wolność

Matki pod specjalnym nadzorem

O wolności znanych matek w błysku fleszy

Matki pod specjalnym nadzorem

Co musi się stać, by wolność matki została ograniczona? Kto ją odbiera i z jakiej racji rości sobie do niej prawa? Wolność matek, także tych pod specjalnym nadzorem i pod wzmożonym obstrzałem kamer, podobnie jak podstawowe prawa obywatelskie, są tylko nasze. I nie powinny poddawać się żadnym manipulacjom, spiskom czy opiniom z zewnątrz. Nigdy!

Wraz z narodzinami dziecka rodzi się macierzyńska wolność, ale pełnię jej smaku czujemy zaledwie przez moment. Zarówno ona, jak i dotychczasowe życie zaraz się zmieni, przeistoczy w nowy rodzaj siły, ale i zależności wypływającej z bezkresnej troski. W pewnym momencie możesz poczuć, że ktoś ci tę wolność zabrał i już nigdy nie odda, czy ci się to podoba, czy nie. Myślisz, martwisz się, piszesz w głowie synopsisy codziennych katastrof. I tęsknisz aż do rozdarcia serca. W dodatku nie spuszczają z ciebie oczu ciekawskie media, oceniające i szukające sensacji, tak głodne, że nierzadko same je sobie nadbudowują. Natalia Klimas, Lara Gessler, Agata Rubik i Hanna Konarowska opowiadają o swojej macierzyńskiej wolności i o jej utracie, o dbaniu o nią i niedbaniu oraz o wyczekiwaniu zmian. Posłuchajcie.

*

Natalia Klimas-Bober – aktorka, absolwentka The Lee Strasberg Theatre and Film Institute

mama rocznej Zuzanny

Czy kiedykolwiek twoja wolność jako matki została ograniczona?

Rola matki z zasady jest rolą, która pozbawia kobietę wolności. Nigdy już nie czujesz się do końca wolna. Twoje serce i sens życia biegają albo jeszcze raczkują już poza twoim ciałem. Jest to piękne i przerażające zarazem. I tak już do końca życia. Połowa twoich myśli dotyczy już innego człowieka, nie ciebie.

Jak dbasz o swoją wolność jako kobiety i matki?

Nie dbam o swoją wolność. Odkąd zostałam mamą, nie mam wolności. Moja wolność sprowadza się do tego, że kiedy o 14:00 mój mąż idzie na spacer z Zuzią, na półtorej godziny, zamykam się w sypialni, zasłaniam firanki i włączam Netlfixa, bo na czytanie już od dawna nie mam siły. Scrolluję w telefonie i zwykle zasypiam. Budzę się i już nie mogę się doczekać, aż zobaczę buzię mojej córki. To jest moja wolność. Nie narzekam. Taki czas, kocham ten czas.

Jak postrzegasz swoje macierzyństwo na medialnym świeczniku? Jak wyznaczasz granice swojej prywatności i skąd bierzesz siły, by to robić?

Nie jestem na medialnym świeczniku. Coś tam czasem o mnie napiszą, ale zwykle bardzo miło. Pokazuję twarz mojego dziecka, ponieważ w naszym przypadku nie widzę powodu, aby tego nie robić. Gdybym miała milion followersów i dużo hejtu kierowano by w moją stronę, być może inaczej bym o tym myślała. Nie spotkałam się nigdy z jakkolwiek niemiłym komentarzem. Moje dziecko to w tej chwili całe moje życie. Dziwnie byłoby jej nie pokazywać. Ale rozumiem i szanuję te osoby, które wybierają inaczej.

Lara Gessler – właścicielka Pracowni Kulinarnej i kawiarni Słodki Słony, autorka książki ,,Zielnik Lary”

wkrótce urodzi się jej pierwsze dziecko

Jak definiujesz wolność?

Wolność dla mnie to poczucie wierności sobie. Kiedy wiem, że decyzje, które podejmuję, są prawdziwie moje, a nie są wysterowane poczuciem powinności, zobowiązania czy oczekiwań społecznych. Jestem wolna, gdy słucham siebie. Teraz jestem w harmonii ze sobą i czuję się cudownie wolna.

Czy kiedykolwiek twoja wolność została ograniczona?

Źle czuję się w sztywnych strukturach, dlatego praca 6 razy w tygodniu w wyznaczonych godzinach bardzo mnie dusiła. To było dla mnie ograniczenie wolności. Wiem, że wielu osobom takie jasne zasady właśnie dają poczucie wolności, bo praca w ten sposób zwalnia z obowiązku ciągłego podejmowania decyzji. Dla mnie było to bardzo ciężkie.

Czyja postawa uosabia dla ciebie pełnię wolności? Kto jest dla ciebie autorytetem w tej dziedzinie?

Każda osoba, która pozostaje wierna sobie, nie krzywdząc innych, jest warta podziwu. Nie jestem fanką kultu jednostek. Wydaje mi się, że za bardzo idealizujemy innych ludzi, krzywdząc siebie i będąc dla siebie zbyt surowymi.

