Kobieta Anniel: Kasia Kulik

O miłości do pięknych przedmiotów

Współzałożycielka agencji produkcyjnej New Order Warsaw, wielbicielka Islandii, kolekcjonerka biżuterii i ceramiki oraz przyszła mama. Oto i ona. Cześć, Kasia!

W kwietniu urodzi się jej pierwsze dziecko i do tego czasu postanowiła zwolnić obroty i skoncentrować się na byciu tu i teraz. Kasia Kulik uwielbia albumy fotograficzne i modowe, ceramikę Studia Sensual czy paterę przywiezioną z Maroka, swój pierścionek zaręczynowy z tanzanitem i lustro, które w latach 30-tych służyło cenionemu warszawskiemu lekarzowi. Ma słabość do słodkich, ale nieoczywistych zapachów i minimalistycznej biżuterii. Pasuje do cyklu Kobieta Anniel jak ulał. Poznajcie się.

 

*

Lubisz ładne rzeczy?

Uwielbiam. Miłości do ładnych rzeczy nauczyły mnie Justyna Kosmala i Basia Kłosińska, siostry prowadzące wspólnie bistro Charlotte kiedy przeprowadziłam się z Krakowa do Warszawy i zaczęłam dla nich pracować jako menadżerka piekarni przy Placu Zbawiciela. Pamiętam, jak wielkim odkryciem był dla mnie sposób myślenia Justyny o wnętrzu Charlotte, o tym jak je zaprojektować by ani przez chwilę nie ocierać się o przesadę czy pompę rodem z czasów Marii Antoniny. Gdy urządzałam swoje pierwsze mieszkanie regularnie odwiedzałam bazar na Kole i szukałam staroci, które się plastycznie miksowały z meblami z Ikea. Zaczęłam gromadzić ładne rzeczy i zauważyłam, że one wszystkie do siebie pasowały, niezależnie od stylu czy epoki, w której powstały. I to składowanie estetycznych przedmiotów do pewnego momentu było świetna zabawą, aż przyszedł czas zmęczenia tym ciągłym gromadzeniem.

Co wtedy zrobiłaś?

Zaczęłam pozbywać się rzeczy, szczególnie ciuchów. Dojrzałam do tego, by z pewnymi rzeczami pożegnać się bez żalu. To dobrze robi na głowę. Otaczanie się ładnymi rzeczami jest może nieco próżne, ale jeśli mam dokonać wyboru między czymś ładnym i nijakim, zawsze wybiorę ładne.

Do jakich przedmiotów masz ewidentną słabość?

Do biżuterii, szczególnie złotej. Bardzo lubię kolczyki Kopi czy Rosa Chains, a od mojego męża Stasia dostałam na minione święta dwa naszyjniki marki Umiar. Ale najważniejszy ze wszystkich biżuteryjnych skarbów jest pierścionek zaręczynowy. Wiąże się z nim ciekawa historia.

Opowiedz!

Zawsze sobie wyobrażałam, że pierścionek zaręczynowy powinien wyglądać w wiadomy sposób: brylant zamknięty w koronie. Pewnego dnia wybraliśmy się ze Stasiem do baru Pacyfik i on przez cały wieczór cierpliwie odpowiadał na moje pytania dotyczące bitcoinów. Uparłam się, że zrozumiem na czym polega ich działanie, dlatego maglowałam Stasia bite 3 godziny. Kiedy wreszcie wróciliśmy do domu zapytałam go, co mi przywiózł z niedawnego wypadu do Krakowa. Ja patrzę, a gość klęka. Myślałam, że żartuje, że to jest efekt zaaranżowanej przez mnie przypadkowo sytuacji. Wtedy pokazał mi pierścionek i zapytał, czy chcę zostać jego żoną. Przez pół sekundy mówiłam sobie: to jest tylko pierścionek, przecież nie ma brylantu (śmiech). Co prawda on nadal klęczy, ale może to jest próba generalna przed prawdziwymi zaręczynami. Okazało się jednak, że ten przepiękny pierścionek z tanzanitem faktycznie jest pierścionkiem zaręczynowym. W dodatku wręczonym mi w najsmutniejszy poniedziałek roku, czyli Blue Monday. Uwielbiamy New Order z ich utworem pod tym tytułem, a Blue Monday od tamtej pory już zawsze traktujemy jak nasze święto.

