edukacja seksulana

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksualności?

Rozmowa z Tosią Kopyt, psycholożką i edukatorką seksualną, która prowadzi na Instagramie profil „WdŻ dla zaawansowanych”

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksualności?
Archiwum prywatne Tosi Kopyt

„Rozmawiajmy z dziećmi tak, by później to rozwijać, a nie odkręcać”, mówi Tosia Kopyt, autorka książki „Skąd się biorą dzieci? Ale tak naprawdę!”. Sprawdźcie, jak przygotować się do rozmowy i które książki według naszej rozmówczyni powinny się znaleźć w biblioteczce przedszkolaka, starszaka i nastolatka.

Rodzice, pamiętacie to? Uczucie lekkiego zażenowania, potężne rumieńce na policzkach i odliczanie w głowie, kiedy ta rozmowa się skończy… Tak wyglądają wspomnienia wielu z nas z „tych” rozmów. W większości nikt nas nie nauczył rozmawiać o seksie i ciele bez wstydu, ale możemy nadrobić tę umiejętność – warto, zwłaszcza jeśli mamy dzieci. Obecna narracja sprzyja rozmowom pełnym empatii i ciałopozytywności. Jeśli brakuje wam eksperckiej wiedzy, słów czy wyjaśnień – zaglądajcie na instagramowe konto Tosi Kopyt „WdŻ dla zaawansowanych” i do jej książki „Skąd się biorą dzieci? Ale tak naprawdę!”. A na początek przeczytajcie naszą rozmowę!

Tosiu, jak z tobą rozmawiano o seksie, kiedy byłaś dzieckiem? 

Moje doświadczenie nie odbiega od typowych przeżyć naszego pokolenia. Miałam „tę jedną” rozmowę dotyczącą zbliżającej się pierwszej miesiączki i tego, skąd się biorą dzieci. Gdy patrzę na to z dzisiejszej perspektywy, widzę, że ta rozmowa odbyła się za późno. Widzę to też jako mama dziecka w wieku przedszkolnym. Dzieci są wtedy tak ciekawe swojego ciała, a przy tym neutralnie nastawione do związanych z tym tematów. Trudniej przyjąć informację o tym, czym jest miesiączka, jeśli dowiadujemy się o niej zaraz przed tym, gdy ma nas ona bezpośrednio dotyczyć.

Wiek nastoletni też wydaje się trudny, nawet bez tych trudnych rozmów. 

Dokładnie. Zachodzą zmiany hormonalne, społeczne, dzieje się rewolucja w mózgu. Łatwiej jest to wszystko przeżywać, jeżeli ma się podstawy wiedzy i oswojone pewne tematy. A także wyraźny sygnał od dorosłych, że są chętni do rozmowy. Teraz dość powszechne jest to, że dzieci dowiadują się, czym jest miesiączka już w wieku przedszkolnym, kiedy zobaczą podpaskę w łazience lub gdy mama narzeka na gorsze samopoczucie. U mnie tak nie było, ale muszę przyznać, że klimat wokół tych wątków był dobry, nie było tabu czy straszenia.

Czy łatwo jest wyjść poza znajome schematy rozmów z dziećmi o seksie?

Mój przykład nie jest najlepszy, by odpowiedzieć na to pytanie, bo ja z tych schematów wychodziłam długo, ale działo się to po prostu w ramach zdobywania kompetencji zawodowych. Poszłam na studia psychologiczne, później – wychowania seksualnego. Zaczęłam pracę i spędziłam mnóstwo czasu na lekturze książek lub na rozmowach. Może się to jednak dziać szybciej. Regularnie dostaję wiadomości od osób, które opowiadają, jak wiele zmieniło się w ich podejściu dzięki obserwowaniu mojego profilu, przeczytaniu poleconej lektury, własnej edukacji.

Kto ma zacząć tę rozmowę? Rodzic powinien czekać, aż dziecko zapyta, czy lepiej uprzedzić pytania?

