moja wyprawka wyprawka

Wyprawka Kajtka

Stare i nowe w wyprawce synka Kasi Stadejek

Wyprawka Kajtka
Ewa Przedpełska

Dobrze się czuję ze świadomością, że Kajtek ma mało – mówi Kasia Stadejek, mama 5-miesięcznego chłopca, dziennikarka, autorka bloga na Ładne Bebe i bohaterka kolejnej odsłony cyklu Moja wyprawka. I ja jej wierzę, bo mam ku temu poważne powody.

Po pierwsze – Kasia otwiera mi drzwi cała w kwiatach. Po drugie – mam do tych jej drzwi jakieś 5 minut z zegarkiem w ręku, bo to grochowianka, jak ja. Więc już na wstępie dostaje pięć pełnych ufności punktów plusowych. Po trzecie, jej 5-miesięczny syn to typ chichotka, zdrowo zdystansowany wobec zabawek, najżywiej reagujący na matczyne trele i wygłupy ciotek. Po czwarte, Kasina wiedza z dziedziny second handów, internetowych handelków i szeroko pojętego matczynego minimalizmu jest bezkresna. Bierzcie i zróbcie z tym coś dobrego. Ale w pierwszej kolejności wysłuchajcie, które elementy wyprawki były fajerwerkiem, a które niewypałem, co przydaje się teraz, co niebawem, i bez czego spokojnie można się obyć. Gotowe? No to nadstawiajcie uszu.

VINTAGE PONAD WSZYSTKO

Do kompletowania wyprawki z dużym naciskiem na vintage zachęcili mnie znajomi, rodzice rocznej dziewczynki. Przekazali nam całe wory rzeczy pozbieranych po ludziach, które stały się bazą Kajtkowej garderoby. Ja sama uwielbiam chodzić po szmateksach, gdzie wyszukuję rzeczy dla siebie i dla mojego męża Marcina, no i teraz Kajtka. W przypadku synka decyduje rodzaj tkaniny. Kilkakrotnie udało mi się znaleźć ubrania uszyte z japońskiego muślinu, niezwykle miękkie w dotyku. Kupuję w lumpeksach przede wszystkim dlatego, że żal mi pieniędzy na rzecz, która tak krótko będzie w użyciu. Nie chcę dokładać swoich trzech groszy do zmasowanej produkcji. Poza tym łatwo zatracam się w zakupach i boję się, że mogłabym nie przestać, co doprowadziłoby zarówno mnie, jak i mój budżet do niechybnej ruiny. Z meblami mam podobnie – drewniany regał w salonie pochodzi z bawialni, która nie przetrwała pandemii, a fotel do karmienia został pożyczony od znajomych.

WSPARCIE GRATIS

Wiele ubrań i zabawek dla Kajtka znalazłam na aukcjach internetowych, tam jest najtaniej. Na Facebooku najchętniej zaglądałam do Potomstwa, Matek i kilku innych grup, gdzie trafiłam na ubranka z nadrukami ilustracji Bohdana Butenko dla Pan Tu Nie Stał. Na Instagramie wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „sale”, by ukazały się rozmaite konta sprzedażowe, np. to. W grupach właśnie, poza produktami wyprawkowymi z drugiej, trzeciej i kolejnej ręki, dostałam też mnóstwo bezwarunkowego wsparcia. Był taki moment, gdy Kajtek wcale nie spał, a ja byłam bardzo zmęczona. I miałam silne wrażenie, że wszystkie nowo narodzone dzieci moich koleżanek to nad wyraz wyluzowane i bezproblemowe bobasy. Zastanawiałam się: czy ja oszalałam? Co jest nie tak? Napisałam na jednej z grup sprzedażowych: czy wasze dzieci też płaczą? I wtedy zalała mnie rzeka wsparcia, która płynęła gdzieś pomiędzy sprzedażowymi tematami. Z kupowaniem na grupach jest trochę tak jak z zakupami w szmateksie – na nic się nie nastawiasz, patrzysz co jest i bierzesz to, czego potrzebujesz. W ten sposób trafiłam na mój ulubiony, wełniany rampers z żaglówką.

W CO SIĘ BAWIĆ?

