Życie jest za krótkie, by nudno się ubierać

Rozmowa z Sylwią Luks

Ależ nam się podoba styl tej dziewczyny! Good girl zmiksowana z kowbojką, dziewczęca i bezpośrednia, biegła w kontrastowych zestawieniach i czerpiąca z mody maksimum przyjemności. Nasz typ!

Sylwia Luks doskonale wie w czym jej dobrze. Choć jej wybory są często nieoczywiste i zaskakujące, odwagi do eksperymentów jej nie brakuje. Mama Teo i Mii, założycielka etycznej marki Looks by Luks, zwróciła moją uwagę kilka miesięcy temu swoją superkobiecą zadziornością i wdziękiem niewiniątka. Nonszalancka, zdecydowana i konsekwentna w kompletowaniu spójnej, opowiadającej historię garderoby, zgodziła się pogadać o świadomym patrzeniu na modę, zakochiwaniu się w unikatowych egzemplarzach i poważnym traktowaniu dodatków. Posłuchajcie.

*

Za co lubisz modę?

Moda to dla mnie wyrażanie siebie, opowiadanie własnej historii. Poprzez ubiór możemy pokazać nasze emocje, nastrój, charakter. To jak się ubieramy często definiuje sposób, w jaki odbiera nas otoczenie. Ubiór ma niezwykłą moc – może dodawać, jak i odbierać pewność siebie. Niestety w ostatnich latach powstała moda na tzw. fast fashion. Częste zmiany trendów, pogoń za nimi, kupowanie rzeczy słabej jakości, wykonanych ze sztucznych materiałów i wszechobecny konsumpcjonizm to synonim mody naszych czasów.

Jak ty się ustosunkowujesz do tego trendu?

Ja tej modzie mówię nie. Uwielbiam rzeczy unikatowe, ponadczasowe, powstałe z materiałów przyjaznych środowisku, a najlepiej wykonanych u lokalnych twórców, w których czuję się wyjątkowo i wygodnie. Nie podążam ślepo za trendami, a w mojej szafie znajdziesz masę starych ciuchów, które noszę od kilku lat czy perełki ze sklepów vintage. Trzeba odróżniać modę od stylu. Bo styl albo się ma, albo nie.

Jak twój własny styl zmieniał się przez lata i w czym obecnie najlepiej się czujesz?

Gdybym pokazała ci zdjęcia z czasów kiedy miałam 19 lat, umarłabyś ze śmiechu. Czasem dla poprawy humoru odpalam sobie zdjęcia z dawnych lat i zastanawiam się, co ja wtedy miałam w głowie wkładając to na siebie (śmiech). Człowiek za młodu eksperymentuje, uczy się mody, ale przede wszystkim siebie. Moda daje szanse na wyrażanie siebie i u mnie zdecydowanie tak było. Skłamałabym gdybym powiedziała, że ubierałam się nudno. Było kolorowo i bardzo odjechanie, lubiłam się wyróżniać. Zawdzięczam to jednak przeprowadzce do Niemiec, gdzie mieszkałam mając 11 lat. Tam zobaczyłam jak kolorowy jest świat, czego nie można było powiedzieć wtedy o Polsce. Siedem lat później wyjechałam na cztery lata do Londynu i miłość do sklepów vintage utwierdziła mnie w przekonaniu, że życie jest zbyt krótkie aby nudno się ubierać.

Londyński styl wciąż jest ci bliski?

Wiesz, Londyn jest tak kolorowy i taki inny od reszty świata. Tam nikt nie patrzy na to, co masz na sobie. Idziesz na Camden Town i nikogo nie dziwią odjechane stylówki. U nas nadal mi tego brakuje, ale to właśnie pobyt zagranicą dał mi odwagę do tego, żeby nosić dokładnie to, na co mam ochotę. Mimo, że czasem moje wybory wzbudzały ciekawskie spojrzenia polskich przechodniów. Na szczęście w tej kwestii jest coraz lepiej. W Warszawie to już zupełnie nie czuję ograniczeń, jak w pozostałych dużych miastach europejskich, czego jeszcze nie mogę powiedzieć o Trójmieście. Ale powoli i tu się dużo zmienia.

