kobieta Anniel

Kobieta Anniel: Natalia Klimas-Bober

Ładne rzeczy

Kobieta Anniel: Natalia Klimas-Bober
Edyta Leszczak

W błysku pierścionka po babci i pośród melodii wyśpiewywanych kojącym kontraltem Joni Mitchell, przy kawie i pączkach z hibiskusem, ucięłam sobie pogawędkę z Natalią Klimas-Bober. A rozmawiałyśmy o tęsknocie za teatrem, pragnieniach i klejnotach.

Kobietą Anniel dzisiejszego rozdania została Natalia Klimas-Bober, aktorka, mama Zuzi, która za chwil parę urodzi drugie dziecko. Natalia stąpa po linie przedsięwzięć lekko i bez asekuracji, ze świadomością upływającego czasu i zgodą na to, co niosą ze sobą jego fluktuacje. Za teatrem tęskni, ale bez lęku o przyszłość i bez poczucia straty. W pasiastym swetrze z biżuteryjnymi guzikami i panterkowych loafersach definiuje to, co miała na myśli Susan Sontag, pisząc, że styl pozwala nam coś zaznaczyć. Rozwinięcia szukajcie w zdjęciach i rozmowie.

Co kolekcjonują kobiety w twojej rodzinie?

Wszystkie kochamy biżuterię. Pierścionek z czarnym oczkiem dostałam od mojej babci w prezencie Ślubnym. Mój dziadek Piotr, najwspanialszy mężczyzna na świecie (nie ma już takich), kupił jej ten pierścionek w latach 70. w Wenecji na Placu św. Marka. Kocham go. I w ogóle wszystko, co vintage, co ma historię i duszę. Takie rzeczy dostajesz i masz przez całe życie, a te nowe z kolei szybko przestają być modne.

A z tych zdobyczy vintage, która ma dla ciebie największą wartość?

Piętnaście lat temu kupiłam sobie w Paryżu torbę z lat 80. Ostatnio trochę ją odświeżyłam, żeby zupełnie się nie rozpadła. Zakładam ją do byle czego i od razu jest jakoś z charakterem, fajnie.

Teatry zamknięte na cztery spusty i nie ma nawet mgliście zarysowanej wizji zmian na lepsze. Jak na to patrzysz? Tęsknisz?

Tęsknię za aktorstwem i za byciem aktywną, za byciem znowu ,,sobą”, mającą swoje sprawy, spotkania, swoje życie. W poprzedniej ciąży do 7. miesiąca grałam w teatrze, ale tym razem teatry – z uwagi na kolejną falę pandemii – są pozamykane. W czerwcu zaproponowano mi rolę w serialu, ale byłam już w za bardzo widocznej ciąży.

Jak się z tym czujesz?

Podchodzę do tego spokojnie. Przyjdzie czas, a teraz potrzebują mnie moje dzieci: to roczne i to w brzuchu. Myślę, że nie wyjdę z tematu pieluch przez co najmniej następny rok i to jest OK. Tak chcę. Na przestrzeni całego życia to nic, a dla nas – jako rodziny – to dużo. Najważniejszy czas.

Kiedy zdecydowałaś, że zostaniesz aktorką?

Kiedy miałam 12 lat, wygrałam warszawski konkurs recytatorski. Pamiętam to uczucie, kiedy wróciłam po wygranej do szkoły. Nagle pani od biologii była dla mnie miła, wszyscy gratulowali, nauczyciele kiwali głowami z aprobatą, tak jakby nagle zrozumieli, kim jestem. Aha! Natalia będzie aktorką, czyli już wiadomo, że nie trzeba jej męczyć z tej fizyki. Dziewczyna ma swoją pasję, poradzi sobie. Wszyscy, łącznie ze mną, poczuli, że znalazłam swoją drogę.

Nie mogę się oderwać od pięknego wydania płyt „Love has many faces” Joni Mitchell, które masz ze sobą. 

