poznajmy się

Z wizytą w Mimi Concept Kids

Mimi znaczy mama

Z wizytą w Mimi Concept Kids
Kinga Hołub

MIMI kids concept to nowe, przyjazne miejsce na Dolnym Mokotowie. Przez szyby wpada tu zawadiackie światło, a miękkość zgromadzonych w butiku tkanin i zabawek wprawia w stan błogiej przytulności.

Butik MIMI kids concept istnieje dopiero od kilku miesięcy, ale zdążył już trwale zaistnieć na mapie miejsc, do których kierują się poszukujący najwyższej klasy produktów rodzice. MIMI jest efektem wspólnej pracy Joasi Gąsiewskiej i jej męża, zaś naczelną inspiracją dla jego powstania była para sympatycznych i niezawodnych sprawdzaczy wszystkich produktów, jakie mama sprowadza do asortymentu: 4-letni Franio i 1,5-roczna Misia. Sklep miał z założenia przypominać „minimieszkanie”, wypełnione ulubionymi przedmiotami, przyjazne i otwarte na spotkania, rozmowy i wymianę rodzicielskich doświadczeń. I to się udało. Mimo trudnych czasów, w których butik MIMI zainaugurował swoje istnienie, trwa dzielnie i nie ustaje w rozwoju. O planach, marzeniach i tajemniczej nazwie butiku opowie Joasia w poniższej rozmowie.

Zajrzyjcie też do opublikowanego niedawno subiektywnego topu prezentów, stworzonego w oparciu o asortyment butiku MIMI kids concept.

Czy myśląc o MIMI, od początku wizualizowałaś sobie działanie na dwóch płaszczyznach: sklepu internetowego i stacjonarnego? Która z tych opcji jest ci bliższa?

Moim marzeniem już od dawien dawna było założenie sklepu stacjonarnego. Jestem osobą, która bardzo lubi kontakt z innymi ludźmi – to napędza mnie do działania, dlatego nigdy nie założyłabym tylko sklepu internetowego. Nie dawałoby mi to satysfakcji i spełnienia. MIMI to miało być ciepłe, przytulne miejsce, w którym każdy będzie czuł się dobrze, swobodnie, takie moje „minimieszkanie” z rzeczami, które otaczają mnie na co dzień w moim macierzyństwie i nie tylko, które z czystym sumieniem mogę polecać innym rodzicom. I tak też się stało. Uwielbiam tam przebywać, uwielbiam spotykać tam przyjazne dusze. Są osoby, które regularnie mnie odwiedzają, przychodzą na pogaduchy, a zakupy robią przy okazji.

A jak sama najchętniej kupujesz – odwiedzając miejsca osobiście czy surfując w sieci?

Zdecydowanie wolę zakupy stacjonarne. Lubię dotknąć tkaniny, zobaczyć rzecz na żywo. Jednocześnie sama się łapię na tym, że prowadząc firmę i mając dwójkę dzieci, brakuje czasu na odwiedzanie sklepów, dlatego często wybieram opcje zakupów przez Internet, ale zakupy stacjonarne traktuje jako większą przyjemność (śmiech).

Jak długo trwały przygotowania i czego się w ich trakcie nauczyłaś na temat zakładania własnego biznesu? 

Oj, to był długi proces. Do przygotowań zaliczyłabym już samą myśl, która powstała w mojej głowie, a było to zanim w brzuchu pojawiła się Michalina. Zawodowo zawsze chciałam robić coś, co byłoby związane z dziećmi. Tematyka psychologii dziecięcej, rozwoju emocjonalnego dzieci, rodzicielstwo bliskości, wychowanie blisko natury – to były zagadnienia, które zawsze mocno mnie pasjonowały. Pomysłów było dużo, ale ograniczeń w mojej głowie jeszcze więcej. Pracowałam wtedy w dużej korporacji, stabilizacja, bezpieczeństwo to duże blokady, a każda zmiana tej sytuacji może powodować naturalny strach. Mijało mi tam 12 lat pracy i w końcu pomyślałam, jak nie teraz, to kiedy? I tak powstało MIMI. Byłam już wtedy w ciąży z Misią – jak miała kilka miesięcy, pojechałam z dziećmi i z mężem na kilka międzynarodowych targów dziecięcych, poznałam się z twórcami marek, które od dawna były moimi ulubionymi, i wtedy jeszcze bardziej utwierdziłam się w myśli, że to jest to. Decyzja zapadła.

Najbardziej w całym pomyśle uwielbiałam myśl, że MIMI to nie będzie tylko sklep. To będzie miało głębszy sens. Chciałam, aby sklep promował świadome macierzyństwo, świadome zakupy, moc naturalnych produktów, ich właściwości i wpływ na otaczający nas świat i na nas. Przemyślane zakupy mądrych rodziców. Uważam, że prowadząc swój biznes, fajnie mieć wiarę, że szerzy się wiedzę, która może okazać się bardzo pomocna dla innych, a czasami wręcz zmienić kogoś przekonania w tę dobrą stronę. Przygotowania lokalu i sklepu internetowego to była praca często po nocach – z dwójką dzieci nie dało się inaczej.

MIMI to wasze wspólne dzieło – twoje i męża.

Pracowaliśmy nad projektem razem i na zmianę. Gdyby nie jego pomoc, proces trwałby o wiele dłużej. Wspólnymi siłami MIMI powstało w lipcu. Zakładanie własnego biznesu to ciężka praca, jednakże moim zdaniem najcięższe jest podjęcie samej decyzji, a później pojawia się chęć do działania i nutka adrenaliny, która motywuje do rozpoczęcia czegoś nowego.

