Zacząć dzień spokojnie

Rozmowa z szefową firmy Phenomé, Aldoną Luterek

Nowa właścicielka firmy kosmetycznej Phenomé jest świadomą swojej urody i potrzeb kobietą. Doskonale wie, co jej służy i pozwala swojej intuicji rozkwitać.

Aldona Luterek ma charyzmę i zawsze patrzy do przodu. Gdy zapytać ją o plany na najbliższą przyszłość, dowiemy się jak daleko poza schemat wybiega jej piękny umysł. Nasza rozmowa inauguruje nowy cykl spotkań z kobietami wokół ulubionych kosmetyków Phenomé. I jest trochę jak wizyta dawno niewidzianego przyjaciela, który zobaczył kawał świata, wyciągnął ze swoich obserwacji mądre wnioski, a teraz szczodrze się nimi dzieli z innymi. Czyni to jednak z rozbrajającą łagodnością, bez nachalności. Takich osób słucha się z przyjemnością i ma się do nich zaufanie. Dlatego postanowiłyśmy was z Aldoną poznać. I coś nam mówi, że to może być początek pięknej przyjaźni.

*

Sprawiasz wrażenie osoby mocno stąpającej po ziemi, której nikt i nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Chodzący spokój. Ale nie byłabym sobą gdybym nie zapytała cię o te sprawy, zjawiska i rzeczy, które ci ten spokój zabierają.

Sprawiam wrażenie – dobrze to ujęłaś. Jestem zrównoważona, właściwie nie wpadam w złość. Raczej czuję czasami bezsilność. Przeżywam wiele rzeczy. Mam tę świadomość, że gdyby wszystko zależało ode mnie, byłabym spokojniejsza. Ale tak się nie da. Doszłam do punktu, w którym zdałam sobie sprawę z tego, że zawsze jest się zależnym od innych ludzi. Stresuje mnie to, czy coś zostanie wyprodukowane na czas, czy surowce dojadą w porę, czy opakowania nie zostały pomylone, czy nowe klientki, które zaprosiliśmy na event polubią Phenomé. A jak nie polubią, to dlaczego? Zawsze jest jakiś powód do przejmowania się (śmiech).

Niemniej jestem optymistką, zawsze wierzę w dobrą energię oraz w kreowanie rzeczywistości. W to, że myśl jest kreacją i że ograniczenia są tylko w naszej głowie. Lęki także. Nie marnuję również swoich wysiłków na coś, czego nie czuję. Nigdy. Nie spędzam czasu z ludźmi, którzy dużo mówią o niczym lub mówią o chorobach i nie chodzę na filmy z negatywnym zakończeniem. Od wielu lat także pracuję nad swoim wnętrzem i duchem i nie ukrywam, że to bardzo pomaga w codziennej racjonalnej rzeczywistości. Polecam to każdemu kto prowadzi biznes. Bez tego chyba można oszaleć (śmiech).

 

 

Jak się czujesz w roli osoby dowodzącej dużą firmą?

Na razie nasza firma nie jest bardzo duża, bo pracuje w niej około 15 osób, w tym są również osoby, z którymi stale współpracujemy. Traktujemy ich jak część zespołu, choć na co dzień pracują w swoich przestrzeniach. To w ogóle jest niezwykle komfortowa sytuacja, że można wybrać osoby do swojej firmy i być tylko z tymi, którzy podobnie myślą i mają wspaniały entuzjazm. Często są to młodzi ludzie, którzy pokazują nam świat innymi oczami i można się od nich wiele nauczyć. Wracając do twojego pytania: firma jest duża jeśli myśli się o tym, że wszystkim trzeba się zająć. Produkcją, sprzedażą, komunikacją, kontaktami z klientami, planami rozwoju, księgowością, eksportem, targami itd., itd.

 

 

 

Czy to jest dla Ciebie komfortowa sytuacja? Jak radzisz sobie ze stresem?

Tematów jest dużo i czasem to, co jest zupełnie nowe, faktycznie stresuje. Ale jak już raz przejdę tego typu zadanie, zwykle jestem bardzo wdzięczna, że mogłam się tego nauczyć i że dałam radę. I na końcu jest to jednak pozytywna sytuacja. Życzyłabym sobie, aby za 3 lata o tej porze firma zatrudniała trzy razy tyle osób i żeby każdy miał swoje zadania. A ja żebym mogła skupić się na nowościach, nie tylko w kontekście nowych produktów, ale także w kontekście nowych rozwiązań, wykraczających poza pielęgnację skóry.

