moja wyprawka

Wyprawka Heli

autorstwa Kai i Marcina

Wyprawka Heli
Kinga Hołub

Gdy w naszym życiu pojawia się dziecko, czasami okazuje się, że wszystko wskoczyło na właściwe miejsce. Dziś w cyklu Moja wyprawka opowieść o rodzicielskiej inicjacji, wejściu w dorosłość za sprawą maleńkiego człowieka, który zmienia wszystko, nie zmieniając wiele. Dwugłos rodziców, którzy świadomie i intensywnie uczestniczą w rodzicielskim doświadczeniu.  

Po przekroczeniu progu mieszkania Kai i Marcina wita mnie błogi spokój. Hela uśmiecha się do mnie, a my przy kawie i truskawkach rozmawiamy o rodzicielskich początkach. Akompaniują nam papuzie dźwięki wydawane przez tę prawie 3-miesięczną dziewczynkę. 

Rodzina w komplecie to Kaja, Marcin, Helena i pies Rondel. Rodzice mają artystyczne zawody. Kaja pisze dla kilku redakcji (jej teksty dla Ładne Bebe znajdziecie tu) i prowadzi galerię Promocyjną wspierającą artystów i fotografów najmłodszego pokolenia. Ma w sobie głód nowości, choć stara się korzystać z uroków rocznej przerwy, ciągle coś robi. Marcin jest dyrektorem artystycznym portalu kulinarnego kukbuk.pl, odpowiada za jego wizualną stronę. Obydwoje nie mogą się doczekać wspólnego, dalszego i dłuższego podróżowania. Teraz spacerują razem po Warszawie i można ich spotkać na różnych wystawach.  

O wyprawce, która powstaje w sposób całkowicie naturalny, i takim też, bardzo naturalnym rodzicielstwie, jest dzisiejsza opowieść. Przedstawiamy wyprawkę Heleny i historie z nią związane, opowiedziane przez jej mamę i tatę.  

NARODZINY RODZINY

Dowiadujemy się, że będziemy mieli dziecko i mamy w głowach totalny luz – zaczyna opowieść Kaja. Jesteśmy zieloni, bo nie mieliśmy wcześniej bliskiej styczności z dziećmi. Staraliśmy się o Helę dwa lata, ale nie było to nerwowe wyczekiwanie, po prostu mieliśmy z tyłu głowy świadomość, że możemy zostać rodzicami – mówi Marcin. Bliscy, którzy dowiedzieli się, że jesteśmy w ciąży, zaoferowali nam rzeczy po swoich dzieciach. My mieliśmy poczucie, że niczego na początku nie potrzebujemy – dodaje Kaja. Obudziliśmy się w grudniu, stwierdzając, że Hela może się urodzić w każdej chwili, i wtedy zaczęliśmy zbierać paczki od znajomych. U mojego taty mamy teraz pełen strych rzeczy, niektóre dla 8-latków – śmieje się Marcin. Mamy starsze rodzeństwo cioteczne, dla którego etap małych dzieci się skończył, więc z ulgą przekazali nam zalegające u nich przedmioty. Uwolnili się od nich. A my tym sposobem mamy chyba cztery foteliki (śmiech). 

JESTEŚMY W TYM RAZEM

Miałam w sobie niedowierzanie, że jesteśmy rodzicami. Że Hela jest nasza, taka wspaniała i taka maleńka – wyznaje Kaja. Ja nadal tak mam – dodaje Marcin. Cały czas towarzyszy mi duże wzruszenie z powodu posiadania dziecka. W rodzicielstwo weszliśmy razem. Mimo pandemii i trudnej sytuacji w szpitalach, udało im się rodzić wspólnie. Marcin przyznaje, że doświadczenie porodu wywołało w nim wielkie emocje: narodziny Heli to było wejście w dorosłość. Początkowe problemy związane były z karmieniem piersią. Tutaj też działali w duecie. Pamiętam, jak jeździłem po Warszawie w poszukiwaniu chłodzących kompresów i przekopywałem fora dla mam, aby znaleźć najlepsze rady – opowiada debiutujący tata, a Kaja dodaje: to był trudny czas, ja płakałam, Hela płakała, byłam bliska rezygnacji z karmienia piersią. W pewnym momencie mówiłam, że wolałabym jeszcze raz urodzić, niż karmić. To było dla mnie bardzo trudne doświadczenie, na które nikt mnie nie nastawiał. Nie słyszałam wcześniej, że tak może być, i zapewne dlatego byłam zaskoczona. Miałam w głowie taki obraz, że po prostu przystawiam dziecko i już.

