Agnieszka w Paryżu

Chcę biec przytomnie

Paryż i dziewczyna to para jak z obrazka. Dziewczyna jedzie tam, by sprawdzić prawdziwość filmowej fantazji Godarda. Chce na własne oczy zobaczyć, czy po ulicach przechadzają się nonszalanccy panowie w stylu Belmondo i króko ostrzyżone panie w typie Jean Seberg (w dodatku Amerykanki). Wyjeżdża a potem wraca, i tak w kółko. Aż wreszcie decyduje, że w Paryżu wraz z synem i ukochanym mężczyzną urządzi sobie dom w dawnej boulangerie. Po poprzednich właścicielach zostanie piękny szyld, ale najnowsza historia tego miejsca dopiero się pisze.   ladnebebe_emigrantka_gdc_6 Na dobry początek roku mamy dla Was rozmowę z cyklu Mamy na emigracji. Po Berlinie, Londynie i Rotterdamie przyszedł czas na wizytę we francuskiej stolicy. Przeczytajcie, jak żyje się tam Agnieszce Opalińskiej, połowie modowego duetu Grain de chic.

***

Skąd się wziął Paryż w Twoim życiu? Paryż przewijał się w moim życiu od dłuższego czasu. Najpierw w postaci standardowego marzenia młodej romantyczki, żeby kiedyś TAM pojechać i poczuć się najcudowniej na świecie, stojąc na moście i patrząc na oświetlone dachy... Będąc nastolatką wyjeżdżałam jako opiekunka do dzieci, potem odbyłam staż w jednej z paryskich agencji nieruchomości, aż wreszcie zakochałam się, i to nie tylko w mieście. To była pasja od pierwszego wejrzenia. ladnebebe_emigrantka_gdc_ladnebebe_Edgar z mamą (2) I to wtedy Twój adres zmienił się na paryski? Tak, właśnie dlatego, że się zakochałam! Bo przecież jak można nie zakochać się w porannej kawie, pitej z widokiem na ozdobioną pięknymi kamienicami ulicę, po której chadzają modni właściciele gustownie dobranej garderoby. Gdzie przejeżdża na białym skuterze pan w butach bez skarpet a kawę podaje szykowny starszy kelner pod białą muchą i z uśmiechem pyta: Ça va? Poza tym mój mąż Francuz kompletnie nie wyobrażał sobie wyjazdu, dlatego ja zdecydowałam się spakować swoje życie i zobaczyć, jak to jest żyć pijąc tę poranną kawę z widokiem. W której dzielnicy mieszkasz?  Mieszkamy w dzielnicy graniczącej z obwodnicą Paryża, czyli administracyjnie to już nie jest Paryż ale na tyle blisko, że dojeżdża metro a na Montparnasse docieram w 10 minut. Dobrze Ci tu?  Uwielbiam to miejsce, bo ma charakter małego miasteczka. Duży plac na środku, przy którym 3 razy w tygodniu jest targ. I tylko ostatnie podrygi głosu przytomności trzymają mnie przy świecie mody dziecięcej, bo gdyby nie on wskoczyłabym natychmiast w otchłań kulinariów, mając pod nosem tyle spożywczych dobrodziejstw (śmiech).   ladnebebe_emigrantka_gdc_z targu   Czy masz swoje ulubione miejsca w Paryżu? Oj tak! Paryż jest duży, ale chyba naturalnie wydreptuje się w nim swoje ścieżki po to, żeby go bardziej oswoić, mieć swoje miejsca, w których czujemy się dobrze i swojsko. Uwielbiam sklep z tkaninami i wełną w 6-tej dzielnicy. Chodzę tam kupić czasami poprostu metr materiału, bo podoba mi się wzór i dopiero potem myślę, co z niego zrobić. Kiedy mój syn Edek był jeszcze bardzo mały, byłam stałą klientką Mamie Gâteax. To połączenie cukierni ze sklepem z antykami, dlatego czuję się w nim wyśmienicie. Merci – zawsze i każdej porze. Wizyta tam to zawsze okazja, żeby poszpiegować nowe trendy. Zaraz obok BONTON, do którego będąc w okolicy nie sposób nie zajrzeć a na kolację najczęściej do oddalonej o 3 stacje metra restauracji. Po polsku pewnie nazwę przetłumaczyłabym na “Rudzielec”. Pysznie i praktycznie, bo pakujemy syna po kąpieli do wózka i czas przejścia piechotą jest idealny, żeby usnął a my wtedy możemy spokojnie zjeść kolację, napić się wina i porozmawiać. Podejrzewam, że za chwilę to się zmieni, bo im Edgar jest starszy, tym trudniejsze są takie nocne zasypianki. ladnebebe_Edgar z mamą (2c) [gallery type="rectangular" size="full" ids="44272,44269"] Czujesz, że się zaklimatyzowałaś? To trudne pytanie. Czuję, że znam już dość dobrze mapę Paryża, różne adresy, zakątki. Wydreptałam swoje