 

Jak wygląda Twoja poranna rutyna? Od czego zaczynasz pielęgnację i jak ona przebiega?

Bardzo ważne jest dla mnie, aby dzień zacząć na spokojnie. To kwestia wewnętrznej decyzji. Najważniejsze to wyciszyć telefon i włączyć go dopiero gdy jestem gotowa do działania.

Rano koniecznie muszę wypić bardzo ciepłą wodę, najlepiej dwie szklanki. Później spacer z psem w ukochanym dresie. Wracam i biorę prysznic. Praktycznie codziennie szczotkuję ciało ostrą szczotką. To poprawia krążenie i wygląd skóry. Wydaje mi się też, że nie jestem typową Polką – dużo więcej uwagi poświęcam swojemu ciału niż twarzy. A to znaczy, że trzy razy w tygodniu robię peeling ciała. Zawsze rano, nigdy wieczorem. Potem wsmarowuję masło, balsam lub olejek. To czego użyję w danym dniu, zależy od mojego nastroju. Zwykle chodzi o zapach lub konsystencję.

Twarz myję pianką lub mleczkiem i po osuszeniu wsmarowuję krem. Nie będzie to pewnie zaskoczenie, że używam wyłącznie swoich kosmetyków. Czasem innych, ale tylko wtedy, gdy je testuję. A staram się testować jeden, dwa nowe produkty w miesiącu.

 

 

Czyli stosunkowo niewiele. Czy zawsze tak było?

Gdy byłam młodsza, i nie miałam własnej linii kosmetyków, lubiłam testowanie (śmiech). W tej chwili lubię tylko Phenomé. To marka, którą odkupiłam od kogoś, nie tworzyłam jej od początku. Ale tak bardzo mi się spodobała, że się w niej zakochałam się i jestem już jej wierna. Może to też dlatego, że wiem co jest w środku, że rozmawiam z paniami technolożkami i że jestem na każdym etapie powstawania kosmetyków. Mam zaufanie do tego, czym się smaruję. A ponadto jestem szczególnie wrażliwa na zapachy – w przypadku Phenomé jednym z powodów mojej miłości były zapachy.

 

 

Z którym z kosmetyków Phenomé jesteś najbliżej?

Najbardziej lubię krem do twarzy Rejuvenating, bo żaden inny krem nigdy w życiu nie dawał mi takiej ulgi i takiej elastyczności skóry. Żaden też tak pięknie nie pachnie. Ma cudowną jedwabistą konsystencję. Ale zaraz obok, także na pierwszym miejscu jest masło Regenerating do ciała. Idealnie się wchłania, daje fajny koloryt skórze i aksamitną powłokę. Do tego ma obłędny zapach migdałów i olejków. Mam bardzo suchą skórę ciała i to masło jest dla mnie wybawieniem. Czuję, że działa, a jednocześnie nie jest ciężkie i nie przykleja się do ubrań.

 

 

Gdzie znajdujesz inspirację?

Wszędzie. Naprawdę. Bardzo często w czasie podróży, w magazynach wnętrzarskich, na Instagramie, w rozmowach z ludźmi, ale także w swoim wewnętrznym świecie, do którego udaje mi się czasem dotrzeć w tańcu lub w medytacji. To trudna sztuka.

 

 

Kawa czy herbata? Który z naparów najskuteczniej cię napędza?

Jednak herbata. Różne herbaty. Bo mają różne zapachy. Często piję także zioła. Mam wtedy poczucie, że robię coś zdrowego, i to mi daje napęd do działania. Aczkolwiek uwielbiam zapach świeżo zmielonej kawy i piję jedno espresso dziennie. Kawa nie wyklucza herbaty – jak mówi mój wspólnik.

Masz imponującą kolekcję kolczyków, od kiedy je kolekcjonujesz?

Kolczyków mam całe mnóstwo. Myślę, że wpadłam w kolczyki jakieś 15 lat temu i tak mi zostało.

 

 

Pamiętasz te pierwsze?

