Dzień Dziecka według Agaty

Startujemy z konkursem Janod!

Każdy ma w sobie coś z czupurnego dzieciaka. Czasem chowa się on za planami, rozważaniami dorosłych, kredytami czy masą pracy. A czasem, to ja - dziecko zadziornie wystawia głowę, płata nam psikusy w świetnej komitywie z ja - dorosłym. Pielęgnujmy go, bo z bycia dzieckiem nie warto do końca wyrastać. Choćby dlatego, że możemy Dzień Dziecka świętować co roku. Agata, w co się dziś bawisz i jak sama wspominasz 1 czerwca?

Janod, specjalista od dziecięcych uśmiechów i zajmowania zabawą małych rąk, zabiera nas do krainy wspominek pachnących watą cukrową. Tych spod znaku emocji, jakie zna tylko obdarowany, niecierpliwie  otwierając zapakowany prezent. Oto tegoroczny #Janodnadzienziecka z duetem wrocławskich dziewczyn, ale o wymarzony prezent zapytamy tym razem mamę. W końcu 1 czerwca nie jest zarezerwowany tylko dla niepełnoletnich. Kto się z tym zgadza?

Agata gdyby mogła przeniosłaby się dziś pod karuzelę, kocha klimat beztroskich lunaparków. Łapię obydwie w ferworze zabawy, mała Ewa, miłośniczka aut i budowli zawiaduje dziś prawdziwą stacją Cyrk Janod. Dobrze, że podział na zabawki dla dziewczyn i chłopców zanika, dziś pociąg prowadzi każdy, a dotarcie do mety trasą wijącą się wśród 52 drewnianych elementów, zwierzaków i ekipy cyrkowej jest nie lada wyczynem. Czy ciuchcia podwiezie nas do lodziarni? Uff, jak tylko pociąg sapiąc dociera na stację, w ruch idą stempelki z zestawów kreatywnych. Mówiłam, że małe i duże ręce są dziś bardzo zajęte!

*

Agata, co masz w sobie z dziecka?

Uwielbiam klimat wesołych miasteczek – karuzelę, watę cukrową i strzelnice. Mam też słabość do czekolady, ale to ponoć powszechne nie tylko wśród dzieci. 

A pamiętasz prezent o którym marzyłaś jako dziecko, a może był jakiś wyjątkowo nietrafiony?

Marzyłam o koniu i to marzenie się spełniło, za co jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom. Konie to przez długi czas było całe moje życie. Nauczyły mnie cierpliwości, pokory i szacunku do natury. Z nietrafionych prezentów przychodzą mi do głowy tylko puzzle liczące 1000 elementów i przedstawiające las z lotu ptaka. To był dla mnie prawdziwy koszmar. Nigdy nie udało mi się ich ułożyć. 

Mam podobnie! Wspomnienie 1 czerwca: lody, wata cukrowa, kino  czy…? 

Zdecydowanie lody. I wesołe miasteczko, jeśli tylko było w pobliżu. Wata cukrowa oczywiście też. 

Ewa marzyła o aucie lub pociągu. Co wybraliście z Janod?

Ewa uwielbia budować. Od lalek zdecydowanie woli klocki i samochody. Teraz do jej ulubionych zabawek dołączyła kolejka Cyrk, którą potrafi bawić się godzinami. Wybraliśmy też stempelki, bo zabawy plastyczne także sprawiają jej dużo frajdy. 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jak zamierzacie spędzić Dzień Dziecka?

Mamy już swoją tradycję, która bardzo przypomina 1 czerwca z czasów mojego dzieciństwa. Spędzamy ten dzień całą rodziną. Najpierw idziemy na watę cukrową i karuzelę do wrocławskiego Parku Staromiejskiego, a później oczywiście lody – Ewa uwielbia truskawkowe. Nie obędzie się też bez balonika. 

Wyobraź sobie, że możecie tego dnia robić to co wam się podoba, taki szalony dream day. Co wybierzesz ty, a co córka?

Oj, mogłabym taki dream day opisywać bez końca. Na pewno składałby się z wizyt w Disneylandzie, we włoskiej lodziarni, stadninie koni i sklepie z zabawkami z Psiego Patrolu. Najlepiej, żeby jeszcze towarzyszyli nam dziadkowie, bo Ewa uwielbia ich towarzystwo. Aha, i jeszcze koniecznie lemoniada nad Bałtykiem!

