tata

Chcę się cieszyć normalnością życia

Z Miuoshem o ojcostwie, muzach i muzyce

Chcę się cieszyć normalnością życia
Anna Walterowicz

Na Dzień Ojca nie będzie słodkich fot wśród maków i facelii. I nikt się nimi nie pochwali, podpisując w sieci #dumnytataicórka. Miłosz, muzyk i producent, stroni od hasztagów, wyczuwa fałsz na odległość, a jak się umawia na sesję, oprowadza po swojej dzielnicy. Z ukochaną córką. Najlepiej!

Katowice, sesja przerywana co chwilę burzami. Budynki szare, ceglane, beton odbija śmiech ganiających po podwórku dzieciaków. Ciężkie chmury co chwilę grożą puchatym palcem. Miuosh lubi opowiadać nie tylko na scenie i koncertach – „słowospad” nie wziął się znikąd. Woli mówić niż pozować przed obiektywem, a energią dorównuje mu córka Kora. Raz ręka w rękę, raz na rękach.

Między blokiem, straganem a katowicką moderną kamienic rozmawiamy chwilę o byciu ojcem. Tak, nie będzie o najnowszej płycie Powroty (świetnej), ani o śląskim patriotyzmie. Idziecie z nami?

Wcale nie przedstawię ciebie jako „rapera i producenta z Katowic” (nawet nie pytam, ile razy to słyszałeś). Wolę tak: opowiadacz historii, muzyk, niedoszły stolarz, tata Kory. Coś byś dodał?

Chyba już nic… Aż za dużo tych „stanowisk”. (śmiech)

Zanim będzie o muzyce, zadam dużo poważniejsze pytanie: w co się wczoraj bawiłeś z córką? Macie na coś wspólną zajawkę?

Na nic specjalnego. Mamy po prostu inną relację niż ta córka-matka. Kora z Sandrą potrafią bawić się o wiele spokojniej i ciszej, niż dzieje się to ze mną. Wydaje mi się, że o wiele więcej się wtedy uczy, bo ze mną wszystko jest nieco bardziej dzikie i krzykliwe. To na mnie się częściej wspina, częściej ze mnie robi konika, to mi częściej skacze po brzuchu czy twarzy. Niespecjalnie jestem w stanie zainteresować ją na dłuższy czas rysowaniem, czytaniem książki, czy zabawą lalkami – to ma zarezerwowane dla mamy. Staram się też od samego początku brać ją ze sobą wszędzie, gdzie tylko się da i jeśli pozwala na to czas – czy to wyjście do urzędu, na pocztę, na targ, na dworzec, czy czasem do mojego studia. Chcę, żeby ten czas traktowała jako „przygodę”, coś fascynującego i ciekawego – niezależnie od zwyczajności faktycznego zadania, które mamy do zrealizowania.

Ale hasztagu #dumnytata u ciebie nie zobaczę, ocalałeś w tej społecznościowej matni. Dawkujesz sobie „internety”.

Bo przeraża mnie ich sztuczność, nadmiar kreacji, kalibracja w kierunku odbiorców, zdobywania ich uwagi i poklasku. Wręcz mnie to brzydzi. Czy tyczy się to podpatrywania świata muzycznego, medialnego, czy rodzicielskiego. Szokuje mnie ukrywanie pod płaszczykiem chęci pokazania swojego wspaniałego życia rodzinnego dziesięciu oznaczeń profili firm, które wyprodukowały skarpetki dzieci ze zdjęcia, ich ciuchy, wydały książkę, którą na tym zdjęciu trzymają, czy batoniki, które leżą obok nich. To wszystko w pewnym momencie jest już tylko biznesem lub chęcią wejścia w jego świat – ludzie są w stanie ubierać siebie, własne dziecko, a nawet psa tylko w to, co dostaną za darmo, w zamian za pokazanie tego swoim followersom. Podobnie jest z dietą pudełkową, e-papierosami, czy nawet serwisami streamingowymi. Uważam, że jeśli chce się coś po prostu pokazać, podzielić się czymś, to wystarczy to zrobić, bez kalkulacji i planowania. Naturalnie, w normalny sposób.

No właśnie, normalny. A większość chce być ponad, boi się przyznać do życiowej nudy, niegodnej instagramowego kafelka. Wychowanie dziecka, pieluchy w Rossmannie, odgrzewany rosół, histeria dwulatki – to w sumie bywa nudne i powtarzalne. Takie zwyczajne.

Mam na szczęście w życiu zawodowym tyle „nienormalności”, że ta codzienna powtarzalność i przyziemność jest dla mnie zbawienna i bardzo ważna. Nie chciałbym odstawać od miejsca, w którym mieszkam, ukrywać się, wyjeżdżać na większą część roku – wiem, gdzie jest miejsce moje i mojej rodziny, chce w nim być, przeżywać w nim to wszystko i cieszyć się jego normalnością.

