Droga pani z telewizji, jak realizować się zawodowo, będąc mamą małych dzieci? Jak sobie radzić, gdy plan dnia się sypie, a terminy gonią? Ania Tatarska opowiedziała o teorii i praktyce, rozmawiając ze mną w czasie spaceru z jej młodszym synkiem. A do tego podrzuciła kilka serialowych i filmowych must-see dla mam i poleciła listę zakupowych hitów, którą znajdziecie na końcu artykułu.
Jeżeli Ania ma jakąś supermoc, to jest to multitasking na poziomie „master”. Mama ośmioletniego Edzia i rocznego Gucia prowadzi autorskie projekty medialne (podcasty „Galaktyki” w Vogue Polska i „Nie spać, słuchać”), jeździ na międzynarodowe festiwale filmowe, opowiada o filmach w audycji „Plan doskonały” w Radio 357 i rozmawia z gwiazdami kina w programie śniadaniowym „Dzień Dobry TVN”. Ale sama przyznaje, że tłumaczenie wszystkiego dobrą organizacją to spore nadużycie. Wsparcie bliskich, umiejętność odpuszczania, a przede wszystkim danie sobie samej zgody na bycie nieidealną – to jest scenariusz na spełnioną mamę, kobietę i dziennikarkę.
Wywiad na słuchawkach przeprowadziłyśmy w towarzystwie roczniaka Ani i mojej dwójki, w upalny dzień, po ciężkiej nocy i drzemkach poza regularnym trybem. Rozmowa była zatem przerywana wycieraniem rączek, podnoszeniem zabawek, przytulaniem i wszystkim, co jest codziennością każdej z nas.
Aniu, z góry ostrzegam – będę miała w tle efekty specjalne.
Jasne, ja właśnie idę z Guciem w wózku na bazarek, więc może być podobnie. [śmiech]
Wspominałaś przed nagraniem, że dzień masz dziś postawiony na głowie. A jak zwykle wygląda wtorek przed południem? Czy ty w ogóle, przy twoim trybie pracy, miewasz „typowe wtorki”?
Akurat wtorek to jedyny taki dzień w tygodniu, gdy jestem sama z Guciem, niemal odkąd się urodził. Zwykle wtedy jest najmniej pracy, a najwięcej spontanicznych wyjść. Jesteśmy na placach zabaw, odwiedzamy bazarek, czasem po prostu siedzimy w domu. Inne dni są bardziej ustrukturyzowane.
Latem ta rutyna się zmienia?
W tym roku lato wygląda inaczej. Starszy syn jest w państwowej podstawówce, więc schemat wakacji wymusza pewne zmiany i potrzebę dostosowania się. Wcześniej, w prywatnym przedszkolu, zajęcia trwały cały rok, teraz mamy ponad dwa miesiące do zagospodarowania. W ubiegłym tygodniu Edzio był na „Lecie w mieście”, teraz jest na obozie karate, więc jesteśmy przez tydzień z jednym dzieckiem, potem pojedzie nad jezioro z moją mamą, a pomiędzy będziemy kombinować sami w domu. Oczywiście my w lecie normalnie pracujemy, a Gucio jeszcze nie chodzi do żłobka, więc to nieustająca żonglerka… Tak, letnia rutyna jest zdecydowanie inna!
Jak się czujesz jako mama dwójki? Szybko przyzwyczaiłaś się do myślenia o sobie w ten sposób?
