moja wyprawka

Wyprawka Zoi

Spełnienie marzeń Kamili Szczawińskiej o trzecim dziecku

Wyprawka Zoi
Joanna Polerowicz

Na pytanie, co jest lepsze od domu pełnego dzieci, przyjaciół i zwierząt, Kamila odpowiada bez wahania: Jeszcze więcej dzieci!  W dzisiejszej odsłonie cyklu Moja wyprawka opowieść o szaleństwie na punkcie trzeciego dziecka i wszystkich macierzyńskich zachwytach, które choć doświadczane po raz trzeci, często są debiutami.

O dojrzałym macierzyństwie, które wprawia w milion małych uniesień. O miłości, która rozlewa się po domu, a w zasadzie dwóch domach, i starcza jej nie tylko dla dużej rodziny, przyjaciół i znajomych, ale także dwóch psów, trzech kotów, koni i kur. O spełnionym marzeniu, które sprawia, że nadal nie przestajemy marzyć. I o korzeniach – o miejscu na świecie, do którego nas ciągnie, nawet jeśli jesteśmy obywatelami świata.

Dziś odwiedzamy dwa miejsca: Jaracz i Berlin, i opowiadamy o podwójnej wyprawce Zoi – trzeciego, upragnionego dziecka Kamili Szczawińskiej, modelki i psycholożki, która z ogromną miłością opowiada nam o swojej rodzinie.

DROGA DO ZOI

W pewnym momencie wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi, że to dobry czas na trzecie dziecko – opowiada Kamila. Bardzo pragnęłam dzidziusia, a okoliczności temu sprzyjały. Dzieci są stale obecne w moim życiu. Julek i Kalina, moje starsze dzieci, są ze mną na wszystkich wyjazdach, zabieram ich na sesje zdjęciowe i pokazy. Razem poznajemy świat. Wspólnie z naszymi zwierzętami jeździmy po całej Europie, zapakowani po sam sufit, i korzystamy z życia najbardziej, jak się da. Dzieci wzbogacają moje życie. Decyzja o kolejnym była bardzo świadoma. A teraz nie wiem, czy na tym poprzestanę (śmiech). Po podjęciu decyzji Zoya pojawiła się w naszym życiu bardzo szybko. Moje marzenie o pachnącym niemowlaku się spełniło. Jestem w niej całkowicie zakochana. Całuję ją, przytulam, oglądam, dotykam i nie mogę uwierzyć, że jest taka cudowna, malutka i moja – dodaje.

Zoya urodziła się 31 maja w Berlinie. Choć to był mój trzeci poród, był zupełnie innym i całkiem nowym doświadczeniem – mówi Kamila. Przeżyłam go świadomie, dokładnie wiedziałam, co dzieje się z moim ciałem. Jestem wdzięczna Paulinie, która przygotowała mnie do niego, nauczyła oddychania, które w porodzie jest bardzo ważne. Jej zawdzięczam łzy radości i wzruszenia tuż po narodzinach Zoi. W wyprawce małej dziewczynki znajduje się idealna pierwsza przytulanka – Tuluś, którego można zabrać ze sobą już do szpitala i mieć blisko podczas karmień, aby szybko zaczął pachnieć mamą i zapewniać dziecku poczucie bezpieczeństwa. Wkładam go do naszej pięknej drewnianej kołyski – to pierwsze miejsce, poza moim łóżkiem, w którym Zoya zasypiała – dodaje Kamila.

