reportaż

Nie jestem przechowalnią bagażu

Rozmowa z Małgosią Paszkowską z zawodowej rodziny zastępczej

Nie jestem przechowalnią bagażu

Chwila może być pojęciem relatywnym – kiedy dziecko pojawia się u niej w domu, ma zostać na chwilę, a zostaje kilka lat. W rodzinie zastępczej nikt tak naprawdę nie wie, ile czasu będzie dane spędzić razem. Dlatego Małgosia Paszkowska wychodzi z założenia, że czas trzeba wykorzystać maksymalnie dobrze, nie czekać biernie. Bo jej dom zastępczy, choć tymczasowy, nie jest przechowalnią bagażu-dziecka przed powrotem do biologicznych rodziców lub przeprowadzką do nowych, adopcyjnych. To tylko i aż po prostu bezpieczny dom.

Pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, gdy przekraczam próg ich gliwickiego mieszkania w kamienicy, to: „ale tu ładnie!”. Przestronnie, czysto, kolorowo, przytulnie. Dom przez duże „D”. Dziecięca, często trudna i smutna, historia wisi tu na ścianach w postaci zdjęć i obrazków, i biega po pięknie urządzonym mieszkaniu. Ta szóstka dzieci w swoich małych życiach przeżyła albo nadal przeżywa o wiele za dużo i o wiele za mocno. Teraz są pod jednym dachem, są tymczasową rodziną. Małgosia Paszkowska przewodzi temu Imperium Mocy, jak wdzięcznie nazwała swój internetowy dziennik, w którym dzieli się ze światem trwającą już 12 lat przygodą tworzenia zawodowej rodziny zastępczej. Cholernie trudną przygodą.

SZÓSTKA W IMPERIUM MOCY

Aktualny skład drużyny: dwudziestoletnia Daria zwana Najstarszą, trzy siostry w wieku 8-13 lat, Rodzynek – jedyny brat w małym babińcu – i sześcioletnia Najmłodsza, nie tylko wiekiem, ale też stażem. Mocna szóstka. Mieszkają teraz w 130-metrowym, użyczonym, a dokładnie służbowym mieszkaniu w Gliwicach, w którym kiedyś był dom dziecka. Żyją w siódemkę, każdy ma zapewnioną swoją strefę. Czy Małgosia może przyjąć kolejne dziecko? Może, ale nie musi, bo ustawowo w rodzinie zastępczej powinno być maksymalnie troje dzieci. W praktyce dzieciaków jest więcej, bo trudno odmówić im pomocy. Telefon o tym, że pojawi się u niej Najmłodsza, dostała o 8:00 rano, o 9:00 dziewczynka była już na miejscu.

Imperium Mocy zaczęło się od Najstarszej – Małgosia poznała się z Darią zaraz po studiach pedagogicznych, kiedy zaczęła pracę w Zabrzu, w ośrodku wychowawczym prowadzonym przez siostry boromeuszki. Miała być jedną ze świeckich opiekunek dziewcząt – w tym Darii, która ma FAS, czyli alkoholowy zespół płodowy – mających zmienić system działania placówki, w której siostry znęcały się nad dziećmi. Wytrzymała tam trzy miesiące, ale więź z Darią była dużo silniejsza – w końcu Małgosia zdecydowała, że zostanie jej prawną opiekunką. Nie adoptowała Darii. Nie musi, bo i prawnie, i emocjonalnie są ze sobą bardzo związane – dwie świetne, silne dziewczyny z krótkimi włosami, trochę jak miks mamy, córki i najlepszej przyjaciółki. Daria mówi na Małgosię „mama”, reszta dzieci zwraca się per „ciocia” – takie są zasady w rodzinie zastępczej. Po czterech latach razem zdecydowały, że Małgosia stworzy zawodową rodzinę zastępczą i przyjmą pod swój dach inne dzieci.

MÓW MI „CIOCIU”

Pierwsi w domu Małgosi i Darii pojawili się dwaj bracia – przyjechali z pogotowia rodzinnego. Po dwóch latach znaleźli nową rodzinę. Rozstanie to wielkie emocje, ale mają kontakt do dziś. Po nich w domu zamieszkały trzy siostry – rodzice przyprowadzili je do Małgosi sami, na mocy postanowienia sądu. Chwilę wcześniej dziewczynki przeszły odwszawianie. Ich rodzice są alkoholikami, mama jest niepełnosprawna intelektualnie, tato jest chory psychicznie. W drzwiach ich domu było siedem zamków – nikt ich nie odwiedzał, one z niego nie wychodziły, sąsiedzi nie widzieli sióstr na podwórku. Całe szczęście, że tutaj trafiły razem – kolejna zasada w rodzinie zastępczej głosi, że rodzeństw się nie rozdziela.

