Matka Ziemia współpraca reklamowa

Przed pracą w biurze czasem pomagamy w zrywaniu nagietków

Za kulisami centrali koncernu Weleda + konkurs!

Przed pracą w biurze czasem pomagamy w zrywaniu nagietków
Materiały prasowe

Arlesheim w Szwajcarii i Schwäbisch Gmünd w Niemczech to dwie małe ojczyzny marki Weleda, gdzie firma ta powstała ponad sto lat temu. Oprócz biur siedziby głównej, zlokalizowane są tu 24 hektary upraw ekologicznych ziół. Jak wygląda praca w firmie, w której konferencje online przerywa się na warsztaty z medytacji, a członkini zarządu to specjalistka medycyny antropozoficznej? Rozmawiamy z przedstawicielkami centrali Weledy, by poznać markę od środka.

Duża firma? Myślimy: klimatyzowane biura, spotkania, konferencje i szarość. Ale nie w Weledzie! Tutaj w trakcie przerwy na lunch wychodzi się do ogrodu otaczającego biuro zrelaksować. W wybrane dni pracownicy mogą udać się również do odległego o kilka kilometrów ogrodu leczniczego w Wetzgau – Schwäbisch Gmünd, pomagać zrywać nagietki lub pielić na terenie firmowych upraw.

Harmonia filozofii marki jest tu zintegrowana na każdym szczeblu. I nie chodzi jedynie o to, że w biurowej toalecie leżą tubki z cytrusowym kremem do rąk.

Zaglądamy za kulisy pracy w Weledzie – gościmy na łamach Ładne Bebe dwie kobiety od wielu lat zaangażowane w budowanie tej marki. Dzięki rozmowom z nimi odkrywamy, że w firmie tej od stu lat trwa zrównoważony rozwój nastawiony na harmonię z naturą.

Kiedyś, gdy ekologia nikogo nie interesowała, a walorem była nowoczesność i wszystko, co syntetyczne, Weleda rozwijała się jako marka niszowa. Dziś firma się rozrosła, ale jej wartości pozostały niezmienne i Weleda staje w awangardzie korporacyjnego CSR. Konsekwentne podążanie drogą prostych produktów, powiązane z wiedzą czerpaną między innymi z naturalnej medycyny oraz ziołolecznictwa, przyniosło marce międzynarodowy sukces. Weleda nieustannie dąży do tego by zminimalizować negatywny wpływ na środowisko. Cel jest jednak jeszcze ambitniejszy – by w przyszłości więcej dawać Ziemi, niż się z niej pozyskuje. Zapraszamy na kolejny odcinek naszego cyklu Matka Ziemia, a na końcu artykułu czeka na was konkurs. Do wygrania oczywiście kosmetyki Weleda.

W ramach kolejnej odsłony cyklu Matka Ziemia Weledy, spotykamy się z osobami mającymi wpływ na strategiczny i produktowy kierunek rozwoju tego niemiecko-szwajcarskiego producenta. Pytamy o codzienność w pracy, o produkty do pielęgnacji, o filozofię i zaplecze. Społeczna odpowiedzialność biznesu, troska o przyszłość planety i następnych pokoleń oraz ekologia to nie tylko hasła wypisane na minutkach i biurowych spotkaniach. U nich to codzienność, która dotyczy wszystkich – od trzonu globalnego marketingu po pracowników, którzy są na miejscu, na plantacjach Weledy w Schwäbisch Gmünd.

Nataliya Yarmolenko – Członkini zarządu Weledy

Studiowała medycynę w Odessie na Ukrainie. Zajmowała się naturopatią i medycyną antropozoficzną. Z Weledą jest związana od 2000 roku, obecnie pełni funkcję członkini zarządu.

Jest Pani w kobietą w zarządzie dużej międzynarodowej firmy. Czy Pani środowisko pracy różni się od tego, co wyobrażamy sobie jako działanie w dużej firmie? 