Jeśli pytania padają ze strony dziecka, to znak, że ten temat już się pojawił z innych źródeł. Odpowiadajmy najpierw – w ten sposób będziemy budować relację z dzieckiem. Najlepsze, co możemy zrobić, to pokazać, że stajemy na wysokości zadania i jesteśmy odpowiednimi osobami do zadawania wszelkich pytań. Czekanie, aż dziecko zada pierwsze pytanie, może być zwodnicze. Oczywiście w przypadku dwu-, trzylatka możemy czekać, aż ten temat się pojawi. Im dziecko jest starsze, tym więcej zagrożeń i trudności może z tego wynikać. Jedna z obserwatorek profilu „WdŻ dla zaawansowanych” napisała do mnie po lekturze mojej książki, że gdy jej córka miała cztery lata, zapytała, skąd się biorą dzieci. Mama wtedy wyjaśniła jej to na tyle precyzyjnie, jak umiała, a potem na kilka lat temat ucichł. Miała przekonanie, że skoro córka już nie pyta, to nie interesuje się tematem. Jakież było jej zdziwienie, gdy przy okazji czytania mojej książki z jej córki, będącej wówczas w wieku szkolnym, wylało się mnóstwo pytań. Okazało się też, że w szkole zdążyła usłyszeć wiele szkodliwych opowieści na temat seksu i mitów o seksualności człowieka.

Czyli było już trochę za późno…

Jest taka wspaniała zasada w edukacji seksualnej – wiedza powinna wyprzedzać doświadczenie. To bardzo ważne! Szczegółowo mówiąc: człowiek przed piętnastym rokiem życia powinien wiedzieć, co to jest antykoncepcja, przed dziewiątym, dziesiątym – czym jest miesiączka i jak się ją „obsługuje”. A tak jak wspomniałam, dużo łatwiej robi się to jeszcze wcześniej. U polskich dzieci 11 lat to obecnie średni wiek pierwszego kontaktu z pornografią. Choćby z tego względu warto, by dziecko wcześniej miało wiedzę i poczucie, że zawsze może zapytać dorosłych. Czasem, nieco brutalnie, pytam rodziców, czy chcieliby, by to pornografia była pierwszym źródłem informacji na temat tego, czym jest seks. Jeśli przedstawimy dziecku ten temat jako związany z bliskością, przyjemnością, relacją i pokażemy, że jesteśmy gotowi do odpowiadania na pytania, to nawet po zetknięciu się z pornografią jego pierwsze skojarzenia z seksem będą inne, pozytywne.

Jak jeszcze rodzice mogą się przygotować do rozmów? Pamiętam, jak sama siebie zaskoczyłam, gdy szykując starszego synka na pojawienie się brata, w trakcie czytania książki o ciąży za pierwszym razem pominęłam stronę z informacjami o seksie i o tym, jak plemnik dostaje się do jajeczka… Nie spodziewałam się, że to będzie dla mnie tak trudne. 

Z nami nie przeprowadzano zwykle takich rozmów w spokojnej, bezpiecznej atmosferze i nie mamy wzorców, jak to robić. W filmach z kolei takie sceny często mają żartobliwy wydźwięk, dotyczą rozmów między rodzicami a nastolatkami, którzy już mają wiedzę na ten temat, a reakcją dziecka jest przewracanie oczami z zażenowaniem. Dlatego też zdecydowałam się wspierać rodziców w tym zadaniu. To bardzo trudne – dać dzieciom coś, czego sami nigdy nie otrzymaliśmy. Ale się da! Rodzice są bardzo ważnymi odbiorcami mojej pracy zawodowej, dla nich stworzyłam kurs online, z myślą o nich powstała również moja książka. „Skąd się biorą dzieci? Ale tak naprawdę!” pokazuje, jak może wyglądać precyzyjna, rzetelna, a przy tym ciepła i przeprowadzona dziecięcym językiem rozmowa o seksualności, ciąży, ciele. Bardzo zachęcam, by samemu ją przeczytać, nawet na głos, rozmawiać o tym z innymi dorosłymi. Nawet jeśli ominiemy słowo „seks” za pierwszym czy drugim razem – nic się nie stanie. Oswajamy się, idziemy w swoim tempie. Ważne, że ruszyliśmy w tę drogę.

