ładnebebema10lat

Sprawdzamy, co słychać u starych, dobrych przyjaciół

Spotkanie z Pauliną Kanią

Sprawdzamy, co słychać u starych, dobrych przyjaciół
Kinga Hołub

Fotografka-wizjonerka, założycielka agencji HiHello i HiModels, mama Jeremiego i Stefana, życiowa partnerka Piotra. Mówi, że woli dzieci od dorosłych. No to mamy ze sobą coś wspólnego.

Paulina Kania jest nam bliska jak siostra. A że niedawno Ładne Bebe skończyło 10 lat, to chciałybyśmy świętować jak najdłużej, z całą swoją rodziną u boku (jak tutaj). Ostatnia dekada była dla niej czasem wielkiego rozwoju i wielkiego cierpienia. Choroba Piotra, operacje, rehabilitacja. Narodziny dwóch synów, narodziny dwóch agencji, narodziny nowej, silniejszej Pauliny. Dużo, co? Ze wszystkim dała sobie pięknie radę i jako uporządkowana, akceptująca siebie kobieta, raduje się ze wszystkiego, co ją i jej rodzinę spotkało. We wszystkim widzi wartość, nie umniejsza i nie popada w samozachwyt. Wie, po co, dokąd i z kim podąża. I mówi o tym tak otwarcie i prosto z serca, że porusza wszystkie tkanki. Posłuchajcie.

*

Co się wydarzyło u ciebie przez ostatnie 10 lat?

Dziś mam 35 lat, a 10 lat temu miałam 25. Dziś wiem, że dekada to dużo, a moje 10 ostatnich lat to naprawdę dużo doświadczeń, życiowych zmian, wspomnień – tych dobrych, ale niestety też i przykrych.

Zacznijmy od tych dobrych.

To moje dzieci, 8-letni Jeremi i półtoraroczny Stefan. Bycie mamą pokazało mi sens życia, którego wcześniej szukałam. Od 10 lat właściwie bez przerwy trwa moja praca z dziećmi. Przestałam już liczyć te wszystkie twarze, którym zrobiłam zdjęcia. Po 10 latach pracy wiem także, dlaczego pracuję z dziećmi, dlaczego mam w stosunku do nich tyle zrozumienia, tak bardzo ich bronię, i dlaczego wolę ich od dorosłych. Uświadomiłam to sobie na terapii, na którą uczęszczam od roku. Mam w sobie zbuntowane dziecko, które zawsze było oceniane, niestety negatywnie. W szkole była jako jedna z gorszych, karana za brak odpowiedzi, którą często znałam, ale bałam się mówić. W domu karana za wyniki w szkole, i tak w kółko. Zbuntowana na cały świat, uciekająca do krainy wyobraźni i romantycznej wielkiej miłości, jaką przeżyłam w wieku 15 lat. Dziś wiem, że przez moje życiowe doświadczenia tak bardzo rozumiem dzieci, bo wciąż to dziecko w sobie przeżywam i nie chcę go skrzywdzić.

Co w nich uwielbiasz?

Dzieci ujmują mnie swoją szczerością i otwartością, nieliczni dorośli potrafią w sobie zatrzymać dziecko. A więc przez 10 lat fotografuję z miłością dzieci, nie oceniam, pozwalam im na bycie sobą, traktuję delikatnie i pozwalam się złościć. Nigdy nie przypinam etykietek i nie nazywam niegrzecznymi – tak bardzo tego nienawidziłam jako mała dziewczynka. Przez 10 lat walczę z ludźmi, którzy nieodpowiednio wyrażają się na temat dzieci, wiedzą lepiej od nich, czego one chcą. Można powiedzieć, że 10 lat temu zaczynałam swoją przygodę z dziecięcą fotografią, która trwa nadal. Gdyby kiedyś ktoś mi powiedział, że tyle osiągnę w życiu zawodowym, trudno byłoby mi uwierzyć.

Bo jesteś pracuś.