Studiowałam medycynę, a do Weledy trafiłam jako dziewczyna stawiająca pierwsze kroki w świecie biznesu. Wprawdzie nie mam doświadczenia z innych miejsc pracy na temat tzw. świata korporacji, ale mogę z pewnością stwierdzić, że Weledę wyróżnia nacisk na zrównoważony rozwój i holistyczną perspektywę w tworzeniu produktów, co jest ważne nie tylko dla mnie, ale też chyba dla wszystkich naszych pracowników. Weleda przykłada wagę do tego, by jako duża firma wywierać przede wszystkim pozytywny wpływ na ludzi i środowisko naturalne. Naszym biznesowym DNA jest odkrywanie i promowanie zdrowia i piękna w harmonii z naturą i człowiekiem. Jeśli zaś chodzi o kwestie tzw. kultury korporacyjnej – staramy się czerpać z naszej odmiennej kulturowości w firmie i traktować każde zadanie jako szansę do rozwoju osobistego.

Słyszałam, że to podejście towarzyszy Weledzie od początku istnienia. Czy to prawda, że stosowaliście CSR długo, zanim stało się to popularne i weszło do współczesnego biznesowego standardu?

Tak jak wspomniałam – zrównoważony rozwój to dla nas klucz, tak samo jak odkrywanie na nowo relacji człowieka z naturą. Te aspekty były częścią wizji naszego założyciela ponad 100 lat temu. Właśnie dlatego nasza firma była jednym z pierwszych graczy na rynku, który poszedł w kierunku odpowiedzialności za środowisko naturalne. Jesteśmy pionierami upraw biodynamicznych w świecie kosmetycznym oraz inwestowania w bioróżnorodność, zdrowie gleby i ochronę klimatu. Weleda co roku przeznacza ogromne środki na te cele. Certyfikat Unii na rzecz Etycznego Bio-Handlu (UEBT) dowodzi, że nasze standardy są naprawdę wysokie, także w kwestii łańcucha dostaw i warunków pracy. W zeszłym roku dołączyliśmy do ruchu B Corp w Europie, poddając się trudnemu i skomplikowanemu procesowi certyfikacyjnemu. Pokazaliśmy, że jest w nas gotowość do kolejnych zmian na lepsze w kwestii ochrony środowiska i kwestii społecznych. Dołączyliśmy do innych ambitnych firm spod szyldu B Corp, by uczestniczyć w przemianie klimatycznej, społecznej i ekonomicznej naszej planety.

Weleda jest międzynarodowym graczem, ale rynek kosmetyków jest bardzo nasycony i pełen konkurencji. Jakie są pomysły marki na zatrzymanie starych klientów i pozyskanie nowych?

Proszę pamiętać, że stoi za nami 100-letnia tradycja i jesteśmy tak naprawdę wzorem dla innych marek z branży naturalnych kosmetyków. Zainspirowaliśmy mnóstwo nowych firm – widać, jak rynek się zmienia i ewoluuje w kierunku naturalnych produktów. Zrównoważony rozwój przestał być jednak niszowym tematem, a stał się standardem w sferze społecznej i ekonomicznej. Cały czas mam jednak poczucie, że Weleda od zawsze stosuje naturalne i surowe składniki, dba o najwyższą jakość, równowagę zasobów w praktykach biznesowych i etykę pracy. To są nasze wartości od początku, podczas gdy inni dopiero uczą się adaptować do tych nowych standardów.

Jednocześnie nasza firma bardzo mocno inwestuje w badania i rozwój, by oferować coraz nowsze i innowacyjne rozwiązania. Bierzemy to, co najlepsze, z tradycyjnych formuł kosmetycznych, współcześnie dostępnych składników i natury, jak również z medycyny antropozoficznej. Dla mnie kluczowe dla sukcesu, zarówno wśród starych jak i nowych klientów, jest pozostanie wiernym korzeniom i wartościom marki. Uświadamianie klientów w kwestiach tych wartości. Zwiększanie atrakcyjności marki. Mam poczucie, że z naszą stuletnią tradycją jesteśmy w tej chwili na topie trendów.