IDEALNE DOPASOWANIE

Zoya jest doskonała. Idealna w każdym calu – mówi Kamila, a ja rozmawiając z nią, grzeję się w cieple jej macierzyńskiej miłości do córki. Dopasowała się do nas idealnie. Wie, że lubimy długo spać, wie, że siedzimy do późna, więc zdarza się, że i ona siedzi z nami. Jest bardzo wyrozumiała, zważywszy na okoliczności, które ją otaczają – starsze dzieci, konie, ratowanie zwierząt (śmiech). Od początku jest z nami we wszystkim, co robimy. W wakacje czasem prowadziłam treningi, a ona leżała obok w wózku, zdarzało się, że lekko zakurzona (śmiech). Jest też „łatwa w obsłudze”. Choć wiem, jak bardzo mnie potrzebuje i ja też jestem do niej bardzo przywiązana, nie mam problemów z tym, aby dać ją komuś do potrzymania. Zoya jest „mamusiowa”, ale nie płacze u dziadków, moich przyjaciółek czy znajomych, jest bardzo otwarta i kontaktowa. Świetną relację ma z moją mamą, która na pewno przypomina jej mnie, bo jesteśmy bardzo do siebie podobne. Zoya uwielbia swoją babcię i już piszczy na jej widok! Lubi ludzi, jest coraz bardziej ciekawa świata. Może dlatego od początku nie znosiła kokonów, bo zasłaniały jej widok (śmiech). To, co zdecydowanie lubi, to bliskość, uwielbiamy się tulić pod kocykami. Dużo czasu spędzam na karmieniu i jest mi dużo przyjemniej, gdy mogę wtedy okryć nas czymś tak miękkim jak wełna merino, z której wykonany jest nasz kocyk My Memi. Ten materiał ma niezwykłe właściwości – w lato ochładza, a zimą będzie ogrzewał. 

INSTYNKT I NATURA

Mój stosunek do macierzyństwa jest teraz zupełnie inny niż 12 lat temu, kiedy na świat przyszedł Julek, i 10,5 roku temu, kiedy pojawiła się Kalina. Nigdzie nie pędzę, nie spieszy mi się. Kiedyś chciałam, aby pewne etapy minęły, teraz wręcz przeciwnie – chciałabym zatrzymać czas, aby móc cieszyć się każdą wspólną chwilą – mówi Kamila. Nadal nie dowierzam, że Zoya jest z nami. Moje życie jest teraz podporządkowane jej, a mi to bardzo opowiada. Nie mogę się nią nacieszyć i przestać zachwycać. Julek i Kalina pojawili się w takim momencie, kiedy oprócz chęci posiadania dzieci, czułam też presję, że powinnam je mieć. Byłam wtedy inną osobą, zdecydowanie bardziej niespokojną. Denerwowało mnie, że muszę się położyć w ciągu dnia, aby uśpić dziecko. W końcu tyle było do zrobienia! Teraz wszystko może poczekać, choć czasem przeraża mnie ilość prania, które mamy tu z racji nieustannego kontaktu z przyrodą (śmiech). Mogę siedzieć i karmić Zoyę, ile tego potrzebuje. Wykorzystuję ten czas na czytanie. A jak Zoya drzemie w ciągu dnia w swoim łóżeczku Chicco, przykryta ciepłym wełnianym kocykiem, wtedy też staram się oddać lekturze. 

W ciąży z Zoyą w ogóle się nie denerwowałam. Przypominam sobie tylko jedną napiętą sytuację ze starszakami. Zoya jest bardzo spokojna i dzięki niej ja mam w sobie zen – przyznaje Kamila z uśmiechem. W ciąży z pierworodnym synem byłam bardzo zestresowana, mam wrażenie, że to przełożyło się na niego. Kalina była spokojniejsza, w ciąży z nią dużo bardziej się pilnowałam. A Zoya? Zoya jest małym Buddą. Jest zachwycona swoją egzystencją – śmieje się Kamila. Cieszy ją bardzo wiele – rozmowy, które prowadzimy, gdy leży na przewijaku, karuzela nad łóżeczkiem, które dla niej zaprojektowałam. Idealnie pasuje do naszego domu, jego naturalnego stylu. W takim klimacie jest też bambusowa pościel w prześliczny botaniczny wzór, który kojarzy mi się z wiosną i naturą budzącą się do życia. Cenię ją za to, że dzięki swojemu materiałowi zapobiega przegrzewaniu ciała dziecka – dodaje. 