Chyba coś w tym jest. Prowadzę agencję zajmującą się produkcją sesji zdjęciowych HiHello i agencję HiModels promującą dzieci, które występują w sesjach i filmowych produkcjach. Tworzę wizerunkowe kampanie dla polskich i światowych marek. Stworzyłam zespół ludzi potrafiących pracować z dziećmi i z tego jestem najbardziej dumna. To ponoć najbardziej nas wyróżnia, że dzieci czują się u nas dobrze i zawsze chcą wracać.

 

Kiedy po raz pierwszy sięgnęłaś po aparat? Pamiętasz ten moment?

Pewnego dnia powiedziałam sobie: zostanę fotografką. I tak się stało. Całą swoją energię skupiłam tylko na tym, że chciałam robić zdjęcia. Darmowe projekty, poznawanie cudownych ludzi, z którymi do dzisiejszego dnia utrzymuję relacje. Pierwsze zlecenia, te złe i te lepsze. Myśląc o ostatniej dekadzie, widzę masę ludzi, którzy mi zaufali, moich klientów, którzy w większości są ze mną od początku. Dziesięć lat to także refleksje, czy to, co robię, to właściwa droga? Fala konkurencji, pełno zdolnych fotografów, nowe agencje, coraz większy odzieżowy biznes dla dzieci, pojawiające się pytania, czy wolny zawód utrzyma mnie i moją rodzinę? Teraz wiem, że to ode mnie zależy, jak żyję. Wierzę w prawo przyciągania – dostajesz tyle, ile z siebie dajesz! Jeżeli dzieje się coś złego, to po to, aby się zatrzymać.

Skąd to wiesz?

Ostatnie 10 lat to dla mnie także ogromne przeżycia związane z chorobą nowotworową mojego Piotra – trzy ciężkie operacje guza mózgu, miesiące rehabilitacji, opieka nad nim, nad dziećmi i prowadzenie firmy. Bez cudownych ludzi chyba bym umarła! Dziś, po 10 latach, potrafię być nawet tej chorobie wdzięczna, bo pokazała nam, co jest ważne w życiu, które i tak mamy na chwilę.

Co jeszcze się w tobie zmieniło przez ostatnia dekadę?

Na pewno doświadczyłam zmian zachodzących wraz z wiekiem. Stałam się kobietą, która siebie akceptuje – może to za sprawą mojego partnera, któremu nieustanie się podobam (śmiech). Dziś coraz bardziej wolę fotografować ciekawe twarze niż te piękne, akceptuję zmianę i przemijanie, potrafię cieszyć się chwilą i ją celebrować. Dziś nie boję się iść naprzód, choć życie nie zawsze układa się gładko. Przestałam się też obwiniać. Kiedyś wszystkim potrafiłam się przejmować – niezadowolony klient mógł zniszczyć mi wieczór, który był przeznaczony dla rodziny. Myślę, że wciąż uczę się stawiać granice, i dziś wiem, że to ja wybieram priorytety i ponoszę konsekwencje. Czasami po całym dniu sesji nie chcę siadać do komputera i dalej pracować, wolę odpocząć. Podziwiam fotografów, którzy od razu siadają do pracy, żeby obrobić zdjęcia i wysłać je do klienta. Ja chyba mam w drugą stronę – jak coś bardzo mi się podoba, nie chcę do tego siadać. Muszę pomyśleć, jak to będzie najlepiej wyglądać. Moje dzieci mnie zmieniły, nauczyły i wciąż uczą tego, co jest ważne.

A co jest ważne?

Ważna jest chwila!

Od jak dawna kolegujesz się z Ładne Bebe?

Czekałam na to pytanie (śmiech). Jeszcze pracując w mojej pierwszej marce Pink Wings Studio z Anastazją Borowską, napisałyśmy do Gosi, założycielki Ładne Bebe. Byłyśmy takie podjarane, że nam odpisała! (śmiech). Chyba wtedy nie wierzyłyśmy, że nasze prace mogą zostać opublikowane! Więc z Ładne Bebe pracuję od początku, zrobiłyśmy razem multum sesji!

A które to twoje ulubione?