Czy zdradzi Pani, które kosmetyki Weledy są Pani ulubionymi?

Uwielbiam olejek do twarzy z granatem. Zawsze też mam w torebce Skin Food Light, ponieważ jest wielofunkcyjny i zarazem idealny do pielęgnacji w pracy, w biegu.

To, że utożsamia się Pani z wartościami Weledy, jest dla mnie jasne, ale czy w wolnym czasie udaje się Pani realizować te wartości, które są wpisane w holistyczną filozofię i szacunek dla natury? 

Mieszkam w malutkiej wiosce, bardzo blisko natury, więc mam szansę naprawdę doświadczać bliskości roślin i zwierząt w wolnym czasie. Pozwala mi to poczuć więź z samą sobą, odstresować się. Gleba, czyli „skóra Ziemi”, jest bazą dla zdrowia przyrody i wszystkiego, co żyje, dlatego dbanie o mój ogródek i kontakt z glebą daje mi poczucie, że aktywnie mogę jakoś pomóc naturze. Staram się też na co dzień kupować żywność bio od farmerów lub w ekologicznym sklepie we wsi obok.

Dziękuję za rozmowę.

LILITH SCHWERTLE – Kosmetolożka i ekspertka naturalnej pielęgnacji

Jest globalną szefową szkoleń w dziale kosmetyków naturalnych Weleda. Obejmuje stanowisko, jakie zapewne istnieje w wielu firmach, tu jednak praca wygląda z goła inaczej. Spotykamy się z Lilith, by przepytać ją o szczegóły dotyczące jej codzienności, pracy i backstage’u.

Pracuje Pani dla Weledy od 23 lat. Czy przypomina sobie Pani jakiś produkt, który towarzyszył Pani w tej pracy od początku?

Prawdę mówiąc, jest ich całkiem sporo. Moja praca w Weledzie polega na prowadzeniu szkoleń w różnych miejscach na świecie i podczas tych spotkań zawsze używam naszych produktów, jednak ich wybór ulega zmianie. Staram się zawsze sięgać głębiej, poszukuję nowych rozwiązań, na przykład gdy opracowuję rutyny pielęgnacyjne lub gdy dopiero testuję użycie nowego produktu. Na pewno tym, co od zawsze mi towarzyszy, była pasta z solą morską oraz oczyszczający tonik i mleczko 2w1, który stworzono w latach 20. XX wieku. W podróżach jest zawsze ze mną przynajmniej jeden produkt z serii Skin Food, oraz olejek do masażu z arniką.

Czym dokładnie zajmuje się Pani w Weledzie?

Podlegam pod dział globalnego marketingu, co oznacza częste spotkania w Szwajcarii, bo na stałe mieszkam w Schwäbisch Gmünd. Moja praca to więc częste podróże i spotkania na szczycie. Biorę też udział we wspomnianych szkoleniach, więc to taki wyjątkowo ciekawy miks – idealny dla kogoś, kto lubi zmiany i bycie w ruchu, tak jak ja. W mojej pracy bardzo lubię to, że podróżuję po świecie i mam okazję poznawać ludzi z różnych działów, różnych narodowości i kultur, i czerpać z tej wymiany. Naprawdę kocham swoją pracę! Właściwie to nie jest dla mnie tylko miejsce wykonywania obowiązków zawodowych, to też przestrzeń mojego osobistego rozwoju.

Proszę powiedzieć coś o sesjach relaksacyjnych dla członków firmy, które Pani prowadzi. 

