: część elementów można wypełnić kamyczkami, pestkami, włóczką, a pozostałe ustawić tak, by dało się po nich biegać i skakać. To świetny przepis na zabawę w ruchu – zarówno w pomieszczeniach, jak i na dworze. Można z nich też zrobić kolorowe podesty, żeby wspinać się na wyższe meble.

Podstawowy zestaw zawiera sześć krążków, dodatkowo można go uzupełnić o dysk do balansowania i zestaw mniejszych elementów – modułowo zaprojektowana forma zachęca do używania krążków jako klocków.

Krążków Stapelstein można także użyć jako sorterów kolorów. To zabawa w sam raz na długie zimowe dni – i pretekst, by urządzić zawody w zbieraniu i segregowaniu przedmiotów w kolorach krążków.

Jak podkreśla Stephan Schenk, twórca i projektant zestawów Stapelstein, w tych zabawkach liczy się ponadczasowy design, neutralny pod względem płci i wieku – co w połączeniu z najlepszą jakością zapewnia twórczą, rozwojową zabawę indywidualną i grupową. W dodatku na wiele lat. Lubimy to!

*

Materiał powstał we współpracy z marką Stapelstein.

Dodaj komentarz