Od kiedy Kajtek pokochał Baby Gym, nasze życie zmieniło się na lepsze. Dotąd każda zabawka była mu obojętna, a ten stojak z doczepianymi zabawkami był pierwszą rzeczą, która mu się spodobała. Najbardziej jednak odpowiadają mu wygłupy inicjowane przez mamę lub tatę, oraz piosenki dla dzieci. Kajtek wyraźnie potrzebuje stymulacji proprioceptywnej, dotyku i masażu, bardzo lubi przeciąganie szczotką po ciele. Oczywiście, miewałam ciągoty, by kupić mu kilka pięknych grzechotek niszowych marek, ale szybko się okazało, że Kajtek najlepiej reaguje na najbrzydsze warianty, jakie widział świat, które teraz, gdy śpi, są schowane głęboko w koszu na pranie moKee (śmiech). Na szczęście mamy je po dzieciach znajomych i pewnie wkrótce puścimy je dalej.

Wielokrotnie złapaliśmy się z mężem na tym, że w samochodzie nucimy arie. Okazało się, że to przemożny wpływ zebry Meggi z Baby Opera, odtwarzającej aż 18 utworów relaksujących zarówno nas, jak i Kajtka. Jednorożec Lassig z kolei spełnił moje marzenie o ładnej zabawce w przystępnej cenie. Cieszę się, że takie istnieją.

Świetnym strzałem była małpka Muta. Urzekło mnie w niej to, że nie jest zwykłą słodką zabawką, ale najurokliwszym paszczurem, który wygląda jak wypisz wymaluj tarsjusz. Wisława Szymborska napisała o nim wiersz, tak wzruszający, że na samo wspomnienie mam gęsią skórkę.

TO MAMA ZROBIŁA

Mieliśmy szczęście, bo nasza rodzina i przyjaciele nie przynosili nam w prezencie powitalnym dla Kajtka „zakupów”, tylko rzeczy, które im się przydały albo które zrobili sami, z myślą o moim synu. I tak, ptaka na ścianie uszyła moja mama, podobnie jak szary kimonowy sweterek z pomponem i jeszcze jeden większy z guzikami. Makatki wyplotłam ja, wyhaftowałam też dla Kajtka tamborek. Wszystkie te działania były efektem wicia gniazda i głębokiej potrzeby, by rzeczy, którymi otaczam syna, niosły ze sobą wartość emocjonalną. Nie trzeba od razu wszystkiego kupować, można spróbować stworzyć coś od podstaw, choćby niedoskonałego. Kiedy Kajtek zapyta mnie o pochodzenie makatki, odpowiem mu, że to mama dla niego zrobiła.

KOSMETYCZNE MINIMUM

Nasze minimalistyczne podejście do zabawek i ubrań w wyprawce Kajtka miało swój wpływ także na ograniczoną ilość kosmetyków. Przez pierwsze 2 miesiące kąpaliśmy go w krochmalu, co doradziła nam położna. Te kąpiele bardzo pomogły w przypadku odparzeń pupy i niewielkich krostek. Pamiętam, jak dobrze czułam się z tym, że Kajtek ma tak mało kosmetyków. Na suchą skórę stosowaliśmy olej migdałowy. Ten sam, którym smarowaliśmy ciemieniuchę przed kąpielą, i ten sam, którego używałam w ciąży przeciwko rozstępom i który zapobiegł im w zupełności.

Wielofunkcyjność kosmetyków była dla mnie naczelną kwestią, zaraz po naturalnym składzie. Kiedy Kajtek się urodził i poczułam w pełni jego kruchość, postanowiłam, że nie chcę, by miał jakikolwiek kontakt z chemią w kosmetykach czy tekstyliach. Nie chciałam, by jego perfekcyjna buzia wtulała się w poliestrową sukienkę czy smarowana była kremami z parabenami. W tej chwili jego buzię smarujemy spacerowym kremem MomMe, a ciało kąpiemy w płynie Hagi, który już zawsze będzie nam się kojarzył z zapachem bobasa. Zawinięty w ręcznik z kapturem Trixie Baby z cytrynowym printem na kapturze jest najbardziej zadowolony, bo nagusieńki. Od czasu do czasu sięgamy po lanolinę Lansinoh, która – podobnie jak olej migdałowy – służy całej rodzinie. Zaraz po porodzie używałam jej na moje podrażnione sutki i odparzenia pieluszkowe Kajtka, ale w czasie zaostrzonej pandemii nawilżała też bezbłędnie moje przesuszone dłonie i usta. Myślę, że jeszcze długo z nami zostanie.