 

Nie ma rzeczy niemożliwych, tego właśnie wam życzę!

*

A was zapraszam do KONKURSU, dla dużych i małych, zaczynamy dziś i bawimy się do 28 maja. Uwaga, cofamy się w czasie do własnego dzieciństwa, podzielcie się w komentarzu historią, wspomnieniem z waszego Dnia Dziecka. Śmieszny moment, nietrafiony prezent, pamiątka na zawsze, wasze marzenie… Do wygrania do wyboru zabawka Janod: sorter figur geometrycznych, dowolnie wybrany zestaw kreatywny lub gra Skarby wiosny.

ROZWIĄZANIE KONKURSU: Ileż nam zaserwowałyście wzruszeń waszymi wspomnieniami. Niby zwykły dzień, ale czasem mała rzecz utknie nam w sercu na lata. Byli dziadkowie pierwsze razy na rowerze, powroty, wyjazdy, wata cukrowa, smak lodów, nicnierobienie, czas razem. Tym razem nagroda poleci z życzeniami do Luizy, tylko nie pędź do kuriera, bo znowu nogę skręcisz!

 

17 komentarzy

  • Paulina:

    Pamietam jako mała dziewczynka co roku w Dzień Dziecka szlam do fryzjera aby mieć głowę pełną warkoczyków 😉 Moja mama nie miała cierpliwości wiec biedne panie fryzjerki już wiedziały ze znów będą miały ręce pełne roboty. A ja siedziałam cierpliwie i grzecznie po czym zawsze zachwycałam się rezultatem. Chodziłam w nich jedynie kilka dni ale i tak zawsze to byla wielka radość. Niby takie nic a Dzień zawsze był wyjątkowy!

    Odpowiedz
  • ababyliveshere:

    Haha pierwsze co przyszło mi do głowy to historia mojego roweru, 1 czerwca bodajże 2004 rok zaspana przed szkołą w piżamie w kuchni mimowolnie wyjrzałam przez okno, a tam rower pod komórką stoi oparty, bmx fioletowy no moje marzenie, piszczę z wrażenia, nogami tupię lecę do babci czy to mój, czy to dla mnie babcia zdziwienie wielkie jakby ją zamurowało oznajmia, że nie, to sąsiadka kupiła dziecku i postawiła u nas żeby nie znalazła koleżanka, no czułam się jakby mi ktoś przywalił, do szkoły poszłam z wielkim rozczarowaniem, wracam do domu, znowu przez okno spoglądam, a bmx dalej stoi tylko z wielką czerwona kokardą, po czym babcia podchodzi i mówi „Wnuusiu to dla ciebie, ale dziadek zapakować nie zdążył rano” mało tego tak wyrwałam przez piwnice do niego, że na schodach nogę skręciłam i czekałam miesiąc na pierwszą przejażdżkę ahhhh takie mam wspomnienie z dnia dziecka… a dla nas niezmiennie od lat 5 wybieram gry planszowe, bo cenię ten czas kiedy wszyscy razem bez pośpiechu i telefonu w ręku gramy wspólnie i budujemy wspomnienia 🙂

    Odpowiedz
  • Scandi:

    Ja urodziłam się w latach 80tych i tam największa oczywiście atrakcja była lala barbi. Dostałam na dzień dziecka i kochałam miłością wielka 💥 ale tak sobie myśle ze dopiero teraz jako mama widzę jak bardzo rodzice się dla mnie poświęcali jak rezygnowali z własnych marzeń i przyjemności aby dać nam wszystko co chcemy. Kocham Was rodzice 🌈

    Odpowiedz
  • Marta:

    Moje wspomnienie z Dnia Dziecka to jedno najmocniejsze choć każdy Dzień Dziecka to była uczta naszego Rodzeństwa. To nie było noc nadzwyczajnego ale to był zawsze nasz cudowny rodzinny dzień z pizzą i lodami w tle bez prezentów bo to nie te czasy😩 a moje wspomnienie … Tata miał wrócić z 7 miesięcznego rejsu statkiem bo był marynarzem. Bardzo za Nim tęskniłam. Pamiętam jak stałam z Mamą w porcie, wrzask mew i słony zapach wody we włosach. Potem Tata wychodzący ze statku, tak mocno płakał a ja razem z nim. Przywiózł mi mydełko lawendowe 😀. Dziś już Taty nie ma a wspomnienie wciąż żywe, każdego roku chodzę z moimi dziećmi do portu, patrzę w głąb morza i wspominam tego uśmiechniętego Tatusia. Potem czas dla moich Dzieci. Mam szczęście bo rozumieją i szanują moją potrzebę . Do końca pozostajemy przecież Dziećmi 😀😀

