moja wyprawka wyprawka

Wyprawka Stasia

Z wizytą u Edyty Florek

Wyprawka Stasia
Edyta Florek

Coś starego, coś nowego, coś z duszą. Edyta Florek, mama Hani i Stasia, patrząc na świat, widzi więcej, niż tylko powierzchnię przedmiotów. Pozwala im wnosić do domu własne historie i ich charakter. I taka też jest wyprawka, którą przygotowała dla Stasia.

Żeby popatrzeć na świat oczami Edyty, można zajrzeć na jej fotograficzny profil na IG. Zdjęcia bez retuszu, trochę surowe, opowiadają o tym, jak próbować być uważną obserwatorką codzienności, jak zachwycać się drobiazgami, jak dostrzegać niezwykłość w codziennym tu i teraz. Edyta sama zrobiła zdjęcia do tego artykułu. Wyjątkiem są cztery fotografie poniżej, które zrobiła gościnnie Grażyna Iłowiecka.

Rodzina Edyty, zanim pojawił się Staś przedstawiałyśmy Ich tu, mieszka w starej kamienicy, która siłą rzeczy stała się współbohaterką tej sesji – poczytajcie, a zobaczycie. Mimo pewnych dyskomfortów (zapomnijcie o centralnym ogrzewaniu), Edyta widzi chyba tylko jej piękno. Jestem miłośniczką starych mebli, rzeczy z duszą, eklektycznych wnętrz, kamienic. Tylko na pozór nie ma to nic wspólnego z tym, jak wygląda wyprawka 4-miesięcznego Stasia.

SPANIE

Staś ma kącik we własnym pokoju. Stoi tu klasyczne drewniane łóżeczko szczebelkowe, po starszej siostrze, osobiście przeze mnie przemalowane. Zresztą, niesamowite jest też większe łóżeczko, które mamy dla Stacha – takie, w którym będzie spał, jak już wyrośnie ze szczebelkowego. Sprowadziliśmy je ze Szwecji – jest używane, przepiękne, typowo skandynawskie. Ciągnie nas bardzo w stronę takich mebli z historią.

Obok stoi przewijak w formie dużego wiklinowego kosza ustawiony na starym stole, należącym niegdyś do szewca. Całość dopełniają znalezione przez nas dwie szuflady, które obecnie służą za ścienne półki, biały wieszak i delikatna lampka z papieru w kształcie balonu.

Łóżeczko jest ustawione przy samym oknie, dlatego w ciągu dnia niezastąpiony jest dla nas baldachim z szarego lnu, który chroni Stasia przed słońcem podczas drzemek. W nocy Staś śpi razem z nami, w sypialni, gdzie ma ustawioną starą kołyskę. Udało nam się ją kupić przez OLX i gdzieś po cichu kiełkuje w nas marzenie, że zostanie w naszej rodzinie już na zawsze, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Może kiedyś przyjdzie taki dzień, że zobaczymy, jak zasypiają w niej nasze wnuki. Nad kołyską wisi stara pozytywka w kształcie księżyca.

Mieszkamy w kamienicy, ogrzewanej kominkiem, więc bardzo ważny okazał się dla nas nawilżacz powietrza, który – zwłaszcza w nocy – zapewnia spokojniejszy sen Stasia. Już wcześniej testowaliśmy dwa inne urządzenia, ale niestety nie spełniły naszych oczekiwań. Tym razem postawiliśmy na ultradźwiękowy nawilżacz Beaba, który poza tym, że jest bardzo efektywny, to ma też ciekawą, staranną i minimalistyczną formę.

W ciągu dnia Staś korzysta z leżaczka, który okazał się zbawienny, kiedy trzeba znaleźć sposób na wspólne spędzanie czasu z dwójką dzieci. Ustawiony najczęściej w pokoju Hani pozwala mi się z nią bawić i jednocześnie delikatnie kołysać Stasia, który w tym czasie odpoczywa, rozgląda się i najczęściej po chwili zasypia.

