moja wyprawka

Wyprawka Leona

Prosto z Islandii

Wyprawka Leona
Mirosław Tran

W poszukiwaniu wyprawkowych poleceń odwiedzimy dla was każdy zakamarek świata! Niezmiennie chcemy dotrzeć do mam, które opowiadają nam, co się im sprawdziło, gdy witały na świecie swoje dzieci. Perspektywy są różne, cel jest jeden – znalezienie autorskiego sposobu na idealną wyprawkę dla malucha.

W kolejnej odsłonie cyklu Moja wyprawka zawitałyśmy na Islandię, aby przyjrzeć się przedmiotom, które wokół swojego trzymiesięcznego synka Leona zgromadziła Maja Maj. Nasza bohaterka to kreatywna dusza, social media managerka dwóch pięknych polskich marek – Looks by Luks i Moi Mili. Jej narzeczony Miro jest fotografem. Miłość połączyła ich na Islandii. Na co dzień prowadzą szalony tryb życia i udowadniają, że można go połączyć z rodzicielstwem. 

wyprawkowym wyzwaniu zgrali się idealnie. Do tematu podeszli z dużą dozą rozsądku. Miro przygotował listę i wybrał się do Polski po najważniejsze rzeczy. Maja odpowiadała za estetykę. Pomogli też znajomi. Słowa klucze? Minimalizm, lokalne wsparcie i ekologia. Poznajcie wyprawkę Leona. 

wyprawka-z-islandii

NAUKA NOWEGO CZŁOWIEKA

Przez całą ciążę starałam się nie rozmawiać z innymi mamami. Każda z nich ma inne doświadczenia, które niekoniecznie muszą być moim udziałem, dlatego postanowiłam zaufać sobie i swoim potrzebom. Zakupy dla Leona robiliśmy na ostatnią chwilę. Mieliśmy gotową listę wyprawkową, którą przygotował Miro. On jest w naszym związku człowiekiem-excelem. Ja miałam swoje typy. Od przyjaciółek dostałam spis rzeczy, które warto mieć na start. Powoli kompletowaliśmy niezbędniki, wśród nich polecany smoczek Bibs czy muślinowe pieluszki Bim Bla. W kwestiach ciąży, porodu i rodzicielstwa postępowaliśmy w zgodzie z naszymi odczuciami. Kiedy urodził się Leon, nie zalała mnie fala miłości i szaleńczego szczęścia. Nasz start to nie było wielkie wow, świat nie przestał istnieć, nie było tak, że nie liczyło się nic innego. Uznaliśmy z Miro, że w naszym życiu pojawił się nowy człowiek i po prostu będziemy się siebie nawzajem uczyć. Ta miłość będzie do nas przychodzić i rosnąć. I tak faktycznie jest.  

MINIMALIZM I LOKALNE WSPARCIE

Od początku wydawało mi się, że ten malutki człowiek na starcie nie potrzebuje wiele. Tylko nas, miłości, a nie dodatkowych, rozpraszających bodźców. Większe potrzeby przychodzą z czasem. Leon ma ponad trzy miesiące i dopiero teraz zaczyna zwracać uwagę na zabawki. Wcześniej najwięcej radości sprawiała mu rattanowa lampa w naszym pokoju. Teraz interesują go kolory, zaczyna chwytać i brać do buzi gryzaki, zwłaszcza swój ulubiony w kształcie liścia. Chyba wchodzimy w etap w ząbkowania, bo wielką przyjemność sprawia mu też masowanie dziąseł miękkimi szczoteczkami Mushie.

Od początku wiedziałam, że nasza wyprawka będzie praktyczna i minimalistyczna. Przyjaciółki doradziły mi, w jakie rzeczy, ułatwiające zajmowanie się niemowlakiem, warto się zaopatrzyć, ale nie było tego dużo. Na liście znalazł się aspirator do nosa, rzecz, o której istnieniu dowiadujemy się dopiero, zostając rodzicami (śmiech). Zaopatrzyliśmy się w te niezbędniki, natomiast nie załadowaliśmy się niepotrzebnymi rzeczami. Chcieliśmy obserwować, jaki będzie Leon, i odpowiadać na jego potrzeby. Jedną z kluczowych było zapewnienie mu komfortowych ubranek, które będą przyjemne dla jego skóry. Kopertowe body Coodo sprawdziło się idealnie. Bardzo wiele rzeczy dostaliśmy, dostawkę i wózek kupiliśmy na Islandii. Blisko mamy dzieci kilka miesięcy starsze od Leona, po których trafiają do nas ubranka i zabawki, teraz jesteśmy na etapie pierwszych sensorycznych atrakcji.