    Odpowiedz
  • Mufka1:

    Kiedyś mój ojciec chrzestny zabrał mnie maluchem na wycieczkę do swojej nowej dziewczyny. Uczył mnie wtedy jak jeśćróżową gumę do żucia. Dużo żartował i na koniec zabrali mnie do pracy nowej cioci….Do ogromnej hurtowni zabawek! Nie pamiętam jaką zabawkę przywiozłam z tej podróży, ale uwaga jaką mi wtedy poświęcili została że mną na zawsze. Dziś oni są małżeństwem z porządnym stażem i mieszkają daleko. Ale kiedy spotykamy się np. na weselach to nadal czuję, że są mi jakoś bliscy 🙂

    Odpowiedz
  • Mufka1:

    Kiedyś mój ojciec chrzestny zabrał mnie maluchem na wycieczkę do swojej nowej dziewczyny. Uczył mnie wtedy jak jeść metodą na harmonijkę różową gumę do żucia. Dużo żartował i na koniec zabrał mnie do pracy nowej cioci….Do ogromnej hurtowni zabawek! Nie pamiętam jaką zabawkę przywiozłam z tej podróży, ale uwaga jaką mi wtedy poświęcili została że mną na zawsze. Dziś oni są małżeństwem z porządnym stażem i mieszkają daleko. Ale kiedy spotykamy się np. na weselach to nadal czuję, że są mi jakoś bliscy 🙂

    Odpowiedz
  • Martyna U.:

    Najlepszy dzień dziecka był jak miałam na oko 9 lat i w mojej szkole podstawowej zorganizowali takie al’a wesołe miasteczko z zamkiem, kulkami, zjeżdżalnia i różnymi takimi. I pamiętam jak z przyjaciółkami bawiłyśmy sie już kilka godzin, gdy nagle patrzę a na placu szkolnym stoi moja mama, której nie widziałam parę miesięcy, ponieważ pracowała w Hiszpanii. Najlepszy prezent ever!! Nigdy nie zapomnę mojej radości jak ją zobaczylam.

    Odpowiedz
  • Aleksandra:

    Wspomnienie które najbardziej utkwiło mi w pamięci to dzień dziecka u dziadków. Pamiętam pozytywkę w której mój ukochany dziadek Leon chował mi czekoladowe cukierki. Huśtawkę w sadzie zawieszoną na jabłonkach i ciasto rabarbarowe babci 😍. Oddała bym wszystkie prezenty świata za jeszcze jeden taki dzień. To zdecydowanie był moj najwspanialszy dzień dziecka.

    Odpowiedz
  • Justyna:

    Moje wspomnienie dnia dziecka doskonale pokazuje jak bardzo czasy się zmieniły. Lata 80te i marzenie o własnej piłce:-). Niestety pierwsze wyjście na podwórko skończyło się łzami, bo niestety piłka się przebiła. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Nina:

    Każdy z nas ma wiele historii. Ja z lat dzieciństwa pamiętam nadzwyczaj mało. Tak myślę, że to wielka szkoda,bo to piekny okres pełen miłości, dobroci i pięknych relacji. Mówię to jako już matka. Natomiast jedna historia nie wyszła nigdy z mojej głowy. Oprócz wielości prezentów, którymi rodzice starali się mnie obdarować na miarę swoich możliwości, pamiętam historię ogromnego marzenia nauczenia się jazdy na rowerze. Miałam wtedy około 8 lat i chyba nikt o tym wiedział jak wielki to był mój kompleks. To, że nie umiałam jeździć na rowerze. Wszyscy jeździli, rozmawiali o rowerach, a ja jak tylko wychodził temat ‚rowerowy ‚ w sekundzie uciekałam od rozmówców czy bardzo sprytnie zmieniłam kierunek konwersacji. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że to wiązało się z niemożnością pogodzenia się, że mogę czegoś nie umieć. Musiałam umieć i być conjamniej bardzo dobra w tym co robię. Ponieważ nikomu nigdy nie powiedziałam, że nie umiem jeździć na rowerze, ani mama ani tata ‚nie zorientowali sie’, że tego nie potrafię. Była nas trójka dzieci w domu, więc nie wszystko odbijało sie wielkim echem. Szczególnie coś, co mnie zawstydzało. Jednak dziadek wiedział. W dzień dziecka przyjechał z pięknym małym składakiem z drugiego końca Polski i stanął niespodziewanie w moim progu i powiedział: „Ninuś od dziś będziesz umieć jeździć na rowerze „. Wsiadłam i pojechałam z dziadkiem u boku. To był niezapomniany dzień dziecka, i ogromny sukces. Teraz staram sie dać dziecku wszystko, ale przede wszystkim być przy nim, kiedy osiąga nawet najmniejsze sukcesy;)

    Odpowiedz
  • Pahia:

    Pamiętam, jak dziś… Mam sześć lat. Jadę na rowerze, tuż za mną kuzynka na swoim, którego koło dziwnym trafem zaczepia o mój rower. Bam! Kuzynka leci z całym dobytkiem temtej chwili na mnie. Trach! Złamana ręka – obie kości. Jedna w lewo, druga w prawo. Ból nie do zniesienia… Biegiem wskoczyłam w taty samochód… Później szpital i mój jedyny przez całe życie pobyt w nim, aż do dorosłości – drugi był dwa lata temu, gdy wydawałam synka na świat ;). Wszyscy byli zmartwieni. Miałam leżeć dłużej niż zwykle przy złamaniach, bo nie było wiadomo czy nie trzeba będzie doprowadzać do tego, by rękę łamać raz jeszcze. A ja – mała, sześcioletnia dziewczynka – przerażona szpitalem, obcymi paniami, wenflonem, który niezdarnie wbijano mi w dłoń, aż doszło do uszkodzenia ścięgna, bólem i tym, że zabroniono być ze mną komukolwiek w pierwszą noc :(. Na szczęście mama wiedziała, jakie jest moje najskrytsze marzenie i trzeciego dnia mojego pobytu w tym „śmierdzącym chorobami” miejscu, na szpitalnym łóżku, tuż przy moich nóżkach znalazła się Barbie ze „zginanymi nogami” (kto pamięta te lalki, jako wiecznie sztywne, ten wie, o czym piszę ;)), bucikami i z przepięknym, różowym rowerem… Pamiętam, że płakałam wtedy ze szczęścia i rzuciłam się mamie na szyję tak, że kroplówka, którą mi podawano, przewróciła stojak. Nie bałam się już zostać sama na noc, bo miałam swoją lalkę i książki – co wtedy też było dla mnie bardzo ważne, by mieć je ze sobą. Pamiętam też, że po niedługim czasie lekarze doszli do wniosku, że mogę jechać do domu, pod warunkiem, że rodzice będą pilnować kroplówek, które niestety jeszcze długo musiały być mi podawane. Po odpowiednim czasie, jechałam do szpitala ponownie – na zdjęcie gipsu i kolejne prześwietlenie, by sprawdzić czy kości zrosły się tak, jak powinny, czy niestety konieczne będzie ich łamanie. Przez całą procedurę wynonywania prześwietlenia trzymałam lalkę przy buzi i szeptałam jej – tak mi się wydawało 🙂 – że chcę mieć tak zdrową rękę, jak ona nogi 😀 Aż lekarz zaśmiał się na koniec i powiedział, że moja rączka niebawem będzie zginać się tak, jak kolanka mojej lalki. Oznaczało to, że gips już nie był konieczny, miałam jedynie założoną szynę, a ja wracałam szczęśliwa do domu z moją ukochaną lalką na siedzeniu obok 🙂 Dodam, że złamanie ręki wydarzyło się właśnie w dzień dziecka.