Gdzie namierzył ten pierścionek?

U jubilera Syncret, do którego zajrzeliśmy kiedyś wspólnie z uwagi na piękne wnętrze sklepu zaprojektowane przez naszego przyjaciela Piotrka Paradowskiego. Staś nikogo nie zapytał o zdanie przed zakupem, dopiero w dniu zaręczyn pokazał pierścionek swojej siostrze i mojej wspólniczce/przyjaciółce. Obie były zachwycone. A ja, gdy się wreszcie zorientowałam, że to się dzieje na serio, poczułam ogromne wzruszenie. W dodatku trzyma w rękach pierścionek, który jest esencją wszystkiego, co lubię. Pierścionek zaręczynowy to poważna sprawa. Myślę, że niewłaściwie dobrany może nawet zniszczyć związek (śmiech).

Tak uważasz?

Zaręczyny są ostatnim testem związku i wybór pierścionka pokazuje, ile o sobie wiemy, jak dobrze się znamy i czy do siebie pasujemy. Ostatnio zapytałam Stasia, czy jeśli kiedyś okaże się, że musimy się rozstać, to czy będę mogła zatrzymać pierścionek. Odpowiedział, że to jedna z najmilszych rzeczy jakie ode mnie usłyszał. Kształt pierścionka zdeterminował kształt naszych ślubnych obrączek. Dlatego niedługo potem pojechaliśmy z moją mamą do Syncretu, żeby przetopić obrączkę mojego dziadka i rodziców Stasia na nasze własne. Po wykonaniu obrączek zostało jeszcze trochę złota, z którego wyszły 3 krzyżyki. Moja mama śmiała się z jubilerem, że to w sam raz dla trojga naszych przyszłych dzieci. Ale nad tą trójką to ja się jeszcze zastanowię (śmiech).

 

Co za opowieść! Powiedz jeszcze proszę, jak jest u ciebie z ubraniami? Kupujesz rozważnie czy kompulsywnie?

Uwielbiam modę i muszę przyznać, że miewam momenty, w których kupuję nierozważnie. W dodatku Staś jest tutaj najgorszym doradcą. Kiedy przynoszę do domu dwie sukienki, bo nie mogę się zdecydować na jedną i pytam go o zdanie, on zawsze mi powie, żebym brała obie. Nie powiedziałabym, że jesteśmy totalnymi konsumpcjonistami, ale czasem przychodzi mi nieodparta chęć kupienia sobie czegoś ładnego.

Co takiego ostatnio sobie kupiłaś?

Ostatnio pochłonął mnie świat dziecięcych ubranek i akcesoriów. Włączyło mi się wicie gniazda i wyszukiwania minimalistycznych elementów wyprawki. Do niedawna nie miałam pojęcia, że dziecięca szafa nie musi składać się wyłącznie z różowych i niebieskich rzeczy wykonanych z plastiku. To mnie fascynuje! Skandynawskie marki i ich minimalistyczne printy, pastelowe kolory, zmyślne detale – to świetnie, że dziecko nie musi być ubrane we wszystkie kolory tęczy i krzykliwe nadruki. Jest tyle ładnych rzeczy stworzonych dla dzieci i czasem czuję, że chciałabym je wszystkie mieć. Na szczęście w takich chwilach odzywa się także mój pragmatyzm, który mówi, że nie warto inwestować przesadnie w rzeczy, które posłużą dziecku jakieś 2 tygodnie.

Słusznie. Jaki macie na to sposób?

Nasi przyjaciele na wieść o tym, że będziemy mieli dziecko, zaoferowali się, że pożyczą nam wszystko co potrzebne. Opowiedzieli nam też, jak sprawnie i świadomie poruszać się w tym nowym i nieznanym dziecięcym świecie przedmiotów. To wzruszające, że ludzie przekazują sobie rzeczy, pomagają w duchu zero waste. Staram się też mierzyć siły na zamiary – nasze mieszkanie liczy 45 m2, więc bardzo łatwo je zagracić. A nam zależy na tym, by nasze wnętrze było przede wszystkim wygodne, a zgromadzone w nim przedmioty praktyczne i miłe dla oka.

