Ciało to dom

Trzy rozmowy na jeden temat

Czasem myślę, że ciało matki jest tematem tabu. Pozmieniane doświadczeniami staje się schowaną przed światem tajemnicą. No to my nie chcemy, by robiono z nas sekrety!

Moje ciało nie jest idealne. Po dwóch ciążach i karmieniach dwójki dzieci najbardziej zmieniły mi się piersi. Gdybym mogła, to życzyłabym sobie odzyskać te sprzed dzieci, ale po czterech latach przestałam już myśleć o ingerencji chirurga, z każdym rokiem wyglądają lepiej, a może z każdym rokiem mam dla nich więcej czułości? Moje ciało wykonało kawał dobrej roboty, jak miałabym go nie kochać? To pytanie postawiła Maria, jedna z moich trzech dzisiejszych rozmówczyń, bardzo do mnie trafia. Marta, kolejna bohaterka, mówi, że w ciąży poczuła, że jej ciało to dom. Dominika, przestała już ukrywać nogi z popękanymi po czterech ciążach naczynkami. Każda z nas akceptuje zmiany w ciele, każda z nas rozprawia się z nimi po swojemu, w swoim tempie. Mam nadzieję, że dzisiejszy trójgłos pomoże wam w waszych procesach. A może wywoła rozmowę o tym, co się z nami po ciążach dzieje i jak się z tym czujemy. Może mocniej pokażemy się światu, by nie musiał tworzyć fantazji na temat kobiecych ciał.

Dziewczyny, bardzo dziękuję za słowa, które powiedziałyście i za to, że zdecydowałyście się pokazać takimi, jakimi jesteście naprawdę. Jesteście piękne.

*

Marta, mama pięcioletniego Jurka, teorię zamienia w praktykę. Dużo doświadcza, wsłuchuje się w potrzeby swojego ciała. W prowadzonym przez nią OH LALA znajdziecie sporo zajęć, które pomogą wam zaprzyjaźnić się ze sobą. Marta wydaje się być swoją przyjaciółką. 

Powiedziałaś, że w ciąży nauczyłaś się słuchać swojego ciała, że to taki prezent na zawsze. Opowiedz o tym, proszę.

W ciąży po raz pierwszy poczułam, że moje ciało to dom. Nie tylko dla mojego synka, ale też dla mnie. Kiedyś traktowałam je zadaniowo, miało odpowiednio wyglądać – najlepiej jak z reklam bielizny Palmersa, którymi oklejona była swego czasu Warszawa, miało być sprawne i mi służyć. W ciąży zaczęłam się w nim rozgaszczać. Dopieszczać je. Bez zastanawiania się nad kimkolwiek innym niż ja sama. Przez długi czas w ciąży bardzo bolały mnie żebra, więc chodziłam na masaże, ćwiczyłam, spałam ze specjalną poduszką-wężem, który pomagał mi dbać o kręgosłup. Masowałam się też sama, miałam zajawkę na dobieranie olejków, które pomogą mi dobrze zadbać o krocze, skórę piersi i brzucha. I nie chodziło o to, żeby się komuś podobać. Nie chodziło też o to, żeby ciału było łatwiej wykonać zadanie, które dla niego przewidziałam. Wiedziałam, że to pożegnanie z czasem tylko dla siebie i skrzętnie z tego korzystałam. I chyba właśnie ten czas, który sobie dałam i uważność, którą sobie poświęciłam, dały rezultat, o który pytasz.

Dużo pracujesz z ciałem. Dlaczego to twoim zdaniem ważne? 

Jestem psycholożką i zawsze interesowało mnie to, jakie są powody, dla których ludzie są jacy są. Na studiach uczono nas jednak przede wszystkim pracy z umysłem. Ciało traktowane było mało wnikliwie. Pewnie dlatego chciałam uzupełnić wiedzę i zaczęłam się interesować psychologią cielesności, szczególnie w aspekcie relacji z kobiecością. Stąd wzięła się OH LALA, z poczucia, że jako kobiety możemy odzyskać ciało dla nas samych. I że warto to zrobić. Czerpać siłę ze zmysłowości, która nie musi wcale być prezentem dla mężczyzny, a może stać się naszym prywatnym źródłem mocy. A potem, kiedy Jurek był już na świecie, dopadły mnie poważne kłopoty, które sprawiły, że musiałam bardzo dużo pracować. Byłam pod wielką presją, w wiecznym stresie i miałam małe dziecko. Poczułam, że albo zajmę się swoim ciałem, albo ono zbuntuje się i od nadmiaru stresu i obowiązków po prostu się rozchoruje. Mówiąc wprost – czułam, że albo się sobą zajmę, albo dostanę raka. Szukałam ścieżek, które poczuję jako własne, i tak trafiłam na Alexandra Lowena i współczesną tantrę. W tym roku skończę 3-letni kurs tantryczny, prowadzony w monopłciowym, kobiecym zgromadzeniu. Pewnie to zabrzmi pompatycznie, ale uważam, że odzyskując kontakt z ciałem, kobiety mogą uczynić wiele dobrego dla siebie, swoich rodzin i całych społeczeństw, dlatego z przyjemnością angażuję się w pracę na tym polu.