Niektórzy rodzice boją się mówić o seksie jako czymś pozytywnym, obawiają się bowiem, że to zachęci dziecko do zainteresowania się tematem, a może nawet do wczesnej inicjacji.

Badania na temat edukacji seksualnej pokazują, że jej wprowadzenie nie ma wpływu na wiek inicjacji seksualnej, a nawet może ją opóźniać. I co ważne: edukacja zmniejsza ilość ryzykownych zachowań. Nie mamy więc podstaw, by się tego bać! Ja bym raczej była za zadaniem odwrotnego pytania: „Co, jeśli spóźnię się z tą rozmową?”, „Co, jeśli opowiem o seksie tak, że do niego zniechęcę lub nim przestraszę?”. W gabinetach seksuologów jest sporo pacjentów właśnie z takimi trudnościami, potrzebujących przepracować strach, wstyd, który im w dzieciństwie i w nastoletnim życiu wpojono. Co do zainteresowania tematem: według badań NASK 42% nastolatków w Polsce sięga po pornografię z ciekawości, a 15% – by zdobyć wiedzę o seksualności. Dlatego podsuwajmy książki i rozmawiajmy o tym, by dzieci nie szukały wiedzy w pornografii. A jeśli już trafią na tego rodzaju materiały, to aby wiedziały, że mają z kim porozmawiać, gdyby pojawiły się trudne emocje.

Czy z punktu widzenia edukatorki seksualnej mówienie o bocianach, kapuście i pszczółkach ma jakikolwiek sens?

Zachęcam rodziców, aby rozmawiali z dziećmi tak, by później to rozwijać, a nie odkręcać. Okłamując dziecko, pokazujemy, że nie można nam ufać, i ono na kolejnych etapach nie będzie wiedziało, kiedy mówimy coś serio, a kiedy znowu ściemniamy. Znam wiele historii od moich obserwatorów, którzy pamiętają do dziś żal do rodziców, że zostali okłamani. Jeśli więc nam się to zdarzy, warto jak najszybciej się z tego wycofać i wyjaśnić, dlaczego tak postąpiliśmy, że było nam trudno opowiedzieć o tym inaczej. Moja książka zaczyna się właśnie od tego, że kiedyś rodzice mówili dzieciom, że przyniósł je bocian, znaleźli je w kapuście lub kupili w sklepie, i tłumaczy, że to dlatego, że z nimi nikt o tym nie rozmawiał i mogli być tym skrępowani. Dla rodziców czytających ten fragment jest to podpowiedź, jak można rozpocząć rozmowę: „Wiesz, u mnie też tak było. Rodzice ze mną na ten temat nie rozmawiali, nie było podobnych książek. Brakowało mi takich rozmów, gdy byłam mała, i cieszę się, że czytamy to razem”. Przypomniała mi się wiadomość od czytelniczki, która miała poczucie, że czyta tę książkę dla swojej wewnętrznej dziewczynki, z którą nikt o tym nie rozmawiał. Że ma poczucie, że dzieci jako odbiorcy tej książki są w końcu traktowane poważnie, i bardzo ją to wzruszyło.

Co jeszcze znalazło się w twojej książce? Na czym szczególnie ci zależało, a czego nie ma w innych tego typu pozycjach?