Czuję się… zaskakująco dobrze! Może nie jest to takie oczywiste, jeśli wziąć pod uwagę, że nie jestem chyba osobą, która od zawsze planowała mieć dzieci. Na pewno argumentem za było to, że mam świetną relację z moją mamą. Mama przez dłuższy czas wychowywała mnie samodzielnie, zanim poznała mojego ojczyma. Myślałam więc o macierzyństwie w ten sposób: fajnie byłoby mieć kogoś, żeby się z nim przyjaźnić, tak jak ja z mamą. Ale nie było tak, że od zawsze planowałam mieć dzieci. To się zmieniło, gdy poznałam mojego partnera, jakoś wtedy od razu poczułam ten instynkt. Pierwszy syn pojawił się dość szybko – wiedzieliśmy, że chcemy mieć dziecko, było to zaplanowane. A młodszy syn… Śmiałam się do niedawna z koleżanek, które mówiły o wpadkach, a teraz cóż… Zatem nie było to zaplanowane, ale okazuje się, że miałam na Gucia miejsce w sercu. Mam to ogromne szczęście, że wiele trudności, których doświadczają matki, mnie ominęło – nie miałam poważnych problemów zdrowotnych w ciąży, nie doświadczyłam depresji poporodowej, dzieci na nic poważnego nie chorują. Wyzwania, przed którymi stoimy jako rodzice dwójki, są natury logistycznej, nie emocjonalnej.
Jak to jest z tym okresem niemowlęcym po latach. Tęskniłas? Idealizowałaś? Pamiętasz, jak to wtedy było?
Gucio dał nam nieźle w kość przez pierwsze pół roku życia. To była dla nas nowość, bo Edzio był pod tym względem super współpracujący. Pamiętam, że bez wyjątku uspokajał się przy piersi, był spokojny na tyle, że byłam w stanie pisać tekst i jednocześnie kołysać bujak nogą. Gucio to całkiem inna osobowość, głośny, energiczny, jak to się mówi – wymagający. Ale w ostatnich miesiącach przeszedł dużą przemianę i teraz jest pogodnym, zadowolonym z życia dzieckiem, bardzo uspołecznionym i ciekawym świata. A ja? Wydaje mi się, że mimo upływu lat nie zapomniałam zbyt wiele. Mam wrażenie, że to jest jak pamięć mięśniowa – podświadomie dokładnie wiedziałam, co i jak należy robić. Oczywiście trzeba było zaktualizować wiedzę w zakresie zaleceń medycznych czy modeli fotelika, ale to szczegóły. Na pewno mogę powiedzieć, że czułam się gotowa na ten czas po narodzinach, nie idealizowałam go. Przy drugim dziecku byliśmy od początku bardziej wyluzowani. Widzę tę różnicę, zwłaszcza gdy patrzę na osoby z naszego otoczenia, w naszym wieku – a jestem przed czterdziestką – u których dopiero teraz pojawiają się pierwsze dzieci. Myślę wtedy: „Byłam tam, rozumiem”. A potem przypomina mi się dowcip o tym, jak dziecko połknie złotówkę. Z pierwszym jedziesz do szpitala…
…kolejnemu potrącasz z kieszonkowego. Pojawienie się rodzeństwa to musiała być prawdziwa rewolucja dla starszaka. Czy robisz coś specjalnego, by to było jak najmniej odczuwalne? Jak starszy brat odnajduje się w tej roli?
To jest chyba najtrudniejszy aspekt. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest między nimi w tym momencie jakaś silna więź. Ona się dopiero powoli rodzi. Powtarzam sobie, że jeszcze mamy czas, że to się ułoży. Edzio jest ciepłym, emocjonalnym chłopcem. Dużo mówił o tym, że chce mieć brata, ale najbardziej to starszego, wiadomo. [śmiech] Gucio się urodził, gdy Edzio miał za sobą sześć i pół roku bycia jedynakiem, i to takim bardzo zadbanym przez całą rodzinę, miał dla siebie dziadków, naszych znajomych, ludzi zaangażowanych od początku w jego wychowanie, aktywności. Myślę, że było mu na początku ciężko. Tak jak mnie teraz – sorry, że sapię, pcham wózek z zakupami, a jest strasznie gorąco. [śmiech]
Czyli to jest najtrudniejszy wątek na tym etapie?
