Ciao, Ciało!

Konkurs i 10 nagród sprzyjających osiędbaniu

Buzia, dłonie, stopy i wszystkie nasze radosne wnętrzności, jak się macie? Coś mi się zdaje, że przydałoby się pogilgotać, przytulić i zadbać czule o waszą kondycję. Co powiecie na konkurs z 10 nagrodami, które sprzyjają osiędbaniu?

Odmładzający masaż twarzy, karnet na jogę, spotkanie z trenerem osobistym, manicure, a może kojący, ziołowy napar? Żeby rozpieścić ciało jedną z dziesięciu pielęgnacyjnych opcji wystarczy dać bystrą odpowiedź na konkursowe pytanie i zapisać ją w komentarzu pod tym artykułem. O zasadach i terminach przeczytacie w dalszej części, a tymczasem zapoznajcie się z alfabetyczną listą nagród pieszczących ciało od stóp do głów. (KONKURS ZAKOŃCZONY)

*

AYURVEDA HEAVEN

Magda, założycielka Ayurveda Heaven, stworzyła miejsce oferujące ajurwedyjskie zabiegi na ciało i duszę, które – wg jej słów – mają przywracać balans ciała i ducha, likwidować napięcia i dodawać energii. Miejsce dla osób świadomych, nastawionych na działanie holistyczne, ale także dla tych, którzy szukają naturalnych metod dbania o siebie. Ayurveda Heaven słynie z odprężających zabiegów z użyciem torfu i ziół, a obecnie koncentruje się na naturalnym, manualnym odwróceniu błędnego koła starzenia się twarzy, powstawania zmarszczek, napięć mięśni i wykorzystuje do tego różne metody dostosowane do typu problemu, z jakim przychodzi dana osoba. To piękne uczucie, kiedy po manualnej, naturalnej pracy uzyskuję efekt wow i ogromne zadowolenie klienta – mówi Magda. Jedna z was może liczyć na luksusowy zabieg modelowania twarzy, który dzieję się w 100 % manualnie i zaczyna się od pleców. Efekt widoczny jest od razu i utrzymuje się przez kilka kolejnych tygodni! Sprawdźcie to.

Facebook

*

DOBRE ZIELE

To projekt Sary Grolewskiej, zielarki i mamy półrocznego Henia. Sara nieustannie i z wielkim wyczuciem gromadzi i miksuje ziołowe mieszanki, które wykorzystuje zarówno do naparów, jak i nasiadówek. Sara ostatnio zaangażowała się we współpracę z Samią, naszą dobrą znajomą. Dziewczyny wspólnie stworzyły kurs online dla kobiet pragnących odnowić więź z naturą. Warto sprawdzić. A osoba, której komentarz spodoba się Sarze, może liczyć na zestaw autorskich ziołowych mieszanek i zielnik wprowadzający w temat uzdrawiających nasiadówek.

Strona internetowa/Instagram

*

DOBRZE MI TU

Jedno z najsympatyczniejszych miejsc w Warszawie dla zapalonych i troszkę rozregulowanych praktyków. Tu nikt nie będzie chichotał gdy ciężko runiesz na matę zamiast trzepać z uśmiechem asany. Tutaj działasz według własnego tempa, odpuszczasz kiedy trzeba i dajesz z siebie wszystko kiedy tylko chcesz. Joga, stretching, pilates, balet i ostatnia nowość – dancehall. A podczas wieczornych zajęć płoną świece i piękna, usadowiona za oknem kapliczka w podwórku przy Brackiej. Dla autorki błyskotliwego komentarza Dobrze Mi Tu przekaże miesięczny karnet na 4 wejścia. Powodzenia!

Strona internetowa/Instagram

*

MANO

Drogie gdańszczanki, to do was ta mowa. Znacie już Mano? To gościnne miejsce słynące z naturalnych zabiegów na twarz i ciało, masaży oraz twórczego manicuru i pedicuru. Wszelkie pomysły na wzorki mile widziane! Autorka zwycięskiego komentarza otrzyma komplet manipedi (do wyboru lakier tradycyjny, hybrydowy lub mieszany), czyli 2,5 godziny relaksu dla dłoni i stóp. Kto by chciał?

Strona internetowa/Instagram

*

NAILED IT

Chodźcie wszyscy na Oleandrów do nowo otwartego salonu Nailed It, a wyjdziecie z pięknie wystrojonymi pazurami – do wyboru błyskotki, kropki, plamki i klasyczny mani w szerokiej gamie kolorystycznej. Tej, która odpowie na konkursowe pytanie najbarwniej, Nailed It zafunduje komfortowy manicure i pedicure wraz z malowaniem. Trzymam za was kciuki!

Facebook/Instagram

*

NA TEMAT PIĘKNA

Stare Bielany są super, ale od kiedy zamieszkał tam salon urody Oli Knaflewskiej, jakoś nam w tamte strony spieszno i nagląco. Zwłaszcza, że trwa sezon, w którym wiele z zabiegów odbywa się w ogrodzie. Jak mówi Ola: W moim Ogrodzie natura otacza cię z każdej strony. Odżywia i pielęgnuje twoje ciało dzięki naturalnym, ziołowo-kwiatowym kosmetykom, ale przede wszystkim dociera do twojego świata zmysłów poprzez zapachy, kolory i dźwięki zielonego ogrodu specjalnie zaprojektowanego z myślą o pełnym relaksie. Do pełni szczęścia brakuje tylko kąpieli ziołowej i masażu. I to będzie moja nagroda. Go, girls!

Strona internetowa/Instagram

*

NATFIT TRENER PERSONALNY

Jeśli masz kłopot z systematycznością i wyraźnie potrzebujesz, by ktoś profesjonalny i dobrze zorganizowany powiedział ci, jak o siebie dbać, to zabieraj się do smarowania wybitnego komentarza. Natalia to człowiek wybitnie koleżeński i pogodny, który nie zaproponuje ci morderczego treningu, tylko taki, do którego będziesz chętnie wracać. Doradzi też, jak i co jeść, by dodać sobie wigoru i nie popsuć efektów regularnej praktyki. Kto chciałby spróbować?