SYNDROM WICIA GNIAZDA

Ekscytacja wynikająca z przygotowań była ogromna, bo przez ostatnie 10 lat pojawiło się mnóstwo pięknych rzeczy dla dzieci. Dużo czytałam i wiedziałam dokładnie, czego chcę, to były konkretne wybory – opowiada Kamila. Na przykład o wózku Cybex ze skrzydełkami, zaprojektowanym przez Jeremiego Scotta (projektant mody, dyrektor kreatywny domu mody Moschino – przyp. red.) marzyłam, jeszcze nie będąc w ciąży (śmiech). Odkąd zobaczyłam go u koleżanki, wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek będę miała kolejne dziecko, to będę je nim wozić – dodaje z uśmiechem. Jest nie tylko piękny, ale też niesamowicie wygodny. To mercedes wśród wózków. Drugi w kwiatowy wzór mamy tu, w Jaraczu, ten wzór bardziej kojarzy mi się z naturą. Pierwsze ubranka Zoi były z Konges Slojd, ta marka skradła moje serce. Cokolwiek by z niej nie wybrać, jest trafione w 100%. Mam jeszcze ich przewijak, poduszkę do karmienia, najcudowniejszy na świecie turban i drobne akcesoria, jak termometr do wody. Uwielbiam też ubranka polskich marek – jak Zoya przyszła na świat, nosiła rzeczy od Dear Eco, teraz w jej szafie znalazły się basicowe ubranka Coodo w kolorach jesiennych – graficie i odcieniu mlecznej czekolady.  

Wicie gniazda miało też w moim przypadku aspekt dosłowny, bo na równi z kompletowaniem wyprawki Zoi szykowałam też gniazda i grzędy w naszym kurniku na wsi – dodaje Kamila. Kury są stałym elementem naszego dnia w Jaraczu. Zbieramy ich jajka, dbamy o nie, a Julek nawet je trenuje (śmiech). Bardzo ważną kwestią przygotowań było oswojenie starszego rodzeństwa z faktem, że w ich życiu pojawi się ktoś nowy. Miałam świadomość, że starszaki mogą nie podzielać mojej ekscytacji, i zadbaliśmy o ich odpowiednie przygotowanie. Dużo rozmawialiśmy o przyjściu na świat Zoi. Teraz wchodzimy w nowy etap relacji pomiędzy rodzeństwem, bo Zoya zaczyna już reagować na brata i siostrę. Obserwuje ich ze swojej nakładki na krzesełko Stokke i ogromnie cieszy się na ich widok. Widzę, że starszakom bardzo się to podoba. Na razie najczęściej ja towarzyszę Zoi w leżeniu na kauczukowej macie z misiem Gugu the Hero, ale zdarza się, że mam zmienników w pokazywaniu jej szydełkowych zabawek, grzechotki króliczka i pierwszych książeczek (śmiech). 

TROSKA O MAMĘ

Moim odpoczynkiem i formą czasu dla siebie są treningi. Wieczorny trening to mój rytuał. Zoya zasypia w wózku przy, muszę przyznać, dość głośnej muzyce. Robię rozgrzewkę, bujając wózkiem, a ona usypia. Uzupełnieniem treningów jest troska o ciało, które jest bardzo istotne w mojej pracy. To dla mnie forma relaksu. Peeling, szczotkowanie na sucho, a ostatnio specjalny roller z kolcami, to moja codzienność. Dbam też o głowę. Podjęłam wyzwanie, aby codziennie czytać minimum 20 stron książki. Właśnie kończę piątą lekturę od narodzin Zoi. Ponieważ Zoya śpi bardzo dobrze, nie mam potrzeby kłaść się na drzemkę w ciągu dnia. Wolę wtedy pojeździć konno chociaż pół godziny, jeśli znajdą się ręce, które ją potrzymają – śmieje się Kamila.

