poznajmy się

Z wizytą u Twice Upon a Time

Poznajcie Dominikę i Natalię

Z wizytą u Twice Upon a Time
Patrycja Wojtas

Przywitały nas tartą rokitnikową, mruczeniem kotki Misi i uśmiechem od ucha do ucha. Poznajcie Natalię Kępę i Dominikę Ludwińską, założycielki Twice Upon a Time – sklepu z używanymi dziecięcymi ubraniami w idealnym stanie.

Natalia przez kilka ostatnich lat mieszkała w Tuluzie we Francji, gdzie pracowała jako tłumaczka. Tam też 11 miesięcy temu urodziła syna Marcela i obserwowała zwyczaje francuskich mam, żegnających się z niemowlęcymi tekstyliami bez grama sentymentu. Już niebawem z całą rodziną zamieszkają w Warszawie. Dominika kilka dni temu świętowała pierwsze urodziny syna Antosia. Poza opieką nad dzieckiem i studiowaniem psychologii na SWPS, pracuje wspólnie z Natalią nad projektem Twice Upon a Time, który ma w swoich założeniach ograniczanie kupowania nowych rzeczy, także wyprawkowych, a co za tym idzie – budowanie konsumenckiej świadomości wobec zagrożeń związanych z funkcjonowaniem przemysłu tekstylnego. Ambicje dziewczyn sięgają jeszcze dalej – chciałyby w niedalekiej przyszłości otworzyć własny lokal na Mokotowie i wokół niego zgromadzić społeczność zaprzyjaźnionych mam, niegromadzących rzeczy, ale śmiało puszczających je w obieg. Dzięki znakomitej jakości i ponadczasowym fasonom mogłyby zatoczyć barwne koło i wrócić do pierwotnych właścicielek, gdy te będą się spodziewać kolejnego dziecka. Połknęłam bakcyla, zwłaszcza że miałam okazję dotknąć każdego z mięsistych wełnianych sweterków, muślinowych kokonów i bawełnianych śpioszków. Stan igła. Poznajcie sprawczynie tego bardzo potrzebnego, modowego zamieszania.

 

 

*

Długo się znacie?

Dominika: Poznałyśmy się 14 lat temu. Chodziłyśmy razem do szkoły na Mokotowie, jeździłyśmy też na wakacje językowe do Francji. Obie mówimy po francusku, ale to Natalia zamieszkała we Francji na stałe. Po gimnazjum nasze drogi się rozeszły, ale ponownie się zbiegły, kiedy zaszłyśmy w ciążę. Nasze terminy porodu dzieli tylko 1 miesiąc – Antoś urodził się 19 stycznia, a Marcel 19 lutego. Tak więc macierzyństwo spowodowało, że nasze drogi ponownie się skrzyżowały.

Jak wpadłyście na pomysł sklepu z używanymi ubraniami w idealnym stanie? Czy to była spontaniczna decyzja, czy efekt przemyślanego, długotrwałego procesu?

D: Zdecydowanie to drugie. Na etapie ciąży i krótkiego, bądź co bądź, macierzyństwa zaczęłyśmy uskuteczniać bardzo intensywną wzajemną wymianę rad, spostrzeżeń i doświadczeń, ale też rzeczy materialnych, jak ubranka, książki i zabawki. Ilość rzeczy, która nas otacza, jest przytłaczająca. Szczególnie to odczułyśmy, kompletując wyprawki naszych synów. Dlatego chcemy pokazać, jak fajną opcją jest wymiana. Chowanie za małych rzeczy na dno szafy nie ma sensu, bo często zdarza się, że odkładamy ubranka po synu, a rodzi nam się córka. I znów od początku dopada nas chęć posiadania czegoś nowego. A przecież lepiej puścić rzeczy w obieg i w ten sposób dać im drugie życie.