To było szczególnie trudne, bo Hela tuż po porodzie zaczęła świetnie jeść – opowiada Marcin. Jadła dobrze i intensywnie. Stąd wzięły się problemy, na które nie byłam gotowa – kontynuuje Kaja i relacjonuje: Na święta siostra podarowała mi laktator i wtedy uświadomiłam sobie, że karmienie piersią to ważny temat, choć ani w rodzinie, ani wśród moich koleżanek on zupełnie nie istniał! Dopiero jak zaczęłam dzielić się moimi trudnościami, okazało się, że dotknęły one wielu bliskich mi kobiet.

W lodówce mieli zapas kapusty, którą polecali zgodnie siostra Kai i ciotki, a nawet tata Marcina. Wtedy często na naszym stole lądował Coleslaw – śmieje się Marcin. Teraz jest zupełnie inaczej. Gdyby na początku ktoś mi powiedział, że za dwa miesiące będę szła na wystawę do CSW i karmiła Helę podczas jej oglądania, nie uwierzyłabym – dodaje Kaja. W sukurs nowej mamie przychodzi marka Lansinoh z całym dobrodziejstwem produktów wspierających karmienie piersią. Kaja testuje m.in. kompaktowy laktator elektryczny, balsam do brodawek oraz żelowe kompresy

TESTY JAKOŚCI

Bardzo dobrze zrobiliśmy, że na początku praktycznie nic nie kupiliśmy. Dużo rzeczy pożyczaliśmy od znajomych czy rodziny, aby je przetestować. Chcieliśmy się przekonać, czy dany produkt będzie nam służyć. To bardzo komfortowe rozwiązanie. Ostatnio testowaliśmy fotelik samochodowy z bazą i okazało się, że musimy znaleźć inne rozwiązanie. Nasz punkt wyjścia jest taki, że wszystko jest dla nas nowe, wszystko robimy po raz pierwszy. Chcemy przyjrzeć się różnym rozwiązaniom, sprawdzić, czego potrzebujemy i wtedy dopiero kupić coś, co najbardziej odpowiada naszym potrzebom. Mamy wtedy poczucie, że to dobra inwestycja, zwłaszcza, że większość rzeczy związanych z dziećmi jest bardzo droga. Na przykład ubranka, z których dziecko wyrasta po miesiącu. Pokusa, aby maluchy były ładne i stylowe, jest dość silna, a wychodzi tak jak u nas – Hela od tygodnia ma na sobie samą pieluchę (śmiech). Czasem dochodzi do tego jeszcze pieluszka, otulacz bambusowy albo lekki kocyk – opowiadają Kaja i Marcin. 

W CO UBRAĆ MALUCHA?