ISLANDZKIE ZWYCZAJE

Na Islandii bardzo popularne jest przekazywanie sobie rzeczy. Modne są wełniane sweterki i śpioszki w nordyckie wzory, robione na drutach przez babcie i ciocie. Od naszych znajomych Islandczyków dostaliśmy takie dziergane ubranka dla Leona. Poprosili, abyśmy potem przekazali je dalej, i tak też się stało, trafiły do kolejnego dziecka. Te czapeczki czy śpioszki z charakterystycznymi wzorami są naprawdę piękne, choć czasem niesamowicie gryzące (śmiech). Na szczęście w wyprawce Leona mamy ubranka z najmilszej w dotyku bawełny, taki jest cały zestaw w goryle i orangutany Chérubin. Co do lokalnych zwyczajów, hartowanie dzieci przez zostawianie ich w wózkach na zewnątrz, przed domami czy restauracjami, jest tu nadal bardzo popularne. Nam położna dała zielone światło do spacerów w momencie, gdy Leon osiągnie swoją masę urodzeniową. Stało się to po trzech dniach od porodu, więc na pierwszy spacer udaliśmy się bardzo wcześnie. Niedługo potem ruszyliśmy na naszą pierwszą, szaloną wyprawę we troje. 

PETTA REDDAST, CZYLI WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE

Islandzkie motto to słowa Þetta reddast, co oznacza, że wszystko będzie dobrze. Wszyscy na wyspie są bardzo wyluzowani i macierzyństwo wygląda tu zupełnie inaczej niż w Polsce. Widok dzieci bez czapek, mimo chłodu, jest zupełnie normalny (śmiech). Ludzie tworzą kolorowe, patchworkowe rodziny, od jednej z nich, która miała ośmioro dzieci i okazało się, że prowadzi w lokalnej telewizji program o porodach, kupiliśmy wózek.

Ciążę, jeśli jest zdrowa, prowadzi położna, jest dużo mniej badań, ale mimo to kobiety czują się bardzo zaopiekowane (więcej o prowadzeniu ciąży i opiece okołoporodowej na Islandii możecie przeczytać w wywiadzie z inną islandzką mamą, Asią Okuniewską – przyp. red.). Islandzki chłód pokonujemy ciepłymi swetrami i kocami dla nas, a dla Leona kocykami i pieluszkami. Leon ma po tacie uwielbienie do zakrywania, zwłaszcza swojej główki, podczas spania. Opanował do perfekcji zarzucanie sobie ulubionych, miękkich tekstyliów na twarz. Na początku bardzo mnie to stresowało, teraz wiem, że ten typ tak ma (śmiech). Bardzo lubię pieluszki muślinowe Blue Candy, bo są milutkie i lekkie. Mamy je w zestawie z rękawiczkami niedrapkami

Położna doradziła nam, aby na początku nie używać kosmetyków przy pielęgnacji Leona. Jedynym wyjątkiem był chyba międzynarodowy standard, czyli krochmal. Niedawno okazało się, że skóra Leona jest przesuszona przez lokalne powietrze, dlatego wprowadziliśmy dodatkową pielęgnację. Mamy jeden apteczny specyfik, a oprócz niego świetnie sprawdzają się nam kosmetyki z serii dla mamy i dziecka Naturativ, które są bardzo delikatne i możemy ich używać razem. Leon jest raczej spokojnym dzieckiem, ale kiedy jest taka potrzeba korzystamy z uspokajającego smoczka

 WSPÓLNE MARZENIE

Może ze względu na naszą miłość do podróży i aut, absolutnym wyprawkowym hitem okazała się u nas lampka Little Lights w kształcie Vana. Pamiętam, jak powiesiliśmy ją na ścianie w sypialni i pierwszy raz włączyliśmy. Jej światło zahipnotyzowało Leona. Wcześniej tylko teatrzyk cieni z naszej rattanowej lampy wzbudzał w nim taki zachwyt. Leon jest po prostu zakochany w swoim vanie (śmiech). Teraz często leży i się w niego wpatruje, a ja mam chwilę dla siebie. To drewniane auto jest też dla mnie symboliczne, bo marzymy o kupnie takiego i przerobieniu go od początku do końca, aby powstało nasze rodzinne auto wyprawowe. Chcielibyśmy w przyszłości zwiedzać nim świat. Mam nadzieję, że uda nam się spełnić to marzenie, a lampka będzie Leonowi o tym przypominać.

PODRÓŻE MAŁE I DUŻE

Leon bardzo lubi podróże. Staramy się zarazić go naszą pasją do nich. Islandię zjeździliśmy wzdłuż i wszerz naszym Defenderem. Będąc jeszcze w moim brzuchu, Leon odbywał z nami pierwsze wyprawy. W siódmym miesiącu ciąży przemierzyliśmy całą wyspę, wjeżdżając offroadowo w miejsca nie do zdobycia – byliśmy wszędzie, od pól lawowych po góry i lodowce. Może dzięki przeżytym jeszcze w brzuchu turbulencjom Leon kocha jeździć samochodem (śmiech). Gdy tylko zapinamy go do naszego fotelika Avionaut Pixel, uśmiech pojawia się na jego twarzy. Jazda samochodem sprawia mu radość, ale też bardzo szybko go usypia. 