Strona internetowa/Instagram

*

NIEBOSKŁON

Jasna, minimalistyczna przestrzeń na Żoliborzu, a w niej czułe zajęcia z medytacji, jogi i stania na rękach. Wszystko dopasowane do rozmaitych temperamentów i potrzeb – możesz pomykać na zajęcia poranne tzw. mysore albo regenaracyjne wieczorne vinyasy. Nam szczególnie spobała się Sisterhood Joga, skierowana do dziewczyn w ciąży, kobiet po 50 roku życia, podczas menstruacji lub cierpiących na PMS. Dla zwyciężczyni mamy 30-dniowy karnet na 4 wejścia. Komu komu?

Facebook/Instagram

*

SKŁADNIKI SZCZĘŚCIA

Twórczynią Składników Szczęścia jest Ewa Bonder, trenerka odżywiania. Zgodnie z jej filozofią, jedzenie to piękne doznanie, które powinno dawać zdrowie, siłę i radość. Zadaniem Ewy jest pomoc w wypracowaniu zdrowej relacji z jedzeniem i nauka zasad pozwalających trwale opanować dietę równowagi. Dlatego jej szkolenia z technik uważnego jedzenia przykuły naszą uwagę. My zalatane mamy, chwytające za jagodziankę w sklepie Społem zamiast za pożywne, zbalansowane śniadanie, jak nikt inny potrzebujemy jej pomocy. Jedna z was ma na to szansę – wystarczy odpowiedzieć na pytanie konkursowe.

Strona internetowa/ Facebook

*

STAN SKUPIENIA

Najtrafniej o tym miejscu mówią ci, którzy je stworzyli: Stan Skupienia to kameralna przestrzeń dedykowana pracy z ciałem. Miejsce, w którym można zatrzymać się, odetchnąć, dać zwolnić myślom, a ciału zregenerować się i wyciszyć. I ja się z tym zgadzam, bo rzeczywiście moment, w którym przestępujesz próg pracowni i żegnasz się z harmidrem Placu Zbawiciela  ma w sobie coś z magii. Znajdziesz tu przestrzenne, wypełnione zielenią sale do jogi, mindfulnessu, treningu mięśni dna miednicy, pilatesu, a także profesjonalny gabinet osteopatyczny. Dla tej, która zawadiacko odpowie na  pytanie konkursowe Stan Skupienia przekaże miesięczny karnet na 4 wejścia. Próbujcie!

Strona internetowa/Instagram

*

ZASADY KONKURSU

Mamy dla Was 10 nagród, które pozwolą dopieścić ciało, dać mu stosowny wycisk, ale też ukochać, nakarmić i napoić. Karnety na jogę albo dancehall, spotkanie z trenerką sportową i trenerką żywienia, masaże, mani i pedi – chciałoby się spróbować każdej z tych cielesnych uciech. Nic prostszego – wystarczy napisać w komentarzu, jak się czujesz, stojąc nago przed lustrem. Nasi jurorzy, czyli założyciele wyżej wymienionych marek i miejsc, wybiorą spośród nich 10 najlepszych, a ich autorkom przyznają nagrodę. Pamiętajcie – każdy z jurorów wybiera tylko jedną odpowiedź i przygotowuje dla jej autorki prezent. Dzielcie się swoimi ciałolubnymi odpowiedziami do niedzieli 11 sierpnia. Wyniki ogłosimy 13 sierpnia.

*

WYNIKI KONKURSU

Dziewczyny, jesteśmy poruszone, Niagara z oczu i serce w kawałkach. Znów rozbroiłyście nas i jurorów swoją szczerością. Dzięki waszym komentarzom zapragnęłam reportażowo zbadać temat postrzegania ciała przez matki małych i nieco większych dzieci (szczegóły wkrótce!). A tymczasem ogłaszam wyniki konkursu, niech nagrody pięknie wam służą, niech się przydają i pociągną za sobą niekończący się proces osiędbania. Takiego, co wchodzi w krew i każe znaleźć na siebie czas choćby wszystko wokół stanęło na głowie. Zwyciężczynie – a jesteście nimi wszystkie, bez wyjątku – powiadomimy o odbiorze nagród mailowo. Czekajcie na wiadomość. Gratulacje, kochane!

Ayurveda Heaven wybiera komentarz Pauliny:
Dumę, wdzięczność, wyrozumiałość. Za dwie ciąże, dwa wymagające porody, za to, że mnie nosi, za to że jest w nim życie, za to ile ze mną przeszło trudnych chwil, za to, że wytrwało gdy je zaniedbywałam, że jest przy mnie cierpliwie. Nie było tak zawsze.

I nagradza voucherami na 100 zł na zabieg faceliftingu 2 dodatkowe osoby:
Marysię : Od dziecka stojąc przed lustrem po kąpieli robię miny i wyginam się, naśladując różne pozy. Mam 37 lat i nadal jest tak samo zabawnie. Dobry humor ratuje mnie w tej.krotkiej chwili, zanim podejmę decyzję – dziś sie w lustrze skrytykuję czy pokocham?
Martę: Patrząc na swoje odbicie czuję do niego sympatię, lubię je, jest moje i mam je jedno. I choć czasem się nie lubimy, bo umówmy się to trudna miłość i jak każda relacja, relacja z ciałem też się zmienia. Ja to ciało, Kartezjusz i jego dualizm odszedł do lamusa. Z wiekiem nabieram do mojego ciała więcej miłości i szacunku. Gdy mam dni, kiedy czuję się mniej atrakcyjna, gdy tej akcpetacji mi trochę brakuje, aby poprawić ten stan myślę o nim w kategoriach sprawności, zdrowia,. Wiem, że ciało nie musi być ładne i idealne (tak jak indukuje nam to marketing), tylko sprawne i zdrowe. Gdy dbam aby takie było, od razu jest mi lepiej i lżej. Staram się nie „biczować” za dodatkowe kilogramy, które czasem mi wpadną. Powoli uczę się podchodzić do tego ze spokojem i lubię ten spokój. Pomaga mi w tym joga i psychologia oraz to jakich zmian dokonały w mojej świadomości. Praca nad sobą, nad ciałem i nad relacją z nim jest trudna, ale potrzebna. Moje ciało to mój dom.