ścieżki. Sklepy, kawiarnie, fryzjera, któremu ostatnio na urodziny przyniosłam ptasie mleczko. To jest świetny produkt eksportowy! Znalazłam niedaleko domu hammam, który odwiedzam, gdy tylko mam wolną chwilę. Uwielbiam takie wieczory. Czasami chodzę z koleżankami a czasami lubię wybrać się sama, mieć czas dla siebie i móc  kompletnie się wyłączyć. [gallery type="rectangular" size="full" ids="44265,44266"] paris ladnebebe_emigrantka_gdc_ed i mama4 Czy trudno jest nawiązać bliższe relacje z Francuzami? Mam to szczęście, że Francuzi, których znam, okazali się bardzo otwarci. Bliskie relacje na poziomie przyjaźni są o tyle trudniejsze, że pewnie w wieku 30+ każdy ma już krąg najbliższych znajomych. Poza tym to czas dla rodziny i rozwijania biznesu, kariery zawodowej, a nie budowania głębokich relacji z innymi – nowymi. Myślę, że może pojawić się naturalna okazja poznania i zaprzyjaźnienia się z ciekawymi osobami w momencie, kiedy Edgar zacznie chodzić do przedszkola i szkoły. Ale to jeszcze przed nami. Jak często bywałaś w Paryżu przed przeprowadzką? Wcześniej sporadycznie. Dwa lata przed podjęciem decyzji o przeprowadzce żyłam na walizkach, mieszkając pół na pół tu i tam. Czy długo szukałaś mieszkania? W ogóle nie szukałam! Wprowadziłam się do mieszkania, w którym Jean-Pierre, mój partner, już wcześniej mieszkał. Z uwagi na to, że znajduje się ono na obrzeżach, powierzchnia mieszkania jest bardzo wygodna a i historia miejsca o tyle ciekawa, że była to kiedyś piekarnio-cukiernia. Przestrzeń w formie loftu, gdzie do dzisiaj w niektórych miejscach wiszą stare haki, na których spuszczane były worki z mąką a nad wejściem został duży stary napis “Boulangerie, Patisserie”. ladnebebe_emigrantka_gdc_2 ladnebebe_Edgar z mamą (2b) [gallery type="rectangular" size="full" ids="44256,44262"] Brzmi jak sen. Czy czegoś Ci tam brakuje? Mojej rodziny i przajaciółek, z którymi relacja jest wyjątkowa i bardzo bliska. Nie wiem, czy takie więzi są jeszcze możliwe do zbudowania. Czasami też spontaniczych spotkań, które przez to, że Warszawa jest jednak znacznie mniejsza i prostsza w komunikacji, są możliwe. Pamiętam, że pomiędzy jednym spotkaniem a drugim łapałyśmy się z przyjaciłóką w przelocie na kawę, żeby opowiedzieć sobie, co u której i biegłyśmy dalej. Tu jest to kompletnie nierealne. Co się w Tobie zmieniło po urodzeniu dziecka? Wszystko! Przeprowadziłam się na 3 miesiące przed narodzinami Edgara. To był skok na głęboką wodę bo wszystko się zmieniło. Styl życia, odpowiedzialność, dzielenie swojego czasu w zupełnie innych proporcjach. ladnebebe_emigrantka_gdc_3 ladnebebe_Edgar z mamą   Czy Edgar jest w ciągu dnia z Tobą czy chodzi do żłobka? Na razie mamy ten komfort, że może być z nami w domu. Chodzimy czasami do La Maison Ouverte, który jest niedaleko domu i w którym Ed ma okazję bawić się z innymi dziećmi. To jest kompletnie bezpłatne i polega na spędzaniu czasu z rówieśnikami ale bez żadnych konkretnych zajęć. Jak wychowuje się dzieci w Paryżu? Czy faktycznie dzieje się tak, jak każą w bestsellerowych poradnikach? Muszę przyznać, że nigdy nie przeczytałam żadnego bestsellera. Robię tak, jak czuję. Edgar skończył niedawno rok, także na razie pewnie wychowanie niewiele różni się od tego, które miałby w Polsce. Chociaż może francuskie podejście jest bardziej “strict”. Jak płacze - zostawić, popłacze i przestanie. Jak oduczać karmienia w nocy, to też bez większych “ceregieli”. Zamiast mleka, kilka razy butla z wodą i zrozumie, że się nie opłaca już wstawać w nocy. Panuje opinia, że dziecko powinno zamieszkać w swoim pokoju, gdy tylko skończy 6 tygodni. Widzę, że płynie we mnie jednak bardziej słowiańska krew i dlatego starałam się znaleźć złoty środek. Być stanowczą ale nie oszczędzać łyżeczek cukru. Skąd się znacie z Anią, z którą tworzysz Grain de chic? Poznałyśmy sie przy jednym z projektów nieruchomościowych w Warszawie. Ja byłam odpowiedzialna za jego sprzedaż, a Ania za stronę prawną. Jak