edukacja

Edukacja domowa

Rozmowa z Violą Heleną Lee

Edukacja domowa

Już ponad 14 tysięcy dzieci w Polsce korzysta z edukacji domowej. A ile jest osób, które się zastanawiają nad porzuceniem szkoły systemowej i wyborem tej formy nauki? Zwłaszcza teraz, gdy zaczął się nowy rok szkolny i słabości systemu oświaty widać jak na dłoni.

Porozmawiajmy o alternatywie. O metodzie edukacyjnej, która z roku na rok zyskuje popularność na całym świecie. Pozwala na niemal niczym nieograniczone poznawania świata i kultur, w pełnym poczuciu bezpieczeństwa, poszanowania dziecięcej integralności i prawa do zdobywania wiedzy zgodnie z własnym rytmem. Wysyłając dziecko co rano do placówki oświatowej, mam nieprzyjemne wrażenie, że powoli staje się ono trybikiem w maszynie. Lubię mieć plan B, wiedzieć, w którą pójść stronę, kiedy klasyczne rozwiązanie się nie sprawdzi. Dlatego z radością wypytałam Violę Lee, mamę 13-letniego Kuby, o powody, dla których wspólnie zdecydowali się na edukację domową, a także o zasady nią rządzące i poczucie wolności, które nigdy ich nie opuszcza.

*

Co skłoniło was do podjęcia decyzji o edukacji domowej? 

Były wakacje 2012 roku. Mój syn właśnie skończył pierwszą klasę w dwujęzycznej szkole podstawowej na Wilanowie w Warszawie. „Parcie na szkło” ze strony rodziców czuło się tam non stop. Wywiadówki były dla mnie trudne do zniesienia.

Dlaczego?

Bo miałam wrażenie, że nie mówi się na nich o potrzebach dzieci tu i teraz, a o niespełnionych ambicjach rodziców, którzy prześcigali się w wymyślaniu zajęć dodatkowych. Mieli niezliczoną ilość pretensji o mało istotne sprawy…

Podaj kilka przykładów.

Na przykład o to, że w basenie jest o 1 czy 2 stopnie Celsjusza chłodniejsza woda niż być powinna. Dusiłam się tam jako rodzic. Często lądowałam na dywaniku u dyrektora, bo Jakub nie chciał jeść obiadu o określonej porze, kiedy wszyscy jedzą. Albo zrzucał ołówek z ławki, podnosił go, po czym znowu go zrzucał i tak kilkanaście razy pod rząd. To był jego wyraz buntu na to, co się działo w systemowej szkole. Czasem przychodził i pytał mnie, dlaczego dzieci w szkole się biją. Odpowiadałam, że mają takie wzorce siłowego załatwiania spraw zaczerpnięte od swoich rodzin.

Jak długo to trwało?

Myślałam, że jakoś to będzie, że się ułoży. Kiedyś wrócił ze szkoły i powiedział, że nie będzie chodził ze mną na jogę, bo ja grzeszę, a joga jest złem – tak powiedział mu katecheta. Nie poszedł więcej na religię. Odbierając świadectwo na koniec roku, usłyszałam od grona pedagogicznego, że powinnam ochrzcić syna, bo ochrzczone dzieci lepiej się uczą i lepiej potem radzą sobie w życiu. Tak zakończył się pierwszy rok edukacji w szkole. Byłam zdruzgotana. Oddałam swoje jedyne dziecko do systemu, dla którego bardziej akceptowalne są grzeczność i hipokryzja, niż bezpośredniość i uczciwość. A ja chciałam go nauczyć zupełnie czegoś innego. Żeby umiał powiedzieć „nie” komuś, by dzięki temu powiedzieć „tak” sobie samemu. Dlatego podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu ED od poziomu drugiej klasy szkoły podstawowej.

Jakie formalności należało spełnić na samym początku? 

Zasady zmieniają się wraz kolejnymi reformami edukacji, ale na pewno trzeba odbyć kilka wizyt u psychologów i pedagogów, żeby uzyskać potrzebne zaświadczenia.

Jak wyglądała codzienność wynikająca z tej decyzji? Gdzie Kuba zdawał egzaminy?