Mama Najmłodszej nie chciała przyprowadzić jej do domu Małgosi, więc dziewczynkę przywieźli policjanci. Wymagała interwencji stomatologa, miała wyrwane dziesięć zębów, z których ciekła ropa. Najmłodsza jest śliczna, trochę nieśmiała, dużo się przytula – kiedy rozmawiamy, cały czas siedzi na kolanach Małgosi. Patrzę na jej szczerbaty uśmiech i wgniata mnie w sofę w ich pięknym salonie. Ostatnio Najmłodsza wyznała: „Chciałabym z wami mieszkać, ale chciałabym też wrócić do mamy”. Bo część dzieciaków z rodzin zastępczych żyje w takim rozdwojeniu, między rodziną zastępczą a rodzicami biologicznymi, którzy nie mają jasnej sytuacji prawnej w kwestii opieki nad dziećmi. Z aktualnej szóstki w Imperium Mocy jest jeszcze wspomniany Rodzynek – siedmiolatek, którego mamie nie odebrano praw rodzicielskich, ale która całą sobą manifestuje, że nie zależy jej na synu. Minęły cztery lata, mama nie walczy o Rodzynka, za to na rozprawie nazwała Małgosię złodziejką dzieci. Chłopiec nie pamięta tamtego domu, kiedyś w przedszkolu powiedział: „Moja mama ma na imię Ciocia”.

ZAWÓD: RODZIC ZASTĘPCZY

Jednym ze stereotypów krążących wokół rodzin zastępczych jest ten, że ich twórcy zajmują się dziećmi tylko dla pieniędzy. Skręca mnie ze złości, bo rozmowa z Małgosią utwierdza mnie w przekonaniu, że to pod wieloma względami bardzo ryzykowny zawód. Bycie ciocią to kwestia zawodowa i tak – za pracę dostaje się pieniądze, jak w życiu. Małgosia jest zatrudniona w gliwickim Centrum Pieczy Zastępczej i Wspierania Rodziny. Jej szefem jest dyrektor Centrum, a pomaga jej pani koordynator, która ma pod sobą kilka rodzin zastępczych – łącznie w Gliwicach jest ich jakieś dwadzieścia. Małgosia jest opiekunem prawnym Darii, co oznacza, że ma dokładnie taką moc jak rodzic biologiczny, dla reszty dzieci jest rodzicem zastępczym i takiej mocy nie ma.

Klasyczne domowe obowiązki domowe to jedno, ale Małgosia musi się też stawiać w sądzie na rozprawach rodziców biologicznych, monitorować sytuację prawną swoich dzieci, pisać sprawozdania. Czasem rodzice się zapierają i walczą o dzieciaki, jak mama Najmłodszej, która znalazła pracę, przeprowadziła się, wyremontowała mieszkanie i raz na dwa tygodnie dzwoni do córki – chce ją odzyskać. To jednak rzadsza sytuacja, bo częściej rodzice nie starają się wcale, a procesy sądowe toczą się latami, choć ustawowo powinny trwać pół roku.

MAMO, NIE UTRUDNIAJ

Co jest największym wyzwaniem rodzica zastępczego? Kontakt z rodzicami biologicznymi, obserwowanie, jak traktują swoje dzieci – mama chłopców, którzy byli u Małgosi jako pierwsi, kazała synom kłamać, że podczas zarządzanego u niej pobytu było miło. Chłopaki wracali do domu zastępczego przygnębieni i głodni. Mama Rodzynka wystawała pod domem Małgosi, za to potrafiła nie stawić się na obowiązkowe spotkanie, na które chłopiec bardzo czekał. W kość dają też emocje, po prostu. Ta świadomość, że dzieci w każdej chwili mogą się pojawić albo trzeba będzie je spakować: Wydawało mi się, że mam to ułożone, ale w praktyce wyszło inaczej. Chłopcy byli u nas dwa lata, pierwszy rok był bardzo trudny, szczególnie młodszy sprawiał problemy wychowawcze. Po roku doszliśmy do ładu, ale mamę chłopców pozbawiono wtedy praw rodzicielskich, co oznacza, że rozpoczyna się proces adopcyjny. Po kilku miesiącach bracia znaleźli dom adopcyjny. Był płacz – noc w noc. Nie płakałam w dzień, żeby reszta dzieci nie słyszała. Dwa lata życia to kawał czasu, kawał wspólnej historii – opowiada Małgosia.