Bardzo się bronisz, by nie trafić do żadnej szuflady. Ani jako ojciec, ani jako muzyk. Od stereotypowego wizerunku rapera to już dawno zacząłeś odstawać. Słucham twoich tekstów, a tam zamiast o furach i imprezach peany na temat siły kobiet. No który raper na naszej scenie się przyzna, że mu dom i życia ogarnia kobieta?

Ci najodważniejsi (śmiech). Dla mnie podkreślanie roli mojej żony w moim życiu jest czymś, co przychodzi naturalnie. Nie będę udawać, że jesteśmy odklejonym artystycznym małżeństwem, które musi odstawać od szarej polskiej rzeczywistości, choćby nie wiadomo co się działo. Jesteśmy najnormalniejsi, zakochani w sobie i szczęśliwi z powodu tego, co razem udało nam się osiągnąć. Nie stawiam Sandry w roli osoby, która zajmuje się domem i mną, a ja pracą i kasą – to podejście stereotypowe i zupełnie nie o to w tym chodzi. Stereotypy są złe – czy to w muzyce, czy w życiu codziennym.

Śląski matriarchat. Mówisz, że Ślązaczki są niezniszczalne. Gdy wyjeżdżasz w trasę na koncerty, Sandra i Kora zostają same. Bywają tu zgrzyty?

Na pewno nie u nas. Nasze życie wygląda tak od ponad 13 lat. Ja mogę liczyć na Sandrę, ona na mnie. Podchodzimy do tego jak większość osób do porannego wyjścia do pracy – niektórzy rodzice znikają codziennie na 9 godzin jakieś 250 razy w roku, ja muszę wyjechać na te kilkadziesiąt koncertów.

Czy Kora już przejawia niezłomny charakter? Coś czuję, że owinęła sobie ciebie wokół palca.

Nie wiem, czy jest w jej otoczeniu jakaś osoba, której (poza Sandrą) nie zdołało jej się owinąć… Jest stuprocentową kobietą, jeśli chodzi o charakter, a poza tym jest uparta po mnie. To najsłodsze dziecko świata, jeśli tego chce. Lub, jeśli chce – najgorsze (śmiech). Potrafi szybko zmienić front.

Nazwijmy to elastycznością! „Mi życia nikt nie ustawiał” – mówisz. Zmieniałeś szkoły, zaliczyłeś niejedno podblokowe starcie i sztormy lat licealnych. Chciałbyś córkę przed czymś uchronić?

Nie wiem, czy istnieje w moim „dorobku” rzecz, przed którą nie będę próbować jej chronić. Ale wiem, że świat się zmienia w tempie, w którym nie jesteśmy w stanie być na bieżąco z tym, co teraz może być problemem i zagrożeniem dla naszych dzieci. Nie można też przesadzać, wybierać w imieniu dzieci i oczekiwać, że będą chciały od życia tego samego co my – to zrozumiałe, że tak nie będzie. Jednak jako ojciec muszę być za swoje decyzje odnośnie życia Kory nieco „tymczasowo znienawidzony” – to normalne, godzę się z tym i wyczekuję tego.

Wkurza cię sztuczność. A wkurza też to, o czym teraz śpiewa nowe pokolenie hip-hopu? Buntować się nie ma po co. Mówisz wręcz „moje pokolenie jest stracone”.

Nie wkurza, ale w ogóle mnie nie dotyczy, ani nie łapie. Polski rap przechodzi zatrzęsienie twórców, wydawnictw, wydarzeń na dużą skalę. 80% wyróżnień ZPAV-u trafia do raperów. Jednak wartości w tej muzyce, sens zawarty w tekstach, poruszenie, pewien rodzaj buntu, celności, zaangażowania słuchacza – tego jest mniej niż kiedykolwiek wcześniej… Większość rapowych produkcji z tzw. topu sprzedażowego trafia obecnie do strasznie młodych ludzi – to generuje zyski, a zyski podsuwają pomysły. I błędne koło się zamyka…

Na twojej półce z winylami na pewno znajdę…

Rapowych: Nas, A$AP Rocky, Jay-Z, DMX, Lost Boyz, Mos Def, Promoe. Polskich: Molesta, Parias, Sokół… Generalnie rapu jest tam coraz mniej – to, co chciałem mieć na winylach, już w większości mam, a świat mnie nie rozpieszcza i dostarcza coraz mniej konkretów wartych dopisania do listy zakupów.