Na początku zdawał egzaminy w „szkole matce”, czyli tej, do której był formalnie zapisany i z której potem miał świadectwo, a przez następne 3 lata w szkole demokratycznej. Przez ostatnie 3 lata jest w domu i – bez nagród, kar i wymagań co do ocen końcowych – miał czerwone paski na świadectwach, pomimo głębokiej dysleksji i dysgrafii. Jeśli chodzi o V i VI klasę podstawówki, to plan kształtował się w ten sposób: 10 miesięcy wakacji i 2 miesiące nauki po 2-3 godziny dziennie. W klasie siódmej było już dużo przedmiotów i wspieraliśmy się przed egzaminami kilkoma korepetytorami. We wrześniu zaczął się siódmy rok edukacji domowej. Kuba jest teraz w VIII klasie podstawówki. Parę dni temu podjął decyzję, że może poświecić od 1 do 2 godzin w tygodniu na naukę do egzaminów. Resztę czasu poświęci na swoje pasje, np. kostkę Rubika, którą układa 3x3x3 w 10 sekund. Jest naprawdę dobry! (śmiech). Inne jego pasje to gry komputerowe, język angielski, język japoński i kultura Japonii.

Opowiedz jeszcze o egzaminach – jaka jest ich częstotliwość, na kiedy wyznaczone są terminy?

Jest to uzależnione od szkoły, do której dziecko jest zapisane. Przez kilka lat Kuba zdawał egzaminy w szkole w Gdańsku. Panowała tam duża elastyczność i bardzo dużo terminów wszystkich egzaminów. Jeździliśmy na nie kilka razy w roku. Każdy przedmiot trzeba zdać pisemnie i ustnie. Egzaminy w klasie VII zdawał w podwarszawskiej szkole przyjaznej edukacji domowej. Tam przewidziany jest do egzaminów jeden miesiąc: maj. W tym roku, w związku z egzaminem ósmoklasisty, który odbędzie się w kwietniu, być może przyspieszą pozostałe egzaminy. O tym dowiemy się na pewno w odpowiednim momencie (śmiech).

 

Jak wygląda sam proces nauki? Siadacie do biurka i…?

Działamy z poziomu tu i teraz. Czasem mamy zrywy i robimy w szybkim tempie dużą część materiałów, a czasami tygodniami nie robimy nic. Zazwyczaj mamy bardzo duże tempo przed majem, bo wtedy odbywają się egzaminy. Ale właściwie mogę powiedzieć, że nie mamy z góry ustalonego planu, jesteśmy spontaniczni. Myślę raczej o tym, gdzie by tu wyjechać, ewentualnie zabierając ze sobą książkę (śmiech). I kombinuję, jak uprościć i umilić Kubie naukę (śmiech).

Raczej spotkamy was z nosem w książce czy w muzeum?

Dla jasności – przerabiamy cały materiał jak dzieciaki w „normalnej” szkole, do tego dochodzą galerie, wystawy i podróże. Szukam filmów historycznych, dokumentalnych, fabularnych, przyrodniczych itp. W tym miesiącu zajmujemy się geografią, więc byliśmy w Muzeum Azji i Pacyfiku, gdzie oglądaliśmy wystawy i uczestniczyliśmy w interesujących nas spotkaniach tematycznych. A wkrótce wybieramy się na 2 dni do Krakowa do Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Przy łóżku Kuby stoi ogromna kolorowa mapa świata i wielki globus. Gramy w gry albo sami je robimy – wtedy Kuba najwięcej zapamiętuje. Często te gry trafiają do szkoły, gdzie zdawał egzaminy, by służyć jako pomoce dydaktyczne, np. z geografii/przyrody i historii.

Panuje powszechna opinia, że ED utrudnia nawiązywanie więzi z rówieśnikami. Jakie masz zdanie na ten temat?

