Wyprawka Poli i Karoliny

Z wizytą u Basi i Marty

Pamiętam poczucie zagubienia, gdy zaczynałam kompletować wyprawkę dla malucha. Nie wiedziałam, co będzie mi naprawdę potrzebne. Ciężko sobie wyobrazić tę całą nową rzeczywistość, zanim się w nią po prostu nie wejdzie. 

Dzisiaj o wyprawce dwóch dziewczynek opowiadają nam założycielki marki Yellow Meadow. Marta i Basia to siostry, które w dorosłym życiu poznały się na nowo. Razem prowadzą firmę, mieszkają na jednej ulicy i wspólnie przechodzą przez trudy i radości macierzyństwa. Marta jest starsza od Basi o 6 lat i chociaż w dzieciństwie siostry darły koty, to w życiu dorosłym jedna może liczyć na drugą. Na warszawskich Sielcach stworzyły coś w rodzaju małego plemienia, dzięki któremu łatwiej im znosić trudy macierzyństwa i jeszcze weselej cieszyć się z jego uroków. A powodów do zachwytów nie brakuje!

Dzieci jest w tej rodzinie cała gromadka! Marta jest mamą pięcioletniej Basi, dwuipółletniej Hani oraz najmłodszej dwumiesięcznej Karolinki. Jej siostra Basia to mama jedenastomiesięcznej Poli. Słowa nie opiszą atmosfery naszego spotkania, którą dopełniły pyszne ciasto jogurtowe z jagodami, aromatyczna herbata w dzbanku i słońce wpadające nieśmiało przez okna. Z wielką przyjemnością odkrywam przed wami drzwi do tej wspaniałej rodzinnej wspólnoty, którą miałam okazję poznać.

 

Dziewczyny widują się dosłownie codziennie, razem chodzą na spacery, razem spędzają wieczory i razem prowadzą firmę. Dzięki bliskości narodziło się Yellow Meadow – najbardziej kobiece szlafroki na świecie. Siostry od zawsze marzyły, aby robić coś swojego, kreatywnego i coś, co sprawi im dużo radości. Marta i Basia nie wyobrażają sobie poranka bez koszuli i szlafroka w cudowny kwiatowy print, i naturalnej tkaniny bambusowej, z której te ubrania powstają. Doceniają wysoką jakość materiałów, z jakimi mają na co dzień styczność w swojej pracy, co również przekłada się na wybór produktów dla dzieci. Zapytałam te dwie cudowne mamy, czym kierowały się przy kompletowaniu wyprawek dla dzieci. Jakie więc są wyprawki jedenastomiesięcznej Poli i najmłodszej w rodzinie Karolinki? Zapraszam do lektury!

 

*

PIELĘGNACJA

Marta: Delikatna skóra niemowlęcia, miękkie jak jedwab włoski oraz to, jak bardzo jesteśmy blisko w kontakcie z dzieckiem, sprawiło, że moje wybory kosmetyczne zaczęły się zmieniać. Dziś wiem, że najważniejsza jest naturalna pielęgnacja, a jej podstawą jest dla mnie dobry wybór oliwki. I mam tu na myśli nie tylko skład, ale również zapach, który na zawsze będzie kojarzył mi się z cudownymi pierwszymi miesiącami życia córki, kiedy wieczorny rytuał masażyku po kąpieli sprawiał nam tyle radości. Przy trzeciej córce wybrałam oliwkę Phenomé, która ma phenomenalny zapach i równie dobry skład. Takie same podejście mam do kosmetyków, które wybieram dla siebie. Krem nawilżający Iossi działa na mnie regenerująco i relaksująco.

Basia: Pamiętam pierwsze chwile po urodzeniu Polci, jak duże wrażenie robiła na mnie jej delikatna skóra i małe kruche ciałko.  Używam tylko naturalnych produktów. Do kąpieli dodaję odrobinę oleju kokosowego, a po niej smaruję Polę Oliwką Phenomé. Jest cudowna, aksamitna, pięknie pachnie. Od kiedy Pola jest na świecie, bardzo zmieniłam podejście do kosmetyków, również tych używanych przeze mnie. Bardzo ograniczyłam swoją kosmetyczkę. Wyrzuciłam wszystkie pachnące żele pod prysznic, balsamy, kremy do twarzy. Stosuję ostatnio tylko naturalne oleje, zwłaszcza olej kokosowy i oliwę z oliwek oraz mydło z Ministerstwa Dobrego Mydła. Razem z Martą i dziewczynkami robimy też peelingi do ciała i twarzy na bazie oliwki z dodatkiem kawy lub cukru. To najcudowniejszy kosmetyk, jakiego ostatnio używam.