Wam się pracuje w dwuosobowym teamie? Jak się dzielicie obowiązkami? Generalnie jak to dwie baby (śmiech). Jednego dnia mogą przenosić góry razem, a drugiego siedzą pod górą i - zamiast wchodzić - gadają o szczegółach i nie wiadomo kiedy dzień się kończy. Dwuosobowy zespół ma ten plus, że trzeba dojść do kompromisu. Myślę, że po dwóch latach nauczyłyśmy się go wypracowywać bez poczucia straty. Podział obowiązków też się skrystalizował. Od niedawna do naszego zespołu dołączyła jeszcze Agnieszka i w działaniach związanych z mediami społecznościowymi jest cudownie dmuchającym w żagiel wiatrem. Co jeszcze napędza Cię do pracy? Sukces i poczucie, że to, co robimy, ma sens. A to czasami są codzienne rzeczy, takie jak sympatyczny email od klientki albo nowa propozycja współpracy z jakimś magazynem lub blogiem. Uwielbiam również sesje zdjęciowe. To bardziej moja “działka” i przyznaję, że współpraca z Luizą Skucz jest cudowana. Bardzo lubię czas przygotowań, sam dzień sesji, który jest wyczerpujący ale również często prześmieszny, bo nie przestajemy sie wygłupiać i żartować. A potem czas oczekiwania na pierwsze fotki, żeby zobaczyć, jak to, co sobie wyobraziłam wygląda w kadrze. Muszę powiedzieć, że porozumienie jakie osiągnęłyśmy z Luizą sprawia, że efekty naszej pracy są bardzo spójne z konceptem. A jak wygląda Twój typowy rozkład dnia? Budzisz się o zmroku czy Edgar daje Ci pospać? Wstaję ok. 7, chyba, że jest dzień braku wyrozumiałości dla zmęczonej mamy i mamy pobudkę znacznie wcześniej. Przy śniadaniu staram się zrobić domową lekcję francuskiego – słówka, coś czytam, słucham. Szlifuję język w wolnej chwili, bo cały czas mam pewien niedosyt. Potem planujemy dzień, chwilę spędzam z Edgarem na dywanie, żeby razem zacząć zabawe a potem schodzę do swojego biura i staram się zacząć pracę o 9:00. Nauczyłam się pracować w domu. Lubię sama organizować swój dzień. Wiszę często na telefonie i bez przerwy jestem w internecie. Magazyny, blogi, Instagram - szukam nowych kontaktów do sklepów, jestem w kontakcie z naszymi stałymi klientami hurtowymi. Mów prędko, jak to sobie poukładałaś? Staram się odzielać czas pracy od czasu prywatnego, chociaż przyznaję, że to bardzo trudne, bo cały czas jest coś do zrobienia. [gallery type="rectangular" size="full" ids="44263,44252"] ladnebebe_emigrantka_gdc_add4 Wspominałaś o hammamie jako sposobie na reset. Co jeszcze pozwala Ci się zrelaksować? Śpiew. Uczyłam się jeszcze w Warszawie. Wreszczie udało mi się znaleźć tutaj profesora, do którego jeżdżę raz w tygodniu. Śpiewam bardzo często (ale nie dlatego, że jestem często zestresowana!), a teraz  w Edgarze mam wiernego słuchacza (śmiech). Często kiwa się i udaje, że pstryka palcami. Jest to przesłodkie i natychmiast rozładowuje napięcia. Czy jest Ci dobrze z decyzjami, które podjęłaś? Z czego najbardziej jesteś dumna? Z tego, że jestem dzisiaj w takim punkcie swojego życia, który sama wybrałam i pomimo tego, że cały czas oswajam nowe miejsce, dobrze mi tu. Czuję, że jestem w zgodzie ze sobą. Co jeszcze chciałabyś osiągnąć? Większy spokój wewnętrzny. I nie chodzi o to, żeby osiąść na laurach, ale żeby biec przytomnie. Dzięki za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik Foto: Agnieszka Bąk i Agnieszka Opalińska  

5 komentarzy

  • emma:

    Tez mieszkam w dzielnicy graniczącej z obwodnicą Paryża i bardzo utozsamiam sie z tym co opowiedziala Agnieszka. Chapeau bas za pomysl na siebie i pogodzenie tego wszystkiego plus zycie rodzinne. Mam te same tesknoty za Polska, a z doswiadczenia wiem, ze jak dziecko idzie do przedszkola, szkoly to mozna nawiazac fajne znajomosci, ale mnie nie udalo sie tak glebokich jak te z Polski pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Anna:

    Hmm. A co z synkiem gdy schodzi Pani pracować. Bardzo mnie to zaciekawiło. Ja tez pracuje w domu jednak nie udaje mi się to kompletnie przy dziecku.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.