Z wizytą w Pasiekach Sadowskich

Poznajcie się!

Uwaga, zagadka. Dobrze mu w duecie z cynamonem, liofilizowaną maliną, miętą, kakao, czarną porzeczką, a nawet imbirem i czosnkiem. Kto zgadnie? Rozwiązanie: palce lizać!

Słodkie jest rozwiązanie tej zagadki. Wiadomo, że mowa o miodzie, ale takim bardzo szlachetnym, o ponad 10-letnim rodowodzie i zakorzenionej w przyjacielskim wsparciu historii. 24 sierpnia 2009 roku Arek Sadowski zarejestrował pięć pierwszych uli, czyniąc tym samym z pszczelarskiego fachu swój sposób na życie. Do spółki dołączyli przyjaciele: Jakub Wilgosiewicz, Łukasz Michalak i Tomasz Barski, którzy porzucili dla tej pięknej idei swoje dotychczasowe, uporządkowane życie. I choć za swoją decyzję płacą kilkudziesięcioma użądleniami dziennie, skrajnym wyczerpaniem i brakiem urlopu, to za wysiłkiem stoi budujące poczucie, że robią coś ważnego i użytecznego. I to rekompensuje ten trud, bo – jak mawia Arek – nie dla wygodnego życia pojawiliśmy się na tym świecie. Poznajcie założyciela Pasiek Sadowskich, który codziennie dogląda 50 milionów pszczół, prawdziwie troszcząc się o ich los.

*

Historia Pasiek Rodziny Sadowskich jest imponująca, bo dużo w niej nadziei, ryzyka i pasji. 

Jesteśmy samoukami, którzy prawie wszystko, co wiedzą, musieli wypróbować na własnej skórze. Najtrudniejszy moment, który przeżyłem jeszcze przed dołączeniem wspólników, wydarzył się w trzecim roku działalności, kiedy przez niedoskonałą wiedzę popełniłem błędy skutkujące śmiercią 1/3 naszych pszczelich rodzin. Na początku były łzy, jednak wyszliśmy z tego mocniejsi. Wiemy już, że od naszych działań zależy spokojne i zdrowe życie kilkudziesięciu milionów pszczół i nie pozwalamy sobie na najmniejsze kompromisy w kwestii zapewniania im optymalnych warunków zdrowego życia. Wielu pszczelarzy pogrążył Varroa destructor, czyli pasożyt żerujący na pszczole. Nas jednak wzmocnił pokazując, że w pszczelarstwie nie ma miejsca na błędy.

Jak układa się współpraca pomiędzy czterema braćmi? Na jakim polu najczęściej macie starcie, a gdzie zgodę?

Faktycznie jesteśmy braćmi, jednak tylko mentalnymi (śmiech). Wielu myli się i ma nas za braci również genetycznych, historia jest jednak trochę inna. Dwa lata temu miałem w swoim życiu trzy osoby, które mogłem nazwać prawdziwymi przyjaciółmi. Powiedziałem im, że czas skończyć tracić czas na „jakieś” roboty, choćby i nawet intratne, i zacząć robić coś, z czego będziemy mogli być naprawdę dumni. Cała trójka mi zaufała, pomieszała sobie życie i poszła na żywioł. Z tego co wiem, dziś nikt nie żałuje, mimo że chłopaki posprzedawali domy i przeprowadzali się na drugi koniec kraju.

Kto z was jest mózgiem kreatywnym całej operacji? Kto wymyśla smaki miodów? 

Nasz sukces nie ma jednego ojca. Pomysły na to, byśmy byli coraz lepsi, przynoszą wszyscy współpracownicy. Naszą rolą – jako zarządzających rozwojem pasiek – jest mieć „uszy szeroko otwarte” na wszelkie rady i pomysły. Staramy się otaczać ludźmi, którzy zostawią u nas część serducha i będą myśleli o Pasiekach Rodziny Sadowskich jako o drugim domu. Nie stać nas na to, by nie uwzględniać ich genialnych pomysłów!

