artykuł sponsorwany bio hipp

Jedzenie w słoiczkach – fakty i mity

Rozmowa ze Stefanem Hippem

Jedzenie w słoiczkach – fakty i mity
Kasia Karaim-Baranowska

W kaloszach i płaszczach robimy dziś desant na Warmię. Zrywamy marchewki prosto z pola, towarzyszymy przy wykopkach, zadzieramy głowy, śledząc żurawie. W ekologicznym gospodarstwie marki HiPP mamy okazję porozmawiać o tym, jak się robi najwyższej jakości jedzenie dla dzieci. I zadać kilka nurtujących pytań samemu Stefanowi Hippowi.

Obalimy dziś kilka mitów. I padnie kilka ważnych zdań, gdy wraz z zaproszonymi blogerami przemierzamy pieszo i na czterech kołach warmińskie pola uprawne w gospodarstwie ekologicznym pana Stefana Hippa. Mit numer jeden: pan Hipp – znany z reklam słoiczków, deserków czy soków – to wymysł na potrzeby reklamy. Otóż nie, wita mnie sympatyczny pasjonat rolnictwa ekologicznego, który o ziemi opowiada z szacunkiem i ogromną wiedzą. Jest przedstawicielem kolejnego pokolenia rodziny Hipp, która z całkowitym przekonaniem od ponad 60 lat prowadzi uprawy ekologiczne.

Poprzeczkę stawia bardzo wysoko, znaczek BIO na słoikach marki HIPP oznacza wiele więcej, niż gwarancję spełnienia restrykcyjnych unijnych norm. Tu standardy jakości wykraczają poza wymagane przepisy: każdy słoik przechodzi ponad 260 kontroli surowszych, niż normy EU, oraz jest produkowany w sposób neutralny dla klimatu. Bycie krok dalej oznacza też myślenie o tym, jakie środowisko zastaną kolejne pokolenia, a więc działania mające na celu ochronę zagrożonych gatunków i wspieranie bioróżnorodności. 60 lat doświadczenia w rolnictwie ekologicznym zobowiązuje!

Mit numer dwa: właściciel dużej firmy nie ma czasu, by doglądać upraw osobiście. Po dzisiejszym dniu mam wrażenie, że gdyby ziemniaki miały imiona, pan Stefan Hipp znałby je wszystkie. W rolnictwie ekologicznym wrogiem jest pośpiech i pazerność, pójście na skróty – mówi Stefan Hipp. Proces odbudowy wyjałowionej ziemi, jaką zastał tu, na Warmii, w starym PGR, zajęło wiele lat. Rolnictwo przemysłowe karmi tylko roślinę, my karmimy ziemię – dodaje, przesypując z rąk do rąk grudki kompostu. Płodozmian, stosowanie kompostu, „nie” dla GMO i chemicznych środków czy antybiotyków – to nie są tylko chwytliwe hasła, o czym mogę się przekonać podczas spaceru.

Mit numer trzy: to my wiemy najlepiej. Otóż pora przyznać się przed samym sobą, że jako ludzie jesteśmy tylko trybikiem w tym łańcuchu zależności i to natura gra tu rolę nauczyciela. Tylko czy umiemy i chcemy się od niej uczyć?

Nad stawem krążą ptaki, które w naturalny sposób rozprawiają się z insektami, podobnie skuteczne jest sadzenie roślin wabiących chrząszcze na obrzeżu pola uprawnego. A stary pień drzewa pozostawiony celowo w lesie jest domem dla tychże ptaków i owadów. Wszystko tu współgra jak w naczyniach połączonych. Gdy już nacieszymy się jak dzieciaki zrywaniem i podjadaniem marchewek, pogonią za traktorami, slalomem między górą kompostu, oraz jazdą po polu (z efektowną akrobacją), zastanawiam się, czy po godzinie 21:00 pan Stefan znajdzie jeszcze czas na wywiad. Mit numer cztery: zajęci biznesmeni nie mają czasu na pogadanki. Mają. A ja przemieniam się w dociekliwą konsumentkę. Co chcecie wiedzieć o słoiczkach?

Mam w ręku słoik z waszą ekologiczną marchewką. No to jak to jest: ile mamy tej marchewki w marchewce? Szukam soli, ryżu czy innych wypełniaczy…

Nic z tego. Tu jest tyko marchewka. Nie ma żadnych innych dodatków.

Z ilu marchewek robicie jeden słoik?

To zależy od wielkości, ale można przyjąć jedną marchewkę na jeden słoik.

Dobrze, więc co jeśli pójdę nie do sklepu, ale na mój bazarek, kupię piękne marchewki i zrobię mus. Będzie eko i bezpiecznie dla dziecka?

Certyfikat ekologiczny to dużo więcej, niż brak oprysku. Rozdzielmy dwie rzeczy: co innego, gdy kupujesz na bazarku dla siebie, a co innego – dla malucha. Być może sprzedawca powie, że ma przydomową uprawę ekologiczną. Ale czy ma gwarancję, co dostaje się do gleby od sąsiada, czy przebadał ją na obecność azotanu? My testujemy jakość gleby, nasion, upraw, produkcji, aż po gotowy słoik. Każdy ze słoików podlega ponad dwustu sześćdziesięciu różnym kontrolom, surowce badamy na obecność ponad tysiąca dwustu szkodliwych substancji. Po to, by została najlepsza marchewka czy inne warzywo lub owoc.