Tak, między innymi uczę kolegów technik relaksacji i medytacji. Życie zawodowe może być męczące i wyczerpujące, zgodzisz się ze mną? Trzeba pamiętać o równowadze i właściwych proporcjach relaksu. Chociażby po to, by mieć możliwość przetrawienia wszystkich informacji, które otrzymujemy podczas spotkań. To co robię w Weledzie, łączy się to z moim zawodem jako naturopaty. Mamy w firmie kilka kursów dla pracowników, na temat osobistego rozwoju. Jeden z nich jest prowadzony przeze mnie – I dotyczy radzenia sobie ze stresem. Zrozumienie mechaniznów które w nas zachodzą, uważne przyglądanie się temu co wyzwala w nas nerwowość oraz doświadczanie kilku technik relaksacyjnych, jak również korzystanie produktów leczniczych i pielęgnacyjnych Weledy może być dużym wsparciem. Dlatego dobrze gdy pracownicy mogą dowiedzieć się więcej na temat stresu i wziąć odpowiedzialność za swój dobrostan, wiedzieć jak mogą lepiej o siebie zadbać. W pracy zdarza się mi też włączać krótkie przerwy z technikami relaksacyjnymi podczas spotkań, szczególnie tych online. To pomaga w pracy, i ma zainspirować pracowników.

Skoro mowa o naturze – co to znaczy, że kosmetyki Weledy są tworzone z wykorzystaniem naturalnych składników?

W Weledzie zawsze wychodzimy od tego, by traktować człowieka jako jedną całość, biorąc pod uwagę interakcje między ciałem, duszą i psychiką. Wykorzystanie naturalnych składników jest w naszym DNA. Chcąc współpracować z naturą tworzymy produkty, które pozwalają rozwinąć jej sekretne sposoby działania. Bazujemy na głębokiej relacji między człowiekiem, naturą i składnikami które z niej pochodzą. Najlepiej można zrozumieć to odwiedzając nasze ogrody w Schwäbisch Gmünd. Mówiąc o tym lubię posługiwać się metaforą kręgu natury. Ogród ma swój cyklicznie powtarzający się rytm, w którym się rozwija: rodzi i umiera. My podążamy za tym rytmem.

W ogrodach Weledy pracujemy według zasad rolnictwa biodynamicznego. To bardzo ważne, by utrzymać glebę w równowadze. Żeby zadbać o jej substancje odżywcze, wilgotność i mikrobiom. Żywopłoty na przykład chronią przed wiatrami i wysychaniem. Podobnie jest z naszym ciałem: zgodnie z koncepcją tzw. salutogenezy, najważniejszym celem jest wzmacnianie ciała. Nasza skóra musi być nawilżona i zadbana, ponieważ zdrowa bariera ochronna dla wnętrza naszego ciała jest ważna.

Czy to nie ciekawe, jak możemy znaleźć tak bliskie podobieństwa między naturą a nami samymi? To one pomagają zrozumieć, jak silnie i głęboko jesteśmy ze z naturą związani i dlaczego powinniśmy dbać o zdrowie i urodę natury, tak samo jak o siebie. Możemy myśleć o glebie jak o skórze ziemi. I dlatego zarówno dla gleby, jak i dla naszej skóry istotny jest zdrowy mikrobiom. Produkty Weleda są bardzo skuteczne, ponieważ wspomagają regenerację skóry oferując naturalne składniki i impulsy, dzięki którym skóra może zachować równowagę i wspomagać procesy regeneracji.

Wracając do twojego pytania – namacalnym dowodem na to, że biodynamiczne uprawy Weledy nie szkodzą ziemi tylko jej pomagają, jest fakt, że według badań od lat w okolicy przyrasta liczba ptaków. Ma to wiele wspólnego z utrzymaniem bogatej bioróżnorodności w ogrodach Weleda.

Jak duże są ogrody Weledy w Schwäbisch Gmünd, gdzie Pani mieszka na stałe?