POTRZEBY WSZYSTKICH

Dużo rzeczy z wyprawkowej listy wybieraliśmy pod siebie, w zgodzie z naszymi preferencjami. Bardzo lubię naturalne kolory, w naszym domu nie ma nic jaskrawego. Niektóre zabawki dla Leona też kupiliśmy w stonowanych barwach. Mamy baby gym, do którego przyczepiamy różne zawieszki. Wybrałam takie, które ładnie wyglądają i są właśnie w takich stonowanych kolorach, będąc przekonana, że Leonowi będą się podobać. Szybko musiałam je ściągnąć i założyć żółciutkie misiaczki, które trafiły w „gust” mojego syna (śmiech). Na szczęście trafiłam z kolorem ulubionego kopertowego kokonu. To była lekcja potrzeb malucha, który przecież na początku najlepiej widzi określone kolory i kontrasty. Zrobiłam coś pod siebie, a okazało się, że dziecko reaguje na coś zupełnie innego. Wiem, że jak będę przekazywać tę zabawkę dalej, to po prostu pomaluję zawieszki na odpowiednie kolory, aby kolejny maluch od początku miał frajdę, a rodzice trochę spokoju. Teraz na topie u Leona są książeczki oraz zabawki sensoryczne po Heli, córce Asi Okuniewskiej. Nie ma lepszej zabawki niż ukochany kolorowy „nietoperz”, który cieszy go najbardziej na świecie. 

A DLA MAMY?

Miałam to szczęście, że w ciąży niewiele przytyłam i nie miałam dużego brzucha, dlatego mogłam niemal do końca nosić swoje rzeczy. Zdecydowałam się jedynie na dwie letnie spódnice na gumce, które po lekkim zwężeniu noszę także teraz. W kupowaniu ubrań dla mnie i dla Leona staram się być jak najbardziej eko. Dlatego bardzo ucieszyła mnie paczka od Sylwii Luks. Oprócz rzeczy dla mnie były tam także ubranka po jej synu Teo, który ma aktualnie 7 lat! Świetnie sprawdziła mi się otrzymana bluzka z magnesami z boku, w której spałam. Teraz najczęściej noszę superwygodny bambusowy zestaw Yellow Meadow. Kimono i spodnie są idealne wszystkie wspólne poranki i te chwile przed snem, kiedy mam czas dla siebie.

W swojej codziennej pielęgnacji nie dokonałam wielu zmian. Cieszy mnie to, że mogę używać naturalnych kosmetyków wspólnie z Leonem. Do mojej kosmetyczki dołączyły niedawno balsam, który koi moją wrażliwą skórę oraz specjalistyczny balsam do biustu.

Niezbędna w wyprawce dla mnie okazała się butelka! Karmienie Leona butelką One świetnie się udało od początku, dzięki temu może on zostawać z Miro, kiedy ja pracuję, lub z naszymi znajomymi, gdy my udajemy się gdzieś we dwoje. Także dzięki niej udało nam się spełnić kolejne wspólne marzenie. Przelecieliśmy nad wulkanem, który wybuchł na Islandii. Leon został z naszymi przyjaciółmi i nie było żadnych problemów z karmieniem go!

PREZENT IDEALNY

Z kompletowaniem wyprawki wiąże się taka zabawna historia o prezencie dla mnie. Moje koleżanki z Polski chciały mi coś wysłać, a ponieważ mówiłam im, że wszystko mam, postanowiły zrobić mi niespodziankę. Wszystkie trzy wysłały mi rożki niemowlęce. Na szczęście każdy był inny, więc finalnie skorzystaliśmy ze wszystkich trzech (śmiech). Od tej pory mówię, czego mi trzeba i co sprawdzi się najlepiej. Dobrym wyborem są zawsze albumy na zdjęcia. Dla Leona wypełniam album wspomnień „Moja historia”, który będzie dla niego piękną pamiątką. 

Wydaje mi się, że w kompletowaniu wyprawki, jak i w życiu, najważniejsze jest słuchanie siebie. Każdy z nas ma inny charakter i inne doświadczenia. Tak samo dziecko przychodzi na świat ze swoim charakterem i potrzebami. Zamiast skupiać się na tym, co mówią inni, warto skupić się na sobie, na tym, co czujemy, i na bacznej obserwacji dziecka. Ono nam wszystko podaje na tacy, musimy tylko to dostrzec. Na początku jest to jednak bardzo skomplikowane. Moje pierwsze miesiące macierzyństwa były trudne, wielu rzeczy nie wiedziałam. Przyglądałam się Leonowi, dawałam sobie czas, podchodziłam do poznawania mojego syna na spokojnie. I teraz jest po prostu idealnie. 

wyprawka-z-islandii

*

Dziękujemy Mai za rozmowę, a Miro za zdjęcia, które ilustrują nasz materiał.

Zajrzyjcie do pozostałych odsłon cyklu Moja wyprawka.

Artykuł powstał we współpracy z markami: Avionaut, Coodo, Chérubin, Fika Kids, Little Lights, Kindaj, Naturativ, Snap the moment, Yellow Meadow.

Dodaj komentarz