Garderoba Heli jest dość pokaźna za sprawą ubranek, które dostaliśmy w spadku. Siostra Kai zaopatrzyła nas w rzeczy z wyprawek swoich dzieci. Od mojej rodziny też dostaliśmy sporo – opowiada Marcin. Hela ciągle coś dostaje – śmieje się Kaja. Rodzinni specjaliści w wyszukiwaniu ubrań z drugiej ręki przekopują ciucholandy w poszukiwaniu perełek dla małej dziewczynki. Babcie i ciocie zaopatrzyły Helę w sukienki na najbliższe kilka lat. Teraz jednak Kaja i Marcin stawiają przede wszystkim na jej wygodę. Na wyjścia w takie upały świetnie sprawdzą się przewiewne ubranka z organicznej bawełny od Coodo – oversize’owa koszulka i ogrodniczki. Jak Hela przyszła na świat, była bardzo maleńka. Musieliśmy kupić nowe ubranka, które szybko stały się za małe. To nam uświadomiło, że przesadzone zakupy nie mają sensu, nawet jeśli te rzeczy są piękne. Lubimy oglądać ładne przedmioty, których teraz dla dzieci nie brakuje. Obydwoje jesteśmy estetami. Odwiedziliśmy raz czy dwa warszawskie concept store’y. Ale raczej podziwiamy – mówi ze śmiechem Kaja. Marcin dodaje: Do zakupów podchodzimy racjonalnie. Jeśli mamy wydać duże pieniądze na coś, co Hela będzie nosiła przez tydzień, to się nie decydujemy. Kaja opowiada o ich niedawnym zakupowym wyborze: Przyznaję, że skusiła nas modna kurteczka z wełny merino Engel. Polecało nam ją wiele osób, a przekonało to, że wystarcza na długo. Udało nam się ją kupić na wyprzedaży. Jest na 8 miesięcy, więc powinna być idealna jesienią. 

PREZENTOWNIK DLA NOWYCH RODZICÓW

Hela jest złotym dzieckiem – kiedy Marcin wypowiada te słowa, dziewczynka budzi się z drzemki i leży w swoim gniazdku w sypialni, podziwiając mobil zrobiony przez Kaję i wiszącą nad łóżkiem jemiołę. To, bardzo popularne ostatnio gniazdko Snuggle Me Organic, jest prezentem od Kukbuka z okazji narodzin Heli. Przydało się nam bardzo i sprawdziło od samego początku. Odkładaliśmy do niego Helę, kładliśmy je na środku łóżka i często tak razem spaliśmy – mówi Kaja. To też świetny patent wyjazdowy. Zabraliśmy je na naszą pierwszą wycieczkę do Krakowa zamiast turystycznego łóżeczka – dodaje Marcin.

W wyprawce Heli znalazło się kilka wyjątkowych prezentów. Kolorową małpkę zrobiła na szydełku ciocia Ania. Lama, towarzyszka spacerów, to także szydełkowe dzieło utalentowanej koleżanki mamy Marcina. Swoją historię ma także poduszka do karmienia. Jest w kształcie misia, który do złudzenia przypomina kapibarę, i tak jest w rodzinie traktowany. To prezent dla Kai z okazji pierwszego Dnia Matki. Na prezentowej liście jest jeszcze szumiący króliczek, którego Hela otrzymała od siostry Kai, jej męża i dzieci. A spostrzegawcze oko dojrzy na naszych zdjęciach gąskę-przytulankę. To pierwsza rzecz kupiona przez Marcina dla Heli. Zebrała się spora lista! Rodzice przyznają, że rodzina i przyjaciele bardzo o nich dbają.

Do tej pory kupiliśmy chyba tylko dwie paczki pieluch – śmieją się rodzice. Całkiem nowe produkty w wyprawce Heli to smoczki Bibs oraz gryzak w kształcie wieloryba. Mamy też sporo otulaczy, niektóre w spadku po innych dzieciach, inne – jak używane aktualnie beżowy i musztardowy Jollein – Hela dostała nowe. Pieluszki i otulacze zawsze się przydają – mówi Kaja. Musztardowy to kolor, który jest w wyprawce widoczny. Taką barwę ma rożek, który Hela miała w szpitalu, a który służy teraz jako kocyk lub mata. Musztarda pięknie komponuje się z grafitowym, który będzie królował u nas jesienią za sprawą ubranek i kocyka od A Baby Brand – dodaje Kaja. Moim faworytem jest prążkowana koszulka z długim rękawem, w której Hela wygląda cudnie, a Kaja czeka, aż upały trochę zelżą, aby przetestować kombinezon. 