ODA DO TEKSTYLIÓW

Dużo radości sprawiało mi kompletowanie wyprawkowych tekstyliów. Rozmaite struktury, kolory, wzory – to działało na moją wyobraźnię. Przewiewny bambusowy kocyk Layette oraz otulacze – ten w chmurki od Pink No More i muślinowe od Trixie Baby zbudowały mi cała bazę. Uwielbiam to, że mają tak wiele zastosowań – używam ich podczas karmienia jako kocyka, podkładki, pieluszki do odbijania, a podczas spacerów chronią delikatną skórę Kajtka przed słońcem.

Jeśli chodzi o nowe ubranka, chętnie sięgam po polskie marki. Moimi faworytami są oliwkowy kombinezon The Odder Side, mięsisty i świetnie skrojony, oraz musztardowy rampers Coodo, wykonane z organicznej, miłej dla ciałka Kajtka bawełny. Zdecydowanie wyczuwam różnicę pomiędzy nimi a ubraniami z sieciówki. I wiem, że kiedy mój syn już z nich wyrośnie, puszczę je dalej w niezmienionym stanie, bo ich jakość na to pozwoli.

WYPRAWKOWE HITY

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie niania elektroniczna Beaba. Kajtek niestety słabo śpi, w dodatku zasypia w rożnych miejscach. Najczęściej karmię go na łóżku, ale mimo że nasze mieszkanie jest świeżo po remoncie, parkiet nam skrzypi idealnie na wejściu do sypialni. Więc za każdym razem, gdy szliśmy sprawdzić, czy wszystko u niego w  porządku, budziliśmy go tym skrzypieniem (śmiech). Niania się idealnie tutaj sprawdza – zaglądam do aplikacji w telefonie i wszystko wiem, bez ruszania się z kanapy. Bardzo też doceniam dodatkowe „bajery” niani, jak mierzenie temperatury i to, że można za jej pomocą mówić do dziecka czy śpiewać mu kołysanki. Sama byłam zaskoczona, że to urządzenie jest tak sprytne!

Torbę Konges Slojd z nadrukiem w piłki kupiłam nową, ale w promocyjnej cenie (śmiech). Sprawdza się w podróży, ma dużo pomocnych przegródek, więc Kajtek jest w nią zawsze zapakowany. Wyobrażam sobie, że gdy podrośnie, będzie ją ze sobą zabierał na trening piłki nożnej. Czuję, że to będzie jeden z tych przedmiotów, który zostanie z nami na lata.

Matę podłogową Everleigh & Me kupiłam z myślą o niedalekiej przyszłości. Jestem pewna, że pięknie nam się sprawdzi podczas rozszerzania diety czy zabawy. Moje znajome już mi powiedziały, które klocki robią najlepsze dziury w parkiecie. Mam nadzieję, że mata uratuje go od zniszczeń.

WYPRAWKOWE KITY

Jest lato, a nam jest ciągle gorąco – Kajtek najchętniej czas spędzałby jedynie w pieluszce, ja – w samej bieliźnie. Dzięki temu łapiemy z Kajtkiem dużo kontaktu skóra do skóry, a to sprawia, że następuje we mnie stopniowa transformacja w matkę. Tak się jednak złożyło, że w wyprawce Kajtka jest mnóstwo pięknych kołderek, które on nieustannie skopuje. Na ten moment postrzegam je jako nietrafione inwestycje, choć pewnie przydadzą nam się w dłuższej perspektywie jako maty albo koce piknikowe.

Kupiłam też kilka zupełnie niepraktycznych ubrań w second handach, np. koszule i body bez guzików w kroku. Brawo, matko. Mój mąż zawsze, gdy trzeba zmienić Kajtkowi pieluszkę, a on ma na sobie taki bodziak, przekazuje mi syna, mówiąc: „ty to kupiłaś, więc ty go rozbieraj” (śmiech).

Do kitów zaliczyłabym też wanienkę, gdyby nie fakt, że pożyczyli nam ją przyjaciele. Kąpiemy się zwykle razem pod prysznicem – ja siadam w brodziku, a Kajtek się do mnie przytula. To dla mnie przecudowne doświadczenie, porównywalne z odnawianiem kontaktu skóra do skóry.

*

Dziękujemy Kasi Stadejek za gościnę i podzielenie się swoimi wyprawkowymi wyborami.

Publikacja powstała dzięki wsparciu marek: CoodoPink No More, The Odder Side, Lansinoh, MomMe, Trixie Baby, Layette, Baby Opera, moKee, Lassig i butiku bebe concept.

Dodaj komentarz