Były modowe projekty, reportaże, publikacje mojego bloga, wywiady, sesje wnętrzarskie, modowe wideo i wiele innych. Ciężkie, naprawdę ciężkie pytanie! (śmiech). Ładne Bebe kocham właściwie za to, że zawsze dawało mi się wyżyć. Praca z klientem czasem nie przebiega gładko – z jednej strony decyduje się na mój styl, a z drugiej boi się zaszaleć i zaufać. Z Gosią było zawsze inaczej – wierzyła we mnie. Rzucała tylko temat, a ja mogłam fotografować po swojemu. Ładne Bebe to też ludzie – poznałam dziewczyny z redakcji, osoby współpracujące, fotografki, mamy i dzieci. To naprawdę cudowne 10 lat. Dzięki Ładne Bebe poznałam Kasię z Radosnej Fabryki i jej rodzinę, z którą do dziś się przyjaźnimy. Połączyłyście nas! Kaśka, jeśli to czytasz – to była iskra od pierwszego wejrzenia! Ładne Bebe to też wyrozumiałość, i to chyba wyróżnia ten portal. Matki dające pracę innym matkom. Nie zawsze potrafiłam wywiązać się z poleconego mi czasowo zadania. Otrzymywałam wtedy zrozumienie dla mojej sytuacji i mojego stanu. Kiedyś źle obliczyłam czas, byłam pewna, że uda mi się oddać zdjęcia w terminie. Zgodziłam się na pracę dzień przed operacją mojego partnera. Stres mnie wtedy zjadł, zdjęcia były beznadziejne, ale dziewczyny z Ładne Bebe zrozumiały, nie oceniły, nie skreśliły. Zdjęcia powtórzyła inna fotografka, za to do dziś jestem wdzięczna.

Jak zaczął się dla was ten rok i jak chciałabyś, by się potoczył?

Zaczął się bardzo spokojnie, z uważnością i niech takim pozostanie. Na świecie jest tyle bodźców, które odciągają nas od tego, co ważne. Zrozumiałam, że wolę posiedzieć z dzieckiem w domu, być z nim ramię w ramię i budować relację na całe życie, niż jeździć na kolejne zdjęcia i być blisko, ale jednak obok. Uczę się cały czas i chciałabym jeszcze mniej się denerwować, panować nad sobą i nie ranić ludzi swoją złością. Chcę dobrze wykonywać swoją pracę i pielęgnować przyjaźnie, bo mam wkoło siebie dobre osoby. Chyba w końcu wiem, co to przyjaźń. Przez wiele lat byłam pracoholikiem, tak jak moja mama, uciekałam w pracę, aby nie myśleć o stresie. Chodzę na terapie, która jest bardzo bolesną zmianą, ale chcę w niej wytrwać.

Trzymam za ciebie kciuki. Powiedz mi jeszcze o waszej rodzinnej więzi i miłości. Co ją wzmacnia, a co wystawia na próbę?

Myślę, że jest bardzo silna przez wszystkie trudne doświadczenia, które nas spotkały. Choroba Piotra wzmocniła nas wszystkich, pokazała, jak ciężkie i niesprawiedliwe może być życie, ale też, że to od nas zależy, co z tym zrobimy. Mogłabym codziennie płakać i płakałabym do dziś całe 10 lat, bo tyle choruje Piotr. Ale dla nas ważna była rodzina. Dzięki chorobie zaczęliśmy podróżować, być ze sobą jeszcze mocniej. Mamy tyle przegadanych nocy, tyle intymności. Byłam przy nim w chwili, gdy po operacji nic nie mówił. To było takie ciężkie, pamiętam, jak na kartce napisałam pytanie: „Czy mnie pamiętasz?”. To było dla mnie tak ważne, mieliśmy tyle pięknych wspomnień. Lekarze powiedzieli, że mogli podczas wycinania guza uszkodzić ośrodek pamięci w głowie. Piotr ogromnym wysiłkiem uśmiechnął się i powiedział „Tak!”. Wiedziałam wtedy, że zacznie mówić, nauczy się od nowa. Jest spokojnym człowiekiem, ale niesamowicie silnym! Za to go podziwiam.

Dziękuję.

 

 

*

Niebawem kolejne spotkanie z sympatycznym człowiekiem, który trzyma z nami sztamę przez dekadę. Kto to będzie?