Dobre Ziele wybiera komentarz So:
Patrzę na swoje ciało jak na mapę doświadczeń i zbiór historii. Uśmiecham się i widzę stopy brudne od chodzenia boso po ogrodzie, a na paznokciach lakier, który już częściowo gdzieś zniknął. Ładnie wyrzeźbione łydki byłej baletnicy, teraz pokryte złotymi włoskami. Kilka siniaków na nogach, szczególnie na kolanach. Uda ze śladami po ugryzieniach przez komary. Mniej opalona skore na wzgórku łonowym, a na nim ciemne włoski. Lekko zaokrąglony brzuszek z małym pępkiem w kształcie łezki. Ładne okrągłe piersi, lewa odrobine większa od drugiej. Krzywe wystające obojczyki i drobne ramiona pokryte piegami lata. Dość szczupłe, choć bardzo silne ręce z wyjątkowo pomarszczonymi dłońmi. Twarz, która najbardziej lubię naturalna i zaraz po obudzeniu. Włosy, oczy i skora są w oliwkowo złotym kolorze, w różnych odcieniach. Jestem dumna z siebie, ze tyle dałam sobie już zrobić w moim życiu, a ciało jest moja świątynia, na które patrzę z dumą.

Dobrze Mi Tu wybiera komentarz Niuf:
Gdy stoję przed lustrem widzę fighterkę. Patrzę jej w oczy i dostrzegam w nich ile przeszła w ciągu zaledwie 28 lat swojej drogi. Na twarzy widzę zmarszczki szczęścia i cierpienia. Widzę ciało, które było domem dla trójki małych ludzi. To, które żywiło przez kilka lat innych. Widzę przeszłość, która nakreśliła na nim różne znaki, niekiedy malowidła, tworząc ostatecznie jeden spójny obraz. Widzę blizny wojowniczki. I w tym momencie niemożliwe dla mnie nie istnieje.

Mano wybiera komentarz Takiej Jednej:
Dobrze się czuję ze swoim ciałem. Choć go za dużo (nawet wskaźnik BMI mi o tym przypomina). I ubrania leżące w szafie od lat (za małe przydasie w rozm. 38). Moje ciało jest niesubordynowane – wymyka się tu i ówdzie standardom. Ale jest moje. Ciepłe. Żywe. Choć niekompletne. Ale i tak uważam się za szczęśliwą. Dbam o moje ciało. W gabinecie kładę się na stole do masażu. Odchylam część szlafroka. I… widzę ten wstrzymany ruch dłoni masażysty. Na ułamek sekundy. Jak zawahanie. I spojrzenie, które z okolic mojego mostka przenosi się nagle na ściany i sufit… Brak piersi boli. W takich chwilach nawet bardzo.

Nailed It wybiera komentarz Kingi:
Przyłapałyście mnie! Ale przewrotnie nie na wpatrywaniu się w swoją gołą pupę w lustrze, tylko na nierobieniu tego, właściwie nigdy. To przez pośpiech – ubranie się jest ostatnią rzeczą, którą robią przed wyjściem z domu, na którą mam więc minutę i a rozbiórka to ten moment, kiedy marzę żeby ubrać się w piżamę. Także nie ma tu czasu na face to face, czy raczej body to body w lustrze. Poszłam więc teraz, choć trochę głupio mi było, plus lekki stresik, co tam zobaczę;) Zobaczyłam siebie. No i fajnie:) Nie, że wow i szał, ale też nie że bleeeh. Popatrzyłam, uznałam że wszystko się zgadza – ilość kończyn, rozmiar piersi, pępek jak nie wystawał, tak nie wystaje. To tak jakby moje odbicie w lustrze mi zaśpiewało słowami Maanamu”Nie oceniaj mnie, ani dobrze ani źle – po prostu bądź i patrz”. I tak też zrobiłam.

Na Temat Piękna wybiera komentarz Magdy M.:
Dzieci śpią. Wchodzę do łazienki, rozbieram się, patrzę na siebie i myślę: „Niezła robota dziewczyno. Wyglądasz świetnie będąc samodzielną matką dwójki Młodych. Tylko jesteś zmęczona, to wszystko. A że włosy od Garniera za 15 zł z Rosska, sukienka dzisiaj niedoprasowana, a pazy trochę obskrobane i po nocnych stemplach, bo malowane na szybko przy kieliszku wina gdy wczoraj już Młode zasnęły… no cóż. Rano wstanę i poprawię koronę.

Nat Fit wybiera komentarz Joanny:
Gdy mam dobry nastrój, patrzę na siebie i myślę: ,,uuu, nie jest źle”. Ale gdy słaby dzień, nastrój depresyjny lub dla odmiany nerwowy, to spojrzenie w lustro nie ma sensu. Negatywne myśli o sobie, postanowienie w chwilach rozpaczy „będę ćwiczyć codziennie i zdrowo jeść” załamuje się bardzo szybko. Wszystko siedzi w głowie, wiem to od dawna. Ale jak tę głowę odczarować w pędzącej Warszawie, kiedy pomyśleć tylko o sobie. Mam w głowie ciągle checklisty, zajęcia dodatkowe dzieci, brak mojego miejsca na podladowanie baterii, na relaks, na wysiłek, od dawna brak miejsca dla mnie..

Nieboskłon obdarowuje wszystkie dziewczyny, które wzięły udział w konkursie wejściówką na zajęcia Sisterhood Yogi.

Składniki Szczęścia wybierają komentarz Navi:
Kochane ciało. Chciałabym móc powiedzieć że gdy widzę Cię w lustrze akceptuję bez mrugnięcia. Że ten brzuch po dwóch ciążach mnie nie rusza. Że parę kilogramów nie uwiera. Ale to nie Twoja wina. Ty wykonujesz świetną robotę, to ja nawalam. W gąszczu teorii, ze słabą wolą, wciąż schodząca na dobrą drogę i błądząca. Ale hej, nie martw się. Z małą pomocą wyjdziemy na prostą i jeszcze uśmiechnę się na Twój widok w lustrze.