Ciekawość muzyczna, chęć sprawdzenia się we wszystkim – co ciebie gna w inne muzyczne rejony? Były koncerty z orkiestrą symfoniczną (NOSPR), była współpraca z Nosowską czy Bajm…

Kategorie, podobnie jak stereotypy, w muzyce mnie zawsze drażniły, i gdy tylko znalazłem w sobie siłę na próbę porzucenia ich w pełni, to to wykorzystałem. Potem to napędza i zaczyna motywować, rozkręcać się. Po kilku latach nie ma już sposobu na powrót do działania schematycznego, zgodnego z oczekiwaniami, nawet tymi płynącymi z naszego wnętrza. Pewne rzeczy zaczynają nam się na moment wymykać z rąk po to, żeby wrócić do nich w nieco odmienionej formie. A jeśli postaramy się z tego skorzystać i czegoś nauczyć, to stają się czymś nowym, co ciężko innym zdefiniować. I o to mi chodzi.

Scenozstąpienie miało podsumować i zamknąć pewien etap. I tak było. Etap, bo przedwcześnie deklarowałem zakończenie projektów symfonicznych. Teraz już to wiem. Projekty z Jimkiem i Smolikiem, w tej konwencji, były wyjątkowe, skrajnie różne i nie do powtórzenia. Jednak projekty symfoniczne mogą mieć nieskończenie wiele form i twarzy, chciałbym jeszcze coś w tej materii pokazać, tym bardziej, że podchodzę z dnia na dzień do muzyki odważniej, z większą świadomością. Pierwszy etap tej przygody za nami, teraz chciałbym rozpocząć kolejny.

Śpiewasz Korze kołysanki?

Tak. Dwie. Więcej nie znam, a poza tym ona, tak czy siak, pozwala śpiewać tylko jedną z nich.

Czekaj, niech zgadnę…

Jeśli ktoś sądzi, że numerem, który wykonałem najczęściej do dzisiejszego dnia, jest Nie mamy skrzydeł – jest w błędzie. Wystarczyły dwa lata, żeby zdeklasował go utwór Kotki dwa.

W Perseidach, które zrodziły się z kryzysów w związku, śpiewasz czekam, aż będzie nas trójka i faktycznie, „wyśpiewałeś” to. Pamiętasz moment, gdy dowiedziałeś, się że zostaniesz ojcem, pierwszą myśl? 

Pomyślałem: czemu ona biega w miejscu i płacze? Czym ona do mnie macha? Kiedy Sandra tak machała, rozmawiałem akurat z moim kolegą przez telefon, dzień wcześniej wróciliśmy z Wiednia, do którego pojechaliśmy przez przypadek, bo pogoda pokrzyżowała mi plany kręcenia klipu do numeru Perseidy… Dopiero teraz mi się to „wyświetliło”! Długo czekałem na tę wiadomość, Sandra też. To początek największej przygody mojego życia.

Zakończmy jednak Śląskiem. Czym jest „śląska rodzina”?

Czymś kolorowym, głośnym, niezniszczalnym i godnym naśladowania. Wielopokoleniowym.

Czego wam życzyć w 2020 roku, oprócz szczęścia na ulicy Pocztowej?

Bycia wzorową śląską rodziną (śmiech). I zdrowia!

 

*

W tych mocno dziwnych czasach warto polubić nudę, rutynę i zwyczajność. Nie przesądzać, że jest niefotogeniczna i nieciekawa. Bo oto właśnie mija kolejny zwykły dzień, a w wasze życie wkracza mały człowiek, który mono zamienia na stereo, a monochromy na krzykliwą tęczę. Wywraca codzienność do góry nogami, a wy wciskacie życiowy przycisk start. Kochani ojcowie, wasz dzień jest co dzień.

 

 

Miuosh (właśc. Miłosz Borycki) – polski raper, autor tekstów i muzyki, producent muzyczny. Pierwsze poważne kroki muzyczne stawiał w 2001 roku. Oficjalnym wydawnictwem debiutował w 2006 roku (jako zespół Projektor) a rok później rozpoczął solową karierę. Do dzisiaj wydał 18 albumów, z których 7 uzyskało status Złotych Płyt, 2 Platynowych a jeden Podwójnej Platyny. Jego projekty z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia odbiły się szerokim echem na całym świecie, a specjalny koncert łączący dwa z nich w czerwcu 2019 roku zgromadził na Stadionie Śląskim ponad czterdziestotysięczną publiczność. Jest również autorem muzyki do spektakli teatralnych i autorem koncertowych projektów specjalnych. Miał okazję współpracować z najważniejszymi polskimi wykonawcami i muzykami (m.in. z Budką Suflera, Bajmem, Myslovitz, Kasią Nosowską, Tomaszem Organkiem, Piotrem Roguckim, Smolikiem, Wojtkiem Waglewskim, Krzysztofem Zalewskim, Darią Zawiałow, czy Zespołem Pieśni i Tańca „Śląsk”. Pochodzi z Katowic, w których żyje i tworzy. 

Dodaj komentarz