Jak należy dbać o swoją wolność?

Zadawać sobie dużo pytań, mieć czas na myślenie. Wątpić, dużo rozmawiać z ludźmi, wietrzyć głowę i redefiniować swoje poglądy. Podróżować, wystawiać się na bodźce.

Jak wyobrażasz sobie swoje macierzyństwo na medialnym świeczniku? 

Myślę, że nie będę się skupiała szczególnie na mediach czy percepcji mojego macierzyństwa. Nie jestem ekspertką w tej dziedzinie i nie mam zamiaru być niczyim przewodnikiem w tej przygodzie. Podchodzę do tego tematu bardzo intuicyjnie. Wydaje mi się, że trzeba siebie bardzo słuchać i ufać swoim instynktom. Robiłyśmy to jako kobiety od zawsze i wierzę, że ja też dam sobie radę. Na pewno to będzie zaprzątało moją głowę bardziej niż media. Będę się pewnie dzielić swoją radością, ale bez zbędnego teoretyzowania.

Agata Rubik – dziennikarka, modelka i aktorka

mama Heleny i Alicji

Czy czujesz ciężar sławy na własnych barkach? Jak wpływa on na organizację waszego życia?

To wszystko zależy od tego, czy idziemy gdzieś całą rodziną, z Piotrem, czy bez. Sama, z córkami, nigdy nie odczułam, żebym musiała rezygnować z czegokolwiek. Nie sądzę, żebym wzbudzała większe zainteresowanie innych osób, a nawet gdyby tak było, to jestem zazwyczaj tak skupiona na dzieciach, że pewnie i tak bym tego nie zauważyła. Z Piotrem unikamy miejsc, gdzie nie moglibyśmy czuć się swobodnie. A poza tym – umówmy się – nasz tak zwany show business jest dość mały. Nigdy nie doświadczymy sytuacji, w których znajdują się osoby znane na całym świecie.

Jak dbasz o swoją wolność jako matki? Jak dzielisz swój czas, by realizować się jako matka i kobieta? 

Nasza rodzina jest bardzo zgrana. Nadajemy na tych samych falach, doskonale się rozumiemy. Każde z nas ma chwilę dla siebie, kiedy może odpocząć. Dziewczynki są już na tyle duże, że świetnie potrafią się zająć sobą. Poza tym kochają się nawzajem i bardzo lubią bawić się razem. Mają też swoje siostrzane sprawy, w które my się nawet nie chcemy mieszać. Dodatkowo my z Piotrem mamy to szczęście, że możemy wyjeżdżać sami, co jakiś czas, żeby naładować akumulatory i nacieszyć się sobą.

Jak podchodzisz do dzielenia się swoją rodzinną prywatnością na portalach społecznościowych i w mediach?

Media społecznościowe bardzo zmieniły tę kwestię i wydaje mi się, że na lepsze. Nie widuję już paparazzi czatujących na każdym rogu. Sama decyduję o tym, czy chcę podzielić się zdjęciami i treściami z osobami, które mnie obserwują. Myślę, że w zdrowym podejściu do tematu pomaga mi to, że jestem normalną osobą, że mam normalną, kochającą się rodzinę, nie zazdroszczę innym i nie muszę dawać upustu niezdrowym emocjom.

Hanna Konarowska – aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna, absolwentka Lee Strasberg Theatre and Film Institute

mama 8-letniej Zosi i półtorarocznej Mai

Czy przypominasz sobie sytuację, w której twoja wolność jako matki została ograniczona? 

Po pierwsze trzeba się zastanowić nad tym, co oznacza wolność matki. Ja to rozumiem to tak, że po pierwsze mówimy o dbaniu o czas dla siebie, a po drugie – o wolności w byciu rodzicem. Mój czas wolny, jako mamy dwójki dzieci, jest ograniczony permanentnie, ale zawsze udaje mi się wyszarpać chwilę spokoju. Natomiast ta druga kwestia jest znacznie bardziej skomplikowana. Myślę, że nasza wolność jako matek jest ograniczana cały czas, tym, co mówią ludzie dookoła, tym, co mówi internet czy liczne poradniki, doradzające nam, jak mamy wychowywać dzieci. Mówi się nam, co dziecko ma jeść, w co ma się ubierać, jak być wychowywane, czy je szczepić, czy nie. Opinie na te wszystkie tematy są skrajnie różne i młodzi rodzice się gubią, nie ufają swojej intuicji. Kiedy byłam mamą pierwszy raz, zupełnie nie radziłam sobie z tym ograniczaniem mojej wolności. Kwestionowałam każdy swój krok i myślałam, że świat zewnętrzny powie mi, jak ma być, żeby było dobrze. Dzisiaj wiem, że nie da się nie popełnić błędów. Nie da się zaplanować rozwoju dziecka i tego, co mu się przydarzy. Musimy działać na bieżąco i wierzyć w siebie, w to, że robimy tak dobrze, jak potrafimy.