To nie zawsze są rzeczy, których nie ma nigdzie indziej, ale też nie ma książki, poza moją, która ujmowałaby wszystkie naraz. [śmiech] Zależało mi na inkluzywności, pokazaniu różnych opcji, jak poród naturalny i poprzez cesarskie cięcie, karmienie piersią, butelką ze sztuczną mieszanką i „karmienie piersią inaczej”, czyli mlekiem odciągniętym za pomocą laktatora, a przy tym na zaznaczeniu, że to równorzędne warianty. Staram się podkreślać, że istnieje wiele możliwości, używając takich wyrażeń jak „zazwyczaj”, „często”, „bywa, że”. Poza inkluzywnością dbałam o to, by pokazać zwyczajne ciała. Wielu czytelników zachwyca się tym, że główna bohaterka ma włosy pod pachami i na nogach. Ważne było dla mnie również, by pojawiła się taka definicja seksu, która będzie pomocna dla rodziców, w miarę łatwa do przekazania i zrozumiała dla dzieci, a jednocześnie precyzyjna. W wielu książkach seks sprowadza się do penetracji, a to dlatego, że dotyczą one tego, skąd się biorą dzieci. Przez to jednak przedstawiamy dzieciom bardzo wąską definicję seksu. Chciałam pokazać, skąd się biorą dzieci, nie tylko w sensie biologicznym, ale też skąd się biorą w rodzinach. Stąd część o rodzinach zastępczych, adopcyjnych, patchworkowych, jednopłciowych. Pojawiają się określenia „zarodek” i „płód”, jest informacja o tym, czym są inseminacja, in vitro, poronienie, aborcja. Poza tym moja książka wyróżnia się poważnym traktowaniem dziecięcych odbiorców i szerokim spektrum tematów. Ważne było dla mnie, by nie tylko przekazywała wiedzę, ale też wspierała tworzenie relacji i rozmowy rodziców z dziećmi. Książka zaczyna się i kończy dialogiem, który prowokuje do zadania pytań dziecku, do rozmowy. Wiem od czytelników, że korzystają z tej możliwości, i niezwykle mnie to cieszy.

Co w książkach dla dzieci na temat seksualności powinno rodzica zaalarmować i zdecydować o odłożeniu lektury? 

Nie toleruję ściemy, a niestety są na rynku książki, które mówią o ziarenkach, przytulaniu czy też o tym, że dzieci biorą się z miłości. Abstrahując od tego, że są takie, które poczęły się zupełnie bez miłości i że nie jest ona warunkiem wystarczającym do powstania ciąży, taki komunikat może być dla dziecka mylący. Niektóre dzieci traktują go dosłownie i na przykład boją się, że będą mieć dziecko ze swoim rodzicem, bo przecież kochają mamę i tatę. Albo też pytają przy rodzinnym obiedzie ciocię i wujka, którzy nie mają dzieci, czy oni się nie kochają. Inna sprawa to nazewnictwo. W pewnej dość popularnej książce napisane jest, że chłopak ma siusiaka, a dziewczynka… nie ma, czyli kobieta jest definiowana poprzez brak. W innej – dziewczynka ma „gładkie łono”. Nie mam nic przeciwko temu, by używać różnych określeń na genitalia, najważniejsze, by ich używać. Ważne jest, by te słowa określały, co mamy na myśli.

***

Jakie książki o ciele i seksualności dla dzieci w różnym wieku poleca Tosia Kopyt? Do których grup wiekowych są skierowane i czego się z nich dowiemy?

Corinne Dreyfuss, Benjamin Chaud, „Gili, gili. Słówka z ostatniej chwili” (Zakamarki)

Propozycja dla maluchów – pierwsze słówka i radosne obrazki kreską Benjamina Chauda. „Nie jest to książka o seksualności, ale padają w niej określenia »siusiak« i »siusiajka«, co moim zdaniem jest super, bo pokazuje, poprzez ten sam źródłosłów, równość tych wyrażeń, a nie ucieka od tematu lub określa kogoś przez brak”, przyznaje Tosia.