WAŻKIE POTRZEBY  

Jeszcze jeden wyprawkowy ulubieniec to chusta Studio Romeo, którą także podarował nam Kukbuk. Hela pięknie w niej zasypia, dzięki temu możemy dużo chodzić po wystawach. Towarzyszyła nam na przykład podczas Miesiąca Fotografii – opowiada Marcin. Mamy również wózek. Kupiliśmy go sami, wybraliśmy najbardziej wygodny i funkcjonalny. Ale z wózkiem często było tak, że po długim śnie Hela wstawała i już nie chciała w nim przebywać. Wtedy chusta była niezastąpiona, wystarczyło karmienie i sen przychodził w ciągu kilku chwil – wspomina Kaja. Obcy ludzie zachwycają się widokiem Heli w chuście, zwłaszcza, jak nosi ją Marcin, a z chusty wystaje kawałek śpiącej główki lub goła stopa. Choć i mnie się zdarzyło, że ktoś podchodził i pytał, czy może dotknąć tej małej girki (śmiech). Spotykamy się z dużą dozą życzliwości, ludzie widząc dziecko, częściej się do nas uśmiechają – zauważa Kaja.  

PIERWSZE RAZY

Wydaje mi się, że stosunek ojców do dzieci bardzo się zmienia. Często, gdy idę z Helą w chuście, zaczepiają mnie inni ojcowie i o nią pytają. Opowiadają o tym, że sami mają jakieś skomplikowane nosidło, które trudno się im zakłada lub nie mają nic, a chcieliby mieć coś takiego – mówi Marcin. Widzę sporą lukę w tej przestrzeni. Kaja ma grupy facebookowe z dziewczynami, a dla ojców takich miejsc wymiany myśli specjalnie nie ma. Doświadczenie ojcostwa jest bardzo dziwne. Mój tata, choć był zaangażowanym ojcem, nie opowiadał mi o tym doświadczeniu, nie dzielili się nim także moi koledzy. A to jest cała masa nowości, z którymi człowiek musi się zmierzyć każdego dnia. 

Każdy dzień jest inny – dodaje Kaja. Każdego uczymy się czegoś nowego. Pierwsza zmieniona pielucha w naszym życiu to pielucha Heli. Pierwsza kąpiel to były wielkie emocje! Rodzicielstwa uczyliśmy się od zera, bez żadnego doświadczenia, nawet podpatrzenia u rodzeństwa, jak to jest z takim maluchem. A powinno być przecież najdelikatniej i najczulej. Troskę zapewniają dłonie rodziców, a odpowiednią pielęgnację przyjazne środowisku kosmetyki – kojący rumiankowy płyn do mycia oraz nawilżający olejek do masażu na bazie masła Shea. Za otulenie odpowiada mięciutki ręcznik – widok buzi z misiowymi uszkami dodatkowo powoduje rozczulenie!

DRZWI DO NOWEJ RZECZYWISTOŚCI

Hela dość szybko weszła w tryb życia rodziców. Marcin wrócił do pracy, ja robię różne rzeczy, bo chcę mieć coś dla siebie. Staramy się podporządkować jej potrzebom, zachować rytm drzemek, kąpieli – mówi Kaja. Z drugiej strony – dodaje Marcin – Hela codziennie „je” z nami na mieście, nie jest tak, że nasze życie diametralnie się zmieniło. Od początku oboje starali się zaspokajać potrzeby wszystkich. Z naszego mieszkania mamy blisko do wielu miejsc, obok jest kilka parków. Jak Hela rzadziej jadła, zabierałem ją na 3-godzinne spacery do Ogrodu Botanicznego lub przemierzałem Pola Mokotowskie. Miałem mobilne biuro, a Kaja miała czas na odpoczynek – opowiada Marcin. Kukbuk to świetne miejsce pracy dla młodego ojca. Mogę dopasować grafik do swoich potrzeb i spędzać jak najwięcej czasu z dziewczynami. 

Hela jest dzieckiem pandemicznym – śmieje się Kaja. Doceniam moment, w którym się pojawiła. Nic mnie nie ominęło, żadna impreza. Przez brak możliwości wyjścia z domu i podejmowania różnych aktywności wszyscy byli wtedy trochę kobietami w ciąży (śmiech). Marcin: Hela powiła się dla mnie w dziwnym momencie, ciąża i narodziny odciągnęły trochę moje myśli od rodzinnej straty. Życiowo moment był natomiast idealny. Wszystko jest poukładane i wiemy, dokąd idziemy. Jesteśmy spokojni o to, co jest dookoła.  

Nowi rodzice opowiadają mi o zmianach w postrzeganiu rodzicielstwa, których są świadkami. Kaja kontynuuje przerwane przez lockdown studia w Instytucie Reportażu. Podczas ostatnich zjazdów Marcin siedział w związanej z Instytutem księgarni Wrzenie Świata, a Kaja robiła przerwy na karmienie. Miałem też ze sobą buteleczkę i jak była potrzeba, to karmiłem Helę, co wywoływało bardzo pozytywny odzew – mówi Marcin. A Kaja dodaje, że jej doświadczenie karmienia piersią w miejscach publicznych także jest bardzo dobre. To się zmienia. Dzieci są obecne w przestrzeni publicznej i mile w niej widziane – zgodnie stwierdzają. 

IDEALNY CZAS, DOSKONAŁE MIEJSCE

Teraz bardzo doceniłam miejsce, w którym mieszkamy. Jesteśmy na styku Śródmieścia, Ochoty i Mokotowa. W każdym niemal miejscu możemy być w 10-20 minut. Wcześniej działam w trybie dom-praca-dom i tego nie dostrzegałam. Często miałam zajęcia dodatkowe, a Marcin swoje tematy, i mijaliśmy się. To zmieniła pandemia, zaczęliśmy spędzać więcej czasu razem i ten stan trwa. A teraz to jest towarzyski time of my life – śmieje się Kaja. Pod tym względem urlop macierzyński jest dla mnie superdoświadczeniem. Mogę odpocząć od tego całego pędu, który miałam w życiu. Staram się skupić na Heli, ale myślę też o tym, co będę dalej robić. Bardzo się cieszę na to, że życie będzie wyglądać inaczej. Teraz wróciły studia stacjonarne. Ledwo znajduję na nie czas, czasem kosztem siebie, ale bardzo chcę się rozwijać w kierunku pisania. Zobaczę, co jeszcze przyniesie mi ta przerwa. 

Jako mama od początku czuję się zaopiekowana. Mam wsparcie od Marcina, rodziny i znajomych. Wiele osób się o mnie troszczy, pytają, jak się czuję, moje potrzeby nie zniknęły wraz z przyjściem na świat dziecka – mówi Kaja. 

Czujemy teraz duży spokój dlatego, że mamy poukładane w głowach. Hela jest fajnym dzieckiem. Nie jesteśmy spięci i ten nasz spokój działa także na nią. Czekamy na powrót do podróżowania. Myślimy o pierwszej dalszej wyprawie we wrześniu. Nie mamy żadnych specjalnych oczekiwań na przyszły czas – mówi Marcin. Codziennie odkrywamy w Heli coś nowego i to jest niesamowite. Ona jest coraz fajniejsza – dodaje Kaja. Mamy coraz większy i lepszy kontakt. Ja teraz rozkoszuję się kawkami wypitymi z koleżankami w galeriach i czekam na więcej. Ja też na to czekam – dodaje Marcin.  

*

Dziękujemy Kai i Marcinowi za spotkanie! 

Zajrzyjcie do pozostałych odsłon cyklu Moja wyprawka.

Artykuł powstał we współpracy z markami: A Baby Brand, Bolo, BBTB, Coodo, Lansinoh. 

Dodaj komentarz