Jak powstają kombinacje smakowe w miodach Pasiek Sadowskich?

Przyszła nam do głów myśl, by łączyć smak i działanie naturalnych miodów z innymi cudami natury. Zamówiliśmy dziesiątki próbek najlepszej jakości suszonych owoców i przypraw, i mieszaliśmy ze sobą wszystko, co tylko się da. Po wypróbowaniu ponad 50 różnych kombinacji wytypowaliśmy sześć, które nas zachwyciły. Były wśród nich takie, które jeszcze przed spróbowaniem uznawaliśmy za pewniaki, jak kakao, cynamon i malina. Mniej oczywistymi wyborami była mięta, która urzekła nas niezwykłą świeżością, i czarna porzeczka, przełamująca kwaskowatością słodycz miodu. O Imbir z Czosnkiem nawet się pokłóciliśmy. Postanowiłem jednak na swoim i smak, który kojarzy się z recepturami naszych babć, stał się bestsellerem. Poza stosowaniem przy przeziębieniu świetnie sprawdzi się w kuchni jako baza marynat i sosów. Były też produkty, których przed próbą byliśmy pewni, a nie zmieściły się na krótkiej liście naszych specjałów.

Jaki to był smak?

Miód z truskawką, ale okazał się mało wyrazisty i blady.

Ciekawi mnie, jak odbywa się sam proces ich tworzenia.

Sposób przygotowania jest megaprosty i naturalny. Mieszamy miód z naszych pasiek z doskonałymi produktami od naszych dostawców. Nalewamy w słoiczki i dostarczamy prosto do najważniejszych – zaraz po pszczołach – wiernych klientów naszej firmy.

Właśnie – podkreślacie ważność pszczół, m.in. dzięki akcji #Chrońmy pszczoły, którą promujecie na swojej stronie, To wzbudza mój wielki szacunek i entuzjazm. Jak na co dzień taki szary rodzic jak ja może dbać o pszczoły?

Najlepszym, co mieszczuch może zrobić dla pszczół, jest bycie świadomym konsumentem. Kupując miód z polskich pasiek, sprawiamy, że takie firmy jak nasza mogą się rozwijać, a tym samym powiększać liczbę polskich zapylaczy. Jeśli zdamy sobie sprawę, że bez nich ludzkość co najmniej utrudni sobie istnienie, a w najgorszym razie – jak szacował Einstein – zostaną nam tylko cztery lata od śmierci ostatniej, to mam nadzieję, że świadomi tego Polacy zaczną kupować polski miód. Nie tylko dla jego świetnego smaku, ale także po to, by dać następnym pokoleniom troszkę lepszy świat.

W jakim kierunku chcielibyście się rozwijać? Co osiągnąć?

Mamy dwa podstawowe azymuty: zdrową pszczołę i zadowolonego klienta. Chcemy tworzyć firmę, która będzie największym zapylaczem w kraju, czyniąc nasze otoczenie lepszym, a nasze produkty najdoskonalszym produktem, jaki można kupić w Polsce. Dla tych dwóch idei chce nam się wstawać coraz wcześniej.

Ile kosztuje was na co dzień taka praca? Jak uwzniośla i ile daje satysfakcji?

Tworząc tak szybko rozwijającą się firmę, trzeba poświęcić wiele: wolny czas, urlopy, codzienny spokój. Jesteśmy jednak przekonani, że to nie dla wygodnego życia pojawiliśmy się na tym świecie. Uważamy, że teraz mamy swoją chwilę, którą trzeba wykorzystać dobrze, by móc chodzić z podniesioną głową. Ani kilkadziesiąt użądleń dziennie, ani przepocone ciuchy na koniec dnia, ani kontuzja nie są w stanie tego zmienić. (śmiech)

Kilkadziesiąt użądleń! Naprawdę musicie uwielbiać to, co robicie. Trzymam za was kciuki i dziękuję za rozmowę.

*

Miody z Pasiek Sadowskich znajdziecie tu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.