W ciąży miałam obsesję smarowania ciała, nawet kilka razy dziennie. Rozstawiłam ulubione balsamy i olejki po całym domu (śmiech). Uwielbiam markę Diego dalla Palma – kosmetyki bezpieczne dla kobiet w ciąży i mam karmiących. Na problemy z kręgosłupem, które ze względu na mój wzrost dopadały mnie po ciąży dość szybko, niezastąpiony jest Black Roll. Systematyczność jest tu kluczem do sukcesu – korzystam z wałka do masażu niemal codziennie. Dzięki niemu mogę trenować i jeździć konno bez bólu. Ratunkiem dla moich pleców okazała się też jedna z ulubionych rzeczy w wyprawce Zoi – wanienka z przewijakiem Chicco. Mam do niej pluszowego wieloryba jako wkładkę. Sprawdza się świetnie. Zoya uwielbia się pluskać. Mamy dużą kabinę prysznicową, ona jest obok mnie w wanience, a ja mogę wziąć prysznic. To jest najwygodniejsza rzecz na świecie i na pewno przekażę ją dalej. Do zestawu akcesoriów kąpielowych dołączyły ostatnio ręcznik i myjka w pięknym miętowym kolorze. 

ZAKLINACZKA DZIECI

Od zawsze zajmowałam się dziećmi, pracowałam nawet jako opiekunka w Nowym Jorku. Ekscytacja maluchami zawsze była moim udziałem (śmiech). Kiedy opiekowałam się dziećmi koleżanek, nie miałam problemów z ich uspokojeniem. Trzecie macierzyństwo daje mi pewność, że robię dobrze. Nie słucham rad postronnych osób. Zoya od urodzenia śpi ze mną i potrafi przespać, z przerwami na karmienie, nawet 11 godzin. Czuję, że śpię nawet trochę za dużo (śmiech). Słucham tylko siebie i swojego dziecka, obserwuję je i widzę, czy coś mu służy, czy nie. Jeśli coś zmienię i to się nie sprawdza, wracam do tego, co było. Słucham sygnałów od niej płynących i myślę, że to jest najważniejsze. Przy trzecim dziecku i późniejszym macierzyństwie czuję się panią sytuacji, liczę się tylko ze zdaniem moich najbliższych, a nie osób, które za wszelką cenę chcą mi przekazać „dobre rady”. Jest mi teraz tak dobrze, całą sobą czuję uwielbienie dla macierzyństwa. 

Poza przestrzenią dla mnie, którą wyciskam z każdej wolnej chwili, staram się mieć jakiś rytuał z każdym dzieckiem. Nawet prostą czynność, która nas łączy i którą możemy robić razem. Z Zoyą sprawa jest prosta – to karmienie piersią, które uwielbiam, wspólne spanie oraz pielęgnacja oparta na naturalnych kosmetykach. Do kąpieli używamy serii Love Boo, do masażu olejku Kit&Kin, a ratunkiem w wielu kryzysowych domowych sytuacjach jest żel aloesowy. Wspólny czas z Kaliną to wypady do stajni. Z Julkiem natomiast czytamy książki, rozmawiamy i chodzimy do kurnika. Jesteśmy stale z naszymi dziećmi, jeździmy razem nad jezioro, razem pomagamy zwierzętom. To nas bardzo do siebie zbliża. Dzieci wiedzą, jak pomóc rannemu ptakowi czy kotu. W efekcie trzeci kot trafił niedawno pod nasz dach. Wokół zwierząt kręci się nasze bycie razem. One zbliżają nas do siebie, sprawiają, że spędzamy mnóstwo czasu wspólnie. To też niezwykła lekcja wrażliwości i nauka wielu innych wartości, które można dzieciom wpoić. 

MISTRZYNI ORGANIZACJI

Dużo czasu jestem z dziećmi sama i muszę sobie radzić. Wszystko mam poukładane. Aby mieć cierpliwość i energię do działania, muszę się wyżyć na treningach. Rozładowuję wtedy emocje, czuję spełnienie i wraca do mnie spokój. Uwielbiam, kiedy dużo się dzieje. Dom pełen dzieci, zwierząt i ludzi to moja bajka. Im nas więcej w domu, tym jestem szczęśliwsza. Chodzimy po jajka do własnego kurnika, do stajni mamy dwie minuty. Muszę tam być codziennie i o wszystko zadbać. W te wakacje dużo sobie wzięłam na głowę, ale to był bardzo dobry czas. 