Stan Skupienia wybiera komentarz Izy:
Jeszcze kilka miesięcy temu napisałabym, że patrząc na siebie nago w lustrze czuje się źle, widziałam wtedy tylko odstający brzuch, grube uda i za duże, obwisłe cycki. Tylko wiecie co, pojawilo sie pewne ale! Tym ale było to, ze zaczęłam sie zastanawiać dlaczego patrze na siebie tak krytycznie, no ok, moze Ania Rubik ze mnie nie jest, ale czy jest to takie wazne? Nasze cialo to mala swiatynia, a kiedy na jakis budynek patrzymy z odraza, inni tez zaczynaja go tak postrzegac, wazne zebysmy sami umieli dostrzec to co piekne! Bedac studentka poloznictwa, patrzac na cud narodzin, sile tych kobiet, zdalam sobie sprawe, ze to my kreujemy to jacy jestesmy, jaki my oraz inni maja stosunek do naszego ciala bo wlasnie tak jak pisalam wczesniej jest to swiatynia, plotno o ktorego losie same musimy zdecydowac. Przechodzac do meritum teraz patrzac na siebie nago w lustrze widze ogromny usmiech na twarzy, oczy pelne radosci, piersi, ktore kiedys wykarmia swoje dziecko, klatke piersiowa, w ktorej jest wielkie serce, nogi, ktore dobiegna wszedzie i poprowadza mnie na koniec swiata! Piekna, otwarta swiatynia o ktora musze dbac wtedy mi sie odwdzieczy jak nikt inny.

 

41 komentarzy

  • Kasia:

    Nago przed lustrem czuję się szczęśliwa. Nawet zaczęłam się uśmiechać do siebie nago w lustrze. Bo wszystkie najlepsze rzeczy spotkały mnie w życiu kiedy byłam nago. Narodziny moje, narodziny synka, nie mówiąc już o jego powstaniu ;). Bo nigdy nie umiałam się dobrze ubrać, Ale z rozebraniem się już nie mam problemu. Wtedy po człowieku widać dużo więcej. Dosłownie i w przenośni 🙂

    Odpowiedz
      • Joanna L:

        Walczę z tym, aby przed lustrem czuć się szczęśliwą. Zauważam, że czasem świadomie unikam spojrzenia w nie, podczas przebierania się. Są dni, kiedy czuję się dobrze, wtedy nawet przed lustrem to lubię się powyginać, ale wystarczy jakaś drobnostka, która się wydarzy w ciągu dnia i cała pewność siebie leci na łeb na szyję. I tak jest w zasadzie od dojrzewania. To chyba serio czasem zależy od dnia cyklu. Zbliżam się do 30stki i staram się inaczej spoglądać na właśnie ciało i zmiany w nim, i mimo że nie jest idealne, to dużo bardziej je akceptuję niż będąc nastolatką. Na pewno staram się spoglądać bardziej mądrze, dojrzalej, przez swoje własne oczy, a nie w sposób rozemocjonowany, oceniajacy, jakby oczami innych.

        Odpowiedz
  • Joanna K:

    Co czuję? Pierwsze co przychodzi mi na myśl to „o boże co to za blizna jak to wygląda, co to za zwisajacy kawał skóra?” Łzy napływają do oczu bo tak chciało by się odzyskać cialo sprzed 3 ciąż… Ale po chwili zastanowienia cofam wszystkie te słowa, wyganiam z głowy te negatywne myśli bo przecież to cialo tyle przeszło, tyle z siebie dało, było mieszkaniem przez 26miesiecy dla moich maluchów… I co teraz czuję? Określ to jednym slowem: szacunek…

    Odpowiedz
  • Natalia:

    Zastanawiam się, gdzie zniknęła tamta dziewczyna i czy to ta baba ją pożarła? Patrzę na siebie i chciałabym siebie przytulić i poczuc, ze powrót do formy i lubienia swojego odbicia jest w zasięgu ręki.

    Odpowiedz
  • Paulina:

    Dumę, wdzięczność, wyrozumiałość.
    Za dwie ciąże, dwa wymagające porody, za to, że mnie nosi, za to że jest w nim życie, za to ile ze mną przeszło trudnych chwil, za to, że wytrwało gdy je zaniedbywałam, że jest przy mnie cierpliwie.
    Nie było tak zawsze.

    Odpowiedz
  • Bar:

    Mam 38 lat. Dopiero teraz pokochałam swoje ciało. Nigdy przed tem nie czułam do niego szacunku, miłości. Teraz jest mi z nim bardzo dobrze. Nago przed lutrem czuję się sobą i jest mi z tym dobrze.

    Odpowiedz
  • Dorota:

    Kiedyś nie lubiłam siebie nago. Uważałam, że wszędzie czegoś za dużo: tłuszczu, włosów, zmarszczek… za to zamiast piersi dwa małe pryszcze 😳teraz mogę stać nago przed lustrem i nie wstydzę się tego widoku. Czuję się jak w ubraniach, a nawet lepiej! Co prawda po ciąży wyglądam jak przed nią, ale chyba właśnie dzięki niej pozbyłam się kompleksów 🥰

    Odpowiedz
  • Ania:

    Myślę, że jeszcze niedawno myślałam – hej, nie jest tak źle jak na czterdziestkę. Aż ktoś sprowadził mnie do parteru. I teraz widzę tylko co złe. Ale walczę z czym mogę, staram się zaakceptować to, z czym nie wygram i myślę – jeszcze mu pokażę!

    Odpowiedz
    • Magda M.:

      Dzieci śpią. Wchodzę do łazienki, rozbieram się, patrzę na siebie i myślę: „Niezła robota dziewczyno. Wyglądasz świetnie będąc samodzielną matką 2-ójki Młodych. Tylko jesteś zmęczona, to wszystko. A że włosy od Garniera za 15 zł z Rosska, sukienka dzisiaj niedoprasowana, a pazy trochę obskrobane i po nocnych stemplach, bo malowane na szybko przy kieliszku wina gdy wczoraj już Młode zasnęły… no cóż. Rano wstanę i poprawię koronę 😉

      Odpowiedz
  • Kinga D.:

    Przyłapałyście mnie:) Ale przewrotnie nie na wpatrywaniu się w swoją gołą pupę w lustrze, tylko na nierobieniu tego, właściwie nigdy. To przez pośpiech – ubranie się jest ostatnią rzeczą, którą robią przed wyjściem z domu, na którą mam więc minutę i a rozbiórka to ten moment, kiedy marzę żeby ubrać się w piżamę. Także nie ma tu czasu na face to face, czy raczej body to body w lustrze. Poszłam więc teraz, choć trochę głupio mi było, plus lekki stresik, co tam zobaczę;) Zobaczyłam siebie. No i fajnie:) Nie, że wow i szał, ale też nie że bleeeh. Popatrzyłam, uznałam że wszystko się zgadza – ilość kończyn, rozmiar piersi, pępek jak nie wystawał, tak nie wystaje. To tak jakby moje odbicie w lustrze mi zaśpiewało słowami Maanamu”Nie oceniaj mnie, ani dobrze ani źle – po prostu bądź i patrz”. I tak też zrobiłam:)

    Odpowiedz
  • Kasia:

    To zależy od fazy cyklu 🙂 A tak serio, to im jestem starsza, tym bardziej je akceptuję i podchodzę do niego z większym spokojem. Może to paradoks. Myślę, że wynika to z większej świadomości i większej dbałości o ciało, które staram się regularnie „dopieszczać”, a nie „katować”. A więc świadoma pielęgnacja, odpowiednia dawka ruchu (już wiem dokładnie jaki rodzaj ruchu służy mojemu ciału), masaże, zdrowy tryb życia. Ciało się wtedy odwdzięcza.

