Z parapetu na talerz

Bardzo zielone rodzinne kanapki

Wyhoduj sobie drugie śniadanie. Podążaj za wiosną, ba – wyprzedź ją, stając się miejskim ogrodnikiem we własnym domu. Zanim na dobre się za oknem zazieleni, zagraj samemu w zielone. W bonusie zjesz zdrowo, pasuje?

W kwietniu rządzi u nas dzikość, która z wiosną tworzy zgrany duet. Ale choć szukam tej ostatniej w każdym pączku na krzaku, ta skąpi mi swojego rozmachu, jakby chciała przypomnieć, że jeśli czekamy na coś dłużej, smakuje potem lepiej. Zgoda, hoduję więc cierpliwość. Nie zerkam rano na termometr, nie wypatruję nowalijek w każdym warzywniaku, zakładam posłusznie płaszcz, idąc przez wciąż jeszcze szary skwer. Zawstydzę wiosnę zielenią na parapecie, wezmę sprawy we własne ręce, tak jak to robią Dominika i Kasia, pasjonatki roślin i autorki pierwszego portalu o miejskim ogrodnictwie: Inspekty.pl. Wiecie co to są inspekty? Jak nie, to dobrze, czytajcie dalej!

Nad talerzem bardzo wiosennych kanapek porozmawiamy dziś o uprawie warzyw w naszej mikroprzestrzeni, ziołach na parapecie i pomidorach na balkonach. Nie będziecie dwa razy zapraszać dzieci do pomocy, sadzenie, brudzenie i czekanie na plony to dla nich przednia zabawa.

 

Inspekty to urządzenie do produkcji rozsad roślin, aż musiałam to wyguglować. Czy to nieodzowny element w ekwipunku miejskiego ogrodnika?

K: Ależ skąd! Na inspekty trzeba mieć sporo miejsca, a w mieście, na podwórku kamienicy lub bloku, miejsca nie ma za dużo. Nie przejmuj się, ja też nie wiedziałam na początku, o co chodzi z tymi inspektami, kiedy Dominika zaproponowała je jako nazwę (śmiech). W przeciwieństwie do niej, jestem mieszczuchem pełną gębą, a moja przygoda z miejskim ogrodnictwem zaczęła się zupełnie przypadkiem.

D: Kiedy 3 lata temu zastanawiałyśmy się nad nazwą naszego ówczesnego bloga, od razu przyszło mi do głowy to słowo. To wspomnienie z dzieciństwa: babciny ogród, sad, a pod drzewami inspekty. Oprócz tego lubię takie dziwne słowa i bawi mnie, kiedy ktoś mówi, że myślał, że „inspekty” to od angielskiego słowa „inspect”.

Gdyby nie spotkanie na placu zabaw nie byłoby wspólnego projektu. Tworzyłyście go przy huśtawkach?

D: Inspekty powstały, żeby dokumentować to, co robimy z dzieciakami na podwórku. Tak powstał blog. Potem zdałyśmy sobie sprawę, że w polskim internecie nie ma miejsca, które byłoby źródłem informacji i inspiracji dla miejskich ogrodników. Oczywiście, są świetne miejsca z poradami ogrodniczymi i wskazówkami, ale nie ma w nich nowinek ze świata i inspiracji dla nas, którzy mamy naprawdę mało miejsca na uprawy!

K: Stąd nasz pomysł, żeby stworzyć pierwszy w Polsce portal o miejskim ogrodnictwie www.inspekty.pl. Potem zaczęły się dziać magiczne rzeczy. Coraz więcej osób zaczęło do nas zaglądać, zaczęłyśmy robić warsztaty dla dzieciaków.

D: W tym sezonie postanowiłyśmy zwiększyć znacząco liczbę miejskich ogrodników w tym kraju i wydałyśmy darmowy poradnik w formie e-booka „Miniporadnik miejskiego ogrodnika”. Mnóstwo osób go już pobrało z naszej strony i cały czas dostajemy wiadomości na Facebooku i maile z podziękowaniami i zdjęciami upraw!

A warsztaty?

D: Nasze najnowsze dziecko to warsztaty dla firm według naszego autorskiego projektu! Wiesz: wpadamy do biura z workami ziemi, nasionami, gliną, górą kolorowych rękawiczek i designerskimi, ręcznie szytymi w Krakowie fartuchami i zaczyna się super zabawa! Udowadniamy, że można świetnie spędzać czas nie tylko na paintballu, ale także robiąc sobie miniogródek warzywny do biura. Potem trzeba go doglądać, dbać o niego. Zamiast spotykać ludzi na papierosie, spotykasz ich gapiących się w kiełkujące ogórki!