Poza krótkimi chwilami z książką, brakuje mi czasu na błogi relaks. Na wsi ciągle jest coś do zrobienia, tu kury, tam konie, wszystkich trzeba zaangażować, każdy ma u nas swoje obowiązki. Muszę zarządzać naszą drużyną – śmieje się Kamila. A jest kim zarządzać, bo na pokładzie, poza dziećmi, są: dwa psy – Jack Russell terierki: Bibi i Mimi, trzy koty: Pura, Vida i znaleziona niedawno Nasa, oraz dwa konie, trzeci został na treningach w Hiszpanii. Zawsze byłam perfekcjonistką i na studiach wszyscy korzystali z moich notatek, potem miałam też perfekcyjny kalendarz modelingu i nigdy się nie spóźniałam – kontynuuje Kamila. Mając tak dużą rodzinę i tyle zwierząt, trzeba być świetnie zorganizowanym, aby nic nam nie umknęło. Opanowałam już robienie wszystkiego jedną ręką, bo Zoya w dzień pokazuje swoją ciekawską naturę i chce być noszona. Na szczęście przygotowanie dla niej mleka na wszelki wypadek z ekspresem Beaba, który przypomina ekspres do kawy, jest banalnie proste. I trwa 30 sekund! To duże ułatwienie dla mam, które szykują mleko w nocy. Kiedyś to noszenie na rękach by mnie stresowało, bo przecież muszę zrobić tyle innych rzeczy. Teraz wiem, jak szybko to mija i po prostu cieszę się tą chwilą. 

DWA KRAJE, DWIE WYPRAWKI, CZYLI ŻYCIE MIEJSKIE I WIEJSKIE

Kocham urządzać wnętrza, więc mogłam poszaleć i przygotować dwie wyprawki i dwie dziecięce przestrzenie – jedną do mieszkania w Berlinie, drugą do domu w Jaraczu. Dzielimy życie na dwa kraje, w niedalekiej przyszłości będą trzy, bo budujemy nasz wymarzony dom w Hiszpanii. Choć opanowało mnie wyprawkowe szaleństwo, to nie mam poczucia, że tych rzeczy jest za dużo. W naszym otoczeniu jest mnóstwo dzieci – także przyjaciół i rodziny. Wszystkie przedmioty są zagospodarowane, a jak Zoya z nich wyrośnie i przestanie ich potrzebować, przekażę je dalej. 

Szczerze zachwycał mnie fakt, że przy naszym trybie życia mogę skompletować dwie wyprawki. Jedna jest wiejska, druga miejska. Jeden wózek jest idealny do miasta, drugi sprawdza się na piaskowych polnych drogach. Wygoda podwójnej wyprawki polega też na tym, że wyjeżdżając, nie muszę zabierać wszystkiego ze sobą. Podróżując z dziećmi i naszymi zwierzętami – kotami i psami, mam bardzo ograniczoną przestrzeń w samochodzie. Wystarczy włożyć do bagażnika wózek i już jej nie ma, a przecież są jeszcze rzeczy starszych dzieci i moje. Wożę ze sobą jedynie ubranka, bo jak nie ma nas dwa tygodnie, to po powrocie mam wrażenie, że wszystko jest za małe (śmiech). Jesteśmy stale otoczeni ludźmi, mamy bardzo wielu przyjaciół i znajomych, którzy często odwiedzają nas z dziećmi i korzystają z tego, co mamy, Ostatnio bardzo przydatne okazało się nasze łóżeczko, w którym spał synek przyjaciół. 