Pamiętasz jakiś przełomowy moment w twojej pracy? 

Było ich kilka. Jedno związane z oddechem. Uczyłam się oddechu na pranajamie już przed ciążą, ale dopiero tantra pokazała mi, w jaki sposób nie tylko podążać za oddechem i uspakajać umysł, ale również, jak oddech może nauczyć mnie o mnie. O tym, czego potrzebuję, w jakim miejscu jestem, co czuję. Drugi ważny moment związany był z krzykiem. Kiedy nauczyłam się uwalniać emocje poprzez głos, poczułam, jakby puściły tamy, które zbudowałam. Te tamy miały mnie chronić, ale okazało się, że odgradzają mnie od świata i ode mnie samej.

Bywa, że zmiany zachodzące w ciele, wywołane macierzyństwem, pozbawiają nas poczucia kobiecości, jak to było u Ciebie?   

Jeśli rozumieć tę kobiecość jako poczucie atrakcyjności, seksowności, to u mnie było bardzo podobnie, choć dopiero po porodzie. W ciąży czułam się bardzo zmysłowo, podobałam się sobie, choć kiedy dziś patrzę na zdjęcia, to trudno mi sobie przypomnieć, czemu aż tak lubiłam wtedy odbicie w lustrze. Po porodzie czułam się uwięziona w ciele, które przestało być moje. Karmienie piersią było dla mnie trudne, potem okazało się, że Jurek nie tolerował laktozy, ale wtedy tego nie wiedziałam i czułam się bardzo zmęczona moim ciałem, które okazało się niekompatybilne z ciałem mojego dziecka. Przez co najmniej rok czułam się przede wszystkim matką. Pamiętam jakąś babską potańcówkę, na której okazało się, że zapomniałam, jak to jest zmysłowo tańczyć. Ja, która kochałam kołysać biodrami, uczyłam się tańca brzuchem, tańczyłam na rurze, na imprezie nie umiałam tańczyć inaczej niż jak małe dziecko, przestępując z nogi na nogę. Bardzo dziwne uczucie. Nie pamiętam, kiedy mi przeszło, ale minęło już dawno temu.

Trudniejsze są zmiany po ciąży czy te przychodzące z wiekiem? 

Czasem trudno mi je od siebie odróżnić. Na przykład skóra na brzuchu. Wydaje mi się, że po ciąży była w lepszym stanie niż teraz. Nie mam już młodzieńczych piersi, ale dalej je bardzo lubię. Określanie tych zmian jako trudnych nie jest zgodne z tym, jak je odczuwam. Są dziwne, są niespodziewane, niektóre na lepsze, a inne na gorsze. Mam 40 lat i jest pewne, że zmiany na mojej twarzy są spowodowane wiekiem, a nie ciążą. Przyjmuję je ze zdziwieniem. Serio, to teraz tak wyglądam? Ale też znacznie mniej się sobie przyglądam niż kiedyś. I to chyba największa zmiana – mniej kontroluję swój wygląd, czasem zastanawiam się, czy nie przesadzam z luzem w tym obszarze.

Powiedziałaś mi wcześniej, że traktujesz swoje ciało jak domowego zwierzaka. Dużo tu czułości. Marta, lubisz siebie.

Traktuję moje ciało jak domowego zwierzaka. Takiego, którego kocham z wzajemnością. Wiem, że potrzebuje ruchu, więc mu go zapewniam. Dobrze karmię. Czasem porozpieszczam, ale nie folguję za bardzo, bo kocham mądrze. Czuję, że lubi przytulanie, więc mu je zapewniam. Drapię za uszkiem. Mam dla niego kilka specjalnych zabawek. Roller do pleców, piłeczki do masażu twarzy. Robię pillingi, kupuję pachnące oleje. Ma ze mną całkiem dobrze, ten zwierzak.

 

*

Marysia, mama podwójna, na swoim Instagramie pokazuje pociążowy brzuch bez ściemy. Taki, jaki jest. Taki, jaki niemal każda z nas zna. Dlaczego to robi? Przeczytajcie. 

Powiedziałaś mi, że temat zmian w ciele i akceptacji nowej siebie uważasz za mega ważny, dlaczego? 