Miejskie ogrodnictwo ma już swoją tradycję w wielu europejskich miastach. U nas jeszcze raczkuje, ale trafia na…podatny grunt. Jakie miasta były dla was inspiracją?

D: Nowy Jork, Madryt, Rzym, Bogota. W Ameryce Południowej jeszcze nie byłam, ale pozostałe miasta, to miejsca, które widziałam i które zachwycają. To są takie momenty w życiu, kiedy dociera do ciebie, że coś, co do tej pory było niedasiem jednak się da.

K: Ja do listy dodałabym jeszcze Wiedeń i Palermo. Wiedeń, bo prawda jest taka, że od niego się wszystko zaczęło. Zupełnie przypadkiem trafiłam w Wiedniu do hotelu, który miał własny ogródek. Tuż obok moje dzieci bawiły się na placu zabaw, który był częścią osiedla pełnego warzyw w donicach. Opowiedziałam o tym Dominice, a co było dalej, już wiecie. Palermo z kolei to miasto, z którym jestem związana rodzinnie, bywam tam często i podpatruję działania różnych stowarzyszeń i aktywistów.

Macie w sobie dusze społecznika. Wiele osób chciałoby coś zmienić w tkance miejskiej, w najbliższej okolicy, ale kończy się na gdybaniu.

K: Mamy, wydaje mi się, że każdy ma! Przecież człowiek to istota społeczna. Lubimy być razem, spędzać czas robiąc coś wspólnie.

D: I lubimy robić fajne rzeczy dla innych. Życie bardzo się zmienia, kiedy zaczynasz sama je kreować. Kiedy to ty decydujesz, czy twoje podwórko to ciąg komunikacyjny do śmietnika, czy ogródek warzywny.

K: My zaczęłyśmy działać z trochę egoistycznych pobudek: chciałyśmy zrobić coś fajnego dla naszych dzieci. Dopiero potem zorientowałyśmy się, że nasze działania mogą być inspirujące dla innych. To dlatego powstał portal, miniporadnik, warsztaty. Czy możemy zmienić cały świat? Pewnie! Nasze najbliższe otoczenie jest całym światem i mamy na nie realny wpływ.

Co na to sąsiedzi? Z jakim odzewem się spotykacie?

K: Na początku słyszałyśmy, że się nie da, że zła ziemia, że za mało słońca, że ktoś zniszczy. Ale nie było protestów albo złośliwości. Niewielu sąsiadów do nas dołączyło, ale dołączyły dzieciaki. To ich jest z nami zawsze najwięcej.

D: Raczej myślano pewnie, że się zniechęcimy i to rzucimy (śmiech). Wystarczy, że wyjdziemy na zewnątrz, weźmiemy trochę narzędzi i zaczniemy działać i po chwili dołącza do nas gromada dzieciaków.

Warzywa uprawiane na balkonie. Co można uprawiać w naszych warunkach, często skromnych rozmiarowo i przy klimacie dalekim od tego w Palermo?

D: Pomidory, sałatę, szczypiorek! Trzy proste warzywa i kanapka gotowa! Zastanawiałyśmy się, jakie warzywa opisać w miniporadniku i nagle nas olśniło! Kanapka! Chleb, masło, listek sałaty, pomidor i szczypiorek. I tyle, najprościej, jak się da! To taka podstawa, którą wyhodujesz nawet na parapecie.

K: Ale to nie wszystko: świetnie rosną dynie i cukinie, choć osiągają spore rozmiary, więc ten balkon też musi być duży. Do tego poziomki i truskawki i lato pachnie cudownie!

D: Jeśli jest wystarczająco dużo słońca, to koło pomidorów wyrośnie papryka, ogórki, zioła. Miałyśmy w ogródku rukolę, bakłażana, groszek, kukurydzę, a nawet wysadzone pod wpływem filmu „Marsjanin” ziemniaki! Jesienią zebrałyśmy z dwóch krzaków kilkanaście ziemniaków! Najfajniejsze jest to, że wiele rzeczy dzieje się samoistnie! W ubiegłym roku przed kamienicą, na chodniku, między betonowymi płytami, rósł sobie krzak pomidora! Śmiałyśmy się, że to nasze pomidory z podwórka robią ekspansję na Kraków!

K: Eksperymentujcie! U nas zaowocowała jadalna tykwa, której nasiona przywiozłam z rodzinnego Palermo. Zrobiliśmy z nią pyszny makaron według oryginalnej, sycylijskiej receptury. To pokazuje, że jeśli są chęci to wyhodować można właściwie wszystko!

