Czy wyobraźnia może pomagać przełamywać stereotypy? Jak opowiadać o mieście, by każdy mógł odnaleźć w nim swoje miejsce? I czego możemy nauczyć się od dzieci, które patrzą na rzeczywistość bez gotowych schematów?
Już w ten piątek we Wrocławiu rozpocznie się „Klinika wspólnych wyobrażeń” – roczny projekt fundacji Art Transparent, który poprzez sztukę zachęca do przyjrzenia się obrazom, stereotypom i opowieściom wpływającym na sposób, w jaki postrzegamy siebie nawzajem. Tego samego dnia odbędzie się także premiera „The Book of Dreaming. Wrocław” – wyjątkowej publikacji stworzonej przez ponad 80 dzieci mieszkających we Wrocławiu, które opowiadają o mieście z własnej perspektywy. O tym, jaką rolę może dziś pełnić wyobraźnia, czego dzieci uczą nas o wspólnocie oraz jakie plany wiążą się z „Kliniką wspólnych wyobrażeń”, rozmawiamy z jej współkuratorką Magdaleną Basak.
Wystawa mówi o stereotypach dotyczących różnych grup społecznych. Czy podczas pracy nad projektem było jakieś wyobrażenie lub społeczny mit, który szczególnie Panią poruszył?
Stereotypy są bardzo przydatnym narzędziem – pomagają nam szybko rozpoznawać rzeczywistość i funkcjonować. Jednocześnie bywają niebezpieczne, bo prowadzą do wykluczenia, stygmatyzacji, a czasem także przemocy.
Pracując nad wystawą z Michałem Bieńkiem, moim współkuratorem, przyglądaliśmy się mechanizmowi stereotypizacji i temu, jak wspólnoty budują się poprzez wykluczanie innych. To bardzo stary mechanizm, ale wciąż obecny w naszym społeczeństwie.
Zaczęliśmy więc szukać miejsc w kulturze, w których takie uproszczenia są utrwalane. Pod lupę wzięliśmy bajki i baśnie. Wiele z nich opiera się na prostym podziale świata na dobro i zło. Zauważyliśmy na przykład, że bohaterowie z niepełnosprawnościami lub deformacjami często przedstawiani są jako postacie negatywne, a osoby pochodzące z mniejszości jako zagrożenie. Podobnie bywa ze starszymi kobietami, którym przypisuje się złe intencje czy skłonność do manipulacji.
Nie chodziło jednak o jeden konkretny stereotyp. Interesował nas cały mechanizm upraszczania rzeczywistości i odrzucania tego, co uznajemy za inne. Chcielibyśmy pokazać dzieciom, że pierwszą reakcją na inność nie musi być wykluczenie.



Jednym z elementów wystawy jest reinterpretacja znanych baśni. Dlaczego było to dla Państwa ważne?
Dobrym przykładem jest słuchowisko inspirowane baśnią Dzikie łabędzie, przygotowane przez Agnieszkę Wolny-Hamkało. W tej współczesnej interpretacji bohaterowie nie są jednoznacznie dobrzy ani źli. Ich działania wynikają z emocji, potrzeb i relacji, a nie z przypisanej z góry roli.
Zależało nam na odejściu od prostych schematów i pokazaniu bardziej złożonego obrazu człowieka. To właśnie takie myślenie chcemy rozwijać u młodych odbiorców.
Integralną częścią projektu są warsztaty dla dzieci i młodzieży. Dlaczego właśnie młodzi odbiorcy zajmują w nim tak ważne miejsce?
Doświadczenie wykluczenia jest bardzo trudne zarówno emocjonalnie, jak i społecznie. Tymczasem w edukacji wciąż stosunkowo mało miejsca poświęca się umiejętnościom związanym z budowaniem wspólnoty, empatii czy wzajemnego szacunku.
Chcemy wyposażyć dzieci i młodzież w narzędzia pozwalające rozpoznawać mechanizmy dyskryminacji, reagować na nie i wspierać osoby, które ich doświadczają. To ważna kompetencja społeczna.
Żyjemy w świecie, w którym media społecznościowe i technologie często oddalają nas od siebie, wzmacniają presję porównywania się i budowania idealnych wizerunków. Dlatego tak ważne staje się uczenie młodych ludzi współpracy, dialogu i rozumienia drugiego człowieka. Z tej potrzeby narodził się pomysł rocznego projektu połączonego z programem edukacyjnym.
Czego dorośli mogą nauczyć się od dzieci, kiedy rozmawiają o wspólnocie, różnorodności czy wyobrażaniu sobie przyszłości?
W książce The Book of Dreaming. Wrocław znajduje się list dzieci z Wrocławia do dzieci ze Lwowa, które pracują nad podobną publikacją. Po serii pytań o codzienne sprawy dzieci dochodzą do prostego wniosku: poza tym, że mieszkają w innym kraju i mówią innym językiem, niewiele je od siebie różni.
Myślę, że właśnie tego dorośli mogą uczyć się od dzieci – patrzenia na drugą osobę przede wszystkim jak na człowieka. Z ciekawością i empatią.
Podobne obserwacje mieliśmy podczas warsztatów pilotażowych do projektu Klinika wspólnych wyobrażeń. Dzieci pracujące nad wspólnymi działaniami artystycznymi bardzo dobrze ze sobą współpracowały. Doszliśmy do wniosku, że duże znaczenie miało tu odejście od oceniania i rywalizacji. Kiedy nie trzeba było zdobywać punktów ani konkurować, łatwiej było po prostu działać razem.
To cenna lekcja również dla dorosłych.


