TEDx

5 wykładów o rodzicielstwie z TED

Słuchamy i dzielimy się

5 wykładów o rodzicielstwie z TED

Jeden klik i jesteśmy na sali wypełnionej słuchaczami z każdego kontynentu. Nie zawsze mamy czas na książki, poradniki, przegląd ciekawych artykułów. Dlatego zebrałyśmy dla was 5 wystąpień z TED o rodzinie. Już wiecie, czego dziś słuchacie!

Każde spotkanie to kilka czy kilkanaście minut, esencja storytellingu. Czasem historie przerywane salwami śmiechu, czasem pełne nieskrywanego wzruszenia. Konferencje naukowe TED odbywają się dziś na całym świecie, a mówców łączy jedno – chcą nam przekazać bliską im opowieść. Dziś z morza wykładów wyławiamy kilka tych poświęconych rodzicielstwu i nie liczymy na odkrywanie nowych życiowych prawd, raczej przypomnienie sobie tych, które dobrze znamy.

W wakacyjnym lub już pracowym biegu zatrzymajcie się na kilka minut, by odpalić te filmiki, nic tak nie wzbogaca, jak zderzenie własnych doświadczeń z tymi nam obcymi. Lubimy zdobywać wiedzę na własną rękę, ale warto posłuchać innych. Co nas łączy, co dzieli, z czyją opowieścią nam po drodze?

Szczęście dzieci – hej, a kto ma drogowskaz?

Jennifer Senior, związana z dwutygodnikiem New York, autorka bestsellerów o tematyce rodzicielskiej – „All Joy and No Fun” oraz „The Paradox of Modern Parenthood” – w 18 minutach swojego wystąpienia naprawdę daje do myślenia. I przy okazji rozśmiesza, bo mówcą jest wytrawnym. Czy jako rodzicie nie zagubiliśmy się w labiryncie, krętej ścieżce, która ma prowadzić na olimp szczęścia? Szczęścia? A co powiecie na bardziej uchwytny i realny cel? All I want you to be happy… znacie to?

Zacznijmy od półki w księgarni – wydawnictwa chętnie wam pomogą, serwując setki tytułów: jak wychować ekodziecko, jak wychować gluten-free malucha, jak wychować małego geniusza, małego bankowca, jogina… Aaaa! Co czujecie jako rodzice? Jennifer słusznie podsuwa słowo anxiety – niepokój, lęk, bo tym często podszyte jest nasze rodzicielstwo, choć przecież wychowanie dzieci to coś, co robimy świetnie od tysięcy lat. Dziś uzbrojeni w książki, programy i specjalistów czujemy się w tym zagubieni. I nieważne, czy jesteśmy w teamie mama-helikopter, samotny ojciec, hippie mum, czy jakkolwiek sobie to nazwiemy, zawsze chcemy zrobić wszystko, by dziecko było HAPPY. Jennifer redefiniuje nasz cel, przypominając, że szczęście to produkt uboczny, a nie cel sam w sobie. Miłego słuchania!

Uczmy dziewczynki odwagi, nie perfekcji

Znacie organizację non-profit Girls Who Code? Poznajcie jej założycielkę, Reshmę Saujani, która walczy o wyrównywanie szans kobiet w świecie informatyki. Be brave? Co za tym stoi? Reshma jako 33-latka zaangażowała media, rodzinę i wszystkie oszczędności, by kandydować do kongresu. Przegrała. Media zarzuciły jej marnotrawienie pieniędzy i podejmowanie niepotrzebnego ryzyka, bo przecież wiadomo było, że nie wygra. Ryzyko? Uczymy chłopców, by po nie sięgali, wspinali się wyżej, nie przejmowali upadkiem. Dziewczynki lepiej niech zostaną w swojej strefie komfortu, szkolą się w tym, co znają i w czym są dobre. Z czasem, w odróżnieniu od chłopców, będą postrzegać wyzwania jako zagrożenie i samy się wycofywać. A potem? Według badań mężczyzna będzie aplikował o pracę, spełniając 60% wymagań z ogłoszenia. Kobiety? Tylko jeśli poczują, że odpowiadają kryteriom w 100%.

Rasing boys to be brave, and girls to be perfect. Takie podejście się na szczęście zmienia, też dzięki działaniom Reshmy. Kodując, dziewczynki uczą się, że można popełnić błąd, kod jest dobry lub zły, nie ma pośrednich. Uczmy nasze córki odwagi, żeby nie bały się podnieść ręki, by przyznać, że czegoś nie umieją. Niedoskonałość – to z niej się rodzą pomysły.