Ciekawe, że o nią pytasz, bo w Polsce niewiele osób ją zna. Joni Mitchell poznałam, kiedy mieszkałam w Nowym Jorku. Mój kolega ze szkoły aktorskiej puścił mi jej piosenkę z płyty „Blue’”. Pamiętam jak dziś, że gdy usłyszałam piosenkę „A case of you”’ i poczułam, że jest w tej muzyce magia. Zaczęłam o Joni czytać, oglądać dokumenty, słuchać jej muzyki. „Blue” pozostała moją ulubioną płytą.

Prawda? Na pierwszym etapie swojej kariery zrobiła już wszystko. 

Dokładnie, zimne lata 80. nie były w jej stylu. Bo Joni jako wrażliwa, delikatna blondynka, grająca na gitarze hipiska, swoje artystyczne przeznaczenie wypełniła chyba głównie w latach 70. Poza tym nie wiem, jak można stworzyć coś lepszego niż płyta „Blue”’.

Dekada lat 80. należała już jednak do Kate Bush.

Nie mogę uwierzyć, że mówisz o Kate Bush. Aż mam dreszcze! Jej muzyka jest dla mnie też niezwykle ważna. „The man with a child in his eyes”, „Running up the hill”, „This woman’s work” to jedne z piosenek mojego życia, jakkolwiek infantylnie to może zabrzmieć. Uważam, że ta kobieta ma niezwykły talent, nie mówię tylko o pięknym głosie i świetnie napisanych piosenkach. Jej muzyka była totalnie nowatorska w czasach, gdy wszystkie utwory w radiu brzmiały tak samo. Prawdziwa artystka. Jej muzyka jest jedyna w swoim rodzaju.

To, że kochasz muzykę, już ustaliłyśmy. A czy jest coś, czego nawet bliscy znajomi o tobie nie wiedzą?

Jestem najszczerszym leniuchem (śmiech).

Jak w czasach pandemii dbasz o siebie i swój rozwój?

Boże, pomiędzy sapaniem w ciąży i bieganiem za Zuzią, nie mam czasu na dbanie o swój rozwój!

Tylko pytam (śmiech). Trzymam za ciebie kciuki i dziękuję za rozmowę.

KWESTIONARIUSZ ANNIEL

 

Twoja największa pasja?

Czerwone wino (śmiech). Póki co, ta pasja – z przyczyn oczywistych (Natalia jest w drugiej ciąży – przyp. red.) – musi poczekać. TĘSKNIE POTWORNIE.

Guilty pleasure?

Netflix albo zakupy online.

Ukochane comfort food?

Wszystko, co zawiera dużą ilość dobrego żółtego sera!

Ulubiona książka?

Ostatnio „Genialna przyjaciółka’” Elleny Ferrante

Ulubiony magazyn?

Nie mam. Nie czytuję.

Ulubiona płyta?

„Blue” Joni Mitchell.

Ulubiony artysta?

Bardzo lubię obrazy Olgi Boznańskiej.

Ulubiony zapach?

Ostatnio „Diorama” Christiana Diora. Te perfumy pachną jak elegancka pani z Paryża w latach 50.

Ulubiony film?

Taki, który mogę oglądać w kółko. Pewnie „Almost famous’” Cameron Crowe. Albo „Forest Gump”? Takie moje filmy na poprawę humoru.

Ulubiony spektakl?

„Hedda Gabler” – spektakl, który obejrzałam w the New York Theatre Workshop. Żeby było ciekawiej, grała tam Elżbieta Czyżewska. Wybitne dzieło i wstrząsająca rola Elisabeth Marvel jako tytułowej postaci.

Ulubiony reżyser?

Antonioni, z tych poważniejszych. Z lżejszych – Cameron Crowe.

Ulubiona dyscyplina sportu?

Tenis.

Ulubiony model Anniel?

Anniel Loafer Henry

 

Ładne Bebe dziękuje restauracji MOD przy ul. Oleandrów 8 w Warszawie za pomoc w realizacji sesji.

Dodaj komentarz