płacz rozwój dziecka

Czemu dziecko płacze

5 sposobów na poradzenie sobie z dziecięcym płaczem

Czemu dziecko płacze

O płaczu dziecka powstały i prace naukowe, i magiczne poradniki. Mimo to dzieci nadal płaczą, a rodzice niemowląt nie potrafią rozpoznać, czy to głód, kolka czy mokra pielucha, albo żadne z powyższych. Wobec płaczu dziecka wszyscy stajemy się bezradni.

Dzieci płaczą, i to nie tylko niemowlęta. Z czasem płaczu robi się mniej, aż jako dorośli często mamy ochotę się wypłakać, a łzy nie chcą lecieć. Płacz jest swego rodzaju błogosławieństwem. Z łzami uchodzą z dziecka nie tylko osławione hormony stresu (kortyzol), ale i wszystkie napięcia, trudne do nazwania emocje, to, czego nie da się opisać, to, co nie mieści się w słowach, głowie, w sercu.

To prawda, że są dzieci mniej i bardziej płaczliwe. To prawda, że dziecięcy płacz trudno jest wytrzymać. Dla wielu z nas towarzyszenie płaczącemu dziecku jest torturą. Nieutulony lub dziki płacz w miejscu publicznym wywołuje zakłopotanie. Dość szybko przestajemy się wtedy czuć kompetentni (a – umówmy się – nie jesteśmy kompetentni. Dziecko to oddzielny człowiek, i nie ma czegoś takiego, jak kompetencja bycia z nim. Tego uczymy się każdego dnia). Poczucie, że nie wolno nam być bezsilnymi wobec dziecięcego płaczu powoduje, że chcielibyśmy sobie z nim jakoś radzić. Redaktor naczelna Ładne Bebe tak opisała pomysł na ten artykuł: jak radzić sobie z płaczem dziecka, i czy w ogóle? Doskonale postawione pytanie.

Z płaczem radzić sobie nie trzeba. On jest lekarstwem. Radzić musimy sobie jakoś z naszymi emocjami. Mam nadzieję, że – dzięki porcji wiedzy – zaraz nam będzie łatwiej.

Do ilustracji wykorzystałam zdjęcia z bloga Reasons My Son Is Crying. Stworzony przez ojca, przyniósł pocieszenie wielu rodzicom i zaowocował książką. Czytelnicy bloga wysyłają autorowi zdjęcia swoich dzieci z opisem, dlaczego płaczą. Powody małych tragedii potrafią być zaskakujące.

4 POWODY, DLA KTÓRYCH MOJE DZIECKO TAK PŁACZE

Dlaczego dzieci płaczą, to wiedzą tylko dzieci. Ale przyjmuje się, że dziecko może płakać, bo:

1. Jest bardzo wrażliwe. Wrażliwe dzieci często reagują płaczem na drobiazgi, szybko tracą kontakt z rzeczywistością, by „zapaść” się w ten płacz. Ich płacz może mieć skłonność do przechodzenia w histerię. Wrażliwym starszakom jest trudniej społecznie, bo bywa, że w niekontrolowany sposób rozpłaczą się np. w szkole. Ale też te same wrażliwe dzieci potrafią się cieszyć życiem i drobiazgami intensywniej, niż „normalsi”. Są empatyczne, dostrzegają więcej i częściej się śmieją.

2. Próbuje zwrócić na siebie uwagę, czyli klasyk. Dzieci mają pełne prawo do naszej uwagi, ale z uwagą jest tak, że zawsze jest jej za mało… Niektóre bystrzaki szybko zauważają, że płacz to skuteczna metoda na więcej rodzica w ich życiu. Nawet jeśli nie jest wtedy miło, rodzic jest skupiony, widzi dziecko. Łatwiej ulega prośbom i ustępuje. Jeżeli tak u was właśnie jest i czujesz, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, nie ma innego sposobu, jak spróbować popracować nad relacją rodzic-dziecko. Więcej uwagi, więcej spokojnych negocjacji i dobrego stawiania granic zmienia komunikację. Płacz przestaje być językiem zastępczym. Dobry psycholog, z którym można przegadać konkrety, lub książki mojego ulubionego Jespera Juula to wtedy dobra droga.

3. Cierpi na bóle fizyczne, których nie umie nazwać. U niemowląt to prawdopodobnie najczęściej bóle brzucha związane z niestrawnością, czasem z alergią, ząbkowanie albo odparzenia. U starszych mogą to być np. bóle ucha. Warto pamiętać, że niektóre niemowlęta płaczą w sumie nawet 3 godziny dziennie – jest to nadal norma. Obecnie modna jest teoria tzw. purple crying u niemowląt. Purple crying to nowsza wersja niegdyś wszechobecnej kolki – bardzo ciekawa teoria, może uspokoi niektórych rodziców.