Takie zupełnie pierwsze kolczyki dostałam od mojej babci i ciągle je mam. Bardzo lubię większe, dyndające, zaplątane w długie włosy. Lubię się bawić kolczykami. Czasem zdarzy mi się, że wyjdę z domu tylko w jednym, bo zapomnę włożyć drugi, ale to mi kompletnie nie przeszkadza. Jest mi chyba wszystko jedno czy moje kolczyki są od dobrej firmy jubilerskiej czy nie. Chodzi o to, że muszę je polubić od pierwszego przymierzenia. Kiedyś nosiłam więcej w stylu boho, a teraz raczej stonowane, jednokolorowe. Ale nie wiem co będzie za rok. Najwięcej kolczyków dostaję od mojej mamy i od siebie samej. Teraz gdy o tym mówię, właśnie dociera do mnie, że moje trzy najbliższe przyjaciółki także noszą zwariowane kolczyki. To jest biżuteria, która wydaje mi się bardzo pierwotna i która daje też pewną siłę kobiecie.
Czy bliskie ci kobiety miały wpływ na to, jak się nosisz, co lubisz, jaką jesteś kobietą?

Zupełnie nie miały na mnie wpływu. Do czasu studiów ubrania kupowała mi moja mama. I w ogóle miałam tylko kilka rzeczy i ciągle nosiłam to samo. W czasach liceum uwielbiałam jeździć pod halę Banacha na Ochocie i tam były takie dwa miejsca, w których w latach 90. stały miłe panie z ubraniami z zachodu. Czasem tylko oglądałam, a czasem coś kupiłam. I później nosiłam to aż do zdarcia. Miałam też kilka par sztruksów Wranglerów po mojej mamie i też je uwielbiałam.

A później eksperymentowałam. I doszłam do tego, że doskonale wiem w czym wyglądam dobrze. Wiem, że lubię jednokolorowe ubrania bez wzorków oraz, że mogę mieć niezliczoną liczbę butów zamszowych. Często marznę bardziej niż inni ludzie, dlatego zwykle mam ze sobą szal lub chustę. Najbardziej lubię bawełniane lub kaszmirowe, takie lekkie i zwiewne.

Lubię rzeczy kobiece, delikatne, z dobrych materiałów, naturalne, oddychające, pachnące. Wszystko co wpływa na mój zmysł zapachu działa na mnie. Dlatego od lat używam tych samych perfum, bo inne mnie irytują.

 

 

Jak byś zdefiniowała kobiecość?

 

Kobiecość to siła, to pewność swoich wyborów, to odwaga, żeby mówić to, co się czuje. To nie zawsze oznacza tylko te mocne zdania w stosunku do innych, to również oznacza pokazanie swojej prawdziwej natury, otwarcie się przed kimś, pomimo obaw. W moim odczuciu pokazanie słabości jest siłą. Kobiecość to także naturalność. Jestem jaka jestem. Głównie mam na myśli zachowanie, sposób bycia. Kobiecość to także zdolność do kochania i do szaleństwa, do spokoju i do zmian.

 

Za jakimi kobietami oglądasz się na ulicy?

 

Oglądam się za kobietami takimi jak przepiękna i naturalna Sophie Marceau. Lubię też taki typ urody jak u Karoliny Gruszki czy śp. Małgorzaty Braunek. Niewiele muszą zrobić, ale są po prostu piękne, interesujące i tajemnicze.

Dzięki za rozmowę.

***

Zdjęcia: Ewa Przedpełska

Rozmawiała: Dominika Janik

Makijaż Aldony wykonała Magdalena Lach.

***

Aldona Luterek

Urodzona w Warszawie, od zawsze związana z tym miastem. Tu mieszka jej cała rodzina od kilku pokoleń. Aktualnie Aldona mieszka na Mokotowie – jej ukochanej dzielnicy. Studiowała ekonomię w Wyższej Szkole Biznesu i Administracji Gospodarczej. Pracowała jako asystentka w dziale marketingu w Daewoo, póżniej były wydawnictwa Edipresse Polska oraz Reader’s Digest, a następnie przez prawie 10 lat praca w agencji reklamowej EURO RSCG, gdzie była managerem jednego z zespołów Client Service. Od 2012 roku prowadzi własną firmę i jest związana z marką Phenomé: najpierw w roli dystrybutora marki, a od 2015 jako współwłaścicielka marki. Poza kosmetykami, pasjonuje się numerologią, fizyką kwantową oraz medycyną niekonwencjonalną.

1 komentarz

  • Praca ma nam służyć do utrzymania,zaspokajania potrzeć… Poza nią warto mieć inne zainteresowania,jakieś hobby a przede wszystkim mieć gdzie wracać,czyli dom/mieszkanie które będzie naszą enklawą,inaczej grozi nam wypalenie! Praca tak,ale nie pracoholizm i mam na dzieję że Pani jest tego przykładem 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.