mama emigrantka

Agata w Londynie

All you need is love

Agata w Londynie

Dziś opowiemy Wam o emigrantce, która wyjechała z Polski w pojedynkę dekadę temu i na miejscu założyła rodzinę. Kierowała nią ciekawość, pragnienie rozwoju, wrodzona śmiałość i chęć odkrywania a także potrzeba znalezienia swojego miejsca na świecie. W Londynie odnalazła pasję, zakochała się i została mamą na cały etat. Albo i kilka etatów. Zresztą, Agata potrafi pięknie mówić sama za siebie, dlatego z radością oddajemy jej głos. Posłuchajcie.

***

Co robisz na co dzień?

Zajmuję się córką Odessą, domem i trzema kotami. Jestem po studiach fotograficznych, od czasu do czasu pracuję na zlecenie.

ladnbebe_odessasays_5

Czym zajmuje się tata Odessy?

Tim jest rodowitym Anglikiem , który nie wyobraża sobie dnia bez herbaty. Tak, jak ja zawsze czuł wielką potrzebę wolności i niezależności. Dom opuścił w wieku 17 lat. Trochę się poobijał w życiu, długo nie mógł sobie znaleźć miejsca. Po paru latach niezależnego życia – podążając za swoją największą pasją – zaczął studia filmowe. Potem zaliczył magisterkę, specjalizując się w programach telewizyjnych. I od dobrych paru lat pracuje jako montażysta. Tim nie ma stałej pracy – to nie leży w jego naturze. Pracuje od projektu do projektu, głównie dla telewizji ale też od czasu do czasu nad niezależnymi projektami filmowymi. Teraz montuje film krótkometrażowy z domu, więc w każdym kącie pełno jest ludzi i kubków z kawą.

Kiedy wyjechałaś z Polski?

Do Angli przyjechałam 10 lat temu. W Polsce nie miałam pomysłu na siebie, czułam głód nowych doswiadczeń a nie byłam jeszcze gotowa na stabilizację i dorosłe życie. Zawsze bardzo ciągnęło mnie do podróżowania. Przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii spędziłam lato na Sycylii, pracowałam na Cyprze i nawet mieszkałam przez miesiąc na Islandii.

Jak dobrze znałaś wtedy angielski?

Bardzo dobrze i to otworzyło mi w życiu wiele drzwi. Nie miałam natomiast znalezionej wcześniej pracy ani żadnego konkretnego planu. Nie wiedziałam, ile czasu zostanę w Anglii, co bym chciała robić. Byłam spakowana w jedną walizkę z zepsutym suwakiem (wciąż ją mam!). Miałam 20 funtów w kieszeni i paru znajomych, u których mogłam się zatrzymać.

Jakie były Twoje początki w nowym kraju?

Nie było łatwo, 20 funtów nie starczyło na długo. Pierwszą pracę straciłam po 3 dniach, długo nie mogłam znaleźć własnego zakwaterowania. Pomimo różnych problemów, to był szczęśliwy okres. Odczuwałam ogromną satysfakcję, że sobie sama radzę, że mam nieograniczoną wolność, nikt mnie nie kotroluje, nie mówi, co mam robić i jak mam żyć. Chłonęłam każdą chwilę całą sobą. Nie bałam się. Wiedziałam, że jakoś będzie, coś się wymyśli.

Gdzie się na początku zaczepiłaś?

Pracowałam w hotelu, w pubie na zmywaku, w magazynie. Z każdej tygodniówki odkładałam 30 funtów do pudełka pod łóżkiem. W końcu uzbierałam 600 funtów na pierwszą cyfrową lustrzankę. Zaczęłam robić zdjęcia w wolnym czasie, wieczorami uczyłam się je obrabiać w photoshopie. Zbudowałam portfolio, dostałam się na studia fotograficzne. No i się zakochałam. Po paru tygodniach znajomości wprowadziłam się do londyńskiego mieszkania Tima. Miała to być akcja tylko na wakacje, ale sprawy potoczyły się swoim torem i zostałam. Teraz jestem zupełnie inną osobą, na wszystko muszę być przygotowana. Cenię sobie komfort pieniędzy na koncie, kupiłam nową walizkę, tydzień planuję z góry. Nie potrzebuję już tak bardzo skoków adrenaliny, cieszę się z małych rzeczy i czerpię radość ze spokoju. Ale muszę przyznać, że czasami brakuje mi dawnej siebie.

Czy pamiętasz, jak na samym początku odbierałaś Wielką Brytanię?