Na szczęście ominęły nas bardzo trudne sytuacje, które znałam z opowieści, typu agresja wobec niemowlęcia. Chłopcy żyją na razie obok siebie. Gucio ma już rok, jest coraz bardziej ciekawy świata i brata, Edzio stał się jego idolem. I on chyba powoli to dostrzega. Na pewno przejmuje się dobrostanem brata, na przykład zwraca uwagę na jego bezpieczeństwo. Ale żeby były u nas takie scenki, jakie znamy z Instagrama, że starsze dziecko tuli maluszka, leży wpatrzone w jego oczy, to nie, u nas tak nie było. Staramy się od początku, by Edzio nie czuł, że wraz z pojawieniem się brata coś mu zabrano. Rozmawialiśmy o tym z psychologiem, bo pojawienie się Gucia zbiegło się z pójściem Edzia do szkoły. Mam jakieś podstawy, coś tam pamiętam z książek Agnieszki Stein czy Małgorzaty Stańczyk. Myślę, że to wymagało od nas, rodziców, rozwoju emocjonalnego, przyjrzenia się własnej wrażliwości i pracy nad wnikliwością własnego spojrzenia, żeby nie przeoczyć czegoś, żeby widzieć emocje, również te nowe, bardziej zniuansowane, mniej oczywiste. Na pewno nie oczekujemy od Edzia, by zachowywał się jak dorosły, opiekował się Guciem i rzucał wszystko, bo teraz młodszy czegoś potrzebuje.
À propos – przepraszam, muszę przełożyć młodszego.
Oj, ile ja zrobiłam wywiadów z dzieckiem na rękach, ile podcastów nagrałam podczas spacerów, tak że luz!
Czy czujesz – przez pryzmat macierzyństwa – jak mocno ty się zmieniłaś jako osoba? Czego się o sobie dowiedziałaś? Co było inne przy pierwszym, przy drugim dziecku?
Myślę, że to było bardzo dziwne, co się wydarzyło. Druga ciąża z jednej strony miała lepszy finał – za pierwszym razem miałam awaryjną cesarkę, teraz udał mi się VBAC, co domknęło jakąś szufladkę w mojej głowie. Ale też druga ciąża zostawiła na moim ciele dużo większy ślad. Sporo przytyłam i sądzę, że jestem w najsłabszym momencie w swoim życiu fizycznie. A jednak nigdy nie byłam bardziej pewna siebie i to teraz najmocniej siebie lubię. Myślę, że gdybym 10 lat temu była w takiej sytuacji jak teraz – że nie dopinam się w rozmiarze, który kiedyś wydawał mi się końcem świata, a lekarz mówi, że nie może mi dać tego właściwego leku na insulinooporność, przy którym łatwiej byłoby mi schudnąć, bo karmię piersią – to źle bym się ze sobą czuła. Wygląd jest dla mnie oczywiście ważny, ale jeszcze chwilę muszę poczekać, chcę karmić tak długo, jak Gucio tego potrzebuje. Jeśli wyniki nie są bardzo złe, jeśli to nie jest sprawa z gatunku „już, natychmiast”, a moim największym problemem są nadprogramowe kilogramy, to ja nie mam problemów. Kieruję myśli gdzie indziej. Jestem z siebie dumna, że poradziłam sobie tak dobrze przez ostatni rok, że nie tylko ogarnęłam rzeczywistość, ale też zrobiłam dużo nowych rzeczy. Zdarzają się dni jak dzisiaj, że wszystko staje na głowie, przez chwilę czuję się naprawdę kiepsko psychicznie, ale generalnie udało mi się wszystko ułożyć. Mam pracę, którą lubię i w której się realizuję, udało się ją włączyć w tę nową rodzinną rutynę. Myślę, że w tym sensie takie późniejsze macierzyństwo jest fajne. Lepiej siebie znam, jestem dla siebie bardziej wspierająca i wyrozumiała.