Sama nie wybieram swoich przyjaciół wyłącznie wśród rówieśników. Wiek nie ma znaczenia, jeśli łączy nas „to coś”, co powoduje, że chcemy z kimś spędzać czas. Kuba ma kontakt z dzieciakami w rożnym wieku, zresztą z rówieśnikami również. Cyklicznie chodzi na zajęcia z kultury japońskiej, jeździ z przyjaciółmi na obozy, trenuje tenis ziemny, wychodzi z domu ze znajomymi. Na pewno jest w takiej sytuacji, że spotyka się z kimś, jeśli chce, a nie dlatego, że musi spędzać z kimś 6-8 godzin dziennie. Mam poczucie, że tak jak jest teraz, jest najlepiej. Wszystko jest dobrze. Jestem w ogromnej wdzięczności.

Czy w związku z ED ty lub mąż zrezygnowaliście z pracy lub zmieniliście jej tryb?

Uprawiam wolny zawód i nie jestem na etacie od dobrych 15 lat, więc Edukacja Domowa nie zmieniła mojego świata. To raczej pierwszy rok szkolny w tradycyjnej szkole był dla mnie szokiem. Musiałam wstawać rano i zawozić Kubę do szkoły. W drugim semestrze na szczęście przyjeżdżał już szkolny autobus, wiec tylko wstawałam rano, odprowadzałam Kubę do kierowcy i z powrotem do łóżka (śmiech).

Czy otrzymujecie dofinansowanie z urzędu na pomoce szkolne?

Raz w roku przysługuje Kubie wyprawka „na start 300+”, tak jak w przypadku wszystkich dzieci uczących się w szkole. Można wypożyczać podręczniki szkolne. My korzystaliśmy ze wszystkich podręczników do VII klasy (oprócz podręcznika do angielskiego) i w tym roku również będziemy z nich korzystać. Ja mam wrażenie, że do momentu zakończenia VI klasy podstawówki jest w miarę łatwo – nie licząc polskiego i historii, bo to zawsze jest wyzwanie – ale VII i VIII klasa jest totalnie przeładowana ilością wiedzy jaką młody człowiek jest w stanie wtłoczyć do głowy.
Na szczęście to kiedyś minie, jesteśmy na półmetku (śmiech).  Generalnie w Edukacji Domowej jest mała pula pieniędzy przeznaczona dla dzieci i rodziców w tym systemie. Ja spotkałam się z rozpiętością od 90 do 120 zł albo i nic. Czyli jeśli chodzi o finanse – rodzice uczą i koordynuję naukę swoich dzieci właściwie za darmo.

Co planuje Kuba po ukończeniu szkoły podstawowej?

Jeszcze nie komunikował swoich planów „popodstawówkowych” (śmiech). Lubi przedmioty ścisłe, język angielski i interesuje się Japonią. Jestem otwarta na jego propozycje, nawet taką jak wybór stacjonarnej  szkoły średniej, choć póki co nie widzę ku tej opcji najmniejszego zapału. Możliwe więc, że Kuba będzie kontynuował Edukację Domową aż do matury. Istnieje jeszcze trzecia możliwość, że Kuba za rok będzie chciał zamieszkać ze swoim tatą w USA i tam uczęszczać do średniej szkoły. To rozwiązanie szczególnie mu się podoba, bo wreszcie nie będzie musiał uczęszczać na zajęcia z języka polskiego.

Dobrze wam jest w ED?

Podsumowując te 6 lat, mogę powiedzieć, że edukacja domowa sprawdza się we wszystkich aspektach naszego życia. Przede wszystkim jesteśmy wolnymi ludźmi, którzy mają wakacje wtedy, kiedy mają na to ochotę, albo gdy mają potrzebę odpoczynku. Jest to przygoda życia, która dużo nas nauczyła prawdy o nas samych: jacy jesteśmy, jak chcemy żyć. Uczy nas być tu i teraz, rozwija naszą kreatywność. Nie zamieniłabym tego na żadną szkołę stacjonarną w Polsce. Ale mogłabym pomieszkać na Bali, żeby Kuba mógł uczyć się tam w międzynarodowej szkole demokratycznej.

Tego wam życzę. I dziękuję za rozmowę. 

Zdjęcia pochodzą z domowego archiwum Violi.

*

Co sadzicie o edukacji domowej? Jakie macie doświadczenia z nią związane i czego jeszcze chcielibyście się dowiedzieć? Piszcie w komentarzach.