Przyjechałam w grudniu, więc najbardziej zaskoczyła mnie łagodna zima. Pamiętam, jak po raz pierwszy od przyjazdu zadzwoniłam do mamy i z wielką radością oznajmiłam, że nie muszę nosić czapki. Grudzień bez czapki – nie do pomyślenia w Polsce! Moją przygodę z Wielką Brytanią zaczęłam od małego miasteczka w Surrey, więc byłam pod ogromnym wrażeniem piękna angielskiej wsi i nie mogłam się nacieszyć niesamowitymi krajobrazami. Ludzie wydawali sie spokojniejsi, mniej zestresowani niż Polacy ale także mniej dostępni, ostrożniejsi w pierwszych kontaktach. Powoli zaczęły mnie męczyć rozmowy o pogodzie. Miałam wrażenie, że wiecznie mówię coś nie na miejscu. I ta moja polska wylewność i nadmierna eskpresja krępuje Anglików.


ladnbebe_odessasays_21

Jak odbierasz angielską szkołę, do której uczęszcza Odessa?

Moje odczucie jest takie, że dzieci są szanowane i traktowane indywidualnie. Jestem pod wrażeniem  programu nauczania. Dzieci uczą się przez praktykę i doświadczenie. Nie ma ogromnych prac domowych, wkuwania wierszyków, wklepywania zasad i regułek. Odessa w przedszkolu miała inkubator, w którym wylęgły się małe kurczaki a w zerówce – farmę motyli. W tym roku podczas zajęć z botaniki każde dziecko zasadziło w doniczce kwiatek, który potem przyniosło do domu. Odessa bardzo się tym zainspirowała i teraz ma cały ogródek na parapecie. Regularnie też gotują, pieką chleb czy miksują smoothie. Na koniec semestru dzieci przygotowują „big project” na dany temat. Interpretacja i wykonanie dowolne. Odessa w ramach projektu o Antarktyce nakręciła wraz z Timem film, który potem mogła zaprezentować całej klasie.

Jak się w tej szkolnej rzeczywistości odnajduje Odessa?

W naszym przypadku taki program działa. Odessa się świetnie uczy, płynnie czyta a jej wiedza z zakresu zoologii zawstydziłaby niejednego dorosłego. Ostatnio zagięła naszych przyjacioł pytaniem: „czy komary są mięsożerne czy roślinożerne?” I poraz kolejny musieliśmy z Timem użyc google, żeby odpowiedzieć na pytanie naszej sześcioletniej córki!

ladnebebe_odessa_school5

Co wyróżnia londyńskie szkoły?

Najfajnieszą dla mnie cechą szkół londyńskich jest ich międzynarodowość. W szkole Odessy dzieci mówią w kilkudziesięciu językach. Moja córka ma kolegów i koleżanki pochodzenia indyjskiego, karaibskiego , na jej roku są dzieci z Francji, Hiszpanii, Estonii, południowej Afryki. Najbliższa przyjaciółka Odessy pochodzi z Serbii a druga jest czarnoskórą rodowitą Angielką. Jest oczywiście także kilkoro Polaków: Daniel i Wiktor. Na szkolnym, świątecznym markecie, obok angielskiego grzanego wina, mamy serwowały indyjskie curry na rozgrzewkę. Panuje tam jeden wielki misz masz kulturowy, który kocham. Jestem bardzo dumna, że Odessa dorasta w 100% wolna od uprzedzeń, nie zwraca uwagi na kolor skóry i nie dziwią jej dzieci rozmawiające z rodzicami w innym języku. To jest jej normalność, jej świat.

Czyli jesteś w pełni zadowolona, do niczego się nie przyczepisz?

Oczywiście nie jest idealnie. Regularnie się denerwuję, że pozwalają  im oglądać bajki w szkole. Obiady nie zawsze są tak zdrowe, jak bym chciała. Poza tym szkoła Odessy jest bardzo duża więc pod koniec dnia trzeba się przebijać przez tłum ludzi, żeby wydostać się z budynku. Najważniejsze jest jednak to, że Odessa uwielbia szkołę, mówi nawet, że jej klasa to jej drugi pokój. Ma świetny kontakt z nauczycielami, grupę przyjaciół, z którymi regularnie bawi się po szkole. Widzę, że czuje się tam bezpieczna i akceptowana.

Jak wychowuje sie dzieci w Londynie?

Na luzie. Z moich doświadzczeń wynika, że angielskie mamy dużo mniej się martwią i mają więcej dystansu. Nikt nie dyskutuje nad usztywnieniami plecaków, nia ma nakazu noszenia kapci w domu, nikt się nie denerwuje odkrytymi pleckami. Jak dziecko zdejmie kurtkę zimą, bo się zgrzalo, to będzie biegało bez kurtki – no drama.