Mówiłaś o tym, że znalazłaś miejsce w sercu na drugie dziecko, a jak się znajduje miejsce w kalendarzu?
Jeszcze z porodówki redagowałam wywiad… Wiem, że to brzmi jak pracoholizm, ale to po prostu mój tryb pracy. Od zawsze jestem freelancerką, przyzwyczaiłam się robić wiele rzeczy naraz, nie mam z tym problemu.
A czy w kontekście rodziny ten tryb pracy ma plusy?
Nie jest tak, że nagle mam wolne i robimy spontaniczny wyjazd, zwykle mam wiele równoległych zadań. Ale zdarza się, że biorę jakieś zlecenie z założeniem, że przyjeżdżam tam z dzieckiem. Ostatnio na przykład miałam wejście na wizję w Krakowie, był ze mną Edzio i mogliśmy spędzić cały dzień razem. Teraz, gdy jest starszy, to okazuje się łatwiejsze. Droga zawodowa taka jak moja musi być pełna kompromisów, jeśli nie chcę się rozstawać z dziećmi na długo. Kiedyś zdarzało mi się być miesiąc w trasie, ale z wyjazdów, które nie mają konkretnego celu – finansowego czy rozwojowego – dawno już zrezygnowałam. Na międzynarodowych festiwalach, na które wyjeżdżam, większość osób tak aktywnych jak ja to mężczyźni. Ich żony są w domu z dziećmi, żeby oni mogli tam być sami. Z kolei większość koleżanek jest już grubo po czterdziestce i nie ma małych dzieci. Albo w ogóle ich nie mają. Osób w mojej sytuacji, czyli kobiet przed czterdziestką z niesamodzielnymi dziećmi, jest naprawdę mało, taka jest specyfika tej branży. Ten biznes wymaga dużej mobilności, a nie ma wydeptanej ścieżki dla kobiet w mojej sytuacji, by się na kimś wzorować, podręcznika, który podpowiadałby, jak to najlepiej ułożyć. Schemat tworzę sama, wpisane są w to ciągła zmienność i szukanie rozwiązań. I nieustanna walka z kompleksami, z FOMO. Musiałam uwierzyć, że jeśli czegoś odmówię, to świat o mnie nie zapomni. Nie zapomniał.
Bez czego nie wyobrażasz sobie macierzyństwa?
Przez pierwsze cztery lata życia Edzia jeździłam z nim na festiwal w Cannes. W tym roku byłam tam z Guciem. Uznałyśmy z moją mamą, że jesteśmy w stanie zrobić to razem. Ważne, by to wybrzmiało – potrzebna jest cała wioska! Ja nie robię tego sama. Mam partnera, który mi nie pomaga, tylko jest pełnoprawnym rodzicem. Mam rodziców, teściów, no i wspaniałą nianię, która wpada do nas kilka dni w tygodniu – cały zespół, który pracuje na to, żeby to mogło względnie sprawnie funkcjonować.
Czyli to nie kwestia organizacji?
To wielkie kłamstwo, że możesz mieć wszystko, jeśli tylko mocno się postarasz. Tylko ty wiesz, jakie masz zasoby, możliwości, ograniczenia, i nie ma sensu porównywać się z innymi, bo oni mają inaczej. Miałam taki okres niedawno, że zawzięłam się, że będę ćwiczyć. Ale po miesiącu wstawania o piątej uznałam, że koniec. Przyjdzie na to czas, a teraz jeszcze zajmuję się małym dzieckiem, budzę się czasem po sześć razy w nocy. Jestem osobą, dla której jeżdżenie na festiwale z niemowlakiem to nie problem, ale nie wychodzi mi regularne ćwiczenie. Czasem słyszę od koleżanek: „Jak ty to wszystko ogarniasz?”, a ja naprawdę często czuję się zupełnie nieogarnięta. Nie mam żadnego magicznego systemu, który mogłabym opatentować i sprzedawać. Porównywanie się z innymi nie prowadzi do niczego dobrego.
