Ładne Bebe od kuchni. Z IKEA.

Metamorfoza wnętrza

Bezbolesny remont w trzy dni. Zupełnie nowa przestrzeń, w której od pierwszego bycia poczułyśmy się jak u siebie. Wielka zmiana, która nie zgubiła ulubionej nuty, a pozwoliła jej lepiej wybrzmieć. Zapraszamy do naszej kuchni, za chwilę zrozumiecie, co tu się stało.

Kto u nas bywał, ten kuchni nie widział. Odłączona korytarzem od reszty pomieszczeń kryła sekrety lokatorów sprzed dekad. Przestrzeń, w której same bywałyśmy na chwilę, mimo, iż potrzebowałyśmy i chciałyśmy bywać dłużej. Nie nasza, niefunkcjonalna, ot miejsce postoju czajnika, ekspresu i lodówki. Remont, który wisiał w powietrzu, jak każdy remont wolałyśmy odkładać na kolejne miesiące, bo to projekt z założenia nieprzyjemny w procesie i niewygodny w napiętym kalendarzu. W takim właśnie momencie spotkałyśmy się z IKEA. To spotkanie włączyło pauzę na wątpliwości, przyspieszyło działania i oddało nam kuchnię, której nigdy tu nie było, co trudno nam sobie teraz wyobrazić.

Miejsce, o którym mowa, to pomieszczenie w przedwojennej kamienicy. Wysokie, przestronne, z pięknym oknem, mające samo w sobie klimat, którego próżno szukać w nowym budownictwie. Tyle że niefunkcjonalna zabudowa, niepraktyczny zlew, złe oświetlenie i kolorystyczna śpiączka pogrzebały urok wnętrza w przeszłości.

Metamorfoza wydarzyła się w trzy dni. Dobry projekt – czyli taki, który uwzględnił wnętrze i klimat kamienicy, skrojone na miarę naszych potrzeb rozwiązania, grająca ze światłem kolorystyka niebojąca się kontrastów i dbałość o detale wykończenia – to tak ogólnie o zmianach, które zaszły. Ale to za mało, by was zainspirować, jeśli zmiany chodzą wam po głowach, dlatego podsunę garść konkretów, bo kuchnia redakcji Ładne Bebe tym różni się tylko od kuchni domowej, że przebywa w niej więcej osób. Reszta jest o domu. O chwili z kawą, o momencie na rozmowę, o wspólnym gotowaniu, jedzeniu i sprzątaniu. Tak jak w domu, kuchnia zbiera nas razem przy jednym stole. I tak jak w domu – pełni rolę podwójną. Jest miejscem działań, do których świat w ogóle kuchnię wymyślił (to nieprawda, że w pracy tylko zamawiamy jedzenie), i do tworzenia ciepłej atmosfery, w której mamy szczęście pracować, bo nie wyobrażamy sobie robić tego inaczej.

 

Zacznijmy od nowej jakości przygotowań posiłków. Szerokie blaty pozwalają na ruchy, które wcześniej były trudne. Odzyskana przestrzeń pozwala na pracę kilku osób jednocześnie. Wygodne szuflady na garnki i naczynia wprowadziły ład, o który wcześniej… może to przemilczę. To samo dotyczy wysuwanej szafki na oliwę i przyprawy. Przestronna szuflada na sztućce sprawiła, że noże i widelce przestały znikać w nieznanych okolicznościach, niczym skarpetki z książki Justyny Bednarek. Szuflady lekko i cicho się zamykają, tak jak szafki z drzwiami, dzięki zainstalowanym spowalniaczom nie trzaskają, co powala zespołowi pracować obok. Umieszczone są drobne haczyki, na których można odwiesić torbę z zakupami – niby banalne, a jakie praktyczne i wprowadzające ład.

Większa zmywarka przy kilkuosobowym zespole szybko udowodniła, że mała nie miała najmniejszych szans na bycie praktyczną. Mniejszy, ale niemały zlew pokazał z kolei, że poprzedni, olbrzymi był przerostem formy nad treścią. Zastawiony naczyniami, które nie mieściły się w zmywarce, zabierał blat, którego brakowało. Teraz jednokomorowy i praktyczny sąsiaduje ze zmywarką, co ułatwia opłukiwanie naczyń. To takie proste i takie umilające życie, nie tylko redakcyjne. A propos ułatwiania życia przy zlewie, to z tych małych, cieszących detali, pojawił się organizer i dozownik do płynów, mydła itd. To działa, nic nie wpada do zlewu i nie chlapie na prawo i lewo.

 

O tym, że segregujemy śmieci nie ma co piać. O tym, jak to wyglądało w starej kuchni mogłybyśmy napisać, tylko tworząc poradnik pod tytułem: jak uprzykrzyć sobie życie. Szafka z niepasującymi koszami to historia, którą pominę, wolę wspomnieć o wysuwanej po dotknięciu nogą szufladzie, która kryje trzy pojemniki na miarę. Czysto, łatwo i z piątką dla planety. Jeśli zastanawiacie się, czy mylimy się przy wrzucaniu odpadów, to odpowiedź brzmi: nie. Do wygodnych, intuicyjnych rozwiązań nie trzeba się specjalnie przyzwyczajać.

 

Wcześniej kuchnię próbowała oświetlić jedna wisząca żarówka. Była bez szans. Teraz górne i boczne oświetlenie sprawia, że możemy żonglować atmosferą. Kiedy potrzebujemy wytchnienia albo klimatu na nieformalne spotkanie po godzinach – tak, takie też prowadzimy – włączamy boczne lampki. Mocniejszy akcent na przebudzenie w senny dzień zapewni nam górna lampa.

Dużym tematem dla nas jest stół. Bo duży. I bo mały. Bo może być taki i taki w zależności od potrzeb i liczby osób przy nim zasiadających. Szybko i łatwo zmienia rozmiary. Nie myślcie tylko, że na co dzień nasza kuchnia, niczym mieszkanie Balcerków, zamienia się w składzik krzeseł. Przy stole stoi tyle, ile może, by było wygodnie – reszta składanych wisi na haku, nie torując nam drogi do lodówki.

Z nowości bardzo zadziałał też regał na naczynia, ozdoby i książki oraz drabinka na doniczki z ziołami – razem z zasłonami wprowadzają domowy, pokojowy wręcz look. A z nowościami wspaniale skomponowały się elementy stare, jak wieszak na kubki, czy… rury. Mówią, że jak ktoś ma problem w byciu częścią chóru, to może trzeba dać mu szansę na bycie solistą. Zaakcentowanie rur mocnym kolorem na tle białej ściany dokładnie tak zagrało. To odważne rozwiązanie, na które chyba nie wpadłybyśmy w pierwszej kolejności. Cóż, dobrze, że w życiu zajmujemy się czymś innym.

Mamy kuchnię, którą każda z nas mogłaby mieć w domu. Funkcjonalną, klimatyczną, wygodną, nowoczesną, z retro nutą. Ładną kuchnię mamy w Ładne Bebe. Jak wpadniecie, to zobaczycie. A póki co, powiemy wam tylko, że życie kuchenne, redakcyjne i towarzyskie, nasze życie, toczy się tu bardzo przyjemnie. Dzięki, IKEA!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.