Dzieci angielskie, zresztą tak, jak wszystkie inne, lubią wspinać się po murkach, bawić w chowanego czy w berka.  Odessa i jej koleżanki uwielbiają zabawę w „koty”. Polega ona na tym, że udają mamę kocicę i małe kociątka, odgrywając przy tym tysiące różnych historii. Bawią się też w szkołę albo weterynarzy (największą pasją Odessy są zwierzęta). Ostatnio często organizowane są imprezy urodzinowe dla zabawek. Dzieci piszą zaproszenia, pakują prezenty.

Latem regularnie po szkole zostajemy dużą grupą na lokalnym placu zabaw. Dzieci szaleją, mamy plotkują. Ja często coś ze sobą zabieram, choćby kredę, którą kilka dni temu ozdobiły pół parku.

ladnbebe_odessasays_35 ladnbebe_odessasays_36

Czy rodzice wzajemnie sobie ufają czy odnoszą się do siebie z rezerwą?

Bardzo popularne są tzw. „playdates” – kiedy jedna mama odbiera i zabiera do siebie inne dziecko z klasy a potem się wymieniaję. Odesssa jest jedynaczką i w jej odczuciu dzień bez przyjaciół po szkole to dzień stracony, więc i mój dom regularnie jest wypełniony dziećmi. Czasami zostają na noc.

Większość rodziców wspomina narodziny dziecka jako początek życiowej rewolucji. Jak było w Waszym przypadku?

Odessa urodziła się na ostatnim roku moich studiów. Tim zajmował się wtedy bardzo skomplikowanym i pracochłonnym projektem, więc obydwoje musieliśmy szybko wrócić do naszych zajęć i obowiązków. W szpitalu spędziłam tylko jedną noc a  Tim poszedł do pracy następnego dnia. Na wykłady chodziłam ukrywając Odessę w nosidełku, pod kurtką. Końcowy projekt wieszałam na ścianie jednocześnie kołysząc ją w wózku. Wszystko działo się za szybko, tamten okres pamiętam jak przez mgłę ale to nie był w pełni szczęśliwy czas.

ladnebebe_babyodessa1

baby

A ten moment, w którym poczułaś, że jesteś matką? Czy to był przełom?

U mnie to był proces. Myślę, że ten pierwszy rok uświadomił mi, że nie potrafię żyć w biegu, że się męczę, że w nic do końca się nie angażuję. Teraz bardzo sobie cenię, że mam czas dla Odessy, że rano jemy razem śniadanie, codziennie odbieram ją ze szkoły, jesteśmy bardzo blisko. Macierzyństwo nauczyło mnie, że największą radość w życiu czerpię z małych rzeczy. Z przeczytanej razem książki, z lata w parku czy pocałunku na dobranoc. Kiedyś byłam niespokojnym duchem, introwertyczką wiecznie szukającą wrażeń. Teraz mam spokój, bo wiem, że nic na tym świecie nie dorówna widokowi twarzy mojej córki w porannym świetle. Ale spokojnie, czasem spada na nas coś, co wywraca nasz świat do góry nogami. Niedawno otrzymaliśmy oficjalną diagnozę o autyzmie Odessy.

ladnbebe_odessasays_10

ladnbebe_odessasays_14

Jak sobie poukładałaś świat po tej wiadomości?

Na spokojnie. To był bardzo długi proces, odwiedzaliśmy wielu lekarzy i specjalistów, bo jej kondycja była nam zasugerowana wcześniej, więc nie było zaskoczenia. Poczułam też ulgę, wreszcie miałam pewność, punkt zaczepienia.

A jak zareagowała na tę wieść szkoła Odessy?

Oficjalna diagnoza była mi potrzebna, by móc zorganizować Odessie pomoc w szkole. Jej potrzeby różnią się od tych, które miewa przeciętne dziecko. Odessa potrzebuje dodatkowego wsparcia, wrażliwości i więcej zrozumienia. Po utrzymaniu diagnozy szkoła szybko zorganizowala jej autorski program dodatkowych zajęć, np. „social groups”. Odessa ma też w szkole asystentkę, która codziennie ćwiczy z nią jogę. Jednocześnie moja córka jest częścią klasy, jak każde inne dziecko. Nigdy nie jest z niczego wykluczana, ma dużo przyjaciół i jest aktywna w czasie lekcji. I tak do końca nie wiem, czy dzieci sobie zdają sprawę, że Odessa jest troszeczkę inna. Cudownie inna.

Czy pomoc ze strony szkoły otrzymuje się z automatu po zgłoszeniu problemu?