ZABAWA

Pierwsze zabawki Stasia to małe gryzaki, przytulanka miś z alpaki, grzechotki kupione na pchlich targach bądź zamówione u polskich rękodzielników, jak szydełkowa gruszka Tadaaam Brand New czy żyrafka Maileg idealna do małej rączki dziecka. Staś ma również drewniany stojak na zabawki, zrobiony przez jego tatę. Zawieszone są na nim stare zabawki, małe samoloty i czerwone korale. Dwa lata temu korzystała z niego Hania, teraz dokupiliśmy tylko zawieszkę z szydełkowanymi wiśniami Tadaaam Brand New.

WSPARCIE CODZIENNOŚCI

Naszą codzienność ratuje bardzo często miękkie ergonomiczne nosidło Studio Romeo. Właściwie nie wyobrażam już sobie spacerów z psem czy wędrówek po lesie bez tego nosidła. Jest bardzo łatwe w obsłudze, nie wymaga żadnego skomplikowanego wiązania. Wykonane jest właściwie z dwóch pętli bawełnianego materiału, które zakłada się na krzyż i umieszcza się w nim dziecko. Staś jest tą bliskością zachwycony, uwielbia spać w tej pozycji, a ja mam wolne ręce. To proste rozwiązanie bardzo mnie uratowało w obecnych czasach pandemii, kiedy spotkanie z doradcą od chustonoszenia jest właściwie niemożliwe, a obawiałabym się samodzielnego zakładania tradycyjnej tkanej chusty bez pomocy kogoś doświadczonego.

W naszym przypadku fantastycznie sprawdził się też lniany rożek Zana By Mama. Ręcznie pikowany, zawiązywany na kokardę. Okazał się niezastąpiony w szpitalu, podczas pierwszych dni życia Stasia, który był nim szczelnie otulony. Dziś ten sam rożek stanowi dla nas matę do zabawy, którą układam na podłodze, przed lustrem, czy pod stojakiem z zabawkami.

TEKSTYLIA

Wszelkie maty, koce, pieluchy i otulacze to kategoria w wyprawce chyba najważniejsza. Mam wrażenie, że jesteśmy nimi otoczeni z każdej strony, co zresztą bardzo lubię. Koce leżą na łóżku i na kanapie, poukładane są w koszach i przewieszone przez łóżeczko Stasia. Muszą być zawsze w zasięgu ręki, tak jak pieluchy, których używamy bez przerwy. Większość z nich to długoletnie zbiory ciekawych struktur i wzorów. Staram się wybierać produkty trwałe, dobrze wykonane, z dobrej jakości tkanin, dzięki czemu nawet ciągłe pranie nie zmniejsza ich atrakcyjności przez długi czas. Kompletując wyprawkę dla Stasia uzupełniłam nasze zbiory o moją nową miłość – Garbo & Friends. Zaczęło się od grubego bawełnianego pledu z leśnym wzorem, który okazał się tak fantastyczny w użytkowaniu, że postanowiłam dokupić pieluchy i lekki otulacz wykonany z bawełnianego muślinu, obalając trochę mit, że kwiaty nie mogą być dla chłopaka. Mogą i odnajdują się świetnie w chłopięcej wyprawce.

Wśród tekstyliów najbardziej ulubionym okazał się jednak miękki kokon z wełny merino. To chyba najbardziej niesamowity koc na świecie, który otula malucha, zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa, a dzięki termoregulacyjnym właściwościom może być używany przez cały rok. Jedyny produkt, który mój mąż wymienił, kiedy zapytałam go, co z wyprawki Stasia mógłby polecić innym, i jedyny, którego ja sama zazdroszczę mojemu synowi.

PIELĘGNACJA

W czterech szufladach starego biurka mieści się wszystko, czego potrzeba nam do codziennej pielęgnacji Stasia. Pieluchy, bawełniane waciki, miękka szczotka do włosów z koziny, małe nożyczki do paznokci, witamina D w kroplach. Na co dzień używamy wody i wacików. Tylko wychodząc z domu, zabieramy ze sobą nawilżane chusteczki Water Wipes. Do codziennej kąpieli służy nam tylko jeden produkt: łagodne mydło Dr Bronner’s, które nie zawiera żadnych olejków eterycznych i ma dwa razy większe stężenie oliwy z oliwek, co sprawia, że jest wyjątkowo nawilżające. Do pielęgnacji okolic pieluszkowych wybraliśmy, sprawdzony już u starszej siostry, ochronny krem Motherlove.