 

*

AKCESORIA

Marta: Podstawą mojego podejścia do macierzyństwa jest bliski kontakt z nowonarodzonym człowiekiem. Dlatego wybieram te akcesoria, które pomagają nam te bliską relacje budować. Nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez chusty. Chusta towarzyszy nam każdego dnia do usypiania, przytulania, uspokajania oraz do tego, żeby mama mogła mieć przez chwilę wolne ręce. Dzięki temu razem robimy kawę, gotujemy lub tańczymy ze starszymi dziewczynami. Tak samo leżaczek, dzięki któremu nasz nowy członek rodziny może być w centrum wydarzeń, obserwować tętniące wokół niego życie rodzinne. Gdy Karolinkę zmorzy głęboki sen, z czułością i ulgą odkładam ją do kosza Mojżesza, włączam elektroniczną nianię, nastawiam delikatne szumienie przytulanki -lampki sowy z  i na paluszkach wymykam się z sypialni. Niania zapewnia mi spokojny czas dla siebie, gości lub na randkę z mężem w salonie. Karolinka jest moją trzecią córeczką i pierwszą, która polubiła się ze smoczkiem. Wybrałam dla niej smoczek Hevea wykonany w 100% z naturalnego kauczuku. Nie wyobrażamy sobie również chwil odpoczynku bez muślinowych pościeli od Lilu. Miękkie, delikatne w dotyku i te kolory. Lubimy bardzo!

Basia: Przez pierwsze tygodnie codziennie używałam chusty. Pola jest typowym noszeniakiem, dlatego to nasz najważniejszy atrybut. Oprócz tego leżaczek marki Babybjorn, do którego mogłam czasami ją odłożyć, a jednocześnie być blisko i ugotować obiad czy wziąć prysznic. Dzięki leżakowi Pola zaliczyła kilka wakacyjnych ognisk i patrzyła na kąpiących się rodziców w morzu i jeziorze. Jak zaczęło się ząbkowanie, to żyrafa Sophie spełniła swoją rolę. Dziś, kiedy Pola ma 11 miesięcy, nie wyobrażam sobie naszej codzienności bez kitchen helpera, dzięki niemu możemy razem być w kuchni, szykować kawę, a potem obiad. Bardzo cenna jest też dla nas niania elektroniczna. Wybraliśmy tę z firmy Beaba. Dzięki niej mamy spokojny wieczorny czas dla siebie. Na co dzień przydaje nam się też pojemna i funkcjonalna torba Beaba. Ma dużo kieszeni i wygodny kształt. Taka torba to must have każdej mamy.

 

 

 

*

UBRANKA

Marta: Karolcia jest czwartą dziewczynką w rodzinie, więc można sobie wyobrazić, ile ubranek dostała w spadku po starszych siostrach. Jednak tym razem postanowiłam mocno ograniczyć jej pierwszą szafę do rzeczy dobrej jakości, wykonanych z naturalnych i pięknych tkanin. Na jednych z targów, podczas których promowałyśmy z Basią nasze szlafroki, poznałam polską markę COODO i już wiedziałam, że te ubranka staną się częścią naszej wyprawki. Ich twórcy działają absolutnie w zgodzie z moją osobistą filozofią, a dzieci w tych kolorach wyglądają coodownie. Aż żałuję, że nie ma w ofercie rozmiarów dla moich starszaków!

Basia: Przygotowując się do narodzin Poli, dostałam całą tonę ubranek po starszych siostrach (Basi i Hani). Był to z jednej strony luksus, a z drugiej – czułam, że nie powinnam kupować kolejnych rzeczy. Teraz nauczyłam się selekcjonować ubrania. Biorę tylko część spadkowych, a kilka elementów kupuję sama – takich, które najbardziej mi się podobają. Podobnie jak siostra, zachwycam się polską marką COODO. Produkują piękne, monokolorystyczne i przyjemne w dotyku ubranka, czyli takie, w których dzieci wyglądają najpiękniej.

 

*

ULUBIONA RZECZ

Marta: Moim absolutnym must have jest chusta. Bez niej nie wyobrażam sobie macierzyństwa. A gdybym miała wybrać coś jeszcze, to byłby to kocyk z ColorStories. Ten malinowy pasuje do Karolinki idealnie.

Basia: Na pewno koszula i szlafrok, w których przebywałam w szpitalu po porodzie, to rzeczy dla mnie bardzo cenne. Są prawie na każdym zdjęciu z pierwszego okresu życia Poli, bo najpierw w szpitalu, a potem w domu nie rozstawałam się z kwiecistym szlafrokiem. Bambusowa tkanina koiła moje obolałe ciało jeszcze przez kilka tygodni. Stworzyłyśmy naszą firmę z własnej potrzeby, gdyż nigdzie nie mogłyśmy znaleźć równie dobrego zestawu koszula + szlafrok. Dopracowałyśmy detale i dzięki temu zestaw jest idealny, praktyczny i sprawdza się świetnie. Z czystym sumieniem mogę mówić, że to moja ulubiona rzecz z czasu ciąży i pierwszych miesięcy we troje.