    Odpowiedz
  • Joanna:

    Gdy mam dobry nastrój, patrzę na siebie i myślę: ” uuu, nie jest źle”. Ale gdy słaby dzień, nastrój depresyjny lub dla odmiany nerwowy, to spojrzenie w lustro nie ma sensu. Negatywne myśli o sobie, postanowienie w chwilach rozpaczy „będę ćwiczyć codziennie i zdrowo jeść” załamuje się bardzo szybko. Wszystko siedzi w głowie, wiem to od dawna. Ale jak tę głowę odczarować w pędzącej Warszawie, kiedy pomyśleć tylko o sobie. Mam w głowie ciągle checklisty, zajęcia dodatkowe dzieci, brak mojego miejsca na podladowanie baterii, na relaks, na wysiłek, od dawna brak miejsca dla mnie..

    Odpowiedz
  • lenaj:

    Stojąc przed lustrem widze odzwierciedlenie moje skołotanego wnętrza dążącego do harmoni ale, przed nim jeszcze troche drogi. Widze młodą silną dziewczyne przypominającą smukłe kobiety z aktów klasycystycznych pięknych ale, niedoskonałych, z nieprzespaną nocą za sobą, ciężkim posiłkiem albo kłótni z bliskimi. Gdzieś pośrodku tego jestem ja którą,widać w blasku oczu i szczerym uśmiechu który warto sobie w lustrze posyłać 🙂

    Odpowiedz
  • Aga:

    Kiedy stoje nago przed lustrem przywoluje sytuacje ze sklepu Biedronka… kiedy Pani kasjerka poprosila mnie o dowod osobity skanujac butelkę prosecco.

    Uczę się być fanką swojego ciała i nie odwracać oczu od niedoskonałości – co w wieku 42 lat wymaga samozaparcia…

    Odpowiedz
  • Olka:

    Widze w lustrze silną, niezależną, pewną siebie kobietę. W ciele nastolatki, drobnym i kruchym ciele. O które dawno nikt nie dbał. I jak pomyślę czego dokonało, 3 ciąże i 5 lat karmienia piersią, to jestem pełna podziwu dla mojego ciała mimo że wątłe to jednak silne.

    Odpowiedz
  • Anu:

    Czuje sie coraz lepiej. Akceptacja przyszla z czasem, oswajania niedoskonalosci, ukochania okraglosci, zagladania do swojej duszy. Jestem „tu” tylko na chwile, i chce isc przez zycie, z blyskiem w oku, lekkoscia i radoscia, traktujac swoje cialo z lagodnoscia. Czasami dac mu wycisk na jodze, a czasami dac polezec na kanapie. Bez stresu i porownan do innych.

    Odpowiedz
  • Jk:

    Nagie ciało kiedyś bardzo dużo chciało.
    Chciało chudości, zamiast miłości.
    Chciało opalenizny, zamiast siwizny.
    Lata leciały, pragnienia się zmieniały…
    Nagie ciało metrykę już odmierzać przestało.
    Lubi swoje krągłości, nie czuje już złości.
    Patrzy z podziwem na swojego syna
    i z dumą myśli o właścicielce: „dzielna dziewczyna”.
    Nagie ciało oswoić się dało,
    choć całkiem długo to trwało.
    Teraz jest spokojem ukojone,
    a ze swych osiągnięć zadowolone.

    Odpowiedz
  • Zooli:

    Przy 4 facetach w małym mieszkaniu, nie mam jak stanąć nago i chyba nie dążę do tego. Moje wyobrażenie o sobie jest łaskawsze od rzeczywistości – więc rozpoczęłam swoją przyjaźń z jogą, którą poznaję, smakuję i zmagam się z ciałem….

    Odpowiedz
  • Ula:

    To, jak się czuję patrząc na swoje ciało, zależy od chwili. Momentu życia, momentu dnia, momentu cyklu. Czasem jestem zachwycona, czasem zasmucona, a czasem wszystko mi jedno. Uczę się jednak akceptować zarówno podobno pełne pychy zadowolenie, jak i podobno karygodny brak akceptacji poprzez patrzenie na siebie po prostu z czułością.

    Odpowiedz
  • So:

    Patrzę na swoje ciało jak na mapę doświadczeń i zbiór historii.
    Uśmiecham się i widzę stopy brudne od chodzenia boso po ogrodzie, a na paznokciach lakier, który już częściowo gdzieś zniknął. Ładnie wyrzeźbione łydki byłej baletnicy, teraz pokryte złotymi włoskami. Kilka siniaków na nogach, szczególnie na kolanach. Uda ze śladami po ugryzieniach przez komary. Mniej opalona skore na wzgórku łonowym, a na nim ciemne włoski. Lekko zaokrąglony brzuszek z małym pępkiem w kształcie łezki. Ładne okrągłe piersi, lewa odrobine większa od drugiej. Krzywe wystające obojczyki i drobne ramiona pokryte piegami lata. Dość szczupłe, choć bardzo silne ręce z wyjątkowo pomarszczonymi dłońmi. Twarz, która najbardziej lubię naturalna i zaraz po obudzeniu. Włosy, oczy i skora są w oliwkowo złotym kolorze, w różnych odcieniach.
    Jestem dumna z siebie, ze tyle dałam sobie już zrobić w moim życiu, a ciało jest moja świątynia, na które patrzę z dumą.