Bo, jak świat światem, kobiety są wpychane w ciasne gorsety kanonów piękna. I zastanawiam się od pewnego czasu czemu, lub komu to w rzeczywistości służy. Na pewno nie nam, kobietom. Fajnie by było, gdyby celem młodych kobiet, starych zresztą też, stało się dbanie o zdrowie i kondycję, a nie o udawanie dwudziestolatki przez trzydzieści lat. Nie ma co oszukiwać czasu.

Macierzyństwo szczególnie ukazało mi jaką kolosalną robotę wykonało moje ciało i zastanawiam się, jak można go za to nie kochać?! Wszystko jest zmianą. Życie jest zmianą. To fizjologia i filozofia.

 

Ciało po ciążach, z rozstępami, z bliznami, rozciągniętą skórą, ze zmienionymi obwodami i kształtami, jest chowaną przed światem tajemnicą. Wiedziałaś, co może się wydarzyć z twoim ciałem po porodzie i karmieniu?

Niby wiedziałam, moi rodzice są lekarzami. Mama urodziła nas czworo, ale nie ma ani jednego rozstępu na brzuchu, opowiadała mi o skuteczności szorowania skóry do czerwoności. Szorowałam się ostrą gąbką w pierwszej i w drugiej ciąży. Ale wydaje mi się, że odstęp między dwiema ciążami był na tyle krótki, ze skóra nie wyrobiła. Bilans jest taki, że po pierwszej ciąży zrobiły się lekkie rozstępy na piersiach, w drugiej doszedł brzuch i uda. Blizna po kolczyku w pępku wygląda dziwacznie i skóra zrobiła się wiotka. Sądzę, że w rzeczywistości nie miałam na to wpływu. Szorowanie i smarowanie chyba niewiele zmieniło. Zobaczymy jak będzie to wyglądało za rok, dwa…?

W macierzyństwie i procesie stawania się matką mnóstwo spraw jest ukrytych przed światem. O wielu rzeczach się nie wie, bo wszyscy tematu unikają. Ludzie wolą udawać, że wszystko jest spoko. Nawet jeśli bywa ciężko, brzydko i śmierdząco, to lepiej o tym nie mówić i uśmiechać się szeroko, może nikt nie zauważy. W szkołach rodzenia nikt nie uprzedza tak naprawdę, że trzeba będzie skonstruować swoją tożsamość na nowo i nauczyć się akceptować zmiany. I że to nie potrwa tyle co połóg, a znacznie dłużej. Ja staram się mówić otwarcie, że mam rozstępy, wiotki pępek i nieumyte od tygodnia włosy.

Instagram jest takim medium, które to, co piękne, czyni jeszcze  piękniejszym, odpowiedni filtr i obróbka z nas wszystkich czyni modelki, a Ty pokazujesz tam pociążowy brzuch, dlaczego?

Social media i popkultura robią nam krzywdę. Celebrytki, które żyją z tego ze maja sześciopak i minimalną ilość tłuszczu wyznaczają trendy i pokazują kobietom iluzje. Tylko one nie mają urlopu macierzyńskiego. One nie mogą wypaść z obiegu, bo stracą źródło utrzymania. Muszą wyglądać zgodnie z trendami, wiec same są wodą na ten młyn. Ale i to się zmienia. Coraz więcej kobiet ze świecznika, chce pokazywać swoje prawdziwe ciało po ciąży. Ja nie jestem żadną wielką instagramerką, ale wzięłam sobie za cel, żeby tym kanałem, nawet wąskiej grupie, pokazywać swoje macierzyństwo bez ściemy. Żeby dołożyć swoją cegiełkę do nurtu hołdowania PRAWDZIWYM kobietom i prawdziwemu pięknu. Bo, kaman, co może być piękniejszego, bardziej doniosłego niż ciało, które z połączenia dwóch komórek stworzyło, zbudowało kawałek po kawałku, taki cud jakim jest dziecko? A później je wykarmiło i uzbroiło w przeciwciała i bliskość? Jak można oczekiwać, że nie zostanie po tym żaden ślad?

Jak wyglądał twój proces akceptacji zmian? 

Kluczową rolę odegrał w tej kwestii mój mąż. Zawsze czułam się i czuje się do tej pory atrakcyjna w jego oczach, potrafi mi okazać zachwyt. Ale trochę trwało pogodzenie się ze zmianami. Nie czułam się wstrząśnięta czy zrozpaczona, ale musiałam polubić swoją nową skórę. Mam w każdym razie o tyle łatwiej, że mój mąż jara się mną gdy jestem w dresie bez makijażu. Niestety nie każdy facet ma w sobie tyle mądrości.

Jakie znaczenie mają dla Ciebie twoje tatuaże? Robiłaś je przed ciążami? 

