Z maluszkiem w Islandii

Wyprawa do krainy wiatru słońca i zachwytów

Islandia depresyjna, trudna, niegościnna? Nic podobnego. Kraj tajemniczy, usiany wulkanami i gejzerami, piękny jak z baśni. Mimo ewidentnej baśniowości krajobrazu, Islandia nie wydaje się być łatwym kierunkiem dla rodziców z dziećmi. Karolina, zapalona podróżniczka, która wraz z mężem i roczną Marianną udaje się na dłuższe wyprawy i wspólnie notują wrażenia, podjęła to wyzwanie. Islandia rzuciła całą trójkę na kolana: rozbijali namiot w leśnej głuszy, obcowali z  wielorybami, fokami i reniferami, stali na zboczach 400-metrowych klifów i wspinali się na lodowce stawiając opór uporczywemu wiatrowi. A przede wszystkim czerpali radość z budzenia się razem, wspólnego wgapiania się w zachodzące słońce i obserwowania zadziwienia dziecka czarnym wulkanicznym piaskiem.

***

Kiedy i dokąd wyjechaliście? Na Islandii spędziliśmy 14 dni, od 6 do 20 maja tego roku, wróciliśmy więc całkiem niedawno. Przemierzyliśmy ponad 3100 km – objeżdżając całą wyspę. ladnebebe_outlittleadventures3 ladnebebe_outlittleadventures7 Jaka pogoda na Was czekała? Spodziewaliśmy się przede wszystkim deszczu  i temperatury w granicach 10 st. C., bo w końcu jest to początek wiosny.  Na miejscu zastaliśmy słońce, śnieg i wiatr. Duuuuużo wiatru. W ogóle moglibyśmy napisać: Islandia – kraina wiatru, słońca i zachwytów na każdym kroku. Jak dojechaliście? Z Warszawy pojechaliśmy autobusem do Berlina, a dalej do Keflaviku samolotem. Kilka miesięcy po tym, jak kupiliśmy bilety, okazało się, że z Polski będzie można latać na Islandię bezpośrednio (i niezwykle tanio!). Po cichutku już sobie myślimy, kiedy tam wrócimy. Nawet na dłuższy weekend. Czym się przemieszczaliście? Po Islandii poruszaliśmy się wynajętym samochodem. To niezwykle ułatwiało nam podróżowanie – dzięki temu mogliśmy dostać się wszędzie tam, gdzie chcieliśmy. Mogliśmy się także zatrzymać w każdej chwili: żeby zrobić zdjęcie (najczęściej!), rozprostować nogi, obserwować mijane po drodze renifery, alki czy foki. ladnebebe_outlittleadventures8ladnebebe_outlittleadventures15 Gdzie mieszkaliście? Spędziliśmy dwie noce w namiocie, kolejne cztery u zaprzyjaźnionych Islandczyków i couchsurfera, resztę w hostelach lub małych chatkach, wyglądających jak domki krasnoludków. Niemal każda noc była wyjątkowa, ale najdłużej będziemy pamiętać dwie. Naszą pierwszą noc pod namiotem – rozbiliśmy się u stóp ogromnego wodospadu Skógafoss, przy wejściu na szlak pomiędzy dwoma lodowcami, Eyjafjallajökull i jego większym kuzynem Mýrdalsjökull, oraz drugą noc w małej portowej miejscowości  Seyðisfjörður. Spaliśmy w hostelu, znajdującym się XIX-wiecznym budynku, w którym kiedyś mieścił się szpital. Nigdy nie spaliśmy w bardziej klimatycznym miejscu! Czuliśmy się tak, jakbyśmy przenieśli się na plan filmowy szpitala z serialu „The Knick”. Mania dostała swoje małe drewniane łóżeczko i pudełko zabawek – głównie ogromnych gumowych dinozaurów, a my dostęp do przestronnej kuchni, w której można było znaleźć produkty z całego świata, zostawiane tam przez odwiedzających hostel podróżników. ladnebebe_outlittleadventures6ladnebebe_outlittleadventures2 Co jedliście? Niestety Islandia nie należy do najtańszych miejsc na świecie, więc posiłki przygotowywaliśmy głównie sami, produkty kupując w lokalnej sieci supermarketów. Na śniadania jedliśmy to, co Mania – owsianki lub kasze z owocami i mlekiem sojowym lub tradycyjnym islandzkim mlecznym produktem skyr, podobnym do jogurtu.  W samochodzie sprawdziły nam się suszone owoce, orzechy i zbożowe chrupkie pieczywo. Spróbowaliśmy islandzkich hot-dogów, które można dostać niemal wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Jedliśmy też ryby, których nazw nie jesteśmy w stanie zapamiętać, pieczone bataty, islandzką czekoladę i lukrecjowe cukierki, charakterystyczne dla całej Skandynawii. Nigdy nie zapomnisz smaku … Trzech rzeczy. Najdelikatniejszego na świecie łososia, przygotowanego przez Hallę, naszą islandzką znajomą z Fagribær, maleńkiej osady położonej we wnętrzu północnego fiordu Eyjafjörður. Niezwykle słonej suszonej ryby serwowanej ze świeżym masłem. Smażonych w głębokim oleju glonów, wyglądających jak długie zielone chipsy.  Jak spędzaliście czas?  