    Odpowiedz
  • Gosia:

    Stanie nago przed lustrem? Kto ma na to czas?! Bardziej biegnę nago przy lustrze, zerkając jednym okiem jak to moje ciało się ma… czasem ma się lepiej, czasem gorzej… zależy od dnia, nastroju, a nawet oświetlenia… Czasem widzę tylko za bardzo odstający od reszty brzuch, myśląc o sobie i swoich żywieniowych nawykach same niepochlebne rzeczy, a czasem uwagę moją przykuwają te części mojego ciała, z których jestem bardziej zadowolona: „te nogi, takie opalone, są całkiem, całkiem”, „piersi jeszcze całkowicie nie poddały się grawitacji, yupi!”. Tyle myśli w tym krótkim przelocie między ogarnianiem potrzeb całego domostwa… Każde z wymienionych w artykule, wspaniałych miejsc, wydaje mi się tak potrzebne… czytam i myślę: tak! już! biegnę! natychmiast!… Ale zaraz pojawia się wątpliwość – tylko kiedy? Już teraz jest tak mało czasu, a jeszcze ja tu chcę coś wciskać. Ale to w r e s z c i e byłoby coś dla mnie!! A z takiej wygranej przyjemności ciężko nie skorzystać… a jak nie wygram to zacznę chociaż od tego dokładnego przyjrzenia się sobie w lustrze….

    Odpowiedz
  • Karina:

    Jest już lepiej… Dzięki nim…i chyba niemu…
    Przeszłam już etapy płaczu i myśli o operacji plastycznej.
    Od zawsze byłam chuda (choć wszystkich poprawiam, że szczupła) i totalnie płaska. Totalnie 🙁
    Wydawało mi się, że nigdy nie zaakceptuję siebie takiej i nikt nie pokocha takiego ciała.
    Ktoś na górze stwierdził jednak, że może nie do końca jest tak źle, że pojawił się na mojej drodze długowłosy artysta. Pokochał mnie z całym dobrodziejstwem, mimo, że z mojej strony odkrywanie się nie było takie łatwe.
    Ale swoją niekształtną kobiecość pokochałam dzięki mojej pierwszej córeczce. Poczułam się znacznie pewniejsza siebie. Bardziej kobieca. Ale chyba jednak nie do końca, bo na 30 urodziny obiecałam sobie operację plastyczną. Umowy samej ze sobą nie dotrzymałam. Zaszłam w ciążę bliźniaczą, po której została dziura w brzuchu (czytaj przepuklina pępkowa), pomarszczona skóra, cudowny syn i jeden aniołek na górze więcej :-(.
    Te trudne doświadczenia uświadomiły mi, że dla moich dzieci jestem najlepszą mamą świata i będą szczęśliwe jeśli ja będę uśmiechnięta, a nie zakompleksiona i wiecznie kuląca się przed światem.
    Dla męża chciałabym być mega atrakcyjna, ale jedynie ze swobodnymi myślami i brakiem blokady możemy osiągnąć prawdziwe szczęście.
    A więc tak, jest już nieźle… 🙂

    Odpowiedz
  • Vilu:

    Stoję. Patrzę. Czuję podziw, czuję wdzięczność. Moje ciało zmęczone, spracowane trudną ciążą. Zaniedbane jeszcze trudniejszymi początkami macierzyństwa, odstawione na boczny tor, pozostawione samo sobie, silniejsze niż mogłabym przypuszczać, nadal daje z siebie wszystko, ciągnie mnie do przodu tam, gdzie ja już nie mam siły, gdzie głowa już wysiadła. Wieczorem, patrząc sobie w oczy, rozumiemy się bez słów, opuszki palców na lustrze przekazują energię.

    Odpowiedz
  • Taka jedna:

    Dobrze się czuję ze swoim ciałem. Choć go za dużo (nawet wskaźnik BMI mi o tym przypomina). I ubrania leżące w szafie od lat (za małe przydasie w rozm. 38). Moje ciało jest niesubordynowane – wymyka się tu i ówdzie standardom. Ale jest moje. Ciepłe. Żywe. Choć niekompletne. Ale i tak uważam się za szczęśliwą.
    Dbam o moje ciało. W gabinecie kładę się na stole do masażu. Odchylam część szlafroka. I… widzę ten wstrzymany ruch dłoni masażysty. Na ułamek sekundy. Jak zawahanie. I spojrzenie, które z okolic mojego mostka przenosi się nagle na ściany i sufit… Brak piersi boli. W takich chwilach nawet bardzo.

    Odpowiedz
  • Ania:

    Niestety stając przed lustrem nie czuję się szczęśliwa. Kiedyś byłam chudsza, teraz troszkę przytyłam i nie mogę siebie zaakceptować. Nie jestem gruba, ale wiem, że za gruba według moich wymagań wobec samej siebie. Chciałabym wreszcie poczuć się lepiej, czuć się dobrze w ubraniach i wyglądać „jakoś”, a nie „nijakoś”. A jeszcze jak wyskoczy mi coś na twarzy, to czuję się jeszcze gorzej- no bo ani ciało, ani twarz są takie „nijakie”. Chciałabym wyglądać, ale przede wszystkim czuć się fantastycznie we własnym ciele. Bo podobno ciało bogini za nic się nie wini, ale ja tego jeszcze nie czuję …

    Odpowiedz
  • Iza:

    Jeszcze kilka miesiecy temu napisalabym, ze patrzac na siebie nago w lustrze czuje sie zle, widzialam wtedy tylko odstajacy brzuch, grube uda i za duze, obwisle cycki. Tylko wiecie co, pojawilo sie pewne ale! Tym ale bylo to, ze zaczelam sie zastanawiac dlaczego patrze na siebie tak krytycznie, no ok, moze Ania Rubik ze mnie nie jest, ale czy jest to takie wazne? Nasze cialo to mala swiatynia, a kiedy na jakis budynek patrzymy z odraza, inni tez zaczynaja go tak postrzegac, wazne zebysmy sami umieli dostrzec to co piekne! Bedac studentka poloznictwa, patrzac na cud narodzin, sile tych kobiet, zdalam sobie sprawe, ze to my kreujemy to jacy jestesmy, jaki my oraz inni maja stosunek do naszego ciala bo wlasnie tak jak pisalam wczesniej jest to swiatynia, plotno o ktorego losie same musimy zdecydowac. Przechodzac do meritum teraz patrzac na siebie nago w lustrze widze ogromny usmiech na twarzy, oczy pelne radosci, piersi, ktore kiedys wykarmia swoje dziecko, klatke piersiowa, w ktorej jest wielkie serce, nogi, ktore dobiegna wszedzie i poprowadza mnie na koniec swiata! Piekna, otwarta swiatynia o ktora musze dbac wtedy mi sie odwdzieczy jak nikt inny 🙂