Co robisz gdy czujesz potrzebę estetycznego doładowania? Co cię najskuteczniej nasyca?

Wystawy w muzeach i galeriach, na które zwykle wybieram się w niedzielę. Staram się wtedy wyciągnąć z nich maksimum doznań i wrażeń, ale zwykle kończy się na uczuciu, że chcę zabrać te wszystkie emocje i rzeczy do domu i postawić na półce. Pewnie jest jakieś słowo w języku islandzkim określające ten stan (śmiech).

Albo w japońskim. Powiedz, czy przywiązujesz się do przedmiotów? Kolekcjonujesz je

Jestem zmienną osobą, a moje pasje i zajawki zmieniają się wraz ze mną. Kiedyś zbierałam unikatowe płyty winylowe, potem magazyny modowe. Niedawno pozbyłam się wielu tytułów, zostawiając sobie tylko najcenniejsze egzemplarze. Znów do głosu doszedł mój pragmatyzm – postanowiłam zostawić sobie tylko to, co prawdziwie mnie cieszyło, a od reszty się uwolnić. Podobnie było z ciuchami, kosmetykami i kwiatami. Pewnego dnia naliczyliśmy ze Stasiem grubo ponad 50 doniczek!

Za to w przypadku zapachów jesteś najwyraźniej minimalistką. Widzę na twojej półce tylko jeden flakon.

Tak, od 1,5 roku używam wyłącznie tego zapachu. To „Love, don’t be shy” Kilian. Pamiętam dokładnie moment, w  którym je sobie kupiłam. My się ze Staszkiem prawie nigdy nie kłócimy, ale akurat dzień wcześniej o coś poszło i ta drobnostka przerodziła się w kłótnię na śmierć i życie. I choć mamy niepisaną zasadę, że nie kładziemy się spać skłóceni, to wtedy czułam, że chcę się z tym problemem przespać. Do rana mi nie przeszło, wciąż byłam zła. Poszłam wtedy po piekarni i do lekarza, który przyjmował w budynku Mariottu. Zaraz po wizycie coś mnie tknęło, żeby zajrzeć do perfumerii Quality. Szukałam wtedy słodkich, ale nieoczywistych kompozycji i „Love” mnie urzekły. Staszek się śmieje, że wyszłam po bułki, a wróciłam z perfumami. Zakup okazał się udany, bo w Kilianie brałam swój ślub.

I wszystko się zgadza. Dziękuję za spotkanie i wszystkie poruszające opowieści. Życzę wam wszystkiego najlepszego!

 

*

KWESTIONARIUSZ ANNIEL

Twoja największa pasja? Praca i muzyka lub w odwrotnej kolejności.

Guilty pleasure? Słodycze (szczególnie od 6 miesięcy).

Ukochane comfort food? jak wyżej.

Ulubiona książka? Ostatnio tylko te o tematyce ciążowej.

Ulubiony magazyn? „LOVE”.

Ulubiona płyta? Całe dyskografie: Oasis, David Bowie, Nick Cave, PJ Harvey, Pearl Jam.

Ulubiony projektant? Wnętrz: Grzegorz Pniok i Piotrek Paradowski, a w dziedzinie mody Isabel Marant.

Ulubiony kosmetyk? Pomadka nawilżająca Aesop i olejek Anieli Soap Workshop tuż po masażu ciała na sucho (mój ukochany ostatnio rytuał).

Ulubiony zapach? Kilian „Love, don’t be shy”.

Ulubiony film? „Single Man”, „Melancholia”, „Manhattan”.

Ulubiony reżyser? Piotr Matejkowski.

Ulubiona modowe, biżuteryjne i bieliźniane marki? Kopi, Emeralds and Crocodiles, Starska, 303 Avenue, MMC.

Ulubiona dyscyplina sportu? Joga.

Ulubiony model Anniel? Nie mogę się zdecydować pomiędzy Anniel Loafer Spotty, Anniel Burgund i Anniel Loafer Pyton.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.