Anna Salvia, Cristina Torrón, „To jest wulwa”, „To jest penis” (Debit)

Dwie książki dla przedszkolaków. Odpowiadają na pytania (a kilkulatki zadają ich miliard dziennie) i budują pozytywne podejście do ciała i seksualności. „Robiłam do tych książek redakcję merytoryczną, więc w pełni podpisuję się pod zawartymi w nich treściami”, mówi Tosia.

Tyler Feder, „Ciała są super” (ToTamto)

Podręcznik ciałopozytywności dla najmłodszych. Ten picture book pokazuje różnorodność ciał: kształty, kolory, owłosienie, znamiona. „Myślę, że ta książka ma ogromną wartość edukacyjną także dla dorosłych”, przyznaje Tosia.

Rachel Brian, „Zgadzam się albo i nie! Jak szanować granice – swoje i cudze” (Debit)

Pozycja dla nieco starszych, sugerowana dla dzieci w wieku 6-12 lat. Forma komiksu w przyjazny i prosty sposób rozprawia się z bardzo poważnymi tematami, jak tworzenie zdrowych relacji, zaznaczanie swoich granic i szanowanie granic innych. „Idealna lektura dla wszystkich, także dla dorosłych”, mówi Tosia.

Iza Jąderek, „Zmieniam się. Co się ze mną dzieje podczas dojrzewania” (wznowienie wydania: Zwierciadło)

Kompendium wiedzy medycznej, psychologicznej i biologicznej dla wchodzących w etap dojrzewania. Nastoletni czytelnicy dowiedzą się nie tylko o zmianach w ciele i pracujących hormonach, ale też o budowaniu tożsamości płciowej, relacjach i asertywności. Tosia podsumowuje krótko: „To moja ulubiona książka na temat dojrzewania!”.

Anna Salvia, Cristina Torrón, „Miesiączka. Chcę wiedzieć!” (Debit)

Wszystko, co nastoletnie dziewczyny chcą wiedzieć, zebrane w jednym podręczniku. Lektura zarówno dla już menstruujących, jak i czekających na ten etap. „Doceniam za bardzo pozytywny przekaz o miesiączce”, recenzuje Tosia.

Barbara Pietruszczak, Anna Rudak, „Moje ciałopozytywne dojrzewanie” (Moonka)

Polecana dla dzieci w wieku szkolnym i młodszych nastolatków. Dwa tomy – dla chłopców i dla dziewczyn – z treścią zatwierdzoną przez lekarzy. Porcja rzetelnej i przystępnie podanej wiedzy. Tosia potwierdza: „Wspierająco opowiada o zmianach w ciele i emocjach, pomaga budować pozytywną relację ze sobą”.

„#SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie” (W.A.B.)

Zbiór rozmów Anji Rubik z ekspertami, inaugurujący pierwszą kampanię fundacji SEXEDPL. Książka bez tabu i wymijających odpowiedzi. „To świetna propozycja dla starszych nastolatków i młodych dorosłych”, mówi Tosia.

Agnieszka Stein, „Nowe wychowanie seksualne” (Mamania)

Dla naszego pokolenia rodziców – absolutna klasyka. Napisana w duchu rodzicielstwa bliskości, pełna empatii i otwartości pozycja dla rodziców dzieci w każdym wieku – bo każde dziecko stanie się w końcu dorosłym. „Gdyby ktoś miał przeczytać w swoim życiu jedną książkę o wychowaniu i/lub seksualności – to jest ta książka”, zauważa Tosia.

***

Tosia Kopyt – psycholożka, nauczycielka przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, edukatorka seksualna. Autorka książki „Skąd się biorą dzieci? Ale tak naprawdę!” i kursu „Jak rozmawiać z dzieckiem o seksualności?”. Prowadzi na Instagramie profil „WdŻ dla zaawansowanych”. Znalazła się na liście 100 osób działających na rzecz edukacji seksualnej w Polsce zestawionej przez SEXEDPL i Forbes Women.

Dodaj komentarz