Czy znasz już receptę na to, jak skutecznie zarządzać sklepem w czasach zarazy?

Trafiłam na trudny i niepewny czas otwarcia sklepu, jednak ogromna chęć do działania nie pozwoliła mi wycofać się z tego pomysłu. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi, że będzie dobrze. Myślę, że czasami trzeba zaufać intuicji i iść do przodu. Nie bać się. Jeżeli czujemy, że nasz pomysł na biznes jest spójny z naszą życiową wizją i ideą, to łatwiej przetrwać trudniejsze momenty. Trzeba mieć otwartą głowę, być elastycznym i mieć dobrych ludzi wokoło. To moja dewiza na biznes w czasach zarazy.

Ciekawi mnie, skąd u ciebie ciągota do estetycznych przedmiotów? 

Zawsze podobały mi się piękne, a zarazem proste i naturalne rzeczy. Sama nie lubię przesadzać w kwestii ubioru czy otaczających mnie przedmiotów. Jeżeli chodzi o garderobę, odkąd pamiętam, wybierałam stonowane kolory, proste kroje, które jednak miały w sobie ponadczasowość i to „coś”. W domu nie lubiłam zbyt dużo bibelotów, ale kiedy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, rzuciłam się w wir zakupów. Z perspektywy czasu uważam, że wiele z tych rzeczy było zupełnie niepotrzebnych. Była to chyba obawa przed tym, aby niczego nie zabrakło, kiedy nie będę miała już czasu na zakupowe wybory. Druga wyprawka była zupełnie inna. Bardziej przemyślana. Miałam tam produkty, które bardzo pomogły mi w pierwszych dniach z córką, funkcjonalne, trwałe. Znalazło się tam zdecydowanie mniej ubranek, za to były bardziej wytrzymałe, lepsze jakościowo. Spokojnie mogłabym wykorzystać je przy trzeciej wyprawce (śmiech).

Jak dobierasz marki w swoim sklepie? Na co zwracasz uwagę, co cię przyciąga?

Marki, które posiadam w sklepie to bardzo selektywny wybór. Mam do nich pełne zaufanie bo to produkty, które sama używałam przy moich dzieciach. Skupiam się głównie na naturalnych składach, wysokiej jakości i funkcjonalności. Przy wprowadzaniu nowych marek jestem bardzo ostrożna. Najpierw testuje je w moim otoczeniu domowym, by potem z pełnym poleceniem wprowadzić je do sklepu. Z perełek w butiku na pewno rozczulaj mnie Main Sauvage – ich przytulanki, tak ślicznie wykonane, że trudno przejść obok nich obojętnie. Produkty z alpaki nie są zbyt często obecne na rynku, tym bardziej Main Sauvage wyróżnia się na tle innych firm. Za jakość wykonania cenię również duńską markę Konges Slojd. Proste, ponadczasowe wzory, piękny design, przyjemna w dotyku bawełna organiczna i ogromne przywiązanie do szczegółów. Każdy produkt jest przepiękny, dlatego tak ciężko powiedzieć stop nawet przy zamawianiu produktów do sklepu.

Czasy są dziwne i trudne, ale wciąż chcemy obdarowywać i być obdarowywani. Biorąc ten aspekt pod uwagę, jakie dostępne w sklepie rzeczy wręczyłabyś niemowlęciu, kilkulatkowi i jego mamie?

Dla niemowlęcia na pewno polecam kokon z wełny merino marki Hvid. Jest to jeden z tych produktów, bez których teraz nie wyobrażam sobie mojej wyprawki. Taki kokon przyda się już od pierwszych chwil życia maluszka – będzie stanowił miłe i bezpieczne otulenie, takie jakie było w brzuszku mamy. A do tego – poprzez swoje właściwości termoregulacyjne – idealnie utrzyma odpowiednią temperaturę ciała. Szczególnie w pierwszych miesiącach życia, kiedy procesy termoregulacyjne nie są jeszcze w pełni rozwinięte. Co więcej, sprawdzi się idealnie o każdej porze roku. Kilkulatkowi bardzo polecam wszelkie puzzle i gry marki Londji. Przepięknie ilustrowane, wykonane z niezwykłą dbałością o szczegóły, wytrzymałe kartoniki, które włączą do zabawy całą rodzinę. My je uwielbiamy. A dla mamy polecam naszą nowość, czyli kosmetyki Mokosh. Naturalne składy zamknięte w pięknych szklanych opakowaniach, o obłędnych zapachach i niesamowitej konsystencji. Już dawno żaden naturalny kosmetyk tak idealnie nie zsynchronizował się z potrzebami mojej skóry. Co więcej, w ofercie marki jest tak duża różnorodność produktów, że każda kobieta znajdzie coś dla siebie.

Opowiedz jeszcze o nazwie sklepu, jaka stoi za nią historia?

Można powiedzieć, że twórcą nazwy sklepu jest mój syn. Zamiast „mama”, mówił do mnie „mimi”. Bardzo lubię to słowo, bo wywołuje we mnie piękne wspomnienia. Tak więc nie mogło być inaczej.

Dziękuję za twój czas.

Sklep internetowyInstagram

Butik MIMI kids concept

ul. Batalionu AK „Bałtyk’” 7, lokal U8, Warszawa
godziny otwarcia:
od poniedziałku do piątku: 10-18
sobota i niedziela: nieczynne

Dodaj komentarz