Zdjęcia z Berlina: Joanna Kępa

BERLIN CALLING

Kocham wiejskie, lekko szalone życie. Codzienne spacery z psami nad rzekę. Zbliża się jednak wrzesień i Berlin znów wezwał nas do siebie, aby dzieci mogły zacząć nowy rok szkolny. Kalina i Julek są już na tyle duzi, że miasto ma dla nich wiele uroku. Tu mają swoje życie, szkoły, kolegów i koleżanki. Ja zdecydowanie mniej kocham życie miejskie, ale miasto daje nam możliwości, których na wsi nie ma – edukacyjne i zawodowe. Gdyby w Wielkopolsce była szkoła, na której nam zależy, myślę, że mieszkalibyśmy tam na stałe. Berlin jest 2,5 godziny drogi od naszego domu, dlatego możemy spędzać tu każdą wolną chwilę. Te wakacje były dla nas szczególne, bo spędziliśmy je niemal całe w Jaraczu. Wychowałam się 1,5 kilometra stąd. Jestem leśniarą, 19 lat życia spędziłam w lesie. Moje dzieci się dziwią, że nie wyjeżdżałam, nigdy nie byłam za granicą, a ja kochałam życie tutaj. Dla nich to totalna nuda (śmiech).

Nowy członek rodziny oznaczał zmiany we wnętrzu mieszkania i domu. To coś, co uwielbiam robić. Wszystko w naszych domach i mieszkaniu urządziłam sama. W Jaraczu korzystałam z pomocy lokalnej firmy Loftable, która stworzyła zaprojektowane przeze mnie łóżeczko wraz z przewijakiem. Idealnie wpasowało się w stylistykę szaro-drewnianej sypialni. Wszystko w tym wiejskim domu nawiązuje do bliskiego naturze stylu życia. Uciekam tu, gdy tylko odczuwam przesyt miastem. Tu, w lesie, otoczona bliskimi i zwierzętami, czuję się najlepiej na świecie. Aby zabrać część natury do miasta, berlińską sypialnię wytapetowałam kwiatami od Dekornika. W Berlinie korzystam z gotowych i sprawdzonych rozwiązań, które pasują do charakteru mieszkania, na przykład białego łóżeczka Stokke, które pasuje tu idealnie, i ulubionego krzesełka, które rośnie razem z dzieckiem. Te ulubione rzeczy mamy podwójne, zdecydowanie Tripp Trapp do nich należy. Dwie są też lampki od Little Lights – obie mają swoje miejsce nad przewijakiem. W Berlinie jest to latający balon, w Jaraczu – tęcza. 

Bycie mamą to moja najpiękniejsza życiowa przygoda. Jednak droga do punktu, w którym jestem teraz, zajęła mi wiele lat. I dopiero nabyte doświadczenie życiowe pozwoliło mi w pełni cieszyć się macierzyństwem. Kiedy urodził się Julek, a wkrótce potem Kalina, byłam pod dużą presją. I bardzo się przejmowałam opiniami innych. Tymczasem to wszystko jest bardzo proste. Jeśli nie możesz karmić piersią, karm butelką, jeśli twoje dziecko jest nieodkładalne, to postaraj się z nim spać, jak nie możesz urodzić naturalnie, to cesarka też jest OK! Ty decydujesz – jak karmisz, jak rodzisz, to twoje dziecko – to piękne przesłanie Kamili dla każdej przyszłej mamy. Finalnie liczy się tylko szczęście dziecka i szczęście mamy, które są ze sobą powiązane.

W momencie życia, w którym jestem teraz, bardzo mocno czuję, że to jest moje macierzyństwo i chcę je przeżyć na swoich zasadach. Słucham tego, co czuję, nie daję innym zagłuszyć mojego wewnętrznego głosu, który podpowiada mi, co robić. To najważniejsza lekcja dla każdej mamy. Zoya jest moją wisienką na macierzyńskim torcie. Pytanie tylko, czy ostatnią! (śmiech). 

* 

Dziękujemy Kamili za niezwykłe spotkanie!

W wyprawce Zoi znalazły się:

Zajrzyjcie do pozostałych odsłon cyklu Moja wyprawka. 

Artykuł powstał we współpracy z markami: Beaba, Coodo, Effiki, Gugu the Hero, My Memi, Samiboo i Stokke. 

Zdjęcia z Berlina są autorstwa: Joanny Kępy.

Dodaj komentarz