Nic nie jest podane na złotej tacy. O wszystko trzeba się postarać, samemu dowiedzieć, wypełnić mnóstwo formularzy, zgromadzić odpowiednie dokumenty.  Trzeba wykazać się dużą samodzielnością. Chcę zrobić dla mojej córki jak najwięcej i jak najlepiej, dlatego cały ten proces stał się moim głównym projektem w życiu. Projektem, który przy okazji bardzo lubię. I jestem bardzo wdzięczna losowi (i Timowi!), że mogę sobie pozwolić na to, żeby nie pracować i całkowicie skupić na moim dziecku.

ladnebebe_odessa_myah1

ladnebebe_odessa_playing3

ladnebebe_swing

odessa_friend

ladnbebe_odessasays_31

ladnbebe_odessasays_gambia5

Czego najbardziej Ci brakuje w Londynie, za czym tęsknisz?

Brakuje mi moich dziewczyn, nocnych rozmów do rana. Tego, że śmiejemy się z tych samych rzeczy, że mogę być przy nich na 100 % sobą. Tęsknię za rodziną, chciałabym, żeby Odessa spędzała więcej czasu z babcią. Tęsknię za polską dzikością serca, nieograniczoną wyobraźnią. Ach, kilogram czereśni z bazarku, polski sernik! I oczywiście naleśniki mojej mamy – nie wiem, jak ona to robi, ale są nie do podrobienia.

Czy czujesz, że jesteś we właściwym miejscu i we właściwym czasie?

Moje miejsce jest przy mojej rodzinie. Przy Timie, Odessie i trzech kotach! Jak najbliżej się da. Ja bardzo lubię moje życie w Londynie ale też nie boję się zmian. Z Timem mamy umowę, że jak nadarzy się okazja mieszkania w innym kraju, który by nam odpowiadał, to się z miejsca pakujemy i lecimy! Często marzy nam się życie na farmie, ogromny dom z ogrodem. Przestrzeń, przyroda, świeże powietrze. Londyn jest wspaniałym miejscem ale też bardzo zatłoczonym i męczącym.

Jak często odwiedzasz rodzinę i przyjaciół z Polski?

Straram się przyjeżdżać raz w roku. Chciałabym częściej, ale jest to bardzo trudne. Ja lubię odwiedzać Polskę i mam ogromny sentyment do mojego kraju.

Czy miewasz myśli o powrocie?

Na stałe raczej nie wrócę. Chociaż nigdy nie mów nigdy. Czasami z Timem marzymy, że byłoby fajnie pomieszkać w Warszawie przez rok. Przede wszystkim ze względu na to, że Odessa prawie nie zna polskiego, co bardzo mnie boli. Miałabym też dużo czasu dla rodziny i przyjaciół a Tim mógłby bliżej poznać polską kulturę.

Ciekawe, jak Wasze koty zniosłyby przeprowadzkę…

O tym nie pomyślałam! A mamy trzy koty, co według Tima znaczy, że oficjalnie jesteśmy crazy.Wszystkie oczywiście bardzo kocham i nie wyobrażam sobie domu bez nich, ale muszę się przyznać, że mam swojego ulubionego kocura Dante.

ladnebebe_odessa_cats

Kogoś Ci przypomina?

Kojarzy mi się z dzikim zwierzęciem, bo ma silną, bezkompromisową osobowość. I jest nieco neurotyczny, jak ja. Niestety Dante zachorował i nikt nie potrafił stwierdzić, co mu jest. Zaczął wymiotować wszystko co zjadł, bał się wyjść z domu, zaczął tracić sierść. Stał się tez agresywny, nawet zaatakował parę razy Odessę. Wszyscy dookoła radzili, żeby się go pozbyć, że trzymanie go dłużej nie jest bezpieczne. Długo o tym myślałam, ale zupełnie nie mogłam pozbyć się naszego kota, w końcu to stworzenie, nie zabawka, którą można wyrzucić, gdy się zepsuje. Wydaliśmy fortunę na weterynarzy, badania, specjalistyczną karmę a mimo to nic nie pomagało. Aż w końcu jeden z lekarzy zasugurował kocią depresję. I że trzeba zastosować anydepresanty. True story! Za antydepresanty podziękowaliśmy, cały czas nie wierząc wlasnym uszom. Wróciliśmy do domu po raz kolejny, przedyskutowaliśmy sytuację i wymyśliliśmy. Zmieniliśmy mu dietę na taką dla ludzi. Kot odżył: wróciła sierść i energia. Wygląda jak prawdziwy tygrys, rządzi osiedlem. I znów przyjaźni się z Odessą. Żadnego śladu po depresji.

Pięknie sobie poradziłaś. Skąd bierzesz na to siły?

Zwyczajnie, zawsze coś się wymyśli i jakoś się uda. Bo ja już tak mam, że jak kogoś kocham, to się nie poddaję.

Dziękujemy za piękną rozmowę! 

Tutaj znajdziecie rozmowę z Patką – polską mamą w Berlinie.

Rozmawiała Dominika Janik