Po kąpieli Staś jest zawijany w ręcznik z kapturkiem polskiej marki Lille, uszyty z miękkiej bawełny wafelkowej. Zazwyczaj ubierany i wycierany jest na naszym łóżku w sypialni, w asyście starszej siostry i psa. To rytuał, który powtarza się w naszym domu co wieczór.

UBRANKA

Najważniejsza jest ich wygoda i jakość materiału. Starałam się też nie przesadzić z ilością, co okazało się bardzo słuszne, bo Staś ma dopiero dwa miesiące, a już zdążył wyrosnąć z dwóch pierwszych rozmiarów. Jestem zwolenniczką kupowania ubrań z drugiej ręki, więc część z nich znalazłam w sklepach z używaną odzieżą. W tej kwestii mogliśmy też liczyć na najbliższych – dzięki temu duża paczka ubrań trafiła do nas od sąsiadów, przyjaciół z Wrocławia, czy siostry mojego męża. Uzupełniłam to kilkoma ubraniami z sieciówek i absolutnie niezwykłymi ręcznie robionymi produktami.

Zdecydowałam się na body z wełny, które dodatkowo udało nam się wylicytować w tym roku na aukcji na rzecz WOŚP, oraz sweter od Ani z Wool And Dog. Wszystko ręcznie robione, przez bardzo zdolne dziewczyny, z pasją i z sercem, z najlepszych włóczek. To takie ubrania perełki, które zostawia się później na pamiątkę, i w które warto zainwestować, żeby przywoływały wspomnienia, kiedy się je wyjmie za kilka lat ze starej skrzyni ze skarbami z dzieciństwa.

Bardzo mnie cieszy, kiedy ubrania są szyte w Polsce i kiedy stoją za nimi niewielkie manufaktury. W szafie Stasia są spodenki Roe & Joe, niesamowicie wygodne kombinezony z uszami Zzzforkids, czy ponadczasowe w swej prostocie i wysokiej jakości ubrania Coodo.

Nie jestem też w stanie się oprzeć ciekawym wzorom, a kompletując wyprawkę, znalazłam takie na ubrankach marki FIXONI, dostępne, przy odrobinie szczęścia, w TK Maxx. Oczywiście w szafie Stasia nie mogło też zabraknąć ręcznie robionych bucików i czapek, a właściwie bonetek, w których jestem absolutnie zakochana, i mam nadzieję, że jeszcze przez kilka najbliższych lat uda mi się przekonać mojego małego chłopaka, że wygląda w nich dużo lepiej niż w czapce z daszkiem. Jeszcze od czasów, kiedy pojawiła się w naszym życiu Hania, jestem wierna tym szytym przez Minimilla a teraz dodatkowo zachwyciłam się czapeczkami i butami Bla Blo. Ale że Staś jest urodzony w lutym, to swoją przygodę zaczął od czapki pełnej bąbli i mojego absolutnego faworyta wśród zimowych nakryć głowy. I niby nazywa się Patykiem Robione, ale to spod szydełka powstają te wszystkie cuda. A ja nie skłamię, jeżeli się przyznam, że ten model czapki mamy już w kilku rozmiarach.

Dziękujemy Edycie i jej rodzinę za gościnę w ich pięknym mieszkaniu i za opowieść o wyprawce kompletowanej z troską i czułością. Zainspirowana, ruszam na targ staroci (są nareszcie znowu czynne) na poszukiwanie przedmiotów z duszą do mojego rodzinnego domu.

*

Publikacja powstała dzięki wsparciu marki Coodo. Staś ma letni, biały rampers z guzikami, bonetkę khaki, koszulkę oversize i bloomersy.

Dodaj komentarz