A co jest najfajniejsze w byciu mamą?
Niesamowite jest to, że możesz obserwować, jak drugi człowiek, którego masz cały czas obok, od pierwszego oddechu, tak się zmienia. U maluchów ekscytujące jest wszystko: pierwszy uśmiech, krok, pierwsze słowo – czasami „mama”, czasami „kupa” [śmiech] – to za każdym razem robi wrażenie. Ale starsze dzieci też zachwycają! Mają swoje przemyślenia, opinie na różne tematy. Mnie na przykład napawa dumą wrażliwość mojego starszego syna. Albo to, że gdy poszedł do szkoły, to mimo naszych obaw potrafił być dość asertywny, bronić siebie i swojego zdania.
Macierzyństwo to dla mnie możliwość wejścia w niesamowicie bliską, głęboką relację, z ogromnym kredytem zaufania na starcie. I ta relacja to dowód, że choć rodzicielstwo wiele zabiera – bo tak jest, nie udawajmy, że nie – to daje coś zupełnie nowego, nieosiągalnego w innych relacjach.
Co – na podstawie tego, co już wiesz o byciu mamą – powiedziałabyś sobie na początku tej drogi?
Jakkolwiek by to zabrzmiało, muszę powiedzieć, że ja jestem całkiem zadowolona z tego, jak wygląda moje macierzyństwo do tej pory. Może w praktycznych kwestiach jestem mądrzejsza po pierwszym dziecku, wiem, co warto mieć, a co kompletnie się nie przydało z wyprawkowych list. To, co bym sobie powiedziała, to: pamiętaj, że nie jesteś tylko mamą. Mnie to pierwsze macierzyństwo wciągnęło bardzo mocno, za mocno. Ucierpiała na tym na przykład moja relacja z partnerem. Zaspokajanie partnerskich potrzeb też jest ważne – dla dobra związku i dla dobra dziecka. To by była chyba ta rada dla mnie, by aktywniej szukać na to przestrzeni. Cieszę się, że doszłam do tych wniosków po pierwszym dziecku, bo kryzys drugiego dziecka jest faktem, potwierdzam, i chyba to dbanie o siebie nawzajem w związku pozwoliło nam go przetrwać.
Co poleciłabyś do obejrzenia mamom, które są na podobnym etapie jak ty? A co powinna zobaczyć każda młoda mama?
Być może jest to związane z ruchem #MeToo, który mocno przeorał branżę filmową, ale zdecydowanie widać zmianę narracji o macierzyństwie. Strona, która do niedawna nazywana była „nieidealną”, teraz funkcjonuje jako realistyczna i prawdziwa. W filmowych opowieściach pojawiają się tematy takie jak ciągłe przebodźcowanie, wieczne poczucie winy, ale równolegle ogromna miłość, zmiany w relacjach, kwestie fizjologiczne, i to wszystko nie tylko w formule komediowej Z konkretnych tytułów poleciłabym klasyczną „Stellę Dallas”, choć od filmu z Joan Crawford wolę serial Todda Haynesa z Kate Winslet. Nigdy nie minie moja miłość do „Wszystko o mojej matce” Almodóvara, który oswaja temat żałoby po stracie dziecka i odnalezienia na nowo sensu życia, poczucia przynależności. Niedawno w kinach pokazywano bardzo ciekawy film „Bezmiar” z Penélope Cruz, w którym bohaterka, mama i żona żyjąca w latach 70. we Włoszech, czyli jeszcze w innej rzeczywistości prawnej i społecznej, uczy się samostanowienia i miłości do samej siebie, choć jest to wyboista droga. Moim rodzicielskim klasykiem jest niezmiennie „Boyhood” Richarda Linklatera, film kręcony przez kilkanaście lat, z fenomenalną, nagrodzoną Oscarem rolą Patricii Arquette jako matki dorastających dzieci, która mimo życiowych trudności nie przestaje dbać o samą siebie. Bardzo poruszająca była „Córka” Maggie Gyllenhaal z Olivią Colman – film wyjątkowy, bo empatycznie patrzy na matkę, która odeszła od rodziny, by uratować siebie. Z lżejszych produkcji polecam seriale „Working moms” i „Better life”, w których codzienne realia pracujących mam ujęte są z ironicznym dystansem i w zdecydowanie lekkim formacie.
