moja wyprawka okiem mamy wyprawka

Wyprawka Teodora

Z wizytą u Marty Zubilewicz

Wyprawka Teodora
Ewa Przedpełska

Przy pierwszym dziecku bardzo polegaliśmy na recyklingu wyprawkowym. Pytaliśmy po znajomych, czy nie mają na zbyciu rzeczy, których byśmy potrzebowali. Tym sposobem dostałam na planie filmowym wózek, który był elementem scenografii.

Dla Marty Zubilewicz – mamy czteroipółletniego Gustawa, trzyletniej Józi, prawie dwuletniego Joachima i czteromiesięcznego Teodora – macierzyństwo to ciągła nauka i stuprocentowy kontakt z własnymi emocjami. Zrzucanie swoich potrzeb na dalszy plan. Najpiękniejsze zadanie ulepienia dobrych, zaradnych i samodzielnych ludzi.

Mama czwórki ma w sobie ogromną siłę, pomimo energicznej i roześmianej gromadki w domu nadal jest aktywną zawodowo wokalistką zespołu Bardotka Trio oraz charakteryzatorką. Dzięki pomocy rodziny i męża w każdym momencie może pojechać na koncert lub sesję zdjęciową. Zapytałam Martę, czym kierowała się przy szykowaniu niezbędnych rzeczy do wyprawki najmłodszego Teodora i trzech poprzednich.

*

Wydaję mi się, ze wyprawka maluszka bardzo zależy od typu rodzica i liczby dzieci. W pierwszej ciąży oczekiwanie na pojawienie się dziecka jest tak ogromne, że chyba każda matka zaczyna przygotowywać wszystko jak najwcześniej może. Szukanie ubranek, szykowanie miejsca do spania to sama przyjemność. To taka namiastka tego, czego jeszcze nie możemy namacalnie mieć. Z resztą ta przyjemność organizowania bobasowej przestrzeni z każdym kolejnym dzieckiem jest podobna tylko jest na nią mniej czasu i nie jest tak priorytetowa.

Przy pierwszym dziecku bardzo polegaliśmy na recyklingu wyprawkowym. Pytaliśmy po znajomych, czy nie mają na zbyciu rzeczy, których byśmy potrzebowali. Tym sposobem dostałam na planie filmowym wózek, który był elementem scenografii. Miałam też odłożone prześcieradełka czy kocyki z mojego dzieciństwa, które czekały na ponowne wykorzystanie. Przy każdym kolejnym dziecku zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy kompletując wyprawkę. Przy Gutku były to rzeczy, jak się później okazało nie do końca praktyczne. Przy Józi odkryliśmy tę przydatność przedmiotów, które mają za zadanie ułatwiać rodzicielstwo, to jest kołyska, otulacz, smoczek z kauczuku, który nie odbija się na twarzy. Józia jest naszą jedyną córką, dlatego też wybieranie ubranek było zupełnie inną przyjemnością. Zaczęłam przy niej zwracać uwagę na to, żeby ubranka były z ładnych materiałów i marzyłam żeby zakładać jej bonetki, jak najdłużej da je sobie założyć na głowę.

Przy pierwszym dziecku wyprawka była listą rzeczy, które podświadomie wydawały mi się potrzebne do życia z noworodkiem. Dopiero po tym pierwszym i przy kolejnych dzieciach okazało się, że są przedmioty, zupełnie innego typu, które są nam niezbędne do przetrwania.

*

KĄCIK MALUSZKA

Kiedy urodziła się Józia szukaliśmy rozwiązania gdzie ulokować jej łóżeczko (nie mieliśmy wtedy zbyt dużo miejsca w mieszkaniu). Tym sposobem od trzech lat mebelkiem, który sprawdza się przy niemowlakach jest u nas kołyska, którą zrobiliśmy dla Józi przez przypadek. Przeglądając Pinterest wpadłam na kołyski uszyte z grubego płótna, zawieszone na czterech linach. Od razu zabraliśmy się za jej uszycie i powiesiliśmy ją nad naszym łóżkiem, tak żeby nie zajmowała dodatkowej przestrzeni. Przez przypadek okazało się, że opcja kołysania na wszystkie strony jest idealnym patentem na bujanie dziecka w nocy, żeby szybciej zasnęło po karmieniu.