Czyja postawa uosabia dla ciebie pełnię macierzyńskiej wolności?

Autorytetem jest dla mnie Jesper Jull i jego wizja wolności rodzicielskiej. Jego książka „Rodzic jako przywódca stada” zawsze uspakaja mnie, że to normalne, że nie jest łatwo i że jako matka mam prawo dbać o siebie i o swój czas. Pomógł mi zrozumieć, że dziecko potrzebuje naszego przywództwa, bo to mu daje poczucie bezpieczeństwa. Ale musimy być mądrzy, żeby być dobrymi przywódcami. Moja rodzina jest patchworkowa, więc każdego dnia zdarzają się sytuacje, w których znowu trzeba zmądrzeć, żeby zadbać o wszystkich. Nie zawsze to się udaje. Wiedzę i doświadczenie biorę od wszystkich bliskich mi kobiet. Każda z nich przeżyła coś, czego ja nie, i może pomóc mi stać się mądrzejszą i bardziej czujną mamą. Wiele też w kwestii wolności uczę się od mojego męża, który ma już dorosłą córkę i przeszedł te etapy, które są dopiero przede mną.

Jak dbasz o swoją wolność jako matki?

Rano śpię (śmiech). Oczywiście nie udaje się to codziennie, ale sen jest dla mnie niezwykle ważny i jestem wdzięczna mojemu mężowi, że to on najczęściej wstaje rano. Zaznaczam, co jest dla mnie ważne, mówię dzieciom, że teraz jest czas dla mnie: na sport, na książkę, na relaks. Uczę je, że dbanie o siebie jest wartością. Potem jestem cała dla nich. Ale muszą uszanować moją wolność. Mamy też zasadę, że najczęściej jak się da, wychodzimy we dwoje lub wyjeżdżamy gdzieś sami. Na szczęście mamy fenomenalną Panią Małgosię, która jest dla dzieci jak rodzina. Jej obecność daje nam takie poczucie bezpieczeństwa i wolność jako pary czy wolność dla mnie jako mamy, że jest to nie do przecenienia. Namawiam wszystkie mamy, żeby korzystały z pomocy babć, dziadków, cioć czy niań, i dbały o czas dla siebie.

Praca jest też tym, co daje mi poczucie wolności. Nie zrezygnowałam z niej mimo dzieci. Uważam, że dla mojego poczucia szczęścia i spełnienia, jako człowieka, niezbędna jest możliwość realizowania się w dziedzinie swojej pasji. Ale mam takie warunki, że mogę sobie na to pozwolić, czego niestety nie może powiedzieć każda matka, czasem i ojciec.

Jak postrzegasz swoje macierzyństwo na medialnym świeczniku? Jakie trzeba mieć narzędzia, by znieść to godnie, by zaakceptować to nieustające podglądactwo i nie zwariować?

Na szczęście nie mam z tym problemu. Życie rodzinne zachowuję dla siebie, nawet jeśli czasem dzielę się przeżyciami czy emocjami na Instagramie lub rozmawiam o macierzyństwie. Nie czuję, żeby moje macierzyństwo było na świeczniku bardziej niż macierzyństwo każdej innej matki, bo jak mówiłam wcześniej, ciągle jesteśmy oceniane lub oceniamy same siebie, porównując dokonania swoich dzieci, umiejętności, a tym samym kwestionując to, jakimi dobrymi jesteśmy matkami. Używam więc takich samych narzędzi, jak w przypadku komentarzy typu: „czy przypadkiem nie jest jej za ciepło”/„a nie powinna mieć czapeczki”/„karmisz piersią tak długo?!”. Tymi narzędziami są wiara, w to, że wiem, co robię, świadomość, że zawsze popełni się jakiś błąd, i zrozumienie tego, że my i tylko my, jako rodzice, ponosimy odpowiedzialność za nasze dzieci i za decyzje, jakie wobec nich podejmujemy. Ktoś doradzi, doradzi źle, a odpowiedzialność spada na rodzica, dlatego trzeba mieć w nosie to, co mówią inni, nie słuchać, nie przejmować się i robić swoje. Chyba, że oczywiście czujemy, że czyjaś rada nam pasuje i wtedy staje się ona naszą decyzją.

*

Co biorę dla siebie z tych czterech rozmów? Ufaj swoim instynktom i bądź sobie sama przewodniczką w macierzyńskiej przygodzie. Kiedy dostaniesz moment na odpoczynek, weź go i zrób z nim co chcesz, nawet jeśli to będzie scrollowanie walli w social mediach albo nadrabianie zaległości w serialach. Jeśli masz taką potrzebę, dziel się z innymi swoją prywatnością, byleby nie działo się to w atmosferze zawiści czy dawania upustu niezdrowym emocjom. Dbaj o swoją wolność, będąc wierną sobie i nie zważając na to, co mówią ludzie dookoła, co mówi internet czy wszystkowiedzące poradniki. I bądź szczęśliwa. Dziękuję, dziewczyny.

Dodaj komentarz