Jako ciocia aka mama zastępcza przeszła z chłopcami sporo – uciekali ze szkoły, kradli, także w domu. Kiedyś znalazła list starszego brata, w którym po spotkaniu z matką biologiczną napisał, że się zabije, jeśli będzie musiał do niej wrócić. Wtedy Małgosia zwróciła się o wsparcie do swojej koordynatorki z gliwickiego Centrum Pieczy Zastępczej i Wspierania Rodziny. Przez 12 lat Małgosia opiekowała – i nadal się opiekuje – łącznie dziewięciorgiem dzieci: Daria jest z nią cały czas, a w świat wypuściła dwóch braci i niemowlę, które spędziło u niej zaledwie tydzień.

Jest silną i samodzielną mamą-ciocią, bardzo dużo pomaga jej Daria i bliscy krewni, którzy dobrze przyjęli wiadomość o tym, że Małgosia zakłada rodzinę zastępczą. Wsparciem są też przyjaciele i czytelnicy dziennika Imperium Mocy, którzy dodają jej energii – z wieloma z nich koresponuje prywatnie, utrzymując wirtualne przyjaźnie. Kiedy spytałam ją o superwizję dla rodziców takich jak ona, dowiedziałam się, że nie ma takiej pomocy terapeutycznej – w Gliwicach pojawił się projekt unijny dotyczący wsparcia psychologicznego dla rodziców zastępczych, ale jest w fazie papierologii. Gdy chorowała, a później zmarła, ukochana mama Małgosi, zgłosiła się do terapeuty prywatnie. Z rozmaitymi emocjami – swoimi i dzieci – trzeba sobie radzić po swojemu.

JEŚLI BAGAŻ, TO TYLKO W TRASĘ

„Nie jestem przechowalnią. Bagażu, z którym nie wiadomo, co zrobić i który ciąży. Bagażu, bez którego łatwiej ruszyć w miasto. Bagażu, który czeka potulnie na następny pociąg” – tak Małgosia napisała w swoim internetowym pamiętniku, żeby wyjaśnić, że jej dzieci mają prawo do przeżywania dzieciństwa w radości, nawet jeżeli życie w rodzinie zastępczej jest tylko przystankiem. Dla wielu to niewłaściwe, bo przecież nie wiadomo, kiedy będą musieli wrócić do swoich rodziców biologicznych, a tam nie będzie tak kolorowo. Ale dom Małgosi i Darii nie jest przechowalnią bagażu. Bagaże to się tutaj raczej pakuje. Większość dzieci jest właśnie na koloniach nad morzem. Pojechali na drugi koniec Polski, w końcu Bałtyk to synonim dziecięcych wakacji, synonim beztroski. Dlatego często chodzą razem na lody, do kina, do teatru, uczestniczą w biegach, celebrują urodziny i odwiedzają ulubioną ciocię z Wrocławia – siostrę Małgosi – która jest już wprawioną organizatorką ich miejskich wypraw.

Małgosia przyjaźni się też z rodzinami zastępczymi z Gliwic – ulubiona ciocia ma dom w górach, w którym kiedyś spędzili czas wszyscy razem. Z tych wypraw wracają do siebie, do swojego kolorowego domu przy ulicy królowej Bony – jak na Imperium Mocy przystało, do swoich przytulnych pokoi, do małych królestw z ich małym światem. Dzieci z polepionej rodziny, z polepionymi sercami, które porozrywali im różni dorośli, a które jedna dorosła próbuje scalić. Miejcie dobre dzieciństwo i jeszcze lepszą dorosłość, dzieciaki z Imperium Mocy.

*

Zachęcamy do śledzenia Imperium Mocy na Facebooku, tam znajdują się aktualne informacje, czy Małgosia i dzieci czegoś potrzebują. Możecie też wesprzeć ich w banku dzieciaka,przekazując rzeczy codziennego użytku. Planują także założenie fundacji, więc chętnie przyjmą pomoc prawnika czy grafika projektu logo. 

Dodaj komentarz