5 niebezpiecznych rzeczy, których musi spróbować twoje dziecko

Wykład z 2007 r., ale jego przesłanie jest nadal aktualne. Gever Tulley, założyciel wakacyjnego programu Tinkering School, od piętnastu lat wręcza dzieciakom narzędzia i zachęca do majsterkowania. Jeśli jesteś rodzicem, który zabiera dziecku nóż przy każdej okazji, a róg stołu co rusz zasłania ręką, posłuchaj tego. W USA kids safety regulations osiągają poziomy absurdu, a przecież dzieciaki i tak znajdą sposoby, by badać granice – dobrze wiecie, co się dzieje, gdy w pokoju jest podejrzanie cicho. Zaufajmy więc i sobie, i im, dając pole do swobodnych i kontrolowanych doświadczeń. Pozwólmy im na przykład na wakacyjne rozpalenie ogniska. To minilaboratorium, obserwacja, co i jak się pali – bezcenna lekcja. Sprezentujcie dziecku scyzoryk, oczywiście ucząc je podstawowych zasad jego używania. Pozwólmy im rzucać rzeczami. Oczywiście niekoniecznie w brata, ale akt rzucania na podwórku patykiem, strzałą, kamieniam w dal to coś więcej niż trening dla ciała – ćwiczymy też nasz mózg! Zezwólmy na dekonstrukcję. Chwalimy za budowanie, konstruowanie, cierpliwe układanie. A psucie? Radosne rozwalanie, rozkręcanie, burzenie? Gaver pozwala dzieciom w szkole na buszowanie w zepsutej pralce i kreatywne zgadywanie, do czego służą jej części. A piąta rzecz? Sami sprawdźcie.

O drodze do macierzyństwa

Droga, proces. Ważne słowa w stawaniu się matką. Alexandra Sacks zajmuje się psychiatrią rozrodczą. Nie jest w stanie policzyć, ile razy dziennie słyszy głos w telefonie: Właśnie urodziłam dziecko. Nie jest tak, jak myślałam, nie czuję się spełniona, szczęśliwa, stąpająca pięć centymetrów nad ziemią. Czy to już depresja i co mam z tym zrobić? Stawanie się mamą to rodzaj przejścia, przemiany – podobnie jak nasze dzieci powoli, stopniowo stają się nastolatkami, z całym bagażem zmian w ciele, hormonach, zachowaniu. Alexandra Sacks w obliczu braku odpowiedniej terminologii, po latach poszukiwań w literaturze antropologów, odnajduje słowo matrescence – narodziny matki, stawanie się matką. Dojrzewanie do roli matki wymaga czasu – dla jednych stanie się to szybciej, dla innych wolniej, a poczucie rozdarcia między dawnym a nowym „ja”, zagubienie i niezrozumienie są całkowicie normalne. Boimy się ambiwalentnych uczuć, przecież 9 miesięcy przygotowałyśmy się, by teraz czuć tylko pełnię szczęścia. Matrescence bywa też mylony z faktyczną depresja poporodową, wręcz same ją sobie przypisujemy, wpatrując się podczas nocnych karmień w obrazki rodzinnej idylli na Instagramie. Rozmowa z własną mamą, koleżanką, partnerem czy innymi mamami o tym, jak to będzie „po”,  jest cenniejsza niż tysiąc obrazków w social mediach.

Jestem obecny – tyle i aż tyle

Na Instagramie śledzi go ponad 140 tysięcy osób, na YT pokazuje zwykłe życie ojca czwórki. Poważne rozmowy, wygłupy, emocjonalne chwile, jak ta, gdy ścinał pierwszy raz długie włosy syna. Choć co to naprawdę znaczy zwykłe? Każdy ma swoją historię. Glen Henry, czyli Beleaf In Fatherhood, nabył moce superbohatera i nie pomogła mu w tym żadna tajna broń. Po prostu rzucił pracę, której nie znosił, i z pełną świadomością tego, co go czeka (lub zupełnym jej brakiem), został z dziećmi w domu. Przyznaje szczerze, że w momencie, gdy został sam z maluchami, zdał sobie sprawę, że nie wie niczego o rodzicielstwie i rozpoczął przygodę zarówno piękną, jak i piekielnie wyczerpującą. Stay-at-home dad już wie, dlaczego kobietę wkurza, gdy wracający do domu mąż pyta: „ale co właściwie robiłaś cały dzień?”. Co zyskał? Niesamowitą relację z dziećmi, a one tatę, który jest po prostu obecny, na 100%. Jak Glen podsumowuje: „Żeby dzieciaki za tobą poszły, musisz najpierw z nimi być”. Posłuchajcie!

*

Ja mam apetyt na więcej, a czasu na czytanie obszernych książek niewiele. Sprawdźcie inne interesujące was tematy na TED, obszar rodzicielstwa jest głęboki jak ocean. Ciekawych spotkań!

Dodaj komentarz