Według jakiego klucza dobierasz ubrania? Co zawsze musi grać w twoim looku?

Przyznam szczerze, że nie mam żadnego klucza w doborze ubrań. Ubieram się spontanicznie, w zależności od nastroju. Zwykle decyduję się na totalny eklektyzm. Jednego dnia lubię się ubrać w elegancki biały garnitur, innego – w zwiewną sukienkę w kwiaty. A jeszcze innego w szorty i T-shirt. Uwielbiam łączyć ze sobą różne style, w szczególności sportowy z eleganckim czy boho. Bardzo podoba mi się miksowanie sportowych butów z romantycznymi sukienkami. Niezmiernie ważne są dla mnie dodatki. Akcesoriami można podkręcić nawet najprostszą stylizację.

Jakimi dodatkami najchętniej operujesz? 

Fajna biżuteria czy akcesoria do włosów to mój must have. W mojej garderobie znajdziesz mnóstwo kapeluszy, oczywiście turbanów i opasek, które sama szyję. Śmieję się, że lubię mieć dużo na głowie, dosłownie i w przenośni (śmiech). Poza tym kolczyki od Ninico Concept czy delikatne złote koła Lunamood Jewerly to mój ostatni hit. Tak samo jak moja ukochana Oplotka na rękę, nogę i szyję. Do tego szeroki uśmiech i mogę wychodzić z domu czując się jak milion dolarów.

Ciekawi mnie ile masz butów i torebek, i czym się kierujesz przy ich wyborze?

Zanim urodziłam pierwsze dziecko byłam maniaczką torebek, jednak przy maluchu, którego na co dzień chustowałam zdecydowanie lepiej sprawdzały się plecaki i nerki, które nosiłam jeszcze do niedawna. Teraz mając dwoje dzieci w przedszkolu, które nie wymagają ciągłego noszenia, powracam do swoich torebek. Odkrywam je na nowo, czasem kupuję, ale zawsze staram się wybierać modele unikatowe albo inwestować w vintage.

Co znalazłaś ostatnio? 

Mój ostatni najpiękniejszy zakup to mała torebka w piórka ręcznie robiona na Bali od marki Bohoswing. Noszę ją dzień w dzień. Ze mną jest tak, że jak już coś mi się spodoba, to lubię to wynosić. Chcę mieć poczucie, że pasują do wielu rzeczy i że były to dobrze wydane pieniądze. Im jestem starsza, tym większy pragmatyzm w moich wyborach. Poza tym zdaje sobie sprawę z negatywnych skutków konsumpcjonizmu na naszą planetę. Jej los jest dla mnie ogromnie ważny, dlatego wolę dwa razy się zastanowić zanim coś sobie kupię. Staram się więc nie robić impulsywnych zakupów. Co nie znaczy, ze zawsze mi to wychodzi…(śmiech)

Jak ważny jest dla ciebie komfort? Jakie stylówki poleciłabyś mamom, które chcą wyglądać intrygująco, ale czuć się lekko i wygodnie?

Odkąd jestem mamą określa mnie hasło: najpierw wygoda, potem moda. I tak szpilki odeszły w zapomnienie. Ba, ja nawet zapomniałam już, jak się w nich chodzi (śmiech). Oczywiście to nie znaczy, że nie noszę butów na obcasie, ale wybieram te wygodne. Ostatnio postawiłam na model Boho z Marshall Shoes. Wyglądają bardzo modnie, a są wygodne jak kapcie. To jest dla mnie klucz do sukcesu! Poza tym uwielbiam zwiewne, luźne sukienki, w których nie martwię się o każdą fałdkę na moim brzuchu, bo po dwóch porodach takowe posiadam. Must have w mojej szafie to kombinezony i kimona, są wygodne i bardzo stylowe. Do tego sportowe buty lub sandały Nomadic i intrygująca stylówka gotowa. Na głowę koniecznie jakaś opaska, która dopełni stylizacje. Voila!

Dzięki za rozmowę.

*

Tutaj znajdziecie inspirujące konto Instagramowe Sylwii, a tutaj sklep z jej autorskimi turbanami Looks by Luks.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.