To aż 23 hektary, a więc ogromny teren. Tylko część jest przeznaczona na uprawy do naszych kosmetyktów, reszta stosowana  jest w produkcji preparatów lecznicznych. Są tu więc i ogrody, i pola niezbędne do pozyskiwania składników naszych kosmetyków. Dookoła mamy posadzone żywopłoty, co z jednej strony stanowi schronienie i wsparcie dla zwierząt, z drugiej – ogranicza wiatry, a co za tym idzie, parowanie i niezbędne podlewanie. Weledzie udało się stworzyć uprawę, w której człowiek działa ręka w rękę z naturą. Na przykład rozwiązaniem na ślimaki, które pojawiły się na plantacjach, okazały się kaczki, specyficzny gatunek, który żywi się głównie tymi mięczakami.

Bardzo mnie ciekawi, czy nagietki do słynnej linii kosmetyków Weledy są rzeczywiście obrywane ręcznie?

Tak, mamy pewien produkt, do którego używane są świeże płatki nagietka. Zazwyczaj zbiór przypada na koniec czerwca lub początek lipca, i wtedy Weleda zaprasza wszystkich pracowników z różnych działów na wspólne zbiory o świcie. Ale w naszych kosmetykach są wykorzystywane różne części nagietka, np. w linii Baby używa się substancji uzyskiwanych z całego ziela czy też z suszu – szczególnie użytecznego do pozyskiwania nagietkowego olejku. Weleda dąży do uzyskiwania holistycznych formuł kosmetyków – a więc takiego komponowania ich, by proporcje każdej rośliny czy rodzaj użytego składnika były optymalne.

Czym dokładnie jest to holistyczne podejście do dbania o zdrowie i urodę, o którym Pani wspomniała?  

Na urodę i zdrowie skóry można patrzeć z różnych perspektyw. Ja lubię podkreślać, że tak samo jak szukanie dobrze dobranych kosmetyków, istotne jest odżywianie ciała i skóry od środka, dbanie o jej nawilżenie. Człowiek jest całością, duszą i ciałem, i wierzę, że wszystkie te aspekty finalnie wpływają wzajemnie na naszą kondycję i samopoczucie.

Jest Pani znana między innymi z pracy z położnymi – czy przyjedzie Pani kiedyś na szkolenia do Polski?

Miałam okazję być w Polsce wiele lat temu I na pewno byłabym zachwycona mogąc wspierać waszych lokalnych ekspertów. Mamy wprawdzie w Weledzie zespół położnych, które byłyby idealnym partnerem do współpracy z położnymi z Polski, ale gdyby pojawiła się potrzeba wsparcia w kwestii historii naszej marki, antropozofii czy kwestii naturalnych kosmetyków, na pewno z chęcią bym pomogła.

To jak nasza marka i jej produkty dla mam będą się rozwijać na polskim rynku, zależy od wielu czynników. W Niemczech Weleda jest kultową marką często polecaną położnicom i mamom karmiącym. To zdecydowany numer jeden, jeśli chodzi o wybory położnych. Niemieckie mamy dobrze znają nasze produkty dla matek i z linii baby care, ponieważ stykają się z nimi w szkołach rodzenia, gdzie otrzymują czasami próbki produktów. Wiem, że w Polsce taki program współpracy Weledy z klinikami położniczymi też się rozpoczął, trzymam za niego kciuki.

Dziękuję za rozmowę.

Konkurs

Tradycyjnie marka Weleda przygotowała dla was konkurs z nagrodami. Tym razem do wygrania są klasyki tej firmy, a mianowicie zestaw kosmetyków: Calendula szampon&płyn do mycia ciała, krem Skin Food Light, oraz masło do ust Skin Food. Pytanie konkursowe brzmi: którą roślinę zawartą w kosmetykach Weleda lubisz najbardziej i dlaczego? Na maksymalnie dwuzdaniowe odpowiedzi czekamy w komentarzach pod tym artykułem do 25 listopada. Informację o zwycięzcy opublikujemy następnego dnia w tym artykule.

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj.

Materiał powstał we współpracy z marką Weleda.

Dodaj komentarz