W pierwszym odruchu chciałam odpowiedzieć, ze żadne, ale to nie jest prawda. Po prostu o nich nie myślę, są częścią mnie. Najważniejsze jest to, że za sprawą tatuaży poznałam Bartka, najwspanialszego mężczyznę na świecie i moją drugą połówkę, tatę moich dzieci. Część jest pamiątką, część tylko pięknym obrazkiem wykonanym przez osobę, którą bardzo lubię i cenię jej twórczość. Na swój sposób mnie wyrażają, mówią o moim upodobaniu piękna, miłości do zwierząt. Tatuowanie również wpłynęło na łatwość w akceptacji zmian w ciele. Większość jest sprzed ciąż. Jeden rękaw i jeden obrazek na udzie zostały zrobione między ciążami.

Czujesz się seksi?

Chyba jak każda kobieta, czasem tak, czasem nie. Kiedy jestem chronicznie niewyspana to mniej. Kiedy jestem na wakacjach, smagana słońcem- bardziej.

Dzięki za rozmowę. 

*

Dominika urodziła czwórkę dzieci. Olaf ma 16 lat, Michał 9, Antoni 3, najmłodsza z całej bandy Wanda ma 5 miesięcy. Mówi, że jak na to wszystko, ciąże, porody, karmienia, jej ciało jest w całkiem dobrej kondycji. O takich kobietach mówi się, że nie wyglądają jak matki. Ha! Matka trzech synów i jednej córki wygląda właśnie tak!

Wiem, że dużo ćwiczysz, jaką masz motywację? 

Największą moją motywacją jestem ja – lepsza ja, bo kiedy ćwiczę jestem bardziej zadowolona z siebie i tym samym lepsza dla mojej brygady. Tutaj mam wsparcie mojego trenera, który motywuje mnie do działania, nawet jak nie jestem na sali, a ćwiczę w domu  Jednak nie ćwiczę tyle, ile bym chciała i z taką intensywnością, z jaką bym chciała, ale mam nadzieję, że to się szybko zmieni. Idzie wiosna, lato więc trzeba się szybko wziąć za siebie (śmiech).

Cztery ciąże, cztery porody, karmienie czwórki, masz dużo powodów do wdzięczności dla swojego ciała, jak byś je opisała?  

Tak, cztery ciąże, cztery porody – wszystkie przez cc, wykarmiłam całą czwórkę, Wandę jeszcze karmię. Myślę, że jak na to wszystko, to jest w całkiem dobrej kondycji (śmiech). To, w dużej mierzy, zasługa genów (śmiech).

Będąc w pierwszej ciąży miałaś 20 lat, w czwartej 35, jak twoje ciało zareagowało na te różnice wieku?  

Kiedy miałam 20 lat urodziłam Olafa, moje ciało bardzo szybko doszło do siebie, bez ćwiczeń, specjalnych diet itp.. Bardzo szybko po ciąży, poza blizną po cc, nie było śladu. Natomiast teraz po urodzeniu Wandy, minęło już 5 miesięcy, a mój brzuch wciąż wraca do siebie.

Jakie zmiany najtrudniej było Ci zaakceptować? 

Kiedyś chowałam nogi. Nie pokazywałam ich, bo po każdej ciąży przybywało mi popękanych naczynek, ale teraz to się zmieniło i nie mam już z tym problemu.

Miałaś takie momenty, w których nie czułaś się kobieco, bo ten aspekt macierzyństwa w kontekście ciała przejął dowodzenie?   

Ba, pewnie, że tak! Nie raz i nie dwa miałam taki moment, ale tutaj chyba najważniejsze jest to, aby zaakceptować siebie, pokochać siebie. Udało mi się to, co w dużej mierze jest zasługą mojego partnera Mateusza, który wspiera mnie i jest ze mną, nawet kiedy mi źle. Mateusz dziękuję.

Twoja ulubiona część siebie?

Cała ja, bo każdy kawałek mnie tworzy całość.

Fajnie. Dziękuję. 

*

Jak czujecie się z waszymi ciałami? Co pomogło wam w procesie akceptacji zmian? Pogadajmy o tym aspekcie naszej kobiecości.

3 komentarze

  • Maria Bator:

    Zobaczyłam trzy superseksowne kobiety. Piękne. Dopiero po chwili pomyślałam, że to spojrzenie mogę skierować z nich także na siebie. Że też jestem taką ślicznotką. Z rozstępami, pogryzionymi sutkami, zjawiskową, słoneczną, zmysłową.

    Odpowiedz
  • Gosia:

    Piękne te wywiady i jakże ważne słowa. Czuć tu dużo miłości do samej siebie. Bardzo budujące. Będę wracać do tego tekstu. Dziewczyny jesteście super!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.