    Odpowiedz
  • MamaNaEtacie:

    Miałam moze z 10 lat kiedy pojechałam z Mamą do Kościoła (gdyz organizowała chrzciny młodszej siostry). No i tak ustalają szczegóły, wypisują dane a ja bawiłam się obrakami. Nagle wystrzeliłam „japiernicze”. Mama i ksiądzz? nieruchomieli ! Mam czerwona jak cegła, myślałam ze zapadnie się pod ziemie., A ja znowu „japiernicze”. Więc kałpan wyjaśnia ze takim małym diewcynkom nie wolno tak brzydko mówić. Ropłakałam się. I tupnięciem nogą wrzasłam „pierniki to mogłam robić z Mamą rano, i udekorowałam, i jadłam… więc czemu nie mogę pierniczyć?”. Ich mina ?bezcenna ! Wybuchnęli śmiechem … wytłumaczyli ze piec pierniczki to nie to samo co „pierniczyć”. No i tak mój prezent w postaci wspólnego pieczenia okazał się wyjątkowo ciekawy . A ja? Od tamtej pory uwielbiam pichcić. Wraz z moimi dziećmi teraz często to robię. Z chęcią przygarnelibyśmy zestaw kreatywny 🙂

    Odpowiedz
  • córa:

    Chyba najfajniejszy Dzień Dziecka jaki miałam zaczął się kiedyś wieczorem. Gwiazdy pojawiły się nad moją głową. A ja spacerowałam z mamą za rękę, bo na rodzinnej wiosce czas spędzałyśmy i tak szłyśmy sobie przed siebie, o spełnianiu życzeń rozmawiając. Nie wiem, jakie wtedy życzenie miałam, gdy ta jedna gwiazda nad głową leciała, ale dzisiaj wiem, że życzenie właśnie się spełniało w tamtej chwili. Bo ja z mamą za rękę szłam.

    Odpowiedz
  • Lidia:

    Nie pamiętam prezentów otrzymanych w Dniu Dziecka oprócz jednego.
    Nasza Mama prawie trzydzieści lat temu pracowała w fabryce pluszowych maskotek.
    I w Dniu Dziecka przyniosła dla mnie i dla mojej siostry uszytego przez nią królika. Nazwałyśmy go Luluś😊
    Jest w naszym rodzinnym domu do tej pory. Zajmuje swoje miejsce na półce😊
    Nie wiem dlaczego zapamiętałam ten właśnie Dzień Dziecka. Być może dlatego, że żyliśmy skromnie. Naszych rodziców nie było stać na zabawki. Zresztą nie było stać na wiele innych rzeczy…
    Dlatego kiedy dostawałyśmy jakąś zabawkę to naprawdę było wielkie wydarzenie!
    Mam ogromny sentyment do Lulusia i tak myślę niekiedy czy współczesne dzieci zapamiętają z dzieciństwa jakąś szczególną rzecz?

    Odpowiedz
  • agnieszka:

    A ja mam taką historię, która jest do dzisiaj ze mną, międzypokoleniową;) także zaczynam…
    Moje dzieciństwo to lata 80 i 90. Czas, w którym wymarzone rzeczy były w Pewexach i się wtedy naprawdę marzyło. Ja miałam 2 lalki Barbie i marzyłam o Kenie. No i … poprosiłam na ten wyjątkowy dzień tego wymarzonego mężczyznę dla moich lalek:) czekałam… czekałam i…dostaję prezent. Hmm…kształtem jakby nie to, małe pudełeczko? Jak to? Jak mógł się zmieścić ten Ken tam. Otworzyłam. ojojoj nie ma Kena, jest taki piszczak na sznurku (zresztą bardzo modny w tamtych czasach i też z pewexu). Okazało się, że od dłuższego czasu niestety w pewexie nie było dostawy Kenów. Nie mogłam tego przeżyć, nie otworzyłam tego piszczaka przez 20 lat, nie bawiłam się, odłożyłam. Stał i czekał. Potem opowiedziałam swoją historię swojemu byłemu partnerowi, przy okazji popieści z dzieciństwa i wielkich zawodach. Zaskoczenie. Dostałam po 20 latach Kena na mikołajki, haha oryginalny z lat 80! Teraz on czeka w pudełku. Na co? Na moją córkę a raczej ona czeka na niego. Ma 4 lata, obiecałam, że za niedługo dostanie moje lalki oraz tego Kena:)

    PS. Piszczak został rozpakowany przez nią i pachniał jeszcze tym pewexem;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.