4. Ma za dużo bodźców. Płacz i krzyk potrafią być jak zasłona – przed nadmiarem hałasu, świateł, kolorów, doznań. Już nawet niemowlęta właśnie w ten sposób potrafią ratować się przed naszym zbyt intensywnym światem. A zbyt intensywna potrafi być dla nich nawet karuzela nad łóżeczkiem, od której wprost nie da się oderwać wzroku. Przemęczone przedszkolaki płaczem zakrzykują hałas robiony przez inne dzieci, by go po prostu nie słyszeć.

To przejdźmy teraz do możliwych rozwiązań.

UTULENIE

Najbardziej oczywiste. Utulenie leczy skaleczenia, smutki egzystencjalne, chłód, tęsknotę… Zastąpi wszystkie słowa, które przy płaczu często zdają się na nic. Buduje więź, jest zrozumiałe na każdym etapie życia człowieka. Utulenie to język bliskości i zaufania – nie każdy wszak może utulić. Dziś my spokojnie tulimy nasze dzieci, przyjmujemy ich łzy w nasze ramiona i ulubione koszulki, kiedyś to one będą umiały być krzepiącą obecnością dla innych. Utulenie wymaga czasu, zatrzymania, skupienia. I tak naprawdę jest terapeutyczne dla obu stron. Szkoda, że nie zawsze pomaga.

PO PROSTU BĄDŹ

Czasem dzieci utulić się nie dają. Przy płaczu chodzą, tupią, machają rękami, wciskają się w kąt. Nie lubią być wtedy dotykane. Zamiast tulenia dajemy więc swoją obecność. Dobrze jest odłożyć inne zajęcia, usiąść i pobyć z dzieckiem. Kontakt wzrokowy może być drażniący, ale możemy mówić kojące słowa: jestem z tobą, rozumiem, chodź… Akceptujące bycie przy płaczącym dziecku to znak, że emocje są OK, że dajemy dziecku czas, aby uszło z niego napięcie i mogło na nowo poukładać w sobie to, co czuje. Po płaczu warto mu podać kubek wody, by się nawodniło, i porozmawiać – co się stało, co czuło. Powiedzieć mu, że przy nim jesteśmy. Starszakowi można zaproponować – zawsze możesz przyjść porozmawiać, zanim się rozpłaczesz, powiedzieć, co cię boli czy smuci. Zawsze cię wysłucham i pomogę, jak tylko mogę.

ODWRÓCENIE UWAGI

Jako rodzice często stajemy się mistrzami tego triku. Zanim smutek z powodu loda, który wypadł z wafelka, czy ból stłuczonego kolana otworzą fontannę łez, wołamy – patrz, pociąg, traktor, ptaszek! A pamiętasz, że dziś przyjedzie babcia? Itp, itd. Ćwiczenie się w sztuce odwracania uwagi posłuży nam dopóty, dopóki dziecko się nie przestanie na nią łapać, więc korzystajmy póki czas – zwłaszcza przy drobnych zdarzeniach. Większe wymagają jednak naszej poważnej uwagi i spuszczenia napięcia.

MAGICZNY LIZAK

Proszę cię, nie płacz, mama da ci krówkę. Kupię ci tę gazetkę, tylko nie płacz. Kto nigdy tego nie zastosował, niech pierwszy kamień rzuci. Magiczna choć trochę ryzykowna metoda. Magiczna, bo dzięki niej zdążymy na ważne spotkanie, unikniemy płaczu, kiedy mamy poważną migrenę, zajmiemy się czymś, co po prostu nie może czekać. Ryzykowna, bo to nauka przekupstwa, a dzieci chwytają tę lekcję niezwykle szybko. Zachowajmy sobie to na sytuacje wyjątkowe, żeby nie popsuć komunikacji między dzieckiem a nami.

PRZEŻYCIE SWOJEJ BEZRADNOŚCI

Łatwo dawać dobre rady, kiedy pisze się artykuł o płaczu z domu, dzieci są w szkole i płaczą rzadko. Prawda jest taka, że płaczące dziecko jest trudne – wyzwala w dorosłym szereg emocji, odzywa się przy tym nasze wewnętrzne dziecko. Możemy odczuwać współczucie, bezsilność, irytację, zmęczenie, niechęć… Czasem wymiękają nawet najcierpliwsi. Każdy z nas, naprawdę każdy, czasem osuwa się na krzesło i mówi swojemu płaczącemu dziecku: teraz nie mogę z tobą być. I to jest OK. To najlepsze, co możemy zrobić, zanim sami zareagujemy emocjonalnie – zaczniemy krzyczeć, złościć się i tracić panowanie nad sobą.

Maria Bator – stała autorka na Ładne Bebe, pasjonatka pedagogiki alternatywnej i nauczycielka przedszkolna. Płacze rzadko i tylko w samotności. Mama dwójki nastolatków. Inne jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskich czekają tu.

Dodaj komentarz