No właśnie, zaraz myślę o pasteryzacji, o temperaturach, o uciekających witaminach…

Pasteryzujemy metodą babć, czyli przez podgrzanie. Liczy się też to, jak przerabiamy warzywo, w jakiej temperaturze i jak długo je gotujemy – robimy to w taki sposób, żeby nie tracić tego, co w nim najzdrowsze.

Dziś oglądaliśmy ziemniaki i marchewki na polu, zastanawiam się, jak długa i skomplikowana jest droga od tego pola do sklepowej półki. Produkujecie tu, w gospodarstwie ekologicznym, a następnie przewozicie warzywa do fabryk w Niemczech?

Tu je uprawiamy, selekcjonujemy, magazynujemy przez kilka dni, też po to, by wysłać do Niemiec próbki, zrobić testy. Od zbioru na polu do produkcji gotowych słoików mija około dwóch tygodni.

Tylko?

Tak, większość warzyw jest przetwarzana na świeżo. Podobnie z pasteryzacją, to naprawdę nie różni się od domowych metod wkładania słoików do gorącej wody.

Dlaczego wasze eko gospodarstwo założył pan właśnie na Warmii? Jest tu czyściej, niż w innych rejonach?

Są dwa powody. Po pierwsze zakochałem się w tym miejscu, to mój drugi dom. A po drugie, tak – tu są wyjątkowo dobre warunki do upraw surowców ekologicznych do produkcji jedzenia dla dzieci. Nie ma wielkich fabryk, czyli potencjalnych źródeł zanieczyszczeń.

Chyba że rolnictwo konwencjonalne, sztuczne nawozy, brak kontroli i wiedzy…

Od kilku pokoleń staramy się to zmieniać, cała nasza rodzina wierzy w zasady zrównoważonego rozwoju. To nie tylko ekologia, ale i odpowiedzialność społeczna, myślenie o przyszłych pokoleniach.

Zazwyczaj w firmie szef zostaje za biurkiem, pan jeździ doglądać upraw osobiście. 

To wynika z dwóch rzeczy – po pierwsze jesteśmy firmą rodzinną i naprawdę kierujemy się w pracy sercem, mamy te same przekonania. A po drugie – to moja pasja, ja naprawdę to kocham. Jestem i rolnikiem, i przedsiębiorcą, nie ma jednego bez drugiego.

„Rolnictwo przemysłowe karmi tylko roślinę, my karmimy ziemię”.

 

Porozmawiajmy o certyfikacie BIO. „Eko”, „bio” to oznaczenia powszechnie znane, a czasem nadużywane. Dziś każdy chce w mediach powiedzieć: jestem z zielonych płuc Polski.

Taki slogan nie jest żadnym gwarantem upraw eko. Żeby otrzymać symbol zielonego liścia, czyli unijne logo produkcji ekologicznej, trzeba spełnić naprawdę bardzo surowe normy, być poddanym systemowi kontroli produkcji.

Ale dla pana ekologiczna produkcja to nie tylko droga biznesowa i certyfikaty, ale, mam wrażenie, też życiowa filozofia.

Wychowałem się w gospodarstwie ekologicznym, mój dziadek był pionierem takiej metody uprawiania ziemi już w latach 50. w Niemczech. Dla mnie czy rodzeństwa nigdy nie było wątpliwości, że to jedyna słuszna droga. Nie tylko, by produkować zdrową żywność, ale też być odpowiedzialnym za następne pokolenia. Rolnictwo konwencjonalne o tym nie myśli, interesuje ich tu i teraz.

Zabrzmiało jak pana prywatna misja.

Bo tak jest! To moja wizja i widzę, że świadomość producentów w Polsce się zmienia.

Wierzę w edukację – dzieciaki by się tu cudownie odnalazły. Nam w szkole nikt nie opowiadał o bioróżnorodności, o alternatywach w rolnictwie.

W Niemczech robimy programy edukacyjne w przedszkolu. Wierzę, że kropla drąży skałę.

Dziękuję za rozmowę.

Czytać o gospodarstwie ekologicznym, a przyjechać i zobaczyć, jak to naprawdę działa, to dwie różne rzeczy. Mnie ta wizyta otworzyła oczy na wiele prawd i po raz kolejny przekonałam się, że im mniej mieszamy się w środowisko naturalne, tym lepiej. Jak powiedział pan Stefan Hipp, wszystko zaczyna się od ziemi. Warto o tym pamiętać, patrząc na nasze warzywa na talerzu.

A na deser mamy dla was konkurs! Opowiedzcie poniżej w komentarzach, jaki fakt o słoiczkach bio czy gospodarstwie ekologicznym był dla was największym zaskoczeniem, nowością? Nagroda to zapas aż 60 słoiczków marki HiPP pod wasze drzwi! Czekamy na wasze wpisy do 2 października.

WYNIKI: Wow! NIe spodziewałyśmy się takiej ilości. Bardzo wam wszystkim dziękujemy! A zapas leci do Tomka, który podsumował myśli wierszem!

 

Materiał powstał we współpracy z marką HiPP.

Dodaj komentarz