Zaraz po tym jak noworodek przestaje spać przy mnie w łóżku przekładamy tam maluszki. Bujanie łóżeczka nogą po karmieniu lub przy okazji usypiania równolegle starszego i młodszego dziecka jest genialnym rozwiązaniem. Przy takiej ilości małych dzieci akcesoria dziecięce rozprzestrzeniają się i przestają mieć swoją przynależność. Starszaki na nowo zaczynają się bawić gryzakami, a przewijak przestaje być potrzebny kiedy przewija się najmłodszego w towarzystwie starszego rodzeństwa np na łóżku.

*

TEKSTYLIA

Wszelkiego rodzaju otulacze to produkty, które na pewno można znaleźć w naszym domu w dużych ilościach. W wyprawkowej torbie do szpitala zawsze mamy spakowany otulacz w wersji mini, na rzepy, którym owijamy nowo narodzone maleństwo. Niestety bardzo szybko z niego wyrastają dlatego z miesiąca na miesiąc zmieniamy je na kolejne. Noworodki uwielbiają być ściśnięte i otulone. Czują się wtedy jak w brzuchu mamy, dlatego najlepsze są te z miękkich materiałów. Bambusowe na przykład mają świetne właściwości termiczne. 

Używamy ich zarówno latem jak i zimą. Po porodzie Teodora dostaliśmy w prezencie otulacze, pieluszki i ręcznik Pink No More. Teraz jak jest już starszy uwielbia zasypiać mając je przy swoim policzku. Otulacze służą nam też jako kocyki, przy zabawie, czy przy popołudniowej drzemce. Dostałam również szlafrok Yellow Meadow, który świetnie sprawdza się w domu, w ciagu dnia, jak i przy wyjściu do ogrodu. Do zestawu dołączony był otulacz, który zastępuje nam zarówno kocyk, jak i matę do zabawy.

*

PIELĘGNACJA

Cała nasza rodzina jest typem osób ze skórą wrażliwą, dlatego też wszyscy razem używamy tych samych kosmetyków do pielęgnacji. Zazwyczaj szukam produktów jak najbardziej naturalnych. Wierzę też w moc sprawczą ziół, zarówno w leczeniu przeziębień jak i w codziennej pielęgnacji. Dlatego najczęściej można znaleźć u nas kosmetyki o ziołowym składzie czy naturalne olejki, tak jak na przykład oliwka Hagi Baby z olejkiem makowym.

*

UBRANKA

Ten kto mnie zna ten wie, że zawsze bardzo lubiłam bawić się w odjechane stylizacje. Razem z moim mężem jesteśmy fanami lumpeksów. Nałogowo chodzimy tam i kupujemy rzeczy, nawet takie, które w danym momencie są nam niepotrzebne. Później mamy tylko problem z ich przechowywaniem. Tak też jest z ubrankami dla dzieci. Kupujemy ich na pęczki bo znamy miejsca, w których można znaleźć tanie, ale ładne ciuszki w dobrym stanie. Nasze starsze dzieci należą do tych ogrodowo-leśnych. Całe dnie spędzają na powietrzu, czy to lato czy zima. Dlatego zawsze staramy się mieć dla nich ubranka praktyczne i solidne. Tym sposobem często wybieramy ubranka skandynawskie. Często też korzystam z portalu sprzedażowego OLX. Jeżeli bardzo potrzebuję konkretnego typu garderoby i chcę przy tym zachować jakąś estetykę znajduję to w internecie. Najczęściej tak jest z butami. Mamy też dużo wielodzietnych znajomych, po których często dostajemy przechodne piękne ubranka, na które my sami nigdy nie wydalibyśmy tylu pieniędzy. Dzięki temu mamy w szafie trochę lepszych i ładniejszych ubranek. Dzieciaczki nowo narodzone wbrew pozorom nie zużywają takiej ilości ubrań jak dzieci starsze, dlatego od jakiegoś czasu zaczęłam kupować mniejszą ilość lepszej jakości ubranek w neutralnych kolorach, tak żeby mogły je używać kolejne dzieci. Jedną z takich firm jest marka Coodo. Mają wygodne mięciutkie ubranka w sam raz dla maluszków. I na sam koniec bonetki. Jak ja je uwielbiam! Wełniane, lniane, bawełniane. Każde, dla każdego dziecka. Mam ich dużo , w różnych rozmiarach, z różnych materiałów. Uszyte przez teściową, zrobione na drutach, czy też kupione na przykład od miniMilla. Mają piękne wzory i opcje lniane! To chyba moje zamiłowanie do mody retro sprawia, że każdego lata ma je na głowie przynajmniej dwójka moich dzieci. Mam nadzieję, że Józia będzie chciała je nosić jeszcze kilka sezonów.

*

Marta wielkie dziękuje za możliwość spotkania i poznania waszej wyprawki od podszewki.