*

ZABAWKI

Marta: Karolinka ma dwa miesiące i jak na razie głównie śpi, je i patrzy. A patrzeć ma na co! Jej świat wypełniają starsze siostry, a nic nie interesuje jej bardziej niż twarz drugiego człowieka. Na zabawki przyjdzie czas, a wtedy zapewne najfajniejsze będą te, którymi bawią się dziewczyny.

Basia: Chyba nie jesteśmy jeszcze na etapie zabawek. Póki co najbardziej liczy się moja obecność. Cokolwiek możemy robić, byle razem. Wrzucanie prania do pralki i „pomaganie” w kuchni to ostatnio najlepsza zabawa. No i mamy psa, który jest źródłem zabaw i wielkiej radości dla Polci. Gania go, ucieka z piskiem, klepie, głaszcze, przytula się. On to grzecznie znosi i jest dla niej wyjątkowo wyrozumiały. Ostatnio dostaliśmy stary telefon z epoki PRL-u, jest fajny, żółty i widzę, że Pola powoli zaczyna się nim interesować. Weszłyśmy też w etap książek. „Księga dźwięków” to nasz hit. Czasami Pola zainteresuje się zabawkami, które pokażą jej Basia i Hania, a jest ich całe mnóstwo. Jak podrośnie, będzie mogła wybierać. 

*

PAMIĄTKI ZWIĄZANE Z MACIERZYŃSTWEM

Marta: W naszej rodzinie staramy się chwytać ulotne chwile na zdjęciach. Co roku tworzę album, który pokazuje historię mijającego roku. Uzupełniamy Dziennik Małych Wielkich Rzeczy i już nie możemy się doczekać, gdy zajrzymy do niego za kilka lat. Pamiątek staram się zostawiać niewiele, ale jednak czasem nie mogę się oprzeć. Po Basi mam jej pierwsze skórzane mokasynki, które starła do reszty, bardzo intensywnie raczkując. Z niemowlęctwa Hani zostawiłam malusieńką sukieneczkę w czarne kropki, w której wyglądała absolutnie uroczo. Karolinka dostała za to szczotkę z naturalnego włosia od Lullalove oraz wspominany juz kocyk z ColorStories, które dołączą do naszych pamiątek. 

Basia: Zdecydowanie są to zdjęcia. Robimy ich całą masę, telefonem i aparatem, i co roku tworzymy gruby album. Ten z roku 2017 jest dla nas wyjątkowy, bo od 1 marca są już w przewadze zdjęcia Poli. Podobnie jak Marta, teraz już wiem, że zamszowe mokasynki Poli, marki Marta Made It zostaną jako nasza pamiątka. Kojarzą mi się z wyczekiwanymi chwilami raczkowania i pierwszymi kroczkami. No i chusta firmy Ehawee Slings w liście – jestem w niej zakochana.

*
ULUBIONY RYTUAŁ W CIĄGU DNIA 

Marta: Aktualnie uwielbiam poranki. Starsze dziewczynki wstają wcześnie i od razu ruszają do zabawy. Potem wstaje ich tata, podgrzewa starszakom mleko i zaczyna szykować śniadanie. W międzyczasie gwar zabawy wybudza mnie i Karolinkę, i mamy czas na spokojne nacieszenie się sobą. Obie wiemy, że potem w szalonym pędzie życia naszej rodziny nie będzie na to zbyt wiele czasu. Więc rozkoszujemy się tym pierwszym karmieniem i przytulaniem. Wtedy do sypialni wchodzi mój mąż z kubkiem porannego kakao, które daje mi siłę na cały dzień.

Basia: Mam dwa ulubione momenty dnia. Pierwszy to poranek, kiedy biorę Polę w chustę i idziemy razem szykować śniadanie. Ona wtedy jeszcze tuli się do mnie, ssie pierś. Włączamy muzykę i szykujemy śniadanie, popijając ciepły imbir z miodem, w międzyczasie wraca mój mąż ze spaceru z psem i siadamy do wspólnego śniadania. Kolejny ulubiony moment dnia to nasz łóżkowy czas wieczorny po kąpieli Polci. To pora wieczornych rytuałów – suszenie, smarowanie oliwką, pieszczoty, wygłupy, czytanie książeczek i karmienie, które ciągnie się do momentu aż maluch zamknie oczy i odpłynie w krainę snu. Wtedy włączamy nianię elektroniczną i mamy czas na wspólną kolację, lampkę wina i pobycie we dwoje. Zdarza się też tak, że wieczorne rytuały robimy w dwie rodziny. Dziewczyny wtedy razem jedzą kolację, kąpią się, szaleją i usypiają, a my mamy namiastkę wieczornego wyjścia. Mieszkamy na tyle blisko, że zawijamy potem Polę w kołdrę i przenosimy ją do bloku obok do naszego łóżka. I to jest nasz piękny weekendowy rytuał.

Codzienność Basi i Marty możecie podglądać również na ich Instagramie tutaj.
*

Rozmawiała: Marta Szczepanik

Zdjęcia: Kinga Hołub 

 

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.