rodzinny dom

Tu zamieszkał styl Memphis

Rodzinny dom Justyny Kosmali

Tu zamieszkał styl Memphis
Maria Miklaszewska

Ależ tutaj jest energia! Piątka zgranych ludzi mieszka w domu, w którego wnętrzach umościł się kontrastowy i przyjemnie ekscentryczny styl rodem z lat 80. Zobaczcie królestwo Justyny Kosmali i jej rodziny.

Justyny pewnie przedstawiać wam nie trzeba, bo czasem pojawia się na łamach Ładne Bebe. Jest mamą, żoną i przedsiębiorczynią – współtworzy kultowe miejscówki: sieć kawiarni Charlotte Bistro z francuskimi wypiekami i warszawski bar Wozownia. Do tego wszystkiego ostatnio wydała bardzo apetyczną książkę z przepisami! Justyna ma też oko do pięknych przedmiotów, o czym przekonacie się poniżej, przeglądając inspirujące kadry z jej domu. Sporą rolę odgrywa tu tytułowy, postmodernistyczny styl Memphis, który w latach 80. narodził się we Włoszech na przekór minimalizmowi. To kolor, intrygująca forma i puszczanie oka – Justyna ma słabość do tego designu! Tyle tytułem wstępu, bo więcej opowie wam już sama w kwestionariuszu nowego odcinka naszego cyklu Rodzinny dom. Przyjemności!

Kto tu mieszka i na ilu metrach?

małżeństwo z trójką dzieci: Justyna i Tomasz Kosmala oraz Stefania (8 lat), Halina (6 lat) i Janek (4 lata). Nasz dom ma ok. 300 mkw. i jest przed generalnym remontem!

Jak znaleźliście to miejsce?

Znaleźliśmy nasz dom 6 lat temu, kiedy byłam w ciąży z Haliną, naszym drugim dzieckiem. Wiedzieliśmy, że szukamy większej przestrzeni, i po latach życia w samym centrum doszliśmy do wniosku, że fajnie być trochę dalej śródmieścia i zacząć rodzinne życie w dzielnicy nieco bardziej przyjaznej rodzinom z dziećmi. Mokotów był oczywistym wyborem, bo z tej dzielnicy jesteśmy. Wtedy przypomniałam sobie o ulicy Gimnastycznej – byłam na niej tylko raz w życiu na kolacji u znajomej, ale zapamiętałam ją jako sielankowe, magiczne miejsce z takim trochę podmiejskim vibem. Wróciłam na nią, poczułam to samo i od tego momentu polowaliśmy na coś już tylko tutaj. Rosną tu mirabelki, morele, jest bardzo zielono i sąsiedzko. Udało nam się znaleźć stary dom do generalnego remontu – kupiliśmy go po roku poszukiwań. Tak naprawdę kluczowe w decyzji zakupu były: ogród, zieleń otaczająca dom i magia starego domu, w którym dzieci będą sie wychowywać od początku.

Co było kluczowe w podziale i projektowaniu tej przestrzeni?

Nie zaprojektowaliśmy naszego domu – wprowadziliśmy się po bardzo szybkim liftingu. Chcieliśmy w nim pomieszkać, poznać go i powoli zaprojektować jego nową wersje. I w tym procesie wciąż jesteśmy (śmiech). Zdążyliśmy już na przykład dwa razy zmienić położenie kuchni i salonu! Teraz składamy projekt budowlany i za rok planujemy generalny remont. Fajnie było mieć ten czas na poznanie przestrzeni, pomieszkanie z małymi dziećmi, które mogły robić w nim wszystko, co chcą, bo machaliśmy ręką, jak któreś z nich malowało po ścianie – zawsze wtedy mówiliśmy „i tak zaraz będzie remont” (śmiech).

Skąd czerpałaś inspiracje przy urządzaniu domu?

Ponieważ ten szybki remont był bardzo szybki, to oparłam go na prostym zabiegu, który gdzieś podpatrzyłam, a mianowicie – pomalowaliśmy wnętrze domu jednym, pięknym kolorem, aby uspokoić i oswoić tę przestrzeń, nadając jej nasz klimat. To odmieniło odbiór domu, który miał dużo brązów i ponurych kątów. Potem dodaliśmy sporo rzeczy, które już mieliśmy z poprzedniego życia: przedmioty w klimacie vintage, wiklinę, plus trochę francuskiego stylu, który był mi bliski. Teraz jesteśmy po kolejnej zmianie i skręciłam już w innym kierunku.

Bez którego mebla czy przedmiotu nie wyobrażacie sobie waszego domu?

Wykładzina w salonie! Zdecydowałam sie na nią, bo podłoga na parterze była z kafli, czyli bardzo zimna i bardzo mnie to denerwowało. Musiałam chodzić w kapciach i gonić dzieci, aby też je zakładały – nie lubiłam tego. Teraz mam ciepłą, milutką podłogę i do tego zaszalałam ze wzorem, który zaprojektowaliśmy specjalnie dla nas.

Ulubione miejsce w domu?

Kuchnia z salonem – tę przestrzeń niedawno odnowiłam, nadając jej nowy charakter, i bardzo sie tym teraz cieszę. Jest ejtisowy klimat, pasuje mi to do tego domu i mojej ostatniej fascynacji w designie, czyli właśnie lat 80. – czasów Memphis.

Do których przedmiotów macie szczególny sentyment?

Nie mam zbyt dużego sentymentu do rzeczy, lubię sie nimi bawić, zmieniać je, więc ulubione to te, które teraz oddają moją i naszą, rodziną atmosferę i potrzeby. Jestem bardzo dumna z szafek w kuchni, które są stare, były w piwnicy, która pełniła funkcję kuchni poprzedniego właściciela. Wzięliśmy je i nadaliśmy im drugie życie.

Co znajduje się w pokojach dzieci? 

Pokoje dzieci mamy podzielone na dwie przestrzenie: jedna to sypialnia, w której śpią wszystkie dzieci – bardzo to lubią i nie chcą jeszcze się rozstawać. Mają tu swoje nocne królestwo, przesuwają sobie materace – one często migrują. Czasem robią jedno wielkie loże, czasem sie rozdzielają. Druga przestrzeń jest do zabawy – to wielki pokój na strychu, w którym są wszystkie zabawki. Na dole, przy jadalnianym stole odbywają się z kolei prace plastyczne – więc dzieci zagarnęły trzecią przestrzeń i to już nie było planowane (śmiech).

Co lubicie w swojej okolicy?

Ciszę, spokój, bujną zieleń i sąsiedzki klimat. Traktujemy naszą uliczkę jak przedłużenie domu: rano potrafię wyjść na nią w piżamie, z kubkiem kawy, bo dzieci akurat chcą się przejechać na wrotkach i hulajnogach. Mieszka tu dużo osób, od bardzo dawna, od pokoleń i jesteśmy jedną z niewielu rodzin z małymi dziećmi. Wszyscy nas znają, miło nas przyjęli, zawsze się zatrzymujemy i zamieniamy trzy słowa z sąsiadami. Nie znałam tej wartości sąsiedztwa z czasów mieszkania w Śródmieściu.

Dokończ zdanie —> Nasz dom jest…

… naszą przystanią, w której najwięcej czasu spędzamy razem jako rodzina, ale też miejscem otwartym, do którego często wpadają przyjaciele, znajomi i rodzina.

I jak wam się podoba barwne królestwo tej piątki? Po więcej inspiracji w temacie wnętrz odsyłam was do naszych cykli: Rodzinny dom oraz Pokoik dziecka. Przyjemności!

Dodaj komentarz