Wyruszyliśmy z Reykjaviku południowym wybrzeżem na wschód wyspy, wracaliśmy przez północną zimową część, na koniec zostawiając sobie odludne fiordy zachodnie. Widzieliśmy wieloryby, foki, owce, renifery i tysiące ptaków. Staliśmy na zboczach 400-metrowych klifów. Wspinaliśmy się na wulkany i lodowce. Moczyliśmy się w gorących źródłach. Jechaliśmy przez kilkumetrowe śnieżne tunele. Przez zwykłe tunele też jechaliśmy, tylko takie siedmiokilometrowe. Nie daliśmy się wiatrowi, choć kilka razy musieliśmy chować się przed jego podmuchami w samochodzie. Szukaliśmy elfów i maskonurów. Dni z deszczem: 0. Dni ze słońcem: 14. Dni z otwartą buzią na widok krajobrazów: 14. ladnebebe_outlittleadventures21 [gallery type="rectangular" size="large" ids="29204,29211"] ladnebebe_outlittleadventures20 Co zrobiło na Was największe wrażenie? Islandia to w ogóle jeden wielki zachwyt. Bardzo ciężko jest wybrać ten jeden największy „ach!”. W naszym przypadku będzie to chyba półwysep Látrabjarg, najdalej wysunięte miejsce na Zachód Europy, największe na świecie siedlisko maskonurów i alk. Klify mają tu ponad 400 metrów i ciągną się przez 14 km, a do Grenlandii jest tylko 280 km. Ogromne, kompletnie puste o tej porze roku plaże (przez 2 dni nie spotkaliśmy tam nikogo!) z różowym, pomarańczowym i czerwonym piaskiem w połączeniu z niezwykle silnym, przenikającym do szpiku kości wiatrem robiły ogromne wrażenie. Byliśmy tylko my i surowa północna przyroda. 5 miejsc , które trzeba zobaczyć: 1. Látrabjarg. 2. Laguna lodowcowa Jökulsárlón. Potężne lodowe rzeźby przepływają przez wąski przesmyk, żeby wpaść do północnego Atlantyku. Wygląda to imponująco, ale uwaga: jest przeraźliwie zimno. 3. Mývatn – wulkaniczna kraina czarów z basenami geotermalnymi, kosmicznym krajobrazem i syczącymi polami gejzerów, prawdziwy raj dla ornitologów. 4. Skógafoss – 62-metrowy wodospad, obok którego rozbiliśmy nasz namiot. Olbrzym, który robi piorunujące wrażenie. Mieliśmy ogromne szczęście – akurat świeciło słońce, dzięki któremu wokół wodospadu można było zobaczyć kilka mniejszych i większych tęcz, które się na siebie nakładały. Niesamowite! 5. Zachodnie Fiordy, które z reguły, z powodu braku czasu i gorszej jakości dróg, są omijane przez turystów. Monumentalne góry, niekończące się fiordy, ocean, wodospady i zachody słońca. Chcieliśmy tam zostać. ladnebebe_outlittleadventures22 ladnebebe_outlittleadventures18 ladnebebe_outlittleadventures5   DSC_0495 Co warto spakować do walizki wybierając się na Islandię? Niezależnie od pory roku: czapka, rękawiczki i coś przeciwdeszczowego i przeciwwiatrowego. Ale takiego naprawdę odpornego na deszcz i wiatr. Bez tego ani rusz. Nawet jak było +10 stopni, to towarzyszył nam tak silny wiatr, że odczuwalna temperatura była o kilka stopni niższa. Podróżując z dzieckiem po Islandii, ważne jest też myślenie dwa kroki do przodu. Jeśli wiecie, że czegoś wam zabraknie następnego dnia, to nie zwlekajcie z kupnem do ostatniej chwili. Może się okazać, że sklep w najbliższym mieście albo nie będzie miał jakiegoś produktu, albo będzie zamknięty, albo w ogóle nie będzie sklepu.  Gdzie chodziliście na zakupy?  Zakupy spożywcze robiliśmy najczęściej w popularnej sieci tanich supermarketów Bonus lub Netto lub w lokalnych małych sklepikach (otwartych często tylko przez 3-4 godziny dziennie). Pamiątki kupowaliśmy albo w księgarniach Eymundsson, gdzie oprócz znakomitego wyboru książek, można było napić się dobrej kawy, zjeść ciastko i odpocząć, albo w sklepikach przy centrach kultury, jak Epal w Harpie w Reykjaviku. DSC_0398 DSC_0519 Czy przywieźliście jakieś pamiątki z podróży? Mamy kamienie z najpiękniejszej plaży świata Reynisfjara, lawę z krateru wulkanu Hverfell  i piórko ze skrzydła tajemniczego ptaka, które Marianka znalazła w starej portowej dzielnicy Akureyri na północy wyspy. Z każdego naszego wyjazdu przywozimy książkę do biblioteczki Mani. Tym razem była to przepięknie wydana obrazkowa opowieść o Muminkach, Múmínálfar. Bregđa á leik, islandzkiego wydawnictwa Mál og Menning. Sobie przywieźliśmy plakat „Yay” Hugleikura Dagssona. ladnebebe_outlittleadventures16ladnebebe_outlittleadventures17 Jaka piosenka oddaje klimat  tego wyjazdu?

Podróż na Islandię była przez długie lata marzeniem Karoliny – głównie za sprawą muzyki Sigur Rós, Múm, Of Monsters and Men i Björk. Na Islandii jednak słuchaliśmy przede wszystkim radia, a w zasadzie jednej stacji radiowej, która była dostępna. Playlista składała się przede wszystkim z piosenek Mumford and Sons i Eda Sheerana . Dlatego klimat naszego wyjazdu oddaje „Believe” Mumfordów i „Thinking Out Loud” Sheerana. Słuchaliśmy ich, często mimo woli, kilka razy dziennie.

Pełną relację i więcej zdjęć znajdziecie na blogu Karoliny Our Little Adventures.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.