    Odpowiedz
  • Joanna:

    Nago…przed lustrem…czuję smutek, przerażenie i frustrację a z drugiej strony fascynację, niedowierzanie i wdzięczność. Smutek i frustrację z powodu tego, gdzie w tej chwili jestem i jak wyglądam. Słaba, wycieńczona, z gigantyczną nadwagą. Bez kondycji, z bolącymi stawami i kręgosłupem. Chce mi się płakać i krzyczeć, że to nie mogę być ja! A z drugiej strony…moje ciało 9 miesięcy temu wydało na świat dwóch magicznych CHŁOPAKÓW BLIŹNIAKÓW. Karmiło ich, pomagało się stawać, rosnąć, rozwijać. I są! Narodzili się oni. Niepokorni, wiecznie podekscytowani i zafascynowani między innymi moim ciałem. Uwielbiają „atakować mamę” jak małe wilczki i zatapiać się ze śmiechem w mój tak bardzo znienawidzony przeze mnie brzuch. Obdarowują nieudolnymi buziakami moje, odrzucane przeze mnie, nogi i ramiona. Dla nich ja po prostu jestem mamą i miłością. Więc jak to jest, gdy nago stoję przed lustrem? Po prostu chciałabym się poczuć lepiej i odnaleźć nową mnie. Szczęśliwą, silną i sprawną mamę chłopaków bliźniaków <3

    Odpowiedz
  • martac:

    Patrząc na swoje odbicie czuję do niego sympatię, lubię je, jest moje i mam je jedno. I choć czasem się nie lubimy, bo umówmy się to trudna miłość i jak każda relacja, relacja z ciałem też się zmienia. Ja to ciało, Kartezjusz i jego dualizm odszedł do lamusa. Z wiekiem nabieram do mojego ciała więcej miłości i szacunku. Gdy mam dni, kiedy czuję się mniej atrakcyjna, gdy tej akcpetacji mi trochę brakuje, aby poprawić ten stan myślę o nim w kategoriach sprawności, zdrowia,. Wiem, że ciało nie musi być ładne i idealne (tak jak indukuje nam to marketing), tylko sprawne i zdrowe. Gdy dbam aby takie było, od razu jest mi lepiej i lżej. Staram się nie „biczować” za dodatkowe kilogramy, które czasem mi wpadną. Powoli uczę się podchodzić do tego ze spokojem i lubię ten spokój. Pomaga mi w tym joga i psychologia oraz to jakich zmian dokonały w mojej świadomości. Praca nad sobą, nad ciałem i nad relacją z nim jest trudna, ale potrzebna. Moje ciało to mój dom.

    Odpowiedz
  • Marlena:

    Gdy stoję przed lustrem to widzę ciało, które coraz szybciej zaczyna się zmieniać. Przed 30 – tką czas jakby stał w miejscu a teraz co róż coś nowego na nim odkrywam. Z ciekawością przyglądam się sobie a towarzyszy temu refleksja, że każdy człowiek i organizm żywy z wiekiem się zmienia. To naturalne, interesujące i przede wszystkim nie do zatrzymania. Coraz bardziej widzę jak kult wiecznej młodości jest krzywdzący i bezsensowny. Doceniam, że w moim ciele rozwijały się dwa nowe życia, mogłam je bezpiecznie urodzić a matka natura obdarowała mnie instynktem by zapewniać dzieciom to co najważniejsze. Napawa mnie dumą widok moich obwisłych piersi, bo wiem, że spełniły swoją rolę. Rozstępy miałam już będąc nastolatką i nigdy nie zwracałam na nie szczególnie uwagi. Zmarszczki na twarzy świadczą o tym jak często się śmieję (i złoszczę). Jest mi z nimi ok. Gdy w łazience jest ze mną moja córka, opowiadam jej o tym jakie zmiany dostrzegam i z czego one wynikają. Mam ogromną nadzieję, że we wszechobecnej obsesji na temat ciała będzie akceptowała swoje i dostrzegała swoje walory, zamiast myśleć co zoperować by było idealne.

    Odpowiedz
  • Ag:

    Jak się czuję? Pełna wątpliwości. Przez długi czas była osoba która zapewniała mnie o tym, że jest wspaniale i nie muszę się martwić o swoje ciało. Teraz zostałam z tym ciałem sama. Czy ono kiedyś jeszcze zostanie obdarowane komplementami które sprawią że wiara w siebie wróci? Czy powinnam zacząć od komplementowania samej siebie? Sprawdzę to zaraz. Dziękuję.

    Odpowiedz
  • Marta:

    Widzę moje ciało, będące odzwierciedleniem mojego trzydziestosześcioletniego życia. Chwile radości w jędrnych boczkach, uśmiech w okolicach pępka i w dołkach na policzkach. Widzę troskę o dorastające już dzieci gdy przede mną nagi biust – nie taki jaki bym chciała.. i życie w pędzie widzę gdy włos rozwiany na mojej głowie króluje. Widzę ciut obolałe nogi, które niosą ciężar codziennych wyzwań i zerkam ukradkiem na zmieniające się z wiekiem dłonie, którymi dotykam bliskich. Czasem też zapłaczę… Bo jeszcze nie do końca to moje ciało szanuje.