Natalia: Zainspirowało nas także to, że we Francji wymiany między mamami i inne podobne inicjatywy są zjawiskiem powszechnym. W Polsce nie jest to jeszcze tak popularne, by wymieniać się ubraniami, kupować mniej, ale za to ubrania lepszej jakości. Wiadomo, nie każdy może sobie pozwolić na zakup nowych ubrań niszowych marek dziecięcych, zwłaszcza, że będą one służyć tylko przez chwilę. Zachęcamy jednak do zakupów rzeczy dobrej jakości, choćby z drugiej czy trzeciej ręki, bo mogą one posłużyć wielu innym osobom. Mądry wybór to drobny, ale istotny przejaw altruizmu, na który stać każdego.

Przeczytałam na waszej stronie, że kupując jedno używane ubranko, oszczędzamy 1500 litrów wody i 7 kg CO2. Szukam głębiej i czytam w Wysokich Obcasach, że koszt wyprodukowania jednego bawełnianego T-shirtu wynosi ok. 2700 litrów wody, ale to i tak nic w porównaniu z parą dżinsów. Bagatela, 14000 litrów wody. 

D: Dane są zatrważające. Dodatkowo przemysł tekstylny znacznie się przyczynia do zanieczyszczenia  środowiska. Ten fakt skłonił mnie do zmiany perspektywy i sposobu patrzenia nie tylko na dziecięce ubrania, ale i na własną szafę.

Masz dużo ubrań?

D: Miałam. Ostatnio przekazałam 30 kg ubrań na rzecz inicjatywy Ubrania do Oddania. Przyjeżdżają do domu, zabierają spakowane kartony, a 1 kg ubrań przekłada się na 1 złotówkę przekazaną na wybrany cel charytatywny. Od dawna chciałam zrobić porządek w szafie, bo skoro są w niej ubrania nieużywane przez 3 lata, to najprawdopodobniej już ich nigdy nie założę. Zrobiłam też porządki w szafie mojego męża.

Twój mąż pozwolił sobie zrobić porządki w szafie?!

D: Właściwie to nie pytałam go o zgodę (śmiech). Ale w razie czego mam argument, że sterta jego starych i nienoszonych rzeczy zasiliła Podkarpackie Hospicjum dla dzieci. Postanowiłam sobie, że odtąd będę z większą rezerwą podchodzić do zakupów.

N: Bardzo nam zależy na tym, by obieg był zaufany i mały. Chciałybyśmy, aby wymiana zachodziła między mamami, które chcą sprzedać za małe ubranka po dzieciach, a przy okazji kupić coś, co pochodzi z tego zamkniętego obiegu.

Powiedzcie jeszcze, czym się wyróżniacie na tle innych sklepów vintage czy zamkniętych grup sprzedażowych? Sama nie wiem, ile zaliczyłam porażek w kupowaniu ubrań dla dzieci na OLX. Przede wszystkim związanych z błędnie opisaną rozmiarówką.

N: Dziewczyny często nas pytają, czym Twice Upon a Time różni się od aukcji internetowych. Czemu lepiej u nas sprzedawać ubranka po dzieciach niż np. na OLX. My staramy się sprowadzać wszystkie ubranka do naszych polskich rozmiarówek, bo często francuskie 12 miesięcy odpowiada realnie polskiemu rozmiarowi 68 albo 74.  Sama kilkakrotnie próbowałam kupić coś dla Antosia na giełdzie internetowej i te rzeczy zwyczajnie nie były wysyłane. Poza tym trudno po samym zdjęciu ocenić jakość i stan. Nasz plan jest taki, że chcemy być gwarantem idealnego stanu kupowanego ubrania. Każda rzecz, która trafia do kupującego, przechodzi najpierw przez nasze ręce. My je dokładnie sprawdzamy, robimy zdjęcia, oceniamy rozmiar.

A co, jeżeli są uszkodzone?

N: Jeśli znajdziemy choćby jedną plamę czy uszkodzenie, odsyłamy ubranie. Mam nadzieję, że w przyszłości uda nam się zorganizować automatyczne przekazywanie takich ubrań organizacjom charytatywnym. Jak się okazuje, to wcale nie jest takie łatwa sprawa, bo miejsca takie jak domy samotnej matki czy domy dziecka nie przyjmują używanych ubrań. Można oczywiście wrzucić ubrania do kontenerów, ale one zapewne trafią na wysypisko. Równie dobrze można je wyrzucić do śmieci.

Czy macie w perspektywie otworzenie swojego miejsca stacjonarnie?

D: To jest nasze największe marzenie. Trzeba jednak pamiętać o tym, że Polacy często i chętnie kupują przez Internet, więc strona jest nam niezbędna. Ale ważna jest dla nas także kwestia budowania relacji. Chciałybyśmy stworzyć miejsce przyjazne dzieciom, gdzie mamy mogą przyjść, pogadać, napić się kawy. To też dobry sposób na wszystkich niedowiarków – spotykając się w sklepie stacjonarnym, możemy rozwiać wątpliwości, opowiedzieć o naszych ideach.

Co było najtrudniejsze w założeniu sklepu?

D: Myślę, że aspekt sentymentalny, czyli rozstanie się z czymś najpierwszym, co dziecko nosiło zaraz po urodzeniu. W naszym przypadku był to kokon polskiej marki Lille, który powędrował do Marcela, a teraz leci do jednej z naszych klientek.

Musze się przyznać, że rozstanie z ulubionymi ubrankami moich dzieci jest dla mnie bardzo trudne, wciąż chomikuję kilka z nich. Jak się z nimi ładnie rozstać?

N: Trudno o uniwersalne rozwiązanie, ale my stwierdziłyśmy zgodnie, że warto przekazać te rzeczy na nasz koncept, bo to jest wyższy cel. Niech napiszą od dalszy ciąg swojej historii. Obie chcemy mieć jeszcze dzieci, być może te ubrania kiedyś do nas wrócą, jak już zakończą swój bieg.

D: Mnóstwo ubranek na nasz zbliżający się wyjazd do ciepłych krajów dla Antosia udało mi się kupić od naszej klientki, mieszkającej po sąsiedzku. Wyjazd trwa 2 tygodnie, więc pewnie wrócą w idealnym stanie i w sezonie letnim trafią do sklepu.

Jak się podzieliłyście pracą?

D: Wszystko robimy wspólnie i na bieżąco. Natalia w kwietniu przeprowadza się do Warszawy i wtedy będzie nam łatwiej, ale do tego czasu ja odbieram i nadaję przesyłki oraz robię zdjęcia, którymi się dzielimy, obrabiamy i wstawiamy na stronę. Zależy nam na tym, żeby każda z nas znała wszystkie aspekty tego biznesu.

N: Nasz podział obowiązków, a raczej jego brak, zadział się naturalnie. Obie jesteśmy na bieżąco z tym, co robimy.

D: Dużą pomocą był dla nas by mój mąż, który jest informatykiem. Polecił nam dobry kreator stron, nauczył, jak obrabiać zdjęcia w Photoshopie i wyjaśnił wszystko na temat kwestii formalnych związanych z prowadzeniem sklepu internetowego. Przekonałyśmy się, że można otworzyć własną działalność bez wychodzenia z domu.

Do kogo chciałybyście trafić ze swoją ofertą?

N: Bardzo nam zależy na kobietach w ciąży. Chciałybyśmy je przekonać, że wyprawka z drugiej ręki też może być piękna, świeża, dawać przyjemność z kupowania i rozpieczętowania paczek.

Ambitne zadanie. Wyprawka kojarzy się raczej jednomyślnie: nowy człowiek, nowe rzeczy.

D: Tyle, że czas używania tych pierwszych rzeczy jest tak krótki, że większość elementów wyprawki pozostaje w idealnym stanie, o ile oczywiście reprezentowały sobą jakość. Rzeczy z sieciówek nie puścisz dalej, sama wyrzuciłam ich mnóstwo. Po kilku praniach były powyciągane i dziurawe.

N: Kupując rzeczy dobrej jakości, generujemy mniej śmieci. Mądry zakup oszczędzi nam i przyrodzie kupowania w sieciówkach.

D: Dochodzą też kwestie fair trade, funkcjonowania fabryk, transportu, chemikaliów wykorzystywanych w produkcji tekstyliów. Im więcej dowiadujemy się na temat przemysłu odzieżowego, tym bardziej wierzymy, że to co robimy jest ważne i potrzebne.

Trzymam za was kciuki.

*

Sklep Twice Upon a Time znajdziecie tu.