Z wizytą u Czary Mamy

Poznajcie Olę i Anię

To zdecydowanie nasze ulubione kaszki. W odróżnieniu od większości innych na rynku, powstały z nieprzetworzonych zbóż. Mamy tu jaglankę, owsiankę, gryczankę i wiele innych. Czary Mamy to jedzenie dla debiutantów i starszaków. Najpyszniejsze na świecie, zwłaszcza, jeśli posypie się je pyłem z liofilizowanych owoców.

Wymyśliły je dwie mamy – Ola Budzowska, która jest lekarką, i Ania Różyk, która jest dietetyczką. Trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie kompetencji, prawda? A także talentów, bo dziewczyny wiele robią same. Projektują opakowania Czary Mamy, ogarniają kwestie biznesowe. Kim są czarujące mamy?

Historia Waszego spotkania jest ujmująca. Opowiecie ją jeszcze raz? Co sprawiło, że wpadłyście sobie w oko?

W oko wpadły sobie początkowo nasze dzieci – Marysia i Madzia miały wtedy około półtora roku, a my najpierw mijałyśmy się na korytarzu w bloku, gdzie mieszkałyśmy. Później spotkałyśmy się na badaniu krwi w osiedlowej przychodni, zdradzając sobie nawzajem, że to pierwsze ciążowe badania (oczekiwałyśmy kolejnych dzieci). Tak to się zaczęło.

Jak od przyjaźni przejść do biznesu?

Od sąsiedzkich wizyt po przysłowiową sól, przez wspólne spacery i dni spędzone na wspólnych kawach przy zabawie naszych dzieci – narodziła się przyjaźń i chęć zrobienia czegoś razem. Najpierw chciałyśmy zakładać wspólnie stronę poświęconą dietetycznej edukacji, później zająć się tworzeniem przepisów na bezcukrowe przepisy i wydać książkę. Pomysł na kaszki był jednak tym, co pociągnęło nas od rozmów ku akcji! Pomysł pojawił się dość nagle. Jechałam samochodem, gdy nagle do głowy wpadła myśl – dlaczego NIKT nie robi kaszek do gotowania, skoro to najlepsza forma przygotowywania dzieciom posiłku? Dlaczego nie ma takiego produktu? Zatrzymałam samochód i zadzwoniłam do Ani. Z entuzjazmem odpowiedziała, że wyobraża to sobie z dodatkiem owoców liofilizowanych. Obie na co dzień mieliłyśmy kaszki dla naszych dzieci, Więc wiedziałyśmy, że to coś, w co warto “iść”.

Czyli same też żyjecie w trybie eko?

Staramy odżywiać zdrowo – kupując lokalne produkty, szukając mleka prosto od krowy czy jajek od kur na wsi. Ania tworzy własny proszek do prania, ja mam ogródek warzywny. Zaopatrujemy się głównie na targach oraz w kooperatywach.  Staramy się wiele przygotowywać samodzielnie – zaczynając od chleba (który piecze mój mąż), kończąc na masłach orzechowych, czy pasztetach z soczewicy, którymi się po sąsiedzku dzielimy. Najważniejszy jest dla nas zdrowy rozsądek i to, by odżywianie było dla ludzi i dla życia, a nie życie dla odżywiania.

 

Zainteresowało mnie to samodzielne mielenie ziaren.

Mieliłyśmy różne ziarna, czasem płatki i tak przygotowywałyśmy posiłki dla dzieci i siebie, a znajome i pacjentki pytały nas jak to robimy. Pojawienie się dzieci skłoniło nas do jeszcze większego zainteresowania zdrowym odżywianiem i zdrowym trybem życia. Zawsze gdy pojawiają się dzieci, człowiek rozwija się na różnych polach! To nieustająco największa przygoda życia.

Macie starannie wyselekcjonowanych dostawców zbóż.

Ponieważ obie jesteśmy perfekcjonistkami, pracowałyśmy nad projektem kaszek ponad rok. Wiele zmieniałyśmy, ulepszałyśmy, jeździłyśmy po całej Polsce w poszukiwaniu dostawców. Wszystko, co robimy staramy się starannie zaplanować i przemyśleć, choć czasem nie jest to łatwe przy natłoku codziennych zadań.

Macie poczucie biznesowego sukcesu?

Nasza marka w sumie nadal jest kameralna – dopiero pojawiamy się w szerszej sprzedaży, Małymi krokami nasze kaszki stają się rozpoznawalne na polskim rynku i doceniane. Największym sukcesem jest dla nas to, że udaje się nam przekonać coraz większą liczbę osób do powrotu do tradycyjnego przygotowywania posiłków dla dzieci oraz fakt, że od początku robimy wszystko w zgodzie ze sobą, w swoim tempie, budując firmę dokładnie taką, jaką chcemy i bardzo niezależną. Tak naprawdę jest to rodzinna firma, która opiera się na nas i naszych mężach – dwóch Piotrkach, oraz czwórce naszych dzieci.

Jeszcze jeden sukces przychodzi mi do głowy – fakt, że ciągle nasze rodziny są dla nas najważniejsze. Zajmujemy się dzieciakami, spędzamy z nimi popołudnia i weekendy. To one są dla nas centrum życia i ciągłą inspiracją.

Jakie przeszkody były do pokonania?

Cały czas uczymy się jak rozdzielać pracę od życia rodzinnego, ponieważ te dwie rzeczywistości bardzo się u nas przenikają. Jesteśmy dwoma małżeństwami przyjaciół, sąsiadami i mamy dzieci, które się przyjaźnią. Kolejne wyzwanie to ciągłe doszkalanie się z obszarów, o których wcześniej nie miałyśmy pojęcia. Od początku postawiłyśmy sobie za cel, żeby wszystko było w pełni profesjonalne i najwyższej jakości – a to wiąże się z ogromem pracy i nowych wyzwań. Naszą trudnością jest również przekonanie, że same wszystko zrobimy najlepiej, więc trudno nam cokolwiek delegować, ale też uczymy się tego małymi krokami.

Gdy teraz wspominam początki HELPY to nie wiem jak udało się nam to wszystko zrobić. Nasze młodsze dzieci były z nami w domu, my pracowałyśmy głównie wieczorami lub w biegu. Początkowo same pakowałyśmy paczki do wysyłki i to dopiero wtedy, gdy dzieci szły spać,  więc nasze domy były jedną wielką pracownią. Kiedy spałyśmy – do teraz się zastanawiam.

To, co was napędza, to absolutna pasja do tematu świadomej diety. Tworzycie rozwiązania, które służą zdrowiu naszych dzieci. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.