    Odpowiedz
  • Jeśli staję przed lustrem, jeśli staję przed nim naprawdę, zatrzymuję się, nie tylko przebiegam w przelocie, jeśli patrzę na siebie, jeśli się oglądam, a nie tylko zerkam w pośpiechu, to musi to być niedziela. Po całym tygodniu w biegu za dziećmi, po gonitwie sprzątań, prań i zmywań, zerkam najpierw na swoje dłonie. To mój czas. Czas dla mamy, którą się stałam. W którą się gdzieś tam, kiedyś, przeobraziłam. Nie od razu, nie w jeden dzień wcale, ale dzień po dniu. Miesiąc po miesiącu. Rok po roku. Przypominam sobie, jak kiedyś poruszały się moje dłonie. Jak motyle. Czerwone płatki paznokci błyszczały na nich i mieniły się w słońcu. Nie tańczą już dzisiaj. Służą mi do pomocy. Więc nie przyoblekam ich już w czerwień. Oszczędzam czas. Potem patrzę na stopy. One również kiedyś tańczyły. Wyniosłe, pełne gracji, na obcasach. Dzisiaj przemierzają na bosaka podłogę. Ospale chowają się w kapciach, w piasku piaskownic, w ogrodowej trawie. Chyba im dobrze, tak myślę, choć odebrano im wieczorne masaże, ciepłe kąpiele w solance, wieczorowy szyk. Trochę może im się przytyło. A może to opuchlizna. Jak na kolanach. Czasem chcę sprawdzić na zdjęciach, czy zawsze tak wyglądały. Ale na to też ciężko mi znaleźć czas. Może kiedyś, kiedy uda miałam umięśnione, one na tych udach zaczepione, bardziej były harde, odważniej bardziej patrzyły do przodu. Dziś jakby się poddały. Trzeba coś zrobić z tymi udami, myślę sobie. Dzieci wyssały z nich cellulit, ale to nie prawda, że noszenie ich jest jak siłownia. Noszenie ich jest bardziej jak codzienne nadwyrężanie sobie krzyża. A więc plecy. Moje plecy marzą by leżeć. Marzą by być masowane. Kiedyś miałam piegi z tyłu, na łopatkach. Dzisiaj nie wiem. Staję bokiem, żeby sprawdzić. I sprawdzam, że nie posiadam już pośladków. Nogi przechodzą płynnie w plecy. Pewnie to z braku czasu na siedzenie. Ewolucja matczynego ciała nastąpiła niepostrzeżenie. Bezboleśnie. Bez pytania. Teraz jest ono bardziej użyteczne. Uproszczone. Bez zbędnych ozdobników. Gdybym pamiętała o wciąganiu brzucha, może jeszcze wróciłby na dawne miejsce. Ale nie pamiętam. Nie szczotkuję go suchą szczotką, nie robię mu peelingów, nie kąpie go w solach. Zamiast robić brzuszki, wieczorem zasypiam, karmiąc córkę. No właśnie. Piersi. Zwę je cycki, mniej pompatycznie. Bo też i one nie tak pompatycznie, jak kiedyś sterczą. Na grubych cielistych postronkach zawieszone. Bez koronek. Bez takiego jak dawniej animuszu.
    Na końcu patrzę na twarz.
    Czy to ja? Czy to ja, tamta dziewczyna, co nie czuła, jak płynie czas? Teraz ja, to ja mama. Czas upłynął. Patrzę w lustro i widzę ścieżki, którymi podążał. Widzę wielką bliznę na dole brzucha. Nie miałam czasu smarować jej serum na blizny. Ale lubię czuć jej grubość pod palcami. To lepsze niż tatuaż z datą Ich narodzin, myślę. Moje palce błądzą w górę. Powolnym ruchem oplatają ramiona.
    I nagle to czuję. Obejmuję się. Obejmuję tą dziewczynę w lustrze. Tą mamę. Jest piękna. Jest dzielna. Jest bardzo zmęczona. Kapią dwie wielkie łzy i płyną przez chwilę w dół. Tańczą na moim ciele i nie ma ich. Znikają.

    Odpowiedz
  • Navi:

    Kochane ciało. Chciałabym móc powiedzieć że gdy widzę Cię w lustrze akceptuję bez mrugnięcia. Że ten brzuch po dwóch ciążach mnie nie rusza. Że parę kilogramów nie uwiera. Ale to nie Twoja wina. Ty wykonujesz świetną robotę, to ja nawalam. W gąszczu teorii, ze słabą wolą, wciąż schodząca na dobrą drogę i błądząca. Ale hej, nie martw się. Z małą pomocą wyjdziemy na prostą i jeszcze uśmiechnę się na Twój widok w lustrze.

    Odpowiedz
  • Vesper:

    Te kawałki mojego ciała, które podobają się mi, nie podobają się innym. A te co lubią inni, są u mnie na cenzurowanym. Dlatego czuje się z nim dziwnie, jakby mnie ktoś zlepił z dwóch różnych kobiet, drobnej i oblepionej tłuszczem. Nienaturalna, dziwadło. Kto ja jestem?

    Odpowiedz
  • Marysia:

    Od dziecka stojąc przed lustrem po kąpieli robię miny i wyginam się, naśladując różne pozy. Mam 37 lat i nadal jest tak samo zabawnie. Dobry humor ratuje mnie w tej.krotkiej chwili, zanim podejmę decyzję – dziś sie w lustrze skrytykuję czy pokocham?

    Odpowiedz
  • Karolina:

    Kiedy stoję nago przed lustrem, widzę kobietę w 27 tygodniu ciąży, która za jakieś 10 tygodni przytuli wyczekaną córkę. Widzę ciało, które codziennie daje radę nosić ten cud, mimo że rok temu wydało na świat poprzedni. Być może to nie jest ciało, w którym zakochał się mój mąż, ale jest takie, które oboje kochamy teraz za coś zupełnie innego. I dopóki, będzie zdrowe nie zamierzam się przejmować tym, że się zmienia. I dobrze mi z tym, jak nigdy 🙂

    Odpowiedz
  • Karola:

    Dziś, tydzień po narodzinach mojego 3 dziecka, nago przed lustrem czuję się gotowa do działania. Choć ciało dalekie od doskonałości… chce dać mu dużo dobrego za te trzy ciążę, które ze mną przeszło. Już teraz staram się dobrze je karmić, suchoszczotkować i gimnastykować. Należy nam się, a co!

    Odpowiedz
  • Niuf:

    Gdy stoję przed lustrem widzę fighterkę. Patrzę jej w oczy i dostrzegam w nich ile przeszła w ciągu zaledwie 28 lat swojej drogi. Na twarzy widzę zmarszczki szczęścia i cierpienia. Widzę ciało, które było domem dla trójki małych ludzi. To, które żywiło przez kilka lat innych. Widzę przeszłość, która nakreśliła na nim różne znaki, niekiedy malowidła, tworząc ostatecznie jeden spójny obraz. Widzę blizny wojowniczki. I w tym momencie niemożliwe dla mnie nie istnieje..

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.