A jakie najczęściej popełniamy błędy? Każdy czeka na tego pomidora a tu nic, albo wyhoduje owszem, ale piękne robaki…

K: Zapominamy podlewać albo podlewamy za dużo. Z czasem, jak obserwujesz swoje rośliny, to wiesz, kiedy podlać, a kiedy dać im spokój. Częściej podlewasz rozsady w minidoniczce niż rośliny, które rosną w wielkich skrzyniach.

D: Według nas, w miejskim ogrodnictwie najważniejsze jest działanie, praca, starania, spędzanie czasu razem, a nie sam efekt. Czasem wydarzy się coś, czego nie przewidzisz. Ogórki dopadnie zaraza, gąsienice zjedzą pięknie rosnące kalafiory, a cały jarmuż jest oblepiony mączlikiem. Smutno jest wtedy, ale to jedno doświadczenie więcej, a wspólne godziny w ogródku to cudownie spędzony czas! Dzieci bardzo dużo się uczą w ogródku. O roślinach, owadach i innych żyjątkach, kiedy gąsienice zjadały nam kalafiora, miały okazję zobaczyć na własne oczy, jak bardzo są żarłoczne!

Robienie rozsad, sadzonek, a nawet najzwyklejsze kiełki na parapecie to dobry patent na zaangażowanie w zabawę, ale też wstęp do ekologii dla dzieci. Co najbardziej lubią wasze dzieciaki, oprócz brudzenia ziemią rąk?

K: Dzieci cały czas mówią o Inspektach i ogródku „my” i „nasz”. Działanie razem zbudowało w nich poczucie wspólnoty. Uwielbiają też siać! Już w lutym zaczyna się marudzenie, kiedy będziemy siali. Potem czekają z niecierpliwością na maj, kiedy przesadzamy wszystko do ogrodu.

D: Z uśmiechami na twarzach patrzymy, jak rośnie w siłę ich przyjaźń. Pewnie nie rozkwitłaby tak bardzo, gdyby nie fakt, że my spędzamy razem dużo czasu, więc oni również. Dziś na parapecie mamy już marchewkę (chociaż nie uprawiamy jej w naszym ogródku!), aksamitki, astry, groszek, bazylię czy pomidory. W czerwcu co roku mamy uroczyste zrywanie i zjadanie pierwszego ogórka, które jest też takim małym pożegnaniem: dzieci rozjeżdżają się na wakacje, a jak już są w mieście w lecie, to najbardziej lubią podlewanie ogródka albo raczej „polewanie się” wodą z węża ogrodowego i zjadanie poziomek prosto z krzaczków.

Podajcie 3 pomysły jak dzieciakom zaszczepić pasję do roślin!

Dać dzieciom nasiona, żeby same coś zasiały, a potem dbały i patrzyły jak rośnie, a na końcu żeby mogły to zjeść. Nic nie smakuje tak, jak warzywa i owoce, które się samodzielnie wyhodowało od nasionka. Dwa, to praca na podwórku lub balkonie: sadzenie, podwiązywanie pomidorów, nawet plewienie. A trzy? W ogóle największa robotę zrobi tutaj po prostu nasze działanie. Możemy stawać na głowie, kupować i czytać z dziećmi najfajniejsze książki o roślinach czy owadach, ale dopiero jak zobaczą, że my działamy, to zrozumieją, że to ma sens i same zaczną się angażować. Będą też dużo pytać, a rozmowa z dziećmi jest zawsze dobrym pomysłem.

Czy jemy dziś coś z parapetu? Coś przygotujecie?

D: Pewnie! Jeszcze kilka tygodni temu na parapetach były tylko kiełki. Dzisiaj dzięki dzieciom mamy już sałatę, groszek, marchewkę.

K: Marchewka może dziwić, ale jej natka jest jadalna! Idealna na kanapki.

 

ZIELONE KANAPKI

Składniki:

kilka kromek wiejskiego chleba na zakwasie

ser z Podhala

świeżo tłoczony olej lniany

zioła: natka, sałata, groszek z parapetu

szczypta soli

Z parapetów na talerze. Dziecinnie proste i jakże smaczne. Powrót do prostych śniadań z najlepszych składników z bazarku i zieleniny wyhodowanej przez kilka małych rąk domowych ogrodników. Każdy może nim być, nieprawdaż?

2 komentarze

  • Ola:

    Świetna inicjatywa, brawo! My mamy na parapecie tylko trochę kiełków ale za to w ogrodzie dziadków dzieciaki maja ogrom pracy przy wszystkich warzywach i owocach a jest tego naprawdę mnóstwo. To dla dzieci naprawdę fajna zabawa ktora uczy.

    Odpowiedz
  • miki:

    Nie lubię tekstów, które wzbudzają we mnie poczucie winy:))) Oj, mam działkę, a potrafię na niej zająć się tylko trawą….Czas to zmienić, fajny tekst:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.