***
Ania przyznaje, że w drugie macierzyństwo weszła z lepszą wiedzą o potrzebach swojej rodziny i ze świadomością, co ją wspiera przy jej trybie życia i pracy. Co prawda nie ma gotowych receptur, ale pewne zasady są uniwersalne. Wybierajcie rzeczy na lata i rosnące razem z dzieckiem – i pamiętajcie o sobie, mamy!
JAK TU SIĘ NIE ZAKOCHAĆ? MILK AND LOVE
Kiedy raz się pozna komfort ubrań na czas ciąży i karmienia, trudno z nich zrezygnować. Nic dziwnego – są projektowane z myślą o zmieniającym się ciele i codziennych wyzwaniach. „Nie lubię kategorii ubrań «po domu», w każdych okolicznościach chcę się czuć sobą i nosić to, w czym czuję się dobrze. Fajnie, że nie trzeba iść na kompromis między wygodą a czymś ładnym, nawet jeśli nie planuje się wychylić nosa z mieszkania”, przyznaje Ania.
Kimonowy krój szlafroka Milk and Love dopasowuje się do sylwetki, a miękka bawełniana tkanina delikatnie otula wrażliwszą niż zwykle skórę. Praktycznej długości rękawy nie przeszkadzają w rytuałach pielęgnacyjnych i ogarnianiu domowej rzeczywistości. A do tego potwierdzona certyfikatem najwyższa jakość i polska produkcja – brzmi jak ideał!
SCOOT & RIDE, RUSZAMY W ŚWIAT!
Długie dni zachęcają do aktywności na zewnątrz. Gdy maluch zaczyna się wiercić w wózku, czas na nowy pojazd, dający poczucie sprawczości i samodzielności. Scoot & Ride Highwaykick1 to już klasyk! Nic dziwnego – solidna konstrukcja i funkcja 2 w 1 to inwestycja na dłużej, a zmiana jeździka na hulajnogę nie wymaga narzędzi i zajmuje dosłownie chwilę.
Praktyczne rozwiązania, jak system safety-pad zapobiegający wywrotkom i dwa przednie koła z amortyzującego wstrząsy materiału, to bezpieczeństwo i komfort jazdy. „Gucio trenuje na jeździku, w przyszłym sezonie pewnie przesiądzie się na hulajnogę. Bardzo podoba mi się to, że regulacja i zmiana funkcji odbywają się bez pomocy narzędzi. Zwykle nie noszę ich w torebce”, śmieje się Ania.
A co zabrać ze sobą na podbój świata? Czapka z daszkiem osłoni przez najostrzejszym słońcem, a wygodna saszetka pomieści najważniejsze skarby. Wesoły nadruk poprawi humor bez względu na pogodę.
SANPROBI IBS, NA ZDROWIE!
Pierwsze lata życia dziecka to ciągły rozwój. Maluch uczy się świata, jego organizm nabywa nowych kompetencji. Kluczowe jest budowanie odporności. Raczej nie uda się uniknąć katarków, brzuszkowych problemów i innych atrakcji, ale z powodzeniem można wspomóc małego człowieka. A dokładniej – jego jelita, w których znajduje się 70% układu odpornościowego. Odpowiednie wsparcie przy budowaniu odporności zapewnią krople Sanprobi IBS. To wysokiej jakości probiotyk z udowodnioną skutecznością i potwierdzonym bezpieczeństwem stosowania u dzieci. „Zaciekawiło mnie, że zawarty w kroplach szczep jest jedynym takim, który wykazuje wspomaganie wchłaniania żelaza również z posiłków roślinnych. To świetna wiadomość dla naszej rodziny, bo wszyscy jesteśmy wege”, przyznaje Ania.