Czy podczas pracy nad publikacją „The Book of Dreaming. Wrocław” pojawiły się opowieści, miejsca albo pomysły dzieci, które szczególnie Panią zaskoczyły?
Najwięcej radości sprawiły nam rozmowy o miejskiej faunie i pomysły dzieci na nowe symbole Wrocławia. Wśród propozycji pojawiła się rzeźba psa, która miałaby symbolizować przyjaźń, ale też rzeźba pieroga. Przyznam, że sama zaczęłam się zastanawiać, dlaczego we Wrocławiu nie ma pomnika pieroga.
Ważnym elementem projektu było także stworzenie nowej flagi i godła miasta. W dziecięcej wyobraźni flaga Wrocławia jest pełna zieleni – parków, skwerów i dzikiej roślinności, której dzieci dostrzegają w mieście bardzo dużo.
Godło ma z kolei charakter humorystyczny. Dzieci umieściły na nim szczura stojącego przed trzepakiem, nad którym unosi się pieróg przypominający koronę. To pokazuje ich otwartość i akceptację świata takim, jaki jest. Zwierzęta, które dorośli często traktują jak szkodniki, dla dzieci są po prostu częścią codziennego krajobrazu.

Jak wygląda Wrocław widziany oczami dzieci? Czym różni się od miasta opisywanego w przewodnikach dla dorosłych?
W przewodniku stworzonym przez dzieci bardzo dużo miejsca zajmują emocje, dźwięki i poczucie bezpieczeństwa. Miasto nie jest opisywane przez pryzmat atrakcji turystycznych, ale doświadczeń.
Dobrym przykładem jest spacer wzdłuż Odry. W przewodnikach dla dorosłych rzeka zwykle wiąże się z konkretnymi aktywnościami czy atrakcjami. Dzieci opisują ją jako przestrzeń do odkrywania i przeżywania. Jeden ze spacerów nazwany został nawet „spacerem emocjonalnym”. Dzieci piszą, że w zależności od nastroju można doświadczyć tam różnych emocji – od relaksu po lekki niepokój. Odra staje się dla nich nie atrakcją, lecz żywą częścią miasta.

W projekcie uczestniczyły dzieci z Polski, Ukrainy i innych krajów. Czy wspólne tworzenie książki stało się także sposobem budowania relacji ponad językiem i doświadczeniami migracji?
Projekt powstawał w szkołach, gdzie dzieci z Polski i Ukrainy uczą się razem na co dzień. Sam proces tworzenia książki stworzył jednak dodatkową przestrzeń do spojrzenia na miasto, które znają od zawsze lub do którego przybyli niedawno.
W porozumieniu z psycholożką zdecydowaliśmy skupić się na mieście, a nie na domu – jak zakłada pierwotnie metodologia tego projektu, gdyż dom dla wielu z tych dzieci to bolesna kategoria. Rozmawialiśmy o miejscach, które nas otaczają, o tym, co lubimy i jak postrzegamy swoje miasto. Nie było złych ani dobrych odpowiedzi, nikt nikogo nie oceniał. Taka metoda pracy bardzo sprzyja wzajemnemu poznaniu. Mam poczucie, że dzięki temu dzieci mogły lepiej się poznać i usłyszeć nawzajem swoje perspektywy.



Jakie najważniejsze działania i wydarzenia planowane są w ramach „Kliniki wspólnych wyobrażeń” w nadchodzącym roku?
Przed nami przede wszystkim roczny program edukacyjny towarzyszący wystawie. Będzie ona dostępna od 26 czerwca 2026 do 25 czerwca 2027 roku, a przez cały ten czas realizowane będą bezpłatne warsztaty dla dzieci i młodzieży.
Czterogodzinne warsztaty łączą zwiedzanie wystawy z działaniami twórczymi. Nie wymagają żadnych zdolności artystycznych – sztuka jest tutaj narzędziem do rozmowy o empatii, różnorodności i mechanizmach wykluczenia. Uczestnicy otrzymają także materiały pomagające rozpoznawać sytuacje dyskryminacji i reagować na nie.
Co ważne, elementy wystawy zostały współtworzone przez dzieci. Jej identyfikacja wizualna powstała na bazie prac wykonanych podczas warsztatów pilotażowych prowadzonych we Wrocławiu i Żmigrodzie. Dzięki temu młodzi uczestnicy są obecni nie tylko jako odbiorcy projektu, ale również jego współtwórcy.

Gdyby miała Pani wskazać jedną rzecz, z którą odwiedzający powinni wyjść z wystawy i spotkania wokół książki, co by to było?
Chciałabym, żeby po wyjściu z wystawy ludzie byli choć odrobinę bardziej ciekawi innych osób i mniej skłonni do oceniania ich przez pryzmat stereotypów. Żeby zamiast odruchu dystansu pojawiała się ciekawość i chęć zrozumienia.
Z kolei dzięki The Book of Dreaming. Wrocław chciałabym, żebyśmy częściej patrzyli na miasto oczami dzieci. Oba projekty są w gruncie rzeczy o tym samym – o próbie zobaczenia świata z perspektywy kogoś innego.
Materiał powstał we współpracy z Art Transparent.
Ładne Bebe jest patronem medialnym wydarzenia.