PROSTO I WYGODNIE Z BEGGS
Mamy lubią proste rozwiązania! Dlatego też lubią witaminę D od Beggs. Jak to wygląda w praktyce? Zamiast oddzielnej kosmetyczki dla każdego – jedna wspólna apteczka. To dzięki prostemu dawkowaniu w kropelkach dobieramy dawkę do zapotrzebowania. Do tego brak syntetycznych dodatków, tylko niezbędne składniki. To czysta witamina z oliwą z kontrolowanego rolnictwa ekologicznego – prościej się nie da!
Beggs to marka stworzona przez rodziców. Nic dziwnego, że dostrzega potrzeby wszystkich członków rodziny. Równie mocno jak dzieci potrzebują się wybrudzić, rodzice potrzebują szybko i sprawnie doprowadzić je na nowo (na chwilę) do porządku. Ania przyznaje: „Chusteczki to coś, co zostanie z nami na pewno długo po okresie niemowlęctwa, tak samo było przy starszym synu. To top praktycznych produktów dla dzieci, szczególnie jeśli można je spłukiwać i mają wygodne otwarcie”.
DO ROZMOWY, DO BYCIA RAZEM – MEDIA RODZINA
Po plenerowych zabawach czas na wspólny odpoczynek przy książce. Skandynawska literatura dziecięca sprawdza się nie tylko w długie jesienne wieczory – potwierdzone! Jej fani z pewnością znają twórczość Svena Nordqvista, pisarza i ilustratora. Bogate w szczegóły, a jednocześnie zachwycające prostotą grafiki łapią za serce i wprowadzają w klimat opowieści. Tak też jest z najnowszym dziełem autora. „Droga do domu” to historia chłopca, który pewnego dnia budzi się w środku lasu. Nie wie dlaczego, nie wie też, gdzie jest. Jedno jest pewne – chce wrócić do siebie, do domu. „Ta kojąca historia otula niczym lekki kocyk w chłodny dzień. Lektura trwa dłużej, niż wskazywałaby liczba stron – od tych ilustracji trudno oderwać wzrok, tam czai się dodatkowa opowieść”, mówi Ania.
ORGANIQUE, NATURALNIE!
Nie tylko w pielęgnacji malucha warto polegać na sprawdzonych rozwiązaniach. Mamo, pamiętaj o sobie! Jeśli kosmetyki do ciała, to bez dodatków wysuszających i wywołujących podrażnienia. Przemyślane składy, udowodniona skuteczność, a do tego formuły odpowiednie dla wegan i wegetarian – to przepis na naturalną pielęgnację według Organique! Co z nowości marki wybrała Ania? „Krem do rąk mam zawsze… pod ręką. Jeden w torebce, kolejny w torbie przy wózku, inny na stoliku przy łóżku. Poza działaniem zwracam uwagę na zapach – bardzo lubię kwiatowe nuty”.
Na wszystkie zmysły działają kosmetyki z nowej linii Amber Treat. Zawarty w nich ekstrakt z bursztynu ujędrnia, działa antyoksydacyjnie i poprawia koloryt skóry. Pielęgnacyjny rytuał, od prysznica, przez peeling, aż po nawilżenie ciała, relaksuje i przenosi myśli na rozgrzaną nadmorską plażę. Zamknijcie oczy, niech to będzie jak szybka ucieczka na urlop!
Materiał powstał we współpracy z markami: Milk and Love, Sanprobi